Skip to content

Patriotyczny Raport #12. Wykorzystać bye week

Bye week to zazwyczaj moment, w którym drużyny robią dwie ważne rzeczy – zdrowieją i naprawiają rzeczy, które nie działały w pierwszej części sezonu. W przypadku Patriots ta pierwsza rzecz będzie przydatna, ale ta druga może być w tym sezonie bardzo trudna.

Mecz z Colts jest idealnym przykładem na to, że wynik niekoniecznie zgadza się z tym, co było widać na boisku. W teorii pewne zwycięstwo, które świadczyłoby, że wszystko działa jak należy. W praktyce atak zagrał być może najgorszy mecz w sezonie – to obrona i formacje specjalne zagrały na najwyższym poziomie przeciwko mocno niedysponowanemu rywalowi. Bye week wypadałoby więc wykorzystać na naprostowanie tego chaosu, szczególnie że ofensywa wygląda tak ze cztery razy gorzej od tej rok temu, a to powinien być plan minimum na ten sezon. Niemniej, zajmiemy się meczem z Colts, rewanżem z Jets i samym bye weekiem.

Mecz przeciwko Colts – atak:

  • Obrona Colts jest przyzwoita, ale nie jest to żaden top, żeby nie martwić się tym, jak to wyglądało. Każdy jard przychodził z dużą trudnością, w zagrywkach na ujemne jardy Pats muszą być w czołówce ligi, bo już któryś tydzień jest ich znacznie więcej, niż szanujący się atak powinien mieć (i to bez dużej liczby sacków). Linia ofensywna była co najmniej marna, a Mac Jones, jak już mógł zrobić coś samemu, dorównywał jej poziomem. A do tego wszystkiego wychodzą bardzo duże problemy pokazujące, że sztab ofensywny nie do końca wie, co robi;
  • Najpierw za jedno sztab pochwalę – bardzo podoba mi się zmienianie pozycji Huntera Henry’ego i Jonnu Smitha przed snapem ze stania na linii do cofnięcia się na równi z QB i RB, a potem używanie ich na kilka różnych sposobów – np. jako blokerów przy biegach, blokerów przy pasach (wtedy RB od razu biegnie ścieżkę i nie musi czekać, a obrona ma chwilę dezorientacji, bo nie wie, kto zostaje do pomocy), a także jako „opóźnionych” receiverów. Widzę to chyba pierwszy raz na taką skalę i jak na razie jest to jedna z niewielu rzeczy, która w tym ataku działa;
  • Niestety dalej nie jest tak kolorowo. W linii ofensywnej działają tylko Mike Onwenu i Trent Brown, a i im się zdarza jedną czy dwie zagrywki popsuć. Cole Strange spadł z poziomu, a zastępujący go Isaiah Wynn na guardzie również nie szaleje. Yodny Cajuste miał ciężkie wejście w mecz z Colts, a typowej alternatywy za bardzo nie mamy. Linia wygląda na niewytrenowaną, co idzie na konto Matta Patricii;
  • Co więcej, cały atak jest źle rozpisany, co idzie na konto Patricii i Judge’a (i pewnie Belichicka częściowo). „Spacing” skrzydłowych przy bieganiu ścieżek, czyli rozstawienie ich na boisku,  wygląda do tego stopnia źle, że czasem znajdują się wszyscy w  jednym miejscu, w które Mac nie może rzucić, a innych opcji nie ma. Często wygląda przez to, jak gdyby WRzy nie umieli się urwać (a umieją, rok temu robili to częściej), a to po prostu obrona ma ułatwione zadanie. Schematy są dramatycznie przewidywalne – nawet Belichick przyznał, że dwa tygodnie z rzędu linebackerzy Colts i Jets czytali zagrywki z pamięci. A do tego dalej nie wiemy, czym jest ten atak – czy oni chcą grać spod centra, czy spread offense z Alabamy czy jeszcze coś innego. (Nie)Radosna twórczość. Najgorzej to widać na przykładzie niżej – bardzo podobna zagrywka i personel, ten sam przeciwnik, rok po roku. A wykonanie i rozpisanie jej całkowicie inne – oczywiście nie na korzyść aktualnej drużyny;

  • W tym wszystkim gubi się sam Mac – można dużo zrzucać na linię (i słusznie), choć on sam także cofnął się w rozwoju. Nie wiem, ile wpływu ma tu OL i sztab, ale to niestety prawda. W każdej zaawansowanej statystyce jest na końcu listy, a film tylko to potwierdza. W tamtym sezonie problemem było, że zostawia jardy na boisku – bierze checkdown na 7-8, zamiast spróbować huknąć na 20-30 – cóż, to teraz zdarza się zostawić nawet te 7-8, a alternatywą jest niekompletne podanie, bo Mac tak skupił się na jednej opcji, że kompletnie zapomniał o pozostałych. Wolniej czyta grę i podejmuje gorsze decyzje, co w połączeniu z tą linią jest zabójcze dla ofensywy. Są momenty, gdzie widać Maca z tamtego roku (z Colts rzuty do Meyersa i Henry’ego), ale więcej jest niestety tych gorszych momentów – całkowite odwrócenie sytuacji względem poprzedniego roku;

  • Playcalling to kolejna kwestia. Ile razy trzeba stracić jardy biegiem w pierwszej próbie, żeby w końcu przestać to robić? Najwyraźniej wiele. Ktoś powie, że tymi biegami w pierwszych próbach ustawili bardzo ładną zagrywkę do Jonnu w jednej z serii, a ja powiem, że jak dla jednej dobrej akcji mam wyrzucić trzy serie do śmieci, to chyba jednak podziękuję. Poza wspomnianym używaniem TE jako kreatywnych fullbacków nie ma za wiele kreatywności w tym ataku. Pod względem talentu może nie jest to atak wybitny, ale na pewno nie powinien wyglądać tak dramatycznie;

Mecz z Colts – obrona:

  • O obronie nie będzie zbyt dużo – jest naprawdę dobra, a grała przeciwko ofensywie Colts prowadzonej przez Sama Ehlingera – jeśli chcecie wiedzieć, jak źle wyglądała ona w powtórce, to powiem, że była kilka razy gorsza od tej Patriots, którą przed chwilą skrytykowałem całkowicie. To musiało się tak skończyć;
  • Pass rush w drugiej części sezonu będzie istotny – presja na QB była cały czas, a to wszystko bez Barmore’a, który w końcu wróci. Nadal czekam w trzeciej próbie na czwórkę Judon-Barmore-Uche-Wise, których z tyłu wspierają Bentley i Wilson – skoro działa to dobrze z Ekuale na DT, to z Barmorem powinno nawet bardziej;
  • Nie będę mówił, że Josh Uche przechodzi swój breakout, bo jeśli już ktoś to robi, to Wise, ale w końcu jest przez dłuższą chwilę zdrowy i wygląda to tak, jak wyglądało, kiedy oglądałem go przed draftem – cztery sacki w dwóch meczach to adekwatna nagroda. Nauczył się też chyba cierpliwości – w pierwszych sezonach miał często problem ze zbyt mocnym szarżowaniem w niektórych akcjach. A najbardziej ucieszył mnie fakt, że Belichick i Judon przyznali, że to Uche wywołuje zagrywki w trzecich próbach – nie dość, że to ogromne zaufanie dla chłopaka, to jeszcze to na razie działa. Niech tylko będzie zdrowy;
  • Cieszę się, że więcej snapów dostaje Jabrill Peppers – momentami mam wrażenie, że on, Kyle Dugger i Adrian Phillips lepiej bronią biegów niż nasi linebackerzy;

  • Secondary nie miało za wiele do roboty, ale jak już miało, to było dobrze. Ta obrona będzie nas trzymać w meczach – tak długo, jak rozgrywający nie będzie za dużo biegał (to duże „jeśli” w dzisiejszym NFL);

Bye week:

  • Przyznam, że nie do końca wiem, co z tym atakiem zrobić. Pozytyw jest na pewno taki, że powrót Davida Andrewsa powinien tutaj dużo zmienić – pod jego nieobecność wiele złego, szczególnie w grze biegowej, dzieje się między duetem center/lewy guard. To nie przypadek, że Cole Strange zaczął grać znacznie gorzej akurat jak Andrews wypadł. Ferentz nie robi może jakichś bardzo poważnych błędów (takich mniejszych bardzo dużo), ale wygląda jak oddzielna część ataku, która biega sama sobie – z Andrewsem wszystko się znacznie bardziej klei. Jest możliwość, że z nim gra biegowa nie będzie polegała tylko na umiejętnościach ucieczki Rhamondre – może nawet OL mu pomoże!

    Yodny Cajuste jest w tej chwili drugą najlepszą opcją na RT – pierwszą jest Onwenu, ale tu nie wiadomo, czy się na to zdecydują. Ja Cajuste nawet całkiem lubię, choć znacznie bardziej jako szóstego liniowego, który wejdzie na chwilę/mecz, jeśli musi, a nie na startera do końca sezonu. Tutaj miał duże problemy na początku i trochę rozkręcił się z czasem (plus miał parę przyzwoitych bloków w biegach) – zobaczymy, czy będzie z tego choć przeciętny tackle, czy to tylko moje życzeniowe myślenie;

  • Idąc trochę za tym, co widać w statystykach i filmie oraz za sugestią Evana Lazara na Patriots.com, nie wiem, czy nie poszedłbym z Makiem w full opcję tego, co w Alabamie – spread offense, RPOs etc. Chcieliśmy play-action (ja chyba najbardziej), ale Mac mimo wszystko zdaje się znacznie lepiej czytać grę, kiedy jest w shotgunie. Oczywiście nie ma takiej różnicy talentu względem przeciwnika, jak miał w Alabamie (to ma Tua w Dolphins i od razu widać efekty), a i te uszkodzone schematy mogłyby sprawić, że nie miałby czego czytać, ale to właśnie w ten sposób miał swoje najlepsze zagrywki w ostatnich tygodniach. Plus RPOs trochę otworzyłyby atak i sprawiłyby, że byłby nieprzewidywalny – i przy podaniach, i przy biegach – najlepsze akcje biegowe też były z tych formacji, a nie spod centra. Choć trochę wątpię, że Belichick w to pójdzie – to byłoby prawie całkowite odstawienie klasycznej ofensywy Patriots;
  • No i ten „spacing”- skrzydłowi po pobiegnięciu ścieżek nie mogą być w zasadzie w tym samym miejscu. Na tym to polega, żeby byli rozrzuceni po całym boisku. Mac powiedział na konferencji, że pracują nad tym i nad jego decyzyjnością – nie wiem, czy coś to da, ale przynajmniej dobrze, że przyznają się wprost do dużego problemu;
  • Obrona musi utrzymać poziom z ostatnich tygodni, nie licząc meczu z Bears, bo ich najlepsze mecze, przyznajmy szczerze, są przeciwko mocno miernym ofensywom. Miejmy nadzieję, że jednorożce pokroju Lamara czy Fieldsa są tylko dwa, a już z takim nieco wolniejszym  Joshem Allenem będzie lepiej – choć to tylko moje chciejstwo;

Mecz z Jets:

  • Dla Patriots to chyba – i to bez wyolbrzymiania – najważniejszy mecz w sezonie – Jets mają potem w miarę niezły terminarz, Patriots wręcz przeciwnie. Jeśli chce się myśleć o play-offach, to nie chcesz mieć przed meczami z Vikings i Bills bilansu 5-5. Już pomijając, że mecz jest w bardzo ciasnej dywizji, w której wszyscy na ten moment mieszczą się w półtorej zwycięstwa. Nadal trudno mi uwierzyć, że cztery drużyny z AFC East wejdą do play-offów (choć gdyby sezon skończył się w tej chwili, to tak by było), a mecz Jets z Patriots może zdecydować, kto będzie w tej dywizji trzeci, a kto ostatni;
  • Jets w meczu z Bills pokazali, że są w stanie zrobić kroki w pozytywnym kierunku. Trudno wierzyć, że ich atak po raz drugi będzie tak beznadziejny, jak w pierwszym meczu z Patriots. Dlatego najważniejsze po raz kolejny będzie to, co na linii – Belichick i jego obrona nie mają wyjścia, jak jeszcze raz oddać mecz w ręce Zacha Wilsona, a potem spróbować przeszkodzić mu w jego wygraniu. Problem w tym, że może być to trochę trudniejsze – OL Jets przeciwko Bills była naprawdę bardzo dobra, a w dodatku dostaną bye week na przygotowanie;
  • Bye week dostaną też trenerzy, żeby naprawić błędy z pierwszego meczu – a jakoś pod tym względem bardziej ufam Salehowi i LaFleurowi niż Patricii… na szczęście jest Belichick, może on defensywnie swoje zrobi;
  • Kluczowe mogą być dwa nazwiska – David Andrews i Christian Barmore, których nie było w pierwszym meczu. Ten pierwszy raczej nie zatrzyma, ale może pomoże zmniejszyć wpływ Quinnena Williamsa na mecz. Ten drugi może sprawić, że OL Jets nie będzie przygotowana na to, że ma kolejnego mocnego pass rushera do ogarnięcia. Bez tych dwóch rzeczy (presji na Wilsonie i ograniczeniu presji na Macu) mecz będzie przegrany bardzo szybko, bo Wilson też się poprawia z każdym kolejnym meczem, a bez presji gra po prostu solidnie;
  • W skrócie – wygrać w stratach i trzymać linie – kto to zrobi pewnie wygra mecz;

 

Autor: Jakub Kazula

Leave a Reply

%d bloggers like this: