Skip to content

Najbardziej pamiętne momenty draftu cz. 2

Kolejny rok i kolejny draft przed nami. Tegoroczna klasa budzi bardzo skrajne emocje wśród skautów, ekspertów i kibiców. W zasadzie pierwsza runda ustawiona jest tak, że nie do końca wiadomo, kto kogo wybierze (poza Titans, którzy na 99,9% wybiorą Cama Warda). A to oznacza, że czeka nas naprawdę ciekawy pierwszy dzień draftu, który może wygenerować nowe wydarzenia, które na stałe zapiszą się w historii NFL. Kto się wymieni? Kto względem oczekiwań spadnie najdalej na tablicy? Kto zostanie wybrany zdecydowanie powyżej oczekiwań? Tego wszystkiego dowiemy się już w nocy z czwartku na piątek, a tymczasem zapraszam was  na swoistą kontynuację mojego tekstu sprzed roku, gdzie omówiłem tylko niektóre wydarzenia związane z draftem, które stały się nieodłączną częścią historii NFL. Pora na część drugą.

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***

 

“YOU’RE OUT OF TOUCH, I’M OUT OF TIME”

Jak zapewne wiecie, drużyny w trakcie draftu mają ograniczony czas na rozporządzanie swoim pickiem w poszczególnych rundach draftu. Obecnie w pierwszej rundzie każda drużyna ma 10 minut na to żeby wybrać zawodnika albo wymienić się z kimś. Dla kibiców – wieczność. Dla osób siedzących w “war roomie” zapewne mrugnięcie okiem, gdzie trzeba działać szybko. Zastanawialiście się kiedyś co się stanie, jeżeli ktoś nie wybierze zawodnika, a zegar zjedzie do zera? Konsekwencje tego są, przynajmniej moim zdaniem, nie aż tak dotkliwe. Wówczas dana drużyna może dokonać swojego wyboru później, ale w takiej sytuacji drużyny, które były za nią w drafcie, mają prawo wyboru przed tą drużyną, która się spóźniła. Wiadomo – takie reguły musiały zostać ustanowione żeby dyscyplinować drużyny, które ociągają się ze swoim wyborem. Teoria teorią, ale w praktyce mogłoby się wydawać, że członkowie profesjonalnej organizacji nie dopuszczą do tak dużego zaniedbania i nie wystawią się na ośmieszenie. A jednak. Taka sytuacja spotkała Minnesota Vikings w drafcie 2003. Wtedy jeszcze czas na wybór był nawet dłuższy – w pierwszej rundzie było to aż 15 minut. Vikings mając wybór nr 7, postanowili wymienić swój pick. Rozmawiali z Jacksonville Jaguars, którzy mieli pick nr 8 oraz z Baltimore Ravens, mającymi nr 10. Kiedy wydawało się, że wymiana z Ravens została domknięta, wówczas okazało się że Vikings nie mogą dopiąć transakcji, ponieważ nie zdążyli wyrobić się z formalnościami. A na zegarze pozostały 32 sekundy. Wówczas rozpętał się istny chaos. Jaguars, którzy widzieli co się święci, przygotowali kartę ze swoim wyborem i po niecałej minucie, od kiedy Vikings skończył się czas, zanieśli ją do komisarza i wybrali QB Byrona Leftwicha. Vikings mogli w tym czasie wybrać swojego zawodnika… ale ponownie zostali wyprzedzeni. Tym razem przez Carolina Panthers, którzy wybrali OT Jordana Grossa. Dopiero po Panthers Vikings wykorzystali swój pick na DT Kevina Williamsa. Czy ta sytuacja aż tak źle wpłynęła na Vikings? Niekoniecznie – Kevin Williams zakończył karierę w 2015 roku, 10 lat grając dla drużyny z Minneapolis i mając w dorobku 5 nominacji do pierwszej drużyny All-Pro oraz 6 występów w Pro Bowl. Mimo wszystko jednak było to wystawienie się Vikings na śmieszność i zostało to zapamiętane jako jedna z największych draftowych wpadek. 

 

POTRÓJNA WPADKA 

Vikings źle zarządzali czasem i przez to za darmo spadli dwa picki w dół draftu, ale mimo wszystko wybrali bardzo dobrego zawodnika. A co jeśli drużyna wybiera… nie tego zawodnika, którego chciała, a cały ciąg wydarzeń wywołanych przez tą pomyłkę prowadzi drużynę w ligowy niebyt? W 1982 roku Tampa Bay Buccaneers byli w miarę młodą organizacją. W NFL grali bowiem od sezonu 1976. Pierwsze lata istnienia lepiej przemilczeć – w okresie 1976-1977 Bucs przegrali 26 spotkań z rzędu, co do dzisiaj jest rekordem od czasu fuzji AFL-NFL. Od 1979 roku było już przynajmniej średnio – w tym roku właśnie udało się awansować do NFC Championship game, gdzie ulegli LA Rams, a Lee Roy Selmon otrzymał statuetkę dla defensywnego zawodnika roku. Potem jeszcze w sezonie 1981 udało się zagrać w Divisional Round (wówczas nie grano rundy Wild Card), ale tam Bucs sromotnie przegrali z Dallas Cowboys. Bukanierzy przystępowali do draftu 1982 z wyborem nr 17 w pierwszej rundzie. Aby lepiej zrozumieć jak doszło do tego co się wydarzyło trzeba nakreślić, jak wówczas wyglądał proces wyboru danego zawodnika. W tamtych czasach draft NFL odbywał się w Nowym Jorku w hotelu Sheraton, gdzie każda drużyna miała swoich przedstawicieli, którzy pisali na specjalnych kartkach dane zawodnika, którego zamierzali wybrać. Kartka ta przechodziła następnie do rąk przedstawicieli ligi, którzy przekazywali ją komisarzowi, który ogłaszał pick publiczności. Buccaneers swój wybór zamierzali wykorzystać na DE Bookera Reese albo na OG Seana Farrella. Sztab drużyny przekazał informację do swoich przedstawicieli w Nowym Jorku, że wybiorą któregoś z tych dwóch zawodników. Jednak w trakcie rozmowy telefonicznej pojawiły się komplikacje. Nie dość, że rozmowę “rwało”, to jeszcze na sali było tak głośno, że przedstawiciel drużyny, próbował uciszać kibiców, ponieważ nic nie słyszał. Ken Herock, odpowiedzialny za przekazanie informacji o wyborze do przedstawicieli w Nowym Jorku, powiedział: “Słuchaj Pat, masz dwa nazwiska. Nie wybieramy Seana Farrella, wybieramy Bookera Reese. Przekaż to.” Jednak Pat Marcuccillo z powodu wymienionych problemów usłyszał tylko część zdania i zrozumiał, że wybierają Seana Farrella. Karta z tym nazwiskiem trafiła do rąk komisarza. Kiedy Pete Rozelle ogłosił na antenie, że z numerem 17 Tampa Bay Buccaneers wybierają Seana Farrella, wszyscy w sztabie drużyny osłupieli. Nie wiedzieli co się dzieje. Zadzwonili do Marcuccillo, aby wyjaśnić co się stało, a ten wszystko wyjaśnił. Buccaneers próbowali ubłagać oficjeli ligowych aby anulować swoją selekcję i jeszcze raz móc wybrać, ale bezskutecznie. Kiedy skończyła się pierwsza runda, a Booker Reese dalej był na tablicy, w sztabie Bucs zaczęła się desperacja, aby wymienić się na początek drugiej rundy. Ostatecznie udało się wskoczyć na wybór nr 32 (wówczas rundy miały po 28 picków) za Chicago Bears, którym oddano pierwszorundowy wybór w następnym drafcie. I tak oto Buccaneers, mimo wpadki zgarnęli dwóch zawodników, na których im zależało. Czy się opłaciło? Cóż… Sean Farrell stał się solidnym ligowcem, ale na pewno nie prezentował takiego poziomu, który uzasadniałby wybranie go tak wysoko, a Booker Reese okazał się potężnym bustem, w Buccaneers grając zaledwie przez dwa sezony, a karierę zakończył w 1987. W ciągu swojego pobytu w NFL zaliczył “oszałamiające” statystyki: 2 sacki i 2 przechwyty (z tymi przechwytami to nawet nieźle jak na defensive enda). Zaledwie dwa lata po tym drafcie pracę stracił head coach John McKay, który pełnił tę funkcję w Buccaneers od początku ich istnienia, a sama drużyna została zmarginalizowana na długie lata. Dopiero w sezonie 1997 udało się przełamać i zaliczyć sezon z dodatnim bilansem oraz awansować do play offów. Jakby tego było mało draft 1983 okazał się napakowany talentem – w pierwszej rundzie poszło 7 przyszłych członków Hall of Fame, w tym wybrany z nr 6 przez Chicago Bears OT Jim Covert. Tak, zgadliście, był to pick Buccaneers, którzy ci wymienili rok wcześniej.

 

LEGENDARNY DRAFT 1983

A skoro już o drafcie 1983 mowa, to należy zaznaczyć, że był to draft gdzie zostało wybranych najwięcej przyszłych członków Hall of Fame – aż 8. W samej pierwszej rundzie poszło ich siedmiu, by następnie było długo nic, aż w ósmej rundzie został wybrany ostatni. Szczególnie imponująco wygląda to, jeżeli spojrzy się na klasę rozgrywających. Oto wszyscy zawodnicy wybrani w tym drafcie, którzy w przyszłości weszli do HoF:

 

    • John Elway, QB (pick #1, Baltimore Colts, oddany niemal od razu po drafcie do Denver Broncos)
    • Eric Dickerson, RB (pick #2, Los Angeles Rams)
    • Jim Covert, OT (pick #6, Chicago Bears)
    • Bruce Matthews, OT (pick #9, Houston Oilers)
    • Jim Kelly, QB (pick #14, Buffalo Bills)
  • Dan Marino, QB (pick #27, Miami Dolphins)
  • Darrell Green, CB (pick #28, Washington Redskins)
  • Richard Dent, DE (pick #203, Chicago Bears)

 

Dla kontrastu – w pierwszej rundzie zostało wybranych sześciu QB. Trzech zrobiło wielkie kariery i trafiło do HoF, a trzech okazało się totalnymi niewypałami: 

 

  • Todd Blackledge (pick #7, Kansas City Chiefs)
  • Tony Eason (pick #15, New England Patriots)
  • Ken O’Brien (pick #24, New York Jets, chociaż on zaliczył przynajmniej dwa występy w Pro Bowl)

 

Poza członkami Hall of Fame, draft 1983 obfitował również w wielu innych bardzo dobrych zawodników, którzy jednak nie załapali się do Galerii Sław. Są to m. in.: RB Curt Warner, OG Chris Hinton, CB Joey Browner, C Don Mosebar, WR Henry Ellard, RB Roger Craig, CB Albert Lewis, S Dave Duerson, DE Charles Mann, DE Greg Townsend, P Jim Arnold, P Reggie Roby, OG Mark Bortz, WR Mark Clayton czy LB Mark Mecklenburg.

 

INNE WYBITNE DRAFTOWE KLASY

 

Draft 1983 jest oczywiście niekwestionowanym numerem 1, ale nie oznacza to, że inne klasy draftowe nie zasługują na wyróżnienie. Draft 1981 wprowadził do NFL siedmiu przyszłych członków Galerii Sław, z czego aż sześciu to zawodnicy defensywni.

 

  • Lawrence Taylor, LB (pick #2, New York Giants)
  • Kenny Easley, S (pick #4, Seattle Seahawks)
  • Ronnie Lott, CB (pick #8, San Francisco 49ers)
  • Mike Singletary, LB (pick #38, Chicago Bears)
  • Howie Long, DE (pick #48, Oakland Raiders)
  • Rickey Jackson, LB (pick #51, New Orleans Saints)
  • Russ Grimm, OG (pick #69, Washington Redskins)

 

Do tego jako niewydraftowany wolny agent do Cleveland Browns dołączył LB Sam Mills. Innymi wartymi uwagi zawodnikami z tego draftu, którzy nie załapali się do Hall of Fame to RB George Rogers, RB Freeman McNeil, LB E. J. Junior, LB Hugh Green, S Dennis Smith czy WR Cris Collinsworth, którego możecie go kojarzyć z pracy dla NFL Network i NBC. 

 

Tylu samych Hall of Famerów wprowadziła do NFL klasa 1996, który okazał się bardzo bogaty w talent na pozycji skrzydłowego i w defensywie:

 

  • Jonathan Ogden, OT (pick #4, Baltimore Ravens)
  • Marvin Harrison, WR (pick #19, Indianapolis Colts)
  • Ray Lewis, LB (pick #26, Baltimore Ravens)
  • Brian Dawkins, S (pick #61, Philadelphia Eagles)
  • Terrell Owens, WR (pick #89, San Francisco 49ers)
  • Zach Thomas, LB (pick #154, Miami Dolphins)

 

Inni zawodnicy z tego draftu, którzy wyróżnili się podczas swojej profesjonalnej kariery to m. in. WR Keyshawn Johnson, DE Simeon Rice, OT Willie Anderson, RB Eddie George, FB Mike Alstott, S Lawyer Milton, LB Tedy Bruschi, DT La’Roi Glover oraz G Marco Rivera. 

 

AARON RODGERS SPADA NA TABLICY

Prawdopodobnie najsłynniejszy spadek na tablicy w historii NFL. W drafcie 2005 “jedynkę” mieli San Francisco 49ers, którzy potrzebowali rozgrywającego. Wówczas dwoma najważniejszymi prospektami z tej pozycji byli Aaron Rodgers oraz Alex Smith. 49ers rozważali obu, jednak większość ekspertów była pewna, że Niners wybiorą Rodgersa. Rodger wychowany w północnej Kalifornii dorastał jako wielki fan drużyny z Santa Monica i przed draftem nie krył się z tym, mówiąc że “byłoby to marzenie zagrać dla nich”. Jednak parę czynników wpłynęło na to, że Niners postawili ostatecznie na Alexa Smitha. Przede wszystkim niektórzy skauci nienawidzili wręcz jego stylu gry – Rodgers rzucał bardzo niekonwencjonalnie, kompaktowo i robotycznie. Rodgers w NCAA grał w drużynie University of California prowadzonej przez Jeffa Tedforda, znanego z tego, że rozgrywający pod jego opieką na uczelni grali bardzo dobrze, a gdy wchodzili oni do NFL z automatu zjeżdżali z prezentowanego wcześniej poziomu i zostawali bustami. Najlepszym tego przykładem jest Akili Smith, ale Joey Harrington i Kyle Boller również nie spełnili pokładanych w ich nadziei. Obawiano się, że Rodgers to kolejny “systemowy QB”, który umie grać tylko w schemacie Tedforda i  nie dojedzie poziomem w NFL. Do tego wszystkiego doszły względy charakterologiczne. Rodgers w wywiadach wychodził na zarozumiałego aroganta (skąd my to znamy?), podczas gdy Alex Smith uchodził za spokojniejszego i łatwiejszego w komunikacji i trenowaniu. Drugą drużyną, która teoretycznie mogłaby wziąć Rodgersa byli Miami Dolphins, którzy z pickiem nr 2 zdecydowali się jednak na RB Ronniego Browna. Drużyny między wyborami 3-23 “nie potrzebowały QB”, jako że mieli albo niedawno wybranych, albo podpisanych jako wolnych agentów. W ten oto sposób Aaron Rodgers przesiedział w “green roomie” długie godziny, gdzie co chwilę kamery łapały go na tym jak podenerwowany spogląda w telefon. Pozostałe drużyny nie spodziewały się, że Rodgers zacznie spadać na tablicy, dlatego też nikt nie robił trade upu, myśląc, że ktoś inny to zrobi. Aż w końcu z pickiem nr 24 wybrali go Green Bay Packers, którzy teoretycznie również nie potrzebowali rozgrywającego, ale jak się potem okazało, był to świetny ruch i jedna z największych “kradzieży” w historii draftu. Co odpowiedział Rodgers zapytany o niewybranie go przez ulubioną drużynę? W swoim stylu powiedział: “Not us disappointed as the 49ers will be that they didn’t drafted me.” Cztery statuetki MVP i jeden pierścień później, pokazało kto miał rację. 

 

BO JACKSON MÓWI “NIE”

Nie raz zdarzało się, że zawodnik przed draftem mówił drużynie, która była nim zainteresowana “nie wybierajcie mnie, bo nie chcę dla was grać”. Najsłynniejsze tego przykłady to oczywiście Eli Manning wybrany przez Chargers, a następnie oddany do Giants i John Elway oddany do Broncos niemal od razu po drafcie przez Colts. W tych przypadkach drużyny oddające zawodników, którzy nie chcieli dla nich grać przynajmniej dostały coś w zamian. Tymczasem Tampa Bay Buccaneers zostali z pustymi rękami. Lat 80. Buccaneers zdecydowanie nie mogą zaliczyć do udanych. Jest to początek trwającego prawie 15 lat kryzysu drużyny, a do tego również fatalne draftowanie. W 1986 roku, ekipa z Florydy miała “jedynkę” i zamierzała ją wykorzystać na biegacza z Uniwersytetu Auburn i zdobywcę nagrody Heismana – Bo Jacksona. Jackson na uczelni, poza futbolem, grał również w baseball, który kochał. Jackson chciał grać w obu sportach i bardzo wyraźnie zaznaczał to, aby nikt w to nie ingerował i niczego na nim nie wymuszał. Dlatego Bo i jego obóz powtarzali Buccaneers żeby go nie wybierali, ponieważ chce jeszcze przez rok grać na poziomie akademickim w baseball. Bucs jednak byli uparci i postanowili posunąć się do podstępu. Wysłali po Jacksona prywatny odrzutowiec, aby ten mógł odwiedzić siedzibę klubu. Jackson niechętnie, ale się zgodził nie mając świadomości, że … łamie przepisy NCAA. Z powodu tej podróży Jackson nie mógł już zagrać w lidze uniwersyteckiej w żadnej z dyscyplin. Nie ważne, że chciał grać w baseball, a odwiedził drużynę futbolową. Nie mógł grać w NCAA i kropka. Jackson był wściekły i nie ma co mu się dziwić – uważał, że Buccaneers z premedytacją dokonali sabotażu jego baseballowej kariery na uczelni, aby postawić go przed ścianą i zmusić do grania w NFL. Jeżeli włodarze Bucs myślieli, że ten sprytny plan zadziała i Bo Jackson cały w skowronkach dołączy do ich organizacji… to mocno się przeliczyli. Mimo wszelkich znaków ostrzegawczych, Bucs i tak wybrali z jedynką Bo Jacksona, który po prostu odmówił podpisania z drużyną kontraktu. Jeszcze w tym samym roku został wybrany w 5. rundzie draftu MLB przez Kansas City Royals i to dla nich grał w sezonie 1986. Rok później Jackson został wybrany w 7. rundzie przez Oakland Raiders i został prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym zawodnikiem, który łączył grę w dwóch sportach jednocześnie. Po latach Bo przyznał, że gdyby Buccaneers nie wybrali go, wówczas prawdopodobnie grałby w NFL dla tego, kto by go wybrał. Jednak nigdy nie wybaczył Bucs, że zrujnowali jego karierę w uniwersyteckim baseballu.

 

BATALIA SĄDOWA MAURICE’A CLARETTA

Maurice Clarett dołączył jako freshman do Ohio State w 2002 roku. Według wielu jego talent był olbrzymi, co udowodnił już w swoim pierwszym roku na uczelni, będąc jednym z kluczowych elementów drużyny mistrzowskiej. Wówczas wybiegał ponad 1200 jardów i zdobył 18 przyłożeń. A to wszystko w wieku 18 lat. Wszyscy wróżyli mu wybór w top 5 draftu w przyszłości. Jednak jego relacje z uczelnią było dość mocno napięte. W swoim drugim roku w OSU został oskarżony o to, że nie uczęszczał na żadne zajęcia przez cały rok, co byłoby złamaniem reguł NCAA. Ostatecznie śledczy nie znaleźli wystarczających dowodów na na te zarzuty, ale mimo to Clarett został zawieszony na resztę sezonu 2003. Zawodnik zamiast się odwołać… postanowił pozwać NFL, aby ta pozwoliła mu przystąpić do draftu, mimo że na uczelni spędził tylko dwa lata, podczas gdy NFL wymagało minimum trzech lat. Wpierw sądu uznał roszczenie Claretta za uzasadnione i pozwolił zawodnikowi przystąpić do draftu. Jednak liga złożyła apelację i to ona ostatecznie wyszła z tej batalii sądowej zwycięsko. Maurice zamiast na treningi i grę, zmarnował cały rok na toczenie z góry skazanej na porażkę sprawy sądowej. W dodatku batalia to kosztowała go ponad milion dolarów. Przenosimy się do roku 2005. Clarett jest już uprawniony do wzięcia udziału w drafcie. Jednak okazał się cieniem samego siebie, co pokazał na Combine, gdzie przebiegł 40 jardów w czasie 4.82 sekundy, a większości innych ćwiczeń nawet nie ukończył. A mimo to Denver Broncos zdecydowali się wybrać Claretta zaskakująco wysoko, bo już w 3. rundzie, podczas, gdy wielu typowało go do 6.-7. rundy, o ile w ogóle miałby zostać wybrany. Zawodnik dostał 4-letni kontrakt, jednak został zwolniony już w sierpniu 2005 roku, po słabych wynikach na treningach i popadnięciu w konflikty z trenerami. Clarett nie zagrał nawet jednego snapa w meczach przedsezonowych. 

 

WORKOUT WARRIOR

Teraz przykład, aby przy wyborze zawodnika, niekoniecznie sugerować się jego wynikami na Combine. Mike Mamula, aby jeszcze bardziej podbić swoje notowania przed draftem w 1995 roku, postanowił ćwiczyć stricte pod zadania, jakie będzie wykonywał na tym corocznym zebraniu prospektów. I cóż, Mamula zdominował Combine. W większości konkurencji był pierwszy lub drugi wśród graczy defensywnych. Efekt? Tak spodobał się Philadelphia Eagles, że ci zrobili trade up z numeru 12 na 7, aby wybrać Mamulę. Czy się opłaciło? Mamula miał solidną karierę, ale jego liczby raczej nie uzasadniały tego aby wybierać go tak wysoko. Była to swoista przestroga dla drużyn, aby patrzeć na zawodnika przez jego całokształt, a nie przez wyniki z trzydniowej imprezy. 

 

LAREMY TUNSIL I MASKA GAZOWA

Wracamy do czasów bardziej współczesnych, a konkretnie do roku 2016. Nie raz zdarza się, że któryś z zawodników przystępujących do draftu nabroi tuż przed jednym z najważniejszych momentów swojego życia i jego notowania drastycznie spadają. A to jazda pod wpływem, a to spowodowanie wypadku podczas nielegalnych wyścigów, a to oskarżenia o napaść seksualną… Przypadek Laremy’ego Tunsila jest jednak nietypowy, bo w jego wypadku doszło do tego na minuty przed startem draftu. Tunsil był jednym z najlepiej ocenianych OT w tym drafcie i wielu typowało, że na swojej pozycji może zejść z tablicy jako pierwszy. Jednak Tuż przed rozpoczęciem draftu ktoś włamał się na twitterowe konto zawodnika i opublikował na jego profilu film, na którym Tunsil pali marihuanę używając do tego… maski gazowej. Wobec tego Tunsil spadł aż do picku nr 13, z którym wybrali go Miami Dolphins.  Jak pokazała teraźniejszość, nie warto oceniać zawodników również przez ich głupie filmiki wrzucone do Internetu.

***

Autor: Igor Białecki

***

Przypominamy, że mamy swoją dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej