Skip to content

Patriotyczny Niezbędnik #7

Kolejny tydzień, kolejny przeciwnik z NFC East, kolejne niskie zwycięstwo. Tak w skrócie można opisać mecz New England Patriots z Dallas Cowboys. Jednak czy wnioski będą podobne jak przed tygodniem po starciu z Philadelphia Eagles? Niekoniecznie. Zapraszamy na Patriotyczny Niezbędnik.

1. Wynik (13:9) po raz kolejny wskazuje na to, że atak Patriots nie spisał się zbyt dobrze. I faktycznie, trudno stwierdzić, żeby ofensywa zagrała wybitny mecz. Patrząc jednak na okoliczności (fatalne warunki pogodowe, brak dwóch startujących dotychczas skrzydłowych, Phillipa Dorsetta i Mohameda Sanu) występ formacji Toma Brady’ego należy uznać za obiecujący względem poprzedniego spotkania.

2. Sam Brady rzucił niecałe 200 jardów i jedno przyłożenie. Brzmi przeciętnie. Prawda jest jednak taka, że biorąc pod uwagę warunki był to jeden z najlepszych meczów Brady’ego w sezonie. Kilka świetnych rzutów (przyłożenie do N’Keala Harry’ego, drugi niezłapany rzut do Harry’ego, dwa podania do Edelmana, jedno przy 3&20, drugie w kluczowej fazie meczu, upuszczone podania Edelmana i Jakobiego Meyersa), bardzo mało błędów i złych decyzji (o ile w ogóle jakaś była). Nie jest to co prawda Brady ze swojej najlepszej formy, ale w porównaniu do poprzedniego tygodnia poprawa jest znaczna.

3. Możliwe, że pomogła mu w tym nieco linia ofensywna. Isaiah Wynn w końcu wrócił do gry! Nie był to co prawda najlepszy powrót i drugoroczniak wydawał się nieco „zardzewiały” (oddał sacka i kilka presji), ale grał pewniej niż Marshall Newhouse, a poza tym znacznie (być może to wręcz niedopowiedzenie) lepiej w grze biegowej. I od razu było to widać w całym ataku, bo Sony Michel również miał jeden z najlepszych meczów w sezonie, a grał przecież przeciwko dobrej defensywie Cowboys. W skrócie – było dobrze, a może być dużo lepiej.

Reszta linii także zrobiła swoje. Joe Thuney i Ted Karras nie dopuścili żadnego defensora do Toma Brady’ego, Shaq Mason oddał sacka, a Marcus Cannon zagrał lepiej niż tydzień temu, mimo tego że grał z chorobą i musiał się przez to zmieniać ze wspomnianym Newhousem.

4. Wśród biegaczy mecz był… po prostu dziwny. Z jednej strony Sony Michel biegał dobrze (83 jardy w 20 próbach), a pomógł mu w tym powrót wspomnianego Wynna (swoją drogą jego kolegi z uniwersytetu Georgia) i grający jako fullback linebacker Elandon Roberts, który kilkukrotnie bardzo ładnie torował mu drogę.

Z drugiej – James White i Rex Burkhead wydawali się oczywistymi kandydatami do łapania wielu piłek w tym spotkaniu. Słabe warunki (zdecydowanie lepiej w takich rzucać krótkie piłki do biegaczy niż długie na skrzydła), brak skrzydłowych i obrona Cowboys, która wydawała się być średnio odporna na łapiących running backów. Tymczasem obaj nie dostawali praktycznie żadnych piłek, co ma związek ze słabym playcallingiem w wykonaniu Josha McDanielsa. To nie pierwszy słaby mecz McDanielsa pod tym względem. Czy fani Patriots powinni się obawiać tego, że w kluczowych momentach sezonu ofensywny koordynator może zawieść ze swoim gameplanem? Niekoniecznie. W tamtym roku McDaniels również niejednokrotnie irytował fanów w trakcie sezonu regularnego, tylko po to, żeby w playoffach wszystkie mecze rozegrać niemal koncertowo. Czy to oznacza, że w tym roku również tak będzie? Nie, ale nie oznacza też, że należy się tym na razie jakoś mocno przejmować.

5. Co do skrzydłowych – Tom Brady miał w meczu z Cowboys do dyspozycji zaledwie trzech – Edelmana i dwóch rookies – grającego dopiero drugi mecz Harry’ego i niewydraftowanego Meyersa. Umówmy się – nie jest to optymalne zestawienie. Ostatecznie jednak nie było źle. Edelman zrobił swoje, łapiąc 94 jardy, Meyers, mimo kilko nieporozumień w bieganiu ścieżek, dołożył więcej, niż można było się spodziewać od niewydraftowanego rookiego grającego w zasadzie jako skrzydłowy nr 2 – 4 złapane piłki na 74 jardy i kilka naprawdę niezłych bloków.

Harry z kolei zagrał mecz 50/50. Złapał swój pierwszy touchdown (w świetny sposób swoją drogą), ale też zaliczył bardzo brzydkiego dropa (pobiegł za to w tej akcji bardzo ładną ścieżkę przeciwko Byronowi Jonesowi) i miał kolejną piłkę blisko endzone’u, którą mógł (powinien?) złapać. Mówiąc w skrócie – było to mniej więcej to, o czym mogliśmy czytać na pierwszych letnich treningach Harry’ego. Potrafi złapać kapitalną piłkę na twarzach obrońców, ale jednocześnie zdarzają mu się takie głupio wypuszczone piłki, co wynika najczęściej z braku koncentracji. Niemniej jednak – dwa pierwsze występy Harry’ego niezłe, a też będzie tylko lepiej.

Co istotne – zmieniła się narracja Toma Brady’ego odnośnie jego młodych receiverów. Jeszcze kilka tygodni temu mówił, że wolałby grać z doświadczonymi zawodnikami, młodzi zazwyczaj potrzebują trochę czasu, zanim dojdą do poziomu, którego on oczekuje od swoich skrzydłowych i ogólnie wydźwięk był mało pozytywny. Teraz, po meczu z Cowboys, Brady mówi, że nie może się nachwalić tego, jak Meyers i Harry przepracowali ten ostatni tydzień i widzi, że obaj robią poważne postępy. Czy to tylko dyplomacja i próba podbudowania swoich młodych kolegów, czy faktycznie Brady jest bardzo zadowolony z obu graczy? A może jedno i drugie? Tego się pewnie nie dowiemy, ale różnica w przekazie jest znacząca.

6. Nick Folk trafił 2 field goale na 4, co z reguły nie jest zbyt dobrym wynikiem. Jednak jeśli ktoś przed meczem powiedziałby mi, że Folk będzie kopał z 42, 44, 46 i 48 jardów, w bardzo złych warunkach i pamiętając o jego zasięgu (na rozgrzewkach często miał problemy z dokopaniem około 50-jardowych kopnięć), to możliwe, że stwierdziłbym, że nie trafi ani razu, maksymalnie jeden. Więc może nie jest to występ, który należy chwalić, ale po prostu jak na możliwości Folka był to występ niezły.

7. Obrona oddała tylko 9 punktów, co z kolei świadczyłoby o dobrym występie w tej fazie meczu. Kontrowersyjne, prawda? Mimo to wnioski są nieco inne niż po meczu z Eagles. Pierwszy – znakomita linia ofensywna Cowboys niemal całkowicie zatrzymała „Boogeymenów”. Dak Prescott nie był ani razu zsackowany, a liczba „disruptions” (12) była drugą najniższą w sezonie (11 z Ravens).

Drugi – secondary zagrało na znakomitym poziomie. Nie licząc jednej akcji Randala Cobba na 59 jardów, w której Cowboys wywołali świetną zagrywkę powodując, że kryjący go Jonathan Jones wpadł w Stephona Gilmore’a, skrzydłowi Cowboys byli niemal całkowicie zamknięci.

8. Linia defensywna nie była może tak dobra, jak zwykle, jeśli chodzi o dobieganie do rozgrywającego, jednak bronienie gry biegowej miało swoje plusy. Jasne, Patriots oddali Ezekielowi Elliotowi ponad 80 jardów biegiem, jednak jeśli pomyślimy, jak dobrym biegaczem jest Zeke, jak świetna jest linia ofensywna Cowboys i co ekipa z Dallas robi z drużynami nieumiejącymi bronić biegów, to nie wygląda to tak źle, jak by mogło.

9. A co ze wspomnianym secondary? Stephon Gilmore zaczyna wchodzić na poziom, w którym za chwilę możemy zacząć go rozpatrywać jako kandydata do nagrody Defensive Player of the Year. Niemal cały mecz grał przeciwko Amariemu Cooperowi, który w dotychczasowych 10 spotkaniach złapał prawie 900 jardów i 7 przyłożeń. Efekt? ANI JEDNEGO chwytu Coopera, w dwóch rzutach w jego stronę (tak naprawdę Cooper miał jedno złapane krótkie podanie, ale zostało cofnięte przez karę). W dodatku jeden z tych niekompletnych rzutów zakończył się znakomitym przechwytem Gilmore’a i mało brakowało, a miałby też drugi przechwyt i to przy rzucie, który nawet nie był do krytego przez niego skrzydłowego! Po prostu przeczytał intencję Prescotta i w ostatniej chwili zbił piłkę lecącą w endzone do jednego z Kowbojów. Za tydzień mecz z Houston Texans, wiecie co to oznacza? Stephon Gilmore kontra DeAndre Hopkins. Prawdopodobnie jeden z najlepszych pojedynków WR vs CB, jaki można sobie teraz wyobrazić.

10. Reszta secondary wcale mocno od swojego lidera nie odstaje. JC Jackson pod nieobecność Jasona McCourty’ego zajął się Michaelem Gallupem (3/6 i raptem 24 jardy), Patrick Chung w swoim powrocie nie oddał żadnego chwytu (miał jedną próbę w jego stronę), a w dodatku pomagał bronić biegów (jeden tackle na stratę), Jonathan Jones ma nieco popsute statystyki przez tę jedną akcję Cobba, ale 3/6 i 67 jardów też nie brzmi źle (59 w jednej zagrywce). Oczywiście, pogoda przeszkadzała rzucającym i łapiącym, a sprzyjała broniącym. Nie zmienia to jednak faktu, że secondary Patriots jest być może na ten moment najlepsze w lidze.

11. Wspomniałem o problemach kopacza Nicka Folka, ale i punter Jake Bailey miał swoje problemy. Kilka zdecydowanie niedokładnych kopnięć, w tym takie wylatujące na aut zaledwie po 20-30 jardach, ale też trzeba przyznać, że koledzy kilkukrotnie nie potrafili odnaleźć, gdzie znajduje się piłka po jego kopnięciach, kiedy ta trafiała w piąty jard boiska i wpadała na touchback, zanim ją zauważyli.

12. Formacje specjalne dołożyły jednak swoją dużą cegiełkę do zwycięstwa. Matthew Slater (bo kto inny?) zablokował punta, dzięki któremu Patriots przejęli piłkę blisko pola punktowego Cowboys, a to skończyło się przyłożeniem N’Keala Harry’ego chwilę później.

I to by było na tyle w tym niezbędniku. Przed Patriots dwa tygodnie prawdy, starcia z Texans Deshauna Watsona i Kansas City Chiefs Patricka Mahomesa. Prawdopodobnie dwa najtrudniejsze starcia sezonu, nie licząc tego już odbytego z Baltimore Ravens. Po nich będziemy wiedzieli o Patriots znacznie więcej niż teraz. Dlatego koniecznie czytajcie nasz cykl, tu postaramy się na wszelkie wątpliwości odpowiedzieć. Zapraszamy!

Autor: Jakub Kazula

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: