Skip to content

Gronk’n’Roll – kolorowe życie Roba Gronkowskiego

Spotkałem go (Gronkowskiego) na imprezie w piątek, wszyscy piją i tańczą. Patrzę na niego i myślę sobie: „Nie ma bata, by ten gość zagrał w weekend”. A tu w niedzielę włączam tv i bum, Rob Gronkowski zaliczył w meczu 100 jardów i TD – mówi znany komik Kevin Hart. Taki właśnie jest Gronk, zapraszamy na spotkanie z nowym zawodnikiem Tampa Bay Buccaneers, na które zabiera nas Kuba Machowina.

Globalna pandemia koronawirusa spowodowała, iż w świecie sportu zapanowała pustka, trudna do wypełnienia. Wszelkie rozgrywki przerwano, a wszystkim nam, tak zwyczajnie po ludzku, zaczęło brakować sportu. Już od starożytnych czasów istnieje łacińskie powiedzenie „panem et circenses”, którego tłumaczenie to nic innego jak słynne „chleba i igrzysk”. Było to, cytując: „hasło rzymskiego pospólstwa domagającego się rozrywek i zaspokojenia potrzeb materialnych”.

Jego autorem był rzymski poeta Juwenalis, który używał tego określenia w swoich licznych satyrach opisujących życie ówczesnego imperium rzymskiego. W swoim oryginalnym zamyśle hasło „chleba i igrzysk” miało opisywać i wykpiwać proste, przyziemne oraz czysto konsumpcyjne potrzeby szarego człowieka, ale hasło to jest jak najbardziej aktualne także dziś i to już bez żadnej satyry czy pogardy. Ludzie, zmęczeni strachem i walką z chorobą potrzebują rozrywek, a jedną z najlepszych na świecie jest oczywiście sport. I wtedy pojawił się „The Last Dance”, wypełniając pustkę wynikającą z braku tychże  emocji.

NBA, piłka nożna, Liga Mistrzów… Wszystko przerwane. Nic jednak straconego, przecież życie nie znosi pustki. Skoro brakuje nam emocji, to sami je wykreujemy. Serial o Jordanie i Chicago Bulls pobił wszelkie rekordy popluarności, doskonale wpasowując się w tęsknotę za sportem i na fali nostalgii (także za latami 90-tymi) szturmem podbił telewizję. A to przecież dopiero początek fali świetnych dokumentów, z których słynie ESPN, producent „The Last Dance”. W kolejce jest już materiał o Lance’ie Armstrongu, ale nas kibiców NFL interesuje oczywiście serial dokumentalny o Tomie Bradym, zapowiedziany na przyszły rok. Jego tytuł to „Man in the Arena: Tom Brady”.

Odczuwam z tego tytułu pewną osobistą satysfakcję, ponieważ tuż po premierze dokumentu o Jordanie i Bullsach pisałem, że chciałbym coś takiego zobaczyć w wersji NFL, opowiadające o Bradym, Belichicku i odejściu Toma z Patriots. Nie wiem, czy ludzie z ESPN czytają moje tweety, ale przewidziałem w jakiś sposób serial o Bradym i już zacieram ręce na przyszły rok.

NFL ma to szczęście, że koronawirus uderzył tuż po Super Bowl i dodatkowo liga też ruszy dopiero w momencie, gdy inni przetestują pewne rozwiązania, jeśli chodzi o organizację meczów. Musimy się jednak liczyć też z tym, że może być druga fala zachorowań i liga będzie opóźniona, a może i w najgorszym wypadku (odpukać, odpukać, odpukać!) odwołana. Oby „Man in the Arena” nie był jedyną atrakcją futbolową, jaka czeka nas w sezonie 2020/21. Ok, ale czy sam serial będzie kopią „The Last Dance”?

Z pewnością nie. Możemy śmiało założyć, iż zawartość nie będzie raczej bardzo kontrowersyjna, a Tom Brady nie będzie z żóltymi oczami opowiadał sensacji o kolegach z zespołu oraz przeciwnikach, popijając w fotelu produkowaną przez siebie tequillę. Pewnych analogii możemy się jednak doszukać. Podobnie jak w „The Last Dance” dostaniemy GOAT-a Jordana (Brady), Phila Jacksona (Belichick), a także prawdziwe połączenie… Pippena oraz Rodmana. O kim mowa? Oczywiście o Robie Gronkowskim, jednym z najbardziej kolorowych ptaków NFL.

***

Szejki & Marihuana

Tego, że Tom Brady zmieni klub można było się po cichu spodziewać, ale prawdziwą bombą jest jednak powrót ze sportowej emerytury Roba Gronkowskiego, który po dekadzie w Patriots opuścił Nową Anglię i dołączył w Tampa Bay do swojego „najlepszego przyjaciela”, czyli Toma Brady’ego.

„Gronk” po zawieszeniu kariery (o tym za chwilę) i rocznym odpoczynku od futbolu zszedł z wagi aż o +/- 20 funtów (9-10 kilo), ale jak sam twierdzi jest „o cztery szejki proteinowe od swojej idealnej wagi, czyli 260 funtów (118 kilo)”.

Rob wyraźnie zeszczuplał i wszyscy ciekawi są w jakiej dyspozycji wróci do NFL. Czy uda mu się odbudować szybko masę mięśniową nie łapiąc kontuzji? Świat sportu zna wiele przypadków, kiedy wrzucenie zbyt dużej ilości „mięsa na ramę” kończyło się szybkimi urazami. Rok przerwy na pewno dobrze mu zrobił, ale trzeba jednak uczciwie stwierdzić, że Gronkowski opuszczał ligę poturbowany jak po wojnie.

Kiedy Patriots pokonali Rams w Super Bowl LIII (luty 2019. roku), Rob wiedział, że to być może koniec. Podczas meczu doznał kontuzji mięśnia czterogłowego uda i jak sam wspomina, „czuł jakby ten rozpadł się na kawałki”. Wszyscy imprezowali po Super Bowl, a on cierpiał.

Przez następne pięć tygodni nie mógł normalnie chodzić i spać w nocy. Doszedł do punktu, że spał po 20 minut w nocy, tak bolała go noga. W ciągu miesiąca spuszczona mu z uda ponad… litr krwi. Pierwsze myśli o zakończeniu kariery zmieniły się w twarde postanowienie – Gronkowski nie chciał już więcej cierpieć. Zawiesił buty na kołku.

W NFL spędził do tej pory dziewięć lat, ale ostatnie z nich naznaczone były urazami pleców, kolana, kostki, ramion i w końcu wspomnianego uda. Plus liczne urazy głowy. Oddajmy głos Robowi:

„Głęboko wierzę, że każdy uraz, jakiego doznajemy jest wyleczalny (…) Przeszedłem przez to. Miałem dziewięć operacji, jakieś 20 wstrząsów mózgu, nie kłamię. Pięć razy całkowicie urwał mi się film na boisku….”.

W jaki sposób radził sobie z bólem i urazami odniesionymi na boisku? Tak jak zdecydowana większość graczy NFL, czyli paląc trawkę bądź używając leków na bazie medycznej marihuany. Gronkowski postanowił zainwestować w firmę CBDMedic, której produkty testował sam na sobie i bardzo mu pomogły.

Rob stał się propagatorem i adwokatem stosowania CBD w lekach (Kannabidiol, czyli CBD – organiczny związek chemiczny z grupy kannabinoidów. Występuje w konopiach. W przeciwieństwie do swojego izomeru, tetrahydrokannabinolu (THC), nie ma działania psychoaktywnego). Oto co mówi „Gronk”:

„Po raz pierwszy od dekady nie odczuwam bólu, to wielka sprawa. Apeluję do ciał zarządzających ligami (NFL, NBA, MLB etc.), by zmieniły swoje nastawienie do CBD. To tylko kwestia czasu… CBD bardzo mi pomogło podczas mojej kariery zawodniczej”.

Wtóruje mu wielu innych graczy, a liga też zdaje się coraz liberalniej patrzeć na marihuanę. Popatrzmy, co o całej sprawie mówią ludzie związani z tematem:

„Częścią optymizmu dotyczącego CBD jest fakt, że wydłuży ona kariery ulubieńców fanów (…)  Wydłuży ona kariery tych graczy, którzy decydują o losach i przyszłości zespołów” – Leigh Steinberg, znany agent graczy NFL

„Kiedy jedyną opcją są Toradol, Indocin lub Vicodin, to NFL nie robi dobrej roboty (…) Jeśli zamierzasz powiedzieć, że możemy wstrzykiwać sobie te trucizny, ale w żadnym wypadku cannabis, to nie jest to uczciwe” – Ricky Williams, były czołowy RB ligi, zawieszany za oblewanie testów na obecność narkotyków we krwi

Czy Gronkowki jest dobrym ambasadorem tych używek? Tak, ponieważ jest „Gronkiem” oraz jest… biały. Cóż, od kwestii rasowych ciężko uciec w świecie NFL:

„Czarnoskórzy zawodnicy często traktowani są jako zagrożenie i każe im się milczeć, bycie komentatorem lub wygłaszanie opinii publicznie nie należy do ich obowiązków.. (…) Ale Gronkowski to co innego, to pozytywny gość kochający zabawę. Robi dużo, by legitymizować używanie CBD i to bez zagrożenia dla kogokolwiek…” – Melissa Butler, wykładowca socjologi na Clark University

A jeśli ciekawi Was temat rasizmu w NFL, zapraszam także tutaj:

https://nflpolska.com/szalony-rasistowski-pomysl-nfl/

***

Sknerus, ale imprezowicz

Gronkowski zainwestował pieniądze w CBDMedic, ale znany jest z tego, że… oszczędza jak nikt. Podczas swojej kariery zawodniczej zarobił dotychczas 53.4 miliona dolarów i jak sam napisał w swojej biografii zatytułowanej „It’s good to be Gronk” (wydana w 2015 roku), z kwoty tej nie wydał… ani centa. Jak to możliwe?

Rob ograniczył się do wydawania pieniędzy zarobionych na reklamach (ponad 3.5 mln dolarów w całej karierze), a wśród sponsorów Gronkowskiego należy wymienić m.in. Nike, Dunkin’ Donuts czy producent detergentów, Tide.

Ciut później Rob przyznał, że czasem lubi trochę zaszaleć, ale nigdy nie przesadza. Największą ekstrawagancją, na jaką sobie pozwolił był diamentowy łańcuch na szyję, a spytany ile kosztował, rzucił: „Kwota sześćiocyfrowa”.

Rob zamierza inwestować także w rodzinny interes (branża fitness), a spytany o swoją filozofię dotyczącą biznesu oraz wydawania pieniędzy, mówi tak:

„Biorę przykład z ojca, działa z sukcesami w biznesie od 30 lat. Podziwiam także Marka Cubana*, który prowadzi interesy z moim bratem. Patrząc jak Mark działa w biznesie, jaką drużynę stworzył, to surrealne”.

* Mark Cuban to właściciel drużyny NBA, Dallas Mavericks, a razem z gwiazdą MLB, Alexem Rodriguezem zainwestował w firmę Chrisa Gronkowskiego, brata Roba i byłego gracza NFL.

„Chciałem zaoszczędzić pieniądze zarobione w NFL, ponieważ znam ten biznes i widziałem to na własne oczy – kariera nie trwa wiecznie (…) Widziałem innych graczy, którzy stracili wszystko po zakończeniu kariery”.

„Żyj łatwo i prosto. Kupuj tylko to, co potrzebujesz. Resztę oszczędzaj”.

Jeśli chodzi o finanse to Rob potrafi się pilnować, ale imprezy… cóż, imprezy to osobny rozdział. Gronkowski znalazł jednak idealną równowagę w życiu – potrafił uosabiać etos pracy oraz poświęcenia zwany jako „Patriot Way”, nie zatracając przy tym swojej zwariowanej natury imprezowicza i żartownisia.

Oglądając na Netfliksie serial „Aaron Hernandez: W głowie mordercy” można trafić na fragment, kiedy Hernandez żali się przez telefon, mówiąc mniej więcej tak: „Oni nie umieja się bawić. W Patriots nie chcą, byś dobrze się bawił. Liczy się tylko futbol i ciężka praca”.

Wszyscy wiemy jak skończył Aaron, ale Gronkowski znalazł jednak ten złoty środek. Rob lubi się bawić, ale „roboty” nie zawala. Znany komik Kevin Hart wspominał kiedyś w programie LeBrona Jamesa „Barbershop”:

„Spotkałem go (Gronkowskiego) na imprezie w piątek, wszyscy piją i tańczą. Patrzę na niego i myślę sobie: „Nie ma bata, by ten gość zagrał w weekend”. A tu w niedzielę włączam tv i bum, Rob Gronkowski zaliczył w meczu 100 jardów i TD”.

Rob Gronkowski i jego czterej bracia to prawdziwa legenda imprezowania. Jak mówi sam Rob, „gdziekolwiek się pojawiamy, zaczynamy tańczyć i się bawić, tacy już jesteśmy”. „Gronk” to połączenie Pippena i Rodmana. Tak jak pisałem wcześniej, Tom Brady to Michael Jordan, Bill Belichick to Phil Jackson, a Rob to właśnie dwa w jednym. Główny pomocnik Brady’ego na boisku jako Scottie Pippen, ale przy tym naczelny klaun oraz imprezowicz drużyny, najbardziej kolorowy z kolorowych ptaków, jak Dennis Rodman.

O imprezowaniu i szaleństwach Gronkowskiego można by nakręcić dziesięcoodcinkowy dokument, a i tak nie zbaczylibyśmy wszystkiego. W jego „dorobku” są imprezowe łodzie, imprezowe autobusy oraz imprezy na plaży. Na jedną z nich przyszedł nawet kiedyś sam Bill Belichick. Ludzie, którzy kupili bilety na „Beach Party” Gronkowskiego opowiadali później:

„Impreza roku”

„Kompletne pandemonium”

„Lepsze niż Coachella”

Byli celebryci, beer pong, karaoke, wielogodzinne koncerty muzyki dance oraz wszystko, co możecie sobie wyobrazić. Co ciekawe, magia i moc marki „Gronk” są przeogromne. Każdy chce być jak Rob, który daleko wyszedł poza emploi sportowca, stając się w USA uznaną marką. Może nie jest jak Michael Jordan (no bo któż jest?), ale łączy w sobie pewne elementy, które na „chłopski” rozum nijak nie powinny ze sobą współgrać. Cóż to takiego?

Gronkowskiemu udało się zostać uznaną marką, celebrytą oraz imprezowiczem, nie tracąc przy tym sportowej klasy. Rodman znany był ze swoich ekscesów, a odbierany bywał przeważnie negatywnie. Gronkowski? Jest jak duży, niegroźny dzieciak, o którym wszyscy wypowiadają się ciepło i pozytywnie. Jest jak Johnny Bravo – wielki, przerysowany i zawsze szalony. Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Rob występował w filmach, teledyskach, w programach telewizyjnych, w reality show, a nawet zaliczył debiut w Wrestlingu, który kocha od dziecka. Wielu wróży mu karierę w showbiznesie, do którego wydaje się stworzony. Magia „Gronka” działa. Kiedy jedna z dziennikarek pisała relację z jego „Beach Party”, spotkała Melvina Gordona. Gdy spytała go „czy już widział się z Robem” ten tylko popaptrzył na nią i odrzekł:

„Kto tak mówi?! To żaden Rob, to „Gronk”!

Imprezowanie jest fajne, ale trzeba znać granice, a te Gronkowski znal zawsze. Doskonale odnalazł się w szatni Patriots, zostając być może najlepszym tight endem w historii ligi. Był jak genialne, acz niesforne dziecko – poza boiskiem wariował, ale na treningu i w meczu zawsze ciężko pracował. Nie przekraczał tej cienkiej granicy, kiedy sport staje się jedynie dodatkiem do balangi, a zawodnik zamienia się w karykaturę sportowca.

Sam o sobie mawiał, że „imprezowanie pomogło mu być lepszym sportowcem” i wypada mu wierzyć. Kiedy kończył się sezon, dla wielu graczy oznaczało to biznesowe wycieczki do innych krajów, ale dla Roba tylko dwie rzeczy – wizyty w klubach i chodzenie bez koszulki. Tutaj także należy popatrzeć z przymrużeniem oka na opowieści „Gronka” o oszczędności, ponieważ po wizycie z braćmi i przyjaciółmi w klubie zdarzyło mu się zapłacić rachunek na… 102 tysiące dolarów.

Wiecie, jak wygląda 100 tysięcy dolarów przepite na barze? Bo ja nie…

***

„Gronk, the Mastermind”

Kiedy jednak przychodził czas na pracę, Rob był pierwszy na murawie. Podczas dziewięciu sezonów w New England Patriots, zaliczył:

– 3 wygrane w Super Bowl

– 4 x 1st Team All-Pro

– 5 x Pro Bowl

– wybór do najlepszego zespołu dekady NFL 2010s

– wybór do grona 100 najlepszych zawodników w historii NFL

Gronkowski był prototypem nowoczesnego tight enda. Niesamowicie blokował, a piłki łapał jak wide receiver. Podczas dziewięciu sezonów zaliczył 7863 jardy oraz 80 touchdownów w sezonie regularnym, a w sumie, razem z playoffs, 9026 jardów oraz 92 TD.

Co ciekawe, zanim wybrano go w Drafcie 2010 roku, zastanawiano się nad jego kandydaturą, tak jak nad wyborem wspomnianego już wcześniej Aarona Hernandeza. W obu przypadkach wskazywano na niedojrzałość emocjonalną, a w przypadku Aarona także na problemy z narkotykami. Finalnie wzięto obu tight endów (Gronkowski w 2., Hernandez w 4. rundzie) i Belichick zrewolucjonizował grę na tej pozycji swoim ustawieniem z dwoma TE na boisku.

Co ciekawe, wielu wspomina wizyty Gronkowskiego w Patriots przed Draftem. Kiedy pytano go co lubi robić poza sportem, mówił zawsze: „Oglądać SpongeBoba”. Ludzie łapali się za głowę, patrząc na niego z politowaniem. Pozorna „niedojrzałość” Gronkowskiego okazała się jedynie jego usposobieniem, to po prostu radosne, wielkie dziecko, ale inteligentne, umiejące pracować ciężko i znające granice. Ale fakt, iż jest jajcarzem ludzie często odbierają jako brak inteligencji. Błąd, ale o tym za chwilę.

Tymczasem popatrzcie jak Rob odebrał telefon od komisarza Rogera Goodella informującego go o wyborze do grona 100 najlepszych graczy w historii NFL:

https://sports.yahoo.com/rob-gronkowski-tells-epic-story-165732068.html?guccounter=1&guce_referrer=aHR0cHM6Ly93d3cuZ29vZ2xlLmNvbS8&guce_referrer_sig=AQAAADK0vsT41UOEKSgXBNm0lnn6aBqGbE0yRbD5wUYn4on_RP2Uxu1RL06UpwS_kSUrei-i57SLDPr2vTEZf_5nDHrfHyvyVE-Z4_E32wCtxdzIbqPYYALeAG7Hj9lvVQOeTA3ulT00JBpbrONezMR14HhXr996zT3asT1mHOVYY51b

Kończąc także wątek Hernandeza – ciekawe jest to jak potoczyły się losy Roba i Aarona. Dziś Gronkowski jest legendą ligi, a Hernandeza nie ma już wśród nas. Ta historia jest niesamowicie smutna i z pewnością przyjdzie czas, by ją kiedyś opisać.

Wracając do Patriots – z dwugłowego smoka na pozycji TE szybko został jedynie Gronkowski i przez dziewięć lat był wiernym giermkiem Toma Brady’ego. Grał ostro, skutecznie i dzisiaj uznaje się go za jednego z najlepszych TE w historii. Co ciekawe, wielu dziennikarzy mówi o nim w ten sposób:

„Trzeba rozróżnić te dwie postaci. Jest celebrytą i maszyną do imprezowania znana jako „Gronk” oraz Rob Gronkowski – najlepszy TE w lidze oraz być może najinteligentniejszy”.

Ciekawie o Robie przez pryzmat pozycji boiskowej mówił także sam Bill Belichick:

„Tight end, to po quarterbacku najtrudniejsza pozycja do gry w naszej taktyce Patriots. To gracz, który robi całe „pozycjonowanie”. Receivers to receivers, RB jest z tyłu, a TE? Mogą być na swojej pozycji, na miejscu RB, na miejscu WR, jako flex… To pozycja, którą przesuwasz po szachownicy. To rozmieszczenieTE wpływa na grę obrony przeciwnika…”.

Ani słowa o Gronkowskim? A po co? Skoro facet przez dekadę był kluczowym elementem ofensywy „Zakapturzonego” i ten go nie zmienił, to żadne inne slowa nie są tutaj potrzebne. Skoro odgrywasz kluczową rolę u Belichicka, oznacza to dwie rzeczy:

1) Jesteś świetnym zawodnikiem

2) Jesteś inteligentnym zawodnikiem, dodatkowo uosabiasz „Patriot Way”

„Sport Illustrated” nazwał Roba nawet „Gronk. the Mastermind”. Magazyn ten pisał tak:

„Wszyscy mamy w głowie pewien obraz Roba, ale siądźcie z nim i pogadajcie o złożoności ofensywy Patriots to zrozumiecie, jak ten facet rozumie futbol i jego skomplikowane warianty”.

Bardzo ciekaw jestem tego, jak Rob odnajdzie się w nowym klubie, czyli w Tampie. Czy sławny duet Brady – Gronkowski znów będzie święcił tryumfy? A może doczekamy się nowej wersji dwugłowego smoka na pozycji TE, gdzie obok Roba będzie bardzo zdolny, acz niewykorzystany talent w osobie O.J. Howarda?

Ciekawa jest także kwestia odejścia Gronkowskiego z Patriots. Rob zakończył karierę w 2019 roku z powodów zdrowotnych, ale nosił się z tym już wcześniej, kiedy dowiedział się, że Patriots chcą oddać go do Detroit Lions (2018 rok). To wtedy miał powiedzieć, że prędzej skończy karierę, niż odejdzie do Detroit. Temat transferu ostatecznie upadł i Rob został, dodatkowo wypowiedział sławną już sentencję:

„Tak, to się stało (…) Tom Brady to mój quarterback, to wszystko. Nigdzie nie zamierzałem iść bez niego”.

Po zakończeniu kariery i opuszczeniu sezonu 2019/20 Rob postanowił wrócić po tym, jak Tom Brady przeszedł do Tampy. Rok odpoczynku pozwolił zregenerować ciało, ale mówi się także o tym, że Gronkowski nie chciał już grać dla Belichicka, tak jak Brady. Przecież trener Patriots próbował w przeszłości sprzedać zarówno Toma, jak i Roba. Obaj o tym pamiętali i szukali drogi wyjścia. A skoro Brady’emu się udało, a organizm odpoczął, Gronkowski zapragnął wrócić do NFL.

Od początku było wiadomo, że jeśli „Gronk” wróci, to tylko by grać z Bradym. Patriots nie robili problemów i oddali go do Tampy za czwartą rundę Draftu. Był to świetny interes dla obu stron – zespół z Nowej Anglii otrzymał wybór w Drafcie właściwie za emeryta, którego i tak nie mógłby zatrzymać, ponieważ nie było już wolnych pieniędzy w salary cap. Tampa otrzymała za to najlepszego TE ostatniej dekady i ulubionego gracza swojego nowego QB, Toma Brady’ego.

Jeśli ciekawi Was sytuacja w Tampie oraz kulisy odejścia Brady’ego z Patriots, polecam także ten tekst:

https://nflpolska.com/brady-belichick-koniec-pewnej-epoki/

***

Polska, gorąca krew

Oczywiście Rob to „nasz” człowiek. Mimo, iż urodził się w Nowym Jorku to jego korzenie są polskie. Przodkowie mamy urodzili się w Gdańsku i Suwałkach, a przodkowie ojca pochodzą z Mazur. „Gronk” wspominał często babcię, która robiła placki ziemniaczane oraz pierogi. Z kolei pradziadek Roba, Ignatius J. Gronkowski był świetnym kolarzem w latach 20-tych XX wieku i posiadał w tamtym okresie nawet pięć rekordów świata. Wystąpił także na igrzyskach olimpijskich w 1924 roku w Paryżu, które uwiecznione zostały w filmie Ridleya Scotta „Rydwany Ognia”.

W ogóle Gronkowscy to sportowa rodzina. Ojciec Roba, Gordon, także grał w futbol (na Syracuse University), tak samo jak trzej bracia „Gronka” – Dan, Chris oraz Glenn. Trzej bracia, podobnie jak Rob, grali w NFL, chociaż daleko im do sukcesów brata. Tylko Gordie Jr., czwarty brat, nie postawił na futbol – on z kolei wybrał grę w baseball. Nie odniósł tam jednak wielkich sukcesów, występował jedynie na zapleczu MLB.

Polskich koneksji nigdy dość, dlatego warto jeszcze wspomnieć, że dziewczyna Roba nazywa się… Camille Kostek. Ona także ma polskie korzenie (plus z Irlandii oraz z Jamajki), a para poznała się w Patriots. Camille była cheerleaderką klubu z Nowej Anglii. Cóż, Polak Polaka zawsze odnajdzie.

Myśląc o Gronkowskim zawsze przypominają mi się sceny z „Kochaj albo rzuć”, kiedy Kargul i Pawlak zostają zaproszeni do lokalnego radia i kłócą się na antenie. Sfrapowany prowadzący mówi wtedy „polska, gorąca krew!”. Taki jest właśnie „Gronk” – nieco szalony, ale ciężko pracujący i szczery. Kocha dobrą zabawę, ale kiedy jest czas na trening, daje innym przykład. Polska krew, do tego chyba „najbardziej lubiany gracz w całej lidze”, jak wielu mówi o Gronkowsim.

A na koniec zostawiam Was z cytatem pochodzącym od GOAT-a, czyli Michaela Jordana Toma Brady’ego:

„Gronk” jest jedyny w swoim rodzaju, jako gracz i jako człowiek. To jeden z najbardziej pozytywnych ludzi, jakich w życiu spotkałem i on kocha zabawę. Kiedy tańczy, śpiewa, śmieje się czy rzuca piłką o ziemię po touchdownie, jest zawsze wierny sobie i prawdziwy w tym, co robi”.

Autor: Kuba Machowina

Zdjecie: instagram @ gronk

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: