Skip to content

Patriotyczny Raport #13. Potencjał na niespodziankę?

Bill Belichick po raz kolejny pokazał, że niewiele rzeczy tak mocno go cieszy, jak ogrywanie Jets. Mecz sezonu dla New England Patriots okazał się zwycięski, ale oznacza on tylko utrzymanie niezłej szansy na play-offy – teraz trzeba ją jeszcze wykorzystać, bo terminarz jest trudny, a atak Patriots – mówiąc delikatnie – niezachęcający. Widzę jednak małą szansę na sprawienie niespodzianki.

Pisałem, że mecz z Jets to mecz sezonu i tak też było – w razie porażki przy pozostającym terminarzu play-offy byłyby prawie niemożliwe. Teraz powiedziałbym, że szanse są 50/50, a i nie szkodzi, że to zwycięstwo zaczęło rozwalać Jets od środka. Patriots mają przed sobą dwa trudne mecze z Vikings i Bills i nie trzeba mówić, że jedno zwycięstwo w tych dwóch meczach fani powinni brać w ciemno. Vikings będą faworytem, ale trochę mniejszym niż Bills, o czym za chwilę. Najważniejsze, że Jets za nami w dobrych humorach, a i parę pozytywów może się uda z tego meczu wyciągnąć.

Po meczu z Jets – atak:

  • Mac Jones zagrał wyraźnie lepiej niż z Colts czy pierwszym meczu z Jets. To jego pierwszy mecz od week 1 (!), w którym nie miał nawet jednego rzutu ocenionego na potencjalną stratę („turnover worthy throw”). To nadal nie jest jakiś wybitny mecz, powiedziałbym, że przeciętny, ale to już wyraźny progres w porównaniu do poprzednich, a za marazm ataku w tym meczu odpowiada głównie linia ofensywna i playcalling. Jeśli ktoś oglądając ten mecz chciał wejścia Baileya Zappe, to przypomnę, co się stało, jak wszedł za Maca w meczu z Bears – grał jeszcze gorzej, bo wszystko dookoła się rozpadało. Tu byłoby to samo. Przy tak grającej obronie, która miejmy nadzieję, że się utrzyma, taki mały progres po bye weeku jest zachęcający. Potrzeba jednak pomocy gdzie indziej;
  • Sześć sacków (żeby nie było, po obejrzeniu powtórki z lepszych do oceny kamer  jeden przypisuję na konto Maca) to wyraźnie za dużo i to mimo tego że Patriots grali przeciwko świetnej linii defensywnej. Nie wiem co się stało, że Trent Brown usiadł na ławce (Belichick mówił o decyzji trenerskiej, ale też ponoć w trakcie tygodnia był mocno chory), ale po jego wejściu było widać dlaczego. Obaj z Cajuste byli najsłabszymi punktami linii, a po kontuzji Davida Andrewsa Ferentz bardzo mocno chciał im dorównać. Nawet Mike Onwenu zagrał trochę słabszy niż zwykle mecz. Na plus Cole Strange, który kilkukrotnie dał się przepchnąć Quinneowi Williamsowi, ale zagrał sporo lepiej niż w poprzednich dwóch meczach, gdzie wylądował na ławce. I to nawet jak Andrewsa nie było już obok. Ogólnie nie bardzo wiem, co przy kontuzjach Andrewsa i Wynna (o tym też w sekcji o Vikings) jesteśmy w stanie więcej zrobić z tą linią. Jakaś schematyczna pomoc Cajuste i powrót do poziomu Trenta to jedyne, ale bardzo trudne wyjście;
  • W dodatku wydaje mi się, że niektóre zagrywki biegowe są skazane na porażkę przez to, jak są skonstruowane. Patrząc na te gorsze biegi zawsze szukam, kto prawdopodobnie (bo na pewno nie wiemy) jest odpowiedzialny za blokowanie gościa, który doprowadził do tackle’a lub rozbicia akcji. W tym wypadku kilkukrotnie byli to skrzydłowi i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że te 3-4 razy nie miałem pojęcia jakim cudem mieliby gościa zablokować, kiedy np. w momencie startu ten zawodnik był już daleko poza ich zasięgiem, a Meyers czy Parker musieli do niego dobiec z boku. Meyers nawet kilkukrotnie ręce rozkładał na zasadzie „i jak ja mam to zrobić?”. Zdarzało się, że po prostu przegrywali swoje bloki i to okej, ale jak nawet nie mają możliwości go wykonać, to to już idzie na konto koordynatora. Już pominę fakt, że w kluczowym biegu przy czwartej próbie, dominującego na linii Shaqa Lawsona blokował niezbyt masywny nawet jak na WRa Nelson Agholor. Skończyło się tak, jak możecie to sobie wyobrażać;
  • A sam play calling to już w ogóle najbardziej nierówna rzecz w całej drużynie (a niezwykle nierówna linia ofensywna przecież nadal istnieje, „o dziwo” za jedno i drugie odpowiedzialny jest ten sam człowiek). Idealny przykład to jedna z serii, która zaczęła się od dwóch świetnych play-action do Meyersa i Huntera Henry’ego, tylko po to, żeby cztery następne akcje były biegami i to w większości z innej, niedziałającej formacji (shotguna, konkretnie). I dobrze, gdyby było to uzasadnione, ale dwa z tych czterech biegów były przy 3&7 i 4&3. Tak się po prostu nie gra, kiedy gra podaniowa funkcjonuje na dobrym poziomie, a gra biegowa cały mecz ma problemy. W większości biegów Pats nie potrafili zdobyć w tym meczu trzech jardów (podaniami zdobywali prawie zawsze), a nagle mieli to zrobić w kluczowej czwartej próbie. A to nie jedyny taki przypadek, bo co najmniej kilka razy po 2-3 dobrych akcjach Patricia przechodził z tego, co działa na to, co nie działa. Patriots na razie mają problem ze znalezieniem „swoich” formacji i zagrywek, które będą wiedzieli, że mogą zagrać z każdym. Na teraz to jest wszystko i nic na raz, co mecz;
  • Pochwalę za to za formację „full house” z Henrym i Jonnu w roli fullbacków, bo ma ona potencjał i była zdecydowanie najlepiej działającą w tym meczu, dwie z trzech najlepszych akcji – bieg Harrisa i podanie do Jonnu, były właśnie zagrane w ten sposób. Potencjał na akcje podaniowe może być tu sporo większy niż ze zwykłym fullbackiem;

  • Wciąż chciałbym zobaczyć trochę więcej od samych skrzydłowych, ale na nich trudno narzekać, kiedy Mac nadal nie bardzo ma czas do nich rzucać;

Mecz z Jets – obrona i formacje specjalne:

  • Fantastyczny mecz obrony, która nie pozwoliła Jets na nic, ale trzeba też uczciwie przyznać, że jej najlepszym zawodnikiem w tym meczu był Zach Wilson, który pomagał jak mógł. Co najmniej jedno przyłożenie Jets powinni mieć plus sporo jardów, które Wilson na boisku zostawił. Na szczęście był tak przestraszony, że nie był w stanie zrobić nic;
  • W dużej mierze jest to zasługa pass rushu, bo presja była bodajże przy prawie 50 procentach snapów, co też automatycznie ułatwiło zadanie w secondary. Niestety powrotu Christiana Barmore’a się nie doczekaliśmy i nie doczekamy jeszcze minimum cztery tygodnie, a szkoda, bo z nim to naprawdę może być potężna ekipa. Pod jego nieobecność Daniel Ekuale w trzecich próbach też robi robotę. Judon, Wise i zdrowy Uche to w zasadzie co tydzień to samo – przyjemnie się ogląda;

  • Warto też zwrócić uwagę na DL, ale ten bardziej biegowy, jak Lawrence Guy czy Devon Godchaux, bo obaj, do spółki ze świetnym w tym meczu Ja’Whaunem Bentleyem, rozbijali grę biegową Jets, z którą Wilson jest w stanie funkcjonować, jak pokazał w meczu z Bills. Godchaux takimi meczami pokazuje, dlaczego Belichick tak go uwielbia i dlaczego dostał od niego tyle pieniędzy. Nawet jeśli to nie on robi tackle’a, to potem na filmie widzisz, jak bierze na siebie dwóch albo i trzech gości, robiąc miejsce innym;
  • Swoje robi Jahlani Tavai, który rozwija się przy Belichicku, co mnie zaskakuje, a i Mack Wilson w roli szpiega przy próbach podaniowych dobrze sobie radzi. Ciekaw jestem jak będzie z lepszymi QBs, jak Josh Allen i Kyler Murray;
  • Kyle Dugger może być najlepszym obrońcą tej drużyny i tak, pamiętam, że Matthew Judon istnieje. Gość jest tak wszechstronny i jednocześnie tak dobry we wszystkim, co robi, że to głowa mała. Wszędzie go widać, pilnuje tight endów (w pierwszym meczu go nie było i Conklin miał dwa przyłożenia, teraz chyba jeden chwyt przez cały mecz), pomaga w grze biegowej, a jeszcze i sacka teraz dołożył – uwielbiam. Top ulubionych zawodników Patriots;
  • Na podobnym, ale mniej wszechstronnym poziomie gra Jonathan Jones – naprawdę, przejście ze slota na outside nie powinno być tak łatwe, jak on to zrobił. Ciekaw jestem przy lepszych drużynach – za chwilę Justin Jefferson i Stefon Diggs, choć to też pytanie, czy Belichick będzie ich krył jeden na jeden, czy rzuci tam więcej ludzi;
  • Jacka Jonesa uwielbiam, ale na filmie widać jeszcze błędy typowe dla rookiego. Za ten puszczony chwyt Mimsa go nie winię – krycie było dobre, rzut Wilsona dość fartowny, a tam jeszcze mogło być OPI. Ale też po raz kolejny raz czy dwa zdarzyło się, że nie ogarnął zagrywki – i gdyby nie presja pass rushu to jeden z tych przypadków mógłby się skończyć celnym podaniem na kilkadziesiąt jardów;
  • Podoba mi się, że coraz częściej na boisku jest więcej niż dwóch safeties i że w rotację na stałe wszedł Jabrill Peppers – śmiem twierdzić, że takiej grupy jak McCourty, Dugger, Phillips i Peppers nie ma nikt w lidze. Na pewno nie takiej głębokiej, że jest aż czterech safeties na wysokim poziomie, bo dwóch podstawowych niektórzy mogą mieć lepszych;
  • Gdyby Pats przegrali, to duża część winy spadłaby na Nicka Folka (i słusznie), ale na szczęście wygraliśmy, więc można mu ten jeden mecz w trudnych warunkach odpuścić po tylu, w których drużynę ratował. Byle się to nie powtarzało. Ciekaw jestem czy nie ma to też związku z tym, że musiał wykonywać kickoffy. Jeśli tak, to przyszłościowo może być z tym problem;
  • Za to na ten jeden strzał Marcusa Jonesa czekałem od momentu, w którym go Patriots wydraftowali i dlatego też na początku sezonu denerwowałem się, że to nie on jest returnerem. Nie spodziewałem się jednak, że skończy się to w ten sposób i odpali w takim momencie. Siedzę więc teraz łagodnie uśmiechnięty na tym bandwagonie;

Na plus:

  • Mac – nie za samą grę, a za progres po bye weeku przeciwko dobrej obronie;
  • Damien Harris – że korzysta jak może ze swoich szans po tym, jak został RB2;
  • Obrona jako całość – nie bardzo jest tutaj co więcej tłumaczyć;
  • Marcus Jones – wiadomo za co, MVP meczu;

Na minus:

  • Linia ofensywna w całości;
  • Playcalling i część rozpisywanych zagrywek;

 

Mecz z Vikings – czego się spodziewać:

  • Piekła Maca Jonesa, niestety – duet Za’Darius Smith/Danielle Hunter ma najwięcej presji ze wszystkich duetów w lidze, a tak się składa, że będą grać przeciwko dwójce OT Patriots, która była ich najsłabszym punktem w ubiegłym meczu. To się nie może skończyć dobrze;
  • Z drugiej strony, drugim duetem z największą liczbą presji są Matthew Judon i Deatrich Wise, a w Vikings nie zagra ich najlepszy liniowy, Christian Darrisaw. Po raz kolejny więc duża część meczu rozegra się na linii – którzy trenerzy będą w stanie bardziej zatrzymać rusherów przeciwnika;
  • David Andrews okazuje się robocopem i po kontuzji, która według informacji mogła skończyć jego sezon, wrócił na trening i stwierdził, że spróbuje z nią grać. Jeśli mu się to uda i da radę grać tak na 80% swoich możliwości, to i tak będzie znacząco lepszy poziom niż James Ferentz; Nie zagra za to Isaiah Wynn, co nie jest jakimś super osłabieniem, jeśli Trent zagra lepiej, ale całkowicie czyści nam ławkę rezerwowych – nie mamy sprawdzonego OT na zmianę, gdyby coś się stało, a Cajuste jest lekko kontuzjowany. McDermott, który podpisał z nami kontrakt w tym tygodniu, taką opcją nie jest. Pewnie skończyłoby się na Onwenu na OT, a to wcale nie byłaby taka zła opcja;
  • Mimo wszystko widzę tu małe szanse na sprawienie sporej niespodzianki, bo Vikings to – nie licząc tego duetu rusherów, który może zabić mecz – niezły matchup dla Patriots. Raczej klasyczna gra biegowa i rozgrywający, który nie biega – z takimi atakami Patriots sobie w tym roku radzą. Problem jest z Justinem Jeffersonem, bo na niego nawet podwojenia nie zawsze działają, a przecież i wtedy jest Adam Thielen. Jeśli uda się znaleźć sposób na niego, co będzie cholernie trudne, to ten mecz defensywnie może okazać się całkiem dobry, choć oczywiście nie tak jak te z Jets i Colts, bo tam ataki dodatkowo same nam pomagały;
  • Problem jest w tym, że jeśli nawet uda się powstrzymać tych Vikings do powiedzmy 20 punktów, to nie mamy żadnych przesłanek, by twierdzić, że nasz atak zdobędzie więcej. Obrona Vikings jest solidna, choć ich piętą achillesową jest redzone, gdzie są najgorsi w lidze – najgorszy redzone’owy atak ligi kontra najgorsza obrona – matchup na linii plus to może zdecydować o wyniku meczu. Miejmy nadzieję, że przynajmniej Matt Patricia będzie się trzymał tego, co działa, choć to też spore do spełnienia nadzieje;
  • A, no i jeszcze jedno – teoria spiskowa, że Kirk Cousins nie umie grać w nocnych meczach – miejmy nadzieję, że sprawdzi się po raz kolejny;
  • Ogólnie Vikings są dość wyraźnym faworytem, ale jeśli mam stawiać, kogo z dwójki Vikings/Bills mają Patriots pokonać, to właśnie ich. Różnica w trudności matchupu jest duża i w teorii w Minnesocie powinno być łatwiej (co nie znaczy, że łatwo);

 

Autor: Jakub Kazula

Leave a Reply

%d bloggers like this: