Skip to content

Mike Panasiuk w NFLPOLSKA

Blisko 30 tysięcy znaków, dziesiątki spędzonych godzin i udało się, Polak Mike Panasiuk melduje się na łamach NFLPOLSKA.com. Zapraszamy na rozmowę z naszym jedynakiem w najlepszej lidze świata, zawodnikiem Las Vegas Raiders, którą przeprowadzili Karol Potaś i Jakub Kazula.  

Pochodzenie i relacje z bratem Jacubem Panasiukiem

NFLPOLSKA: Twój ojciec i matka są Polakami. Płynie w tobie wyłącznie polska krew. Ale urodziłeś się w USA i obywatelstwo masz amerykańskie. Jak więc siebie oceniasz jeśli chodzi o narodowość, czujesz się Polakiem?

Mike Panasiuk: Jak byłem młodszy, jeszcze w szkole, to myślałem, że jestem Amerykaninem. Ale teraz, jak już jestem dorosły, rozumiem i wiem więcej. Mama i tata to Polacy, więc ja też jestem Polakiem. Krew cała polska.

mike screen tt
Flaga Polski w mediach społecznościowych naszego gościa to nie przypadek.

Więc gdybyś chciał uzupełnić dowód, to obywatelstwo polskie miałbyś bez problemu.

Tak, tak. Obecnie mam amerykańskie, ale czuję się Polakiem.

Często bywasz w Polsce?

Kiedy mam tylko czas, to staram się być. Z bratem i babcią często przylatywaliśmy do Polski, nawet na dwa miesiące. Bardzo mi się tam podoba. Rok temu w Polsce robiłem też tatuaż, bo mój wujek ma zakład w Ostrołęce. Mam nadzieję, że jak następnym razem wrócę do niego, to skończy mi całą rękę.

Ale nie mam tam raczej znajomych. Chociaż jak byłem mniejszy, to kiedyś faktycznie kilku ich było, po latach została już tylko rodzina.

 

View this post on Instagram

S/o @lysytattoo.pl as you can tell family✊🏼

A post shared by Mike Panasiuk (@bigmike3472) on

Jak blisko jesteś ze swoim młodszym bratem Jacubem?

Jak byliśmy młodzi, to razem graliśmy w jednej drużynie futbolowej. Wydawało mi się wtedy jednak, że jestem za duży, za ciężki. Jacub grał z rówieśnikami, a ja musiałem grać z dzieciakami, które były trzy lata starsze ode mnie. Później też przez jakiś czas przestałem grać. Natomiast Jacub dalej trenował. Ja tylko go obserwowałem.

Wtedy też – jak byliśmy młodzi – czasami się biliśmy, były szarpaniny. Jak to dzieci.

Po kilku latach wróciłem do futbolu. I znów graliśmy razem, a nasza relacja była lepsza. Można powiedzieć, ze sport nas pogodził i złączył. Teraz bez wątpienia mogę powiedzieć, że jest jednym z najlepszych moich przyjaciół.

Gdybyście mieli możliwość zagrać razem ze sobą w NFL, to wolałbyś z nim grać w jednej drużynie? Czy może naprzeciwko siebie, by móc sobie podokuczać?

To byłoby bardzie ciekawe, bo jeszcze nie graliśmy przeciwko sobie. I zapewne byłoby to fajne. Ale gdybyśmy znowu byli razem w jednej drużynie, to też bym się bardzo cieszył. Też dlatego, że my na boisku rozmawiamy ze sobą po polsku i sprawdziło się to w Michigan State Spartans. Nasi przeciwnicy zupełnie nas nie rozumieli. Były komendy „ja w prawo, ty idź w lewo i działamy”.

Czy na którymś etapie kariery, ktoś wspomniał wam, że skoro nie jesteście Amerykanami od pokoleń, to nie powinniście grać w ich narodowy futbol amerykański?

Raczej takich głosów nie było. Ja zresztą uważam, że każdy może próbować swoich sił. Aby tylko ciało i głowa była przygotowana. Mam przyjaciela z linii Raequana Williamsa i jak byliśmy razem w MSU (Michigan State University), to słyszałem dużo od niego, jak wiele musiał pokonywać przeszkód, by grać w futbol. Imponował mi tym. W młodości nie miał lekkiego życia. Pokazywał mi, że niezależnie kto mówi i co mówi, to jest nieważne, jeśli człowiek bardzo czegoś chce, ma silną głowę i psychikę.

Słyszałeś może, że w Polsce też gra się w futbol amerykański?

Pamiętam jak kilka lat temu będąc w Polsce spotkałem się w Ostrołęce z jednym z trenerów czy zawodników, teraz już dobrze nie pamiętam. Ale wiem, że opowiadał mi on o futbolu w Polsce. Podobnie zresztą ciocia, która mówiła mi, że jest drużyna w mieście (KFA Kurpie Ostrołęka – przyp. red.). I że musimy tutaj z bratem przyjechać i grać w Polsce. Roześmiałem się pamiętam wtedy i powiedziałem, że przykro mi, ale ja muszę grać w USA.

Kiedy poczułeś po raz pierwszy, że futbol amerykański jest dla ciebie?

Jak byliśmy mali, to tata zawsze oglądał spotkania Chicago Bears i się nimi zachwycał. A my z Jacobem mówiliśmy, że chcemy również tak grać. Ojciec na to mówił, że nie ma na to szans. Że nawet nie damy rady zagrać na poziomie NCAA, który również często oglądaliśmy. Mówił nam pamiętam, że oni są wielcy, wysportowani.

Po tym jego gadaniu chcieliśmy zrobić mu na przekór. Udowodnić, że bardzo się mylił, a my damy radę.

Kariera w liceum, NCAA, draft

Idąc tym tropem, szybko – już w liceum – okazało się, że gra w futbol to nie jest dla ciebie tylko pasja, ale też po prostu jesteś w tym bardzo dobry. Gra w NCAA to nie było już marzenie, tylko oczywistość. Mogłeś przebierać w ofertach najlepszych uczelni, w tym Penn State czy Iowa State. Pojawiła się też nawet nieoficjalna wizyta w Ohio State. Jak wtedy do tego podchodziłeś?

To był bardzo ciekawy czas. Rozmów z różnymi uniwersytetami było mnóstwo. Trenerzy ciągle cię obserwują. Trudno nawet to opisać, bo byłem dopiero w liceum. Wiele osób chce z tobą nagle rozmawiać, największe firmy. I mówią ci, że oni ciebie chcą. A miałem wtedy tylko coś około 17-18 lat. To trafiało do mojej głowy i zostawało. Dlatego ważne jest, by nie odlecieć i zostać na ziemi. Twardo stąpać i dalej iść swoją drogą.

A tematy rozmów były bardzo różne. Iowa widziała we mnie ofensywnego liniowego. To też ważne, bo wybierasz swój następny dom na cztery lata.

A od czego zaczynają się takie rozmowy na poważnie? Jeszcze przed ofertą jaką dostajesz od uczelni.

Ważną kwestią są sprawy finansowe. Oni wszystko sprawdzają, co mogą zaoferować. Ja z MSU dostałem 50 tysięcy dolarów rocznego stypendium. Przez co nie musiałem ani dolara wydawać na uczelnię. To są wielkie pieniądze. Jak jesteś wtedy w takim wieku, to można od tych liczb zwariować.

I właśnie to stypendium od Spartans ostatecznie zdecydowało, że wybrałeś właśnie ich?

Z innych uniwersytetów dostałem możliwość stypendium do maksymalnie 25 tysięcy dolarów, m.in. z Penn State. Co ciekawe, raczej nie było sytuacji, że ktoś mi nie zaoferował stypendium. Zawsze każdy kto się mną poważnie interesował, przedstawiał możliwość stypendium.

Inny powód to trener MSU Mark Dantonio, który znany był z tego, że jest dobrym specjalistą od defensywy. Zresztą podobała mi się ich gra. Jak byłem już młodszy, to lubiłem oglądać spotkania Spartans, Oregon, a chyba najbardziej Ohio State. Pamiętam jak kiedyś jakiś dziennikarz zapytał mnie pod koniec liceum, czy gdyby była możliwość wybrać jakąś uczelnię z wszystkich w NCAA, to już wiem kto to mógłby być. I odpowiedziałem mu, że Spartans, Ohio State i Oregon. I dodałem, że jeśli oni zaoferują mi kontrakt, to będą zawsze na górze ekip, które będę brał pod uwagę, by do nich dołączyć. Tak z automatu.

I jakoś po tym wywiadzie trener Dantonio zadzwonił do mnie i powiedział, że chciałby mnie zobaczyć w szkole. Tydzień po tym telefonie byłem w MSU, porozmawialiśmy już osobiście, a dzień po rozmowie zaoferował mi wstępnie grę w Spartans. Wtedy w odpowiedzi powiedziałem mu, że potrzebuję chwili, zadzwonię jeszcze do rodziców i powiem o swojej decyzji. Ale finalnie nawet do nich nie dzwoniłem, może z 20 minut później oddzwoniłem do niego i powiedziałem, że chcę być w jego drużynie.

Oni są defensywną ekipą, wiedziałem że dużo się tam nauczę. Grają agresywnie, dużo atakują, to mój styl i czułem, że będzie to dla mnie idealne.

Jak ci się układała współpraca z tym trenerem już później w zespole?

Trener Dantonio reprezentuje starą szkołę. Jak trenujesz u niego, to wiesz, że będzie krew, płacz, bo najważniejsze jest wykonanie zadania. I on był taki zawsze. A ja myślę, że też może właśnie dlatego wybrałem Spartans, bo wiedziałem że tak to będzie tutaj wyglądać. Jak wojsko.

Myślałeś wtedy o tym, że ze Spartans łatwiej będzie ci dostać się do NFL? Czy przed dołączeniem do MSU takich myśli zupełnie nie było?

Gdyby ktoś mnie zapytał cztery lata temu czy zagram w NFL, to bym się roześmiał. Nie mogłem i nie wyobrażałem sobie tego, że mogę być w takiej pozycji jak dzisiaj. Ale nawet teraz myślę, że to nie wszystko na co mnie stać i Pan Bóg jeszcze mnie nie zatrzymał w tym pędzie. Pokierował mnie i dał szansę. I to dalej trwa.

Był u nas w drużynie, ze mną w linii, zawodnik Kenny Willekes, który został wybrany w 7 rundzie draftu przez Minnesotę Vikings. Jak przychodził do Spartans, to nie otrzymał stypendium jak ja. Musiał za wszystko płacić. I pamiętam jego początki, jak mi wspominał – czemu ja nie mogę wejść na boisko, dlaczego nie dostaję szans gry. Zawsze wtedy go motywowałem i mówiłem, że musi trenować, trenować i jeszcze raz trenować. I tak robił. A po dwóch latach otrzymał też stypendium, a po czasie dostał się przez draft do NFL.

Teraz patrzę trochę na to tak, że ja właśnie jestem w jego pozycji. Bez stypendium, bo nie wybrano mnie w drafcie. On dostał kontrakt, a ja muszę trenować i walczyć. Ale też mogę dostać się do NFL. Muszę tylko pracować.

Będąc w NCAA, grając przeciwko wielu wielkim firmom, ale i też patrząc na twoją drużynę, miałeś czasami tak, że jak zobaczyłeś zawodnika na boisku, to już wiedziałeś, że będzie niezły w NFL?

Ze mną w drużynie grał między innymi center Brian Allen, który teraz jest w Los Angeles Rams.  Dla postronnych zapamiętany jest pewnie dlatego, że był pierwszym z NFL, który miał koronawirusa. Ja pamiętam go natomiast jak w pierwszym i drugim roku w MSU, jak z nim trenowałem, kładł mnie na ziemi wielokrotnie. Treningi z nim uświadamiały mi moje braki. Lubiłem dlatego z nim rywalizować, walczyć, bo miałem świadomość, że jak będę sobie z nim radził, to będę na wysokim poziomie, na jakim on zawsze chciał być, by później trafić do NFL.

Eksperci mówią o tobie, że jesteś zawodnikiem, który świetnie radzi sobie z zatrzymywaniem biegów. To przyszło u ciebie naturalnie, czy właśnie takie zadanie dostałeś od trenerów i to wybitnie trenowałeś?

Hmm, ja lubię mocne uderzenia, lubię wszystko burzyć. Lubię czuć jak nawet dwóch zawodników mnie próbuje powstrzymać. Odpycha czy przytrzymuje, bo wtedy wiem, że koledzy obok mają szansę się przebić wyżej. Że zrobię miejsce dla linebackerów, by oni też mogli wykonać swoją robotę w zagrywce.

Lubię też sytuacje, jak jesteśmy ustawieni z piłką na jard, czy okolicę jarda, przed polem punktowym. Nie wiem co wtedy się ze mną dzieje naukowo, trudno to wytłumaczyć, ale energia  wtedy mnie tak rozpiera, rozrywa, że ja uwielbiam to uczucie. To dla mnie najlepszy fragment gry na boisku.

A miałeś tak, że jak np. grałeś przeciwko Ohio State (gdzie jeszcze kilka lat temu w pierwszej rundzie draftu został wybrany m.in. biegacz Ezekiel Elliott), to czułeś dodatkową ekscytację, że nie możesz pozwolić im na dobrą grę?

Jak grasz w Big10 to bardzo często mierzysz się ze świetnymi biegaczami. Więc ta ekscytacja jest zawsze. Ale fakt, bardzo dobrze gra mi się przeciwko Ohio State. Może dlatego, że jeszcze przed wyborem uczelni pojechałem do Buckeyes na wizytę. Widziałem kilku trenerów. Oni też mnie widzieli. Ale nie podeszli do mnie, nawet słowem się nie odezwali. I coś u mnie po tym zostało, tamta sytuacja. Zawsze chciałem im udowodnić to, co potrafię. Wyznaję zasadę, że skoro nie jestem u nich, oni mnie nie chcieli i olali, to trzeba ich dobić.

A pamiętasz jeden z trudniejszych momentów kariery? Kiedy wybitnie ci nie szło?

Pamiętam jak na początku kariery w MSU graliśmy przeciwko Notre Dame. Oni mieli dwóch liniowych naprzeciwko mnie, którzy zostali wybrani w pierwszej rundzie draftu: Quenton Nelson (Indianapolis Colts) oraz  Mike McGlinchey (San Francisco 49ers). Pamiętam doskonale jak wraz z Raequanem bardzo się mobilizowaliśmy, stawialiśmy, mając też świadomość tego, że najpewniej zostaną wybrani wysoko w drafcie. Chcieliśmy bardzo ich pokonywać… ale było tak bardzo trudno. Niewiele mogliśmy zrobić. To były dwa wielkie byki.

Już wtedy wiedziałeś, że Nelson będzie wybitnym zawodnikiem? Według części ekspertów najlepszym ofensywnym liniowym NFL?

Też myślę, że jest najlepszym na swojej pozycji w NFL. I tak, wtedy był bardzo dobry, ale wiedzieliśmy że to tylko college i stać go jeszcze na dużo więcej, że będzie lepszy.

Jak oglądasz NFL to wyszukujesz swoich rywali z boiska? I masz w głowie, że z tym sobie radziłem, z innym gorzej (tak jak Nelson), ale on jest elitą, więc ze mną nie jest tak źle i całkiem dużo potrafię?

Jest tak faktycznie, że jak oglądam spotkania, to nie jest dla mnie aż tak istotne to jak kto gra, wygrywa czy przegrywa. Patrzę na zachowania poszczególnych zawodników. Ich kroki i ruchy. I tak, przypominam siebie wtedy jak oni grali kilka lat temu, jak się zmienili. To widać i to się wyraźnie zauważa. I wtedy mam dowód nad czym też muszę pracować by ich pokonać.

Kiedy pojawiły się u Ciebie sygnały, że gra w NFL to już nie musi być wyłącznie marzenie, a realny plan do wykonania?

Po pierwszym roku w MSU, a konkretnie po trzech ostatnich spotkaniach. Gdy startowałem z Raequanem, to rozmawialiśmy sobie, że wyglądamy całkiem dobrze i możliwe jest by dostać się jeszcze wyżej, ponad NCAA.

A kiedy konkretnie dotarły do ciebie sygnały np. od swoich trenerów czy skautów, że jesteś obserwowany i że jest szansa podpisać z kimś kontrakt w drafcie lub tuż po nim?

Chyba pierwsze sygnały były po moim trzecim roku. Pytano mnie wtedy czy może nie myślę wcześniej zakończyć szkoły i przystąpić do draftu. Ale ja nawet nie brałem tego pod uwagę. Moim planem było też mieć wykształcenie. Też nie czułem się jeszcze taki dobry, by iść wcześniej.

Aż zakończyłeś czwarty rok w MSU. Jak następnie wyglądały twoje przygotowania do draftu?

Cały czas trenowałem. Mieliśmy mieć Pro Day, ale przez koronawirus wszystko było opóźnione, a później odwołane. Było dziwnie, bo straciliśmy szansę na pokazanie się trenerom NFL, tego co potrafimy. Tak szczerze, to miałem tylko nadzieję, że mój film, taśma ze spotkań, że to może mnie wypromuje.

Rozsyłałeś też swoje treningi przed draftem? Bo wiemy, że wielu zawodników ofensywnych to praktykowało.

Myślę, że bez sensu byłoby pokazywać swoje fikołki na boisku. Ja tylko trenowałem i wierzyłem w swoją taśmę z NCAA.

Przejdźmy do samego draftu. Minął pierwszy dzień, drugi, zaczął się trzeci… oglądałeś to na żywo?

Tak.

Kiedy uświadomiłeś sobie, że coś z twoją osobą może się tego dnia dziać?

Już przed draftem dostawałem informacje czy jestem gotowy na NFL. Głównie od skautów NFL, chyba z około dwudziestu drużyn. Pamiętam, że rozmawiałem z Minnesotą Vikings, Buffalo Bills, New York Giants, Cleveland Browns, Dallas Cowboys, Los Angeles Rams, Philadelphią Eagles, Miami Dolphins. Tych drużyn było wiele. A ci co najbardziej się interesowali dzwonili później drugi raz, trzeci, też w trakcie draftu. I właśnie z Raiders tak było.

W trakcie piątej rundy, gdy Raiders już nie mieli picków, zadzwonili do mnie i powiedzieli, że dadzą mi ofertę od razu, jeśli tylko nie zostanę wydraftowany. Pierwsza myśl była taka… hmm Las Vegas byłoby dobrym miejscem dla mnie.

Ale w grze byli jeszcze Giants, którzy rozważali mój wybór ze swoim ostatnim pickiem. Pisali do mnie. Więc czekałem w nerwach, ale jak ostatecznie mnie nie wybrali to już wtedy wiedziałem, że będę zawodnikiem Las Vegas Raiders.

Pojawiła się w głowie myśl, oby tylko Giants mnie nie wybrali?

(śmiech) Nie, nie, najważniejsze żeby znaleźć się w NFL. Jakbym został wybrany to byłoby fajnie. Ale że nie byłem, to wiedziałem, że następną moją drużyną będą Raiders.

Nie było też jednak rozczarowania. To było obojętne dla mnie czy zostanę wybrany na koniec draftu czy nie. Najważniejsze, że mam jedną stopę w drzwiach i mam możliwość walczyć o NFL.

Przed tym jak odebrałeś telefon od Raiders, miałeś jeszcze jakieś oferty jako UDFA?

Od razu jak wiedziałem, że jest opcja Raiders i nie chciałem już szukać żadnej innej drużyny,  negocjować. Ale były wtedy jeszcze rozmowy z Giants po drafcie i pamiętam, że życzyłem im powodzenia i tego, byśmy zobaczyli się na boisku.

W jakich było to okolicznościach?

Siedziałem na kanapie z rodziną. Patrzyliśmy na kolejne mijające picki. Czekaliśmy na swoją kolej. W międzyczasie były też różne telefony. Ale ten najważniejszy odebrałem jakieś 10 minut po zakończeniu draftu. A później był uśmiech i gratulacje, że wszystko się udało.

Kto się z tobą kontaktował? Jon Gruden, Mike Mayock czy jakiś trener pozycyjny?

Najpierw zadzwonił jeden z członków sztabu wykonawczego. Przekazał mi wtedy, że lubią w organizacji moją grę. Old school football. Następnie mówił ze mną Rod Marinelli, trener linii defensywnej. Pogratulował mi i podziękował, że zdecydowałem się do nich dołączyć. Z Mayockiem i Grudenem jeszcze nie rozmawiałem. Ale już za kilka dni będziemy zaczynać szkolenia internetowe i z nimi się na pewno połączę.

Decyzja o Raiders była też spowodowana tym, że w ekipie z Las Vegas widziałeś większą szansę na przyszłość w NFL niż byłoby to w Giants?

Nie patrzyłem na to. Nie miało dla mnie znaczenia czy w danym zespole jest sześciu czy dwunastu defensive tackles. Ja dalej będę pracował i dawał z siebie najwięcej ile potrafię. Jeśli dostane się do NFL, pozostanę w składzie, to będę wiedział że dobrze wykonałem swoją pracę. Jeśli nie, to znaczy że nie wykonałem jej wystarczająco dobrze.

Teraz jesteś w Chicago. Dlaczego akurat tam?

Nie ma jeszcze grupowych treningów, bo oczywiście wszyscy czekają na pozwolenie NFL i ogłoszenie kiedy ruszają obozy treningowe. A jak liga pozwoli trenować, to z pewnością będą mogli robić to wszyscy w jednym terminie. Nie będzie wyjątków dla tych, gdzie teoretycznie jest bezpiecznie i nie ma epidemii.

Mówi się, że przez obecną sytuację z koronawirusem najtrudniej na obozach treningowych będą mieli właśnie zawodnicy niewydraftowani, przez brak lub ograniczony czas na to, by się pokazać w drużynie. Obawiasz się tego?

Cały czas trenuje. Raequan też mieszka w Chicago, więc razem się wspieramy, wykonujemy zagrywki, oglądam taśmy. Trzeba działać w okolicznościach jakie mamy. Więc staram się o tym nie myśleć. Albo inaczej, myślę że wszystko wystartuje o czasie i takiej sytuacji nie będzie.

Czy obecny trening różni się czymś od tego jaki robiłeś wcześniej, co roku?

Teraz pracuję szczególnie nad fizycznością, by ciało było odpowiednio przygotowane. Bo czas by skupiać się dużo bardziej na futbolu przyjdzie na campie, podczas praktyk grupowych, zadań.

Dostałeś już jakieś pierwsze polecenia od Raiders, np. dotyczące odżywiania albo tego na co masz zwracać uwagę w ich grze?

Nie było jeszcze takich rozmów. Ale sam wyszukuje filmiki Raiders na Youtube, czy w innych mediach. Oglądam też całe spotkania i analizuję ich grę. Jak się ustawiają, jak się zachowują. Po tym jak spędziłem trochę czasu w futbolu, już z tego bardzo dużo rozumiem i się dowiaduję.

Masz kogoś takiego wśród zawodników, z którym chciałbyś porozmawiać najpierw w Raiders?

Raczej jednej osoby nie. Ale jak pojawi się możliwość rozmów to będę wszystkich pytał co i jak. Jakie tam są zachowania. Bo w drużynie są weterani, którzy grają dla Raiders osiem lat, ale są i młodzi po dwóch czy trzech latach. Pytań mam bardzo dużo. Z Cowboys przyszedł właśnie też DT Maliek Collins, więc zapytam i o to jak u niego to wyglądało w Dallas.

Jesteś usatysfakcjonowany etapem na którym jesteś? Co cię motywuje?

Walka o miejsce w składzie dopiero się rozpoczyna, a chcę tam zostać, więc nie ma jeszcze pełnej radości. A motywuje mnie z pewnością rodzina. Z bratem jestem w kontakcie, wysyłam mu swoje filmiki, albo pytania co i jak mam zrobić. Tak też się wspieramy.

Skoro wspomnieliśmy o bracie, to co sądzisz o jego grze? Myślisz, że jest szansa na to, że on również dołączy do NFL?

Że będzie w NFL, jestem tego pewny na 100%. Jak tylko będzie trenował jak trenuje obecnie, to będzie wybrany w drafcie. On dużo analizuje, czyta. Ktokolwiek za rok go wybierze będzie się cieszył, że nie będzie miał problemu mając go za rywala.

Nie wiem tylko czy będzie grał jeszcze kiedyś ze mną. Fajnie by pewnie było, to mój brat. I nawet jak się pokłócimy to później się godzimy. Rodzina zawsze chce być przy sobie. Ale cieszyłbym się też z okazji, gdyby była możliwość wymienić się po jakimś meczu koszulkami.

On do Spartans trafił też za twoją przyczyną, czy ty nie masz z tym nic wspólnego?

Ja mu nic nie mówiłem. To był wyłącznie jego wybór. Może tam kiedyś przypadkiem, raz czy dwa, wspomniałem mu tylko jak u nas jest. I że pewnie fajnie by nam się razem grało. Ale nic więcej. A on wtedy mówił mi, że nie wie co zrobić. Że te wszystkie szkoły go namawiają. Aż na koniec powiedział mi, że on jednak wybrał jakąś inną uczelnię. A ja na to że rozumiem, ale żeby miał świadomość, że teraz mogę mu legalnie dowalić. (śmiech)

Jednak kilka dni później przyjechał do mnie mój trener. A Jacub miał już wtedy ofertę Spartans. I wtedy dowiedziałem się, że on też dołączy do MSU, co mnie zszokowało, nie spodziewałem się tego.

Nie chcę też myśleć czy wszystko w naszej karierze wyglądało tak jak powinno, czy można było zrobić coś lepiej. To bez sensu. W książce jest już wszystko napisane, teraz walczymy o przyszłość.

A faktycznie było tak – jak to często przedstawia się w mediach – że będąc na campusie futboliści, dodatkowo tak słynnej uczelni, są gwiazdami, celebrytami?

Ja tam zawsze byłem normalnym człowiekiem, tak jak i teraz walcząc o NFL. Traktuję ludzi z szacunkiem. Z każdym rozmawiam. Jak ktoś mi mówił – siema, odpowiadałem. I później dalej rozmawialiśmy.

W szkole, z nauczycielami podobnie. Nie odczuwałem, że to mój jakiś „atut”. Wręcz przeciwnie, wymagano od nas dużo. Spoglądano na nas, bo jeśli gdzieś zdarzyłaby się wpadka, to wszyscy o tym już wiedzą. A już ja to szczególnie, bo jestem wielki. Wszyscy mnie widzą. Może niektórym gra w drużynie futbolowej zmieniała charakter, ale z pewnością były to odosobnione przypadki.

Z ocenami też na szczęście problemów nie miałem, więc cały czas mogłem trenować z pierwszym zespołem. A to też mi sprawiało wielką przyjemność, zawsze lubiłem sport. Zresztą większość znajomych których mam, oni też są związani często ze sportem.

Jaki jest twój najprzyjemniejszy moment z kariery futbolisty?

Dużo jest takich momentów. Ale jeden jest szczególny, ostatni mecz w karierze NCAA przeciwko Wake Forest. Podczas jednej z akcji Jacub odbił piłkę kierowaną przez rozgrywającego, ta odbiła się od czyichś pleców, a mi udało mi się ją złapać i wbiegłem z nią w pole punktowe.

Akcja od 2:00 na wideo poniżej

 

Inny przyjemny to jedno ze spotkań z (Michigan) Wolverines. Było bardzo zimno, mokro. A w drugiej połowie to już była ulewa. Czułem się jakbym chodził po boisku w mokrych gumiakach.  Strasznie ciężkie miałem nogi. A my wtedy wygraliśmy na ich boisku. Była wielka radość. Tak, to był wyjątkowy mecz.

 

To byli wasi najwięksi rywale i na nich była największa mobilizacja?

Oj tak. Ci żółto – niebiescy… ich nazwy nawet nie można było wymawiać, albo po prostu ja nie lubię wymawiać nazwy tej drużyny. Na nich była największa mobilizacja. A po spotkaniach zawsze się spotykaliśmy, omawialiśmy co się działo. Zawsze ja miałem manierę, by siedzieć w telefonie już po meczu i oglądać co zagrałem dobrze, co źle. I zawsze koledzy mi mówili bym go odłożył, bo ten film będzie również jutro i jutro będę mógł go też zobaczyć. Spotykaliśmy się niezależnie czy udało się wygrać, czy zanotowaliśmy porażkę, bo to też rodzina.

Miałeś w szatni – oprócz brata – też taką osobę z którą spotykałeś się prywatnie?

Wspominałem wcześniej Raequana Williamsa i on był dla mnie właśnie taką osobą. To dla mnie był też szok, że mieszkaliśmy tylko 30 minut od siebie w Illinois, a razem trafiliśmy do MSU i teraz NFL. To bez wątpienia mój najlepszy kolega. Kończył się futbol i my zawsze po nim też byliśmy razem.

Na uczelni miałeś okazję poznać niejakiego DT Malika McDowella. Kojarzysz gościa?

Oczywiście że tak.

Został wybrany w drugiej rundzie draftu przez Seahawks. Przez różne problemy zdrowotne i osobiste w NFL już go nie ma, ale opowiedz jak ty go zapamiętałeś.

Powiem wam, że moim zdaniem to był jeden z najlepszych atletów jakiego miałem okazję poznać. A może i najlepszy. Dlaczego mu się później nie powiodło? Nie wiem i nie chce nawet tego omawiać. Ale jak  grałem obok niego i trenowałem z nim w swoim pierwszym roku w MSU – on właśnie kończył uczelnię – to widziałem jak był świetny. Na boisku, ale też obok jako kumpel. Jak pytałem się go o coś, prosiłem o pomoc, to zawsze ze mną rozmawiał, pokazywał. Moim zdaniem był dobrym człowiekiem i w pierwszym roku na uczelni bardzo mi pomógł.

Mówi się, że gra w NFL i NCAA, to niby ta sama dyscyplina, ale jednak trochę inny sport. Często zupełnie inne atuty są przydatne w tych ligach i trenerzy mają całkowicie inny pogląd na trening. Też tak uważasz?

Zdecydowanie. W NCAA wszyscy patrzą na ciebie, ale widzą w tobie jeszcze trochę dziecko. Często trenerzy chcą wtedy ciebie złamać. Sprawdzić na ile potrafisz radzić sobie z presją, wychowują ciebie. W NFL wydaje mi się, że już tak tego nie ma, bo są przecież zawodnicy którzy mają żony, dzieci, są doświadczeni. To już gra na innym poziomie, nie tylko sportowym.

Trener w liceum czy Dantonio też tak gnębili?

Myślę, że niemal wszyscy trenerzy na szczeblu NCAA testują twoją psychikę. Czy dasz radę jak będzie trudno. To coś jak w wojsku. Tak jest wszędzie.

A pamiętasz sytuację gdy Dantonio był wybitnie zły, np. podczas spotkań, nawet bezpośrednio na ciebie?

Było tak kilka razy. Ale muszę coś dodać, trenerzy nas znają i oni wiedzą na kogo i jak mogą naciskać. I kiedy powiedzieć mocne słowa. A na mnie… dokładnie nie pamiętam, ale to było chyba na spotkaniu z Illinois. Byłem wtedy chory, ale pojawiałem się na boisku. On na mnie krzyczał, że muszę być lepszy, muszę lepiej trafiać.  A byłem wtedy tym zdziwiony, bo cały tydzień leżałem w łóżku. Nie mogłem nawet wstawać. Ale mimo wszystko to zrobił. To było z pewnością dlatego, ze on doskonale wiedział co może mi powiedzieć, co zrobić bym go wysłuchał i zrozumiał. I wyciągnął to, co teraz nie zagrało. On wiedział, że potrafię więcej i to ze mnie wydobywał przez takie zachowanie.

Opinie na temat futbolu i wspomnienia

Miałeś kiedyś tak, ze grając z wyraźnie gorszym zespołem, wygrywając różnicą pięćdziesięciu punktów, włączyła ci się w głowie litość, przez co np. pojawiła się myśl, żeby odpuścić, bo i tak to wygramy?

Absolutnie nie. My zawsze gramy na pełnych obrotach do ostatniego gwizdka sędziego. Taka jest nasza filozofia uczelni. Wszystkie głowy w kaskach były skupione wyłącznie na następnej, jak najlepszej akcji.

Pytamy też dlatego, bo w Polsce, jeżeli różnica punktowa wynosi 35 punktów, to w meczu włączona jest tzn. zasada litości (mercy rule) i zegar nie jest już zatrzymywany np. po każdej akcji biegowej. Czy widziałbyś taką zasadę w NCAA?

Ja jestem za tym, że gramy do końca na tych samych zasadach. Bo nawet te słabsze drużyny przegrywając dane akcje, nagrywają filmy. Analizują co zrobić, by się poprawić. Zawsze tak też ja mam, że jak gram z kimś kto wiem, że jest bardzo dobrym rywalem i pójdzie wysoko w drafcie, to zawsze później analizuję co robiłem i dlaczego nie mogłem go pokonać.

A gdybyś mógł zmienić jakąś zasadę obecnie obowiązującą w futbolu, to co to by było?

Niedawno zmieniono zasady dotyczące obalania rozgrywającego (sackowania). Coś mi się w tym nie zgadza. Nie tak powinno to wyglądać. Będę z pewnością musiał nad tą zasadą pracować, bo jak sędzia rzuci flagę, to trzeba już to akceptować.

Pamiętasz jak kiedyś po jakiejś fladze poniosły ciebie emocje i odrzuciłeś ją w sędziego?

Oj zdecydowanie aż tak to mnie nie ponosiło. Oczywiście zdarzały się sytuacje, gdy nie zgadzałem się z decyzją. Coś wtedy mu powiedziałem, ze na przykład źle to widział i nic nie było. Oni zazwyczaj bronią się tym, że oni tak to widzieli i koniec dyskusji. Każdego dokładnie przez cały mecz nie obejrzą, nie ma też wielu sędziów na boisku, nas jest zdecydowanie więcej, więc i im błędy mogą się zdarzyć.

W NCAA trash-talk z zawodnikiem naprzeciwko ciebie był czymś co praktykowałeś? Był ważną częścią?

Leciały słówka, które nawet nie nadają się do cytowania. (śmiech). My praktycznie przy każdej zagrywce coś mówimy. I też do tego się odpowiednio przygotowujemy. Oglądamy ich złe zagrywki z innych spotkań, sprawdzamy na Twitterze czy Facebooku. I znajdujemy tam dużo przydatnych rzeczy (śmiech).

Myślisz, że to ma ważny wpływ na mecz?

O tak!  (śmiech) Można w ten sposób, że tak powiem, dobrać się do głowy rywala. I to widać podczas meczu. Jak dobrze przyłożysz się do tej pracy i dotrzesz do głowy, to zawodnik zupełnie inaczej gra.

Zawsze byłeś taką osobą jak teraz, pewną siebie i umiejętności? Czy to przyszło z czasem?

Myślę, że właśnie czas to wszystko we mnie zmieniał. Jak byłem młodszy, to było inaczej. Ale później coś mi się w głowie przestawiło i nie zamierzam się już zmieniać. Chcę zostać taki zawsze.

Zawsze też byłeś inny fizycznie? Wyższy, silniejszy, z większą masą?

Pamiętam, że zawsze byłem wysoki. Ale tak znacząco wyrosłem w szóstej klasie. A w ósmej ważyłem 240 funtów (około 109 kg – przyp. red.), na początku liceum 250 funtów (113 kg – przyp. red.), a później pojechałem na wakacje z rodziną na tydzień i jak z nich wróciłem to ważyłem już 275 funtów (około 125 kg – przyp. red.).

Rodzice, brat, byli zdziwieni co się z tobą dzieje?

Myślę, że nie. (śmiech) Obserwowali co się ze mną dzieje, bo wiedzieli że potrzebujemy teraz więcej jedzenia na stół. To z pewnością.

Tata i mama nie są wysocy, ale moi wujkowie są bardzo wysocy. I myślę, ze stąd u nas wzięły się te geny.

A skąd pomysł na swój wizerunek z długą brodą? Brat wydaje się, że ma na to inne spojrzenie?

Jemu taka broda nie chce wyrosnąć, dlatego jej nie ma. Ale wiem, że by chciał taką mieć (śmiech). Zgubiłem włosy na głowie, to sobie pomyślałem że będę mieć długą brodę. I ta rośnie jak widać.

A sportowo masz kogoś takiego na kim się wzorujesz?

Aaron Donald jest najlepszy na mojej pozycji, tylko to raczej pass rusher. Uwielbiam też Fletchera Coxa. On również jest silny i dobry we wszystkim, też m.in. w obronie biegów. Na ten duet głównie patrzę i szczególnie analizuję.

Autorzy: Karol Potaś i Jakub Kazula

screen

Źródło zdjęcia na czołówce: instagram @ bigmike3472 https://www.instagram.com/p/B1xUY-lpeBl/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: