Skip to content

Patriotyczny Raport #19. No i co z tym fantem zrobić?

Po zwycięstwie z Miami Dolphins New England Patriots są w teoretycznie najlepszej sytuacji wśród drużyn wciąż walczących o play-offy w AFC. Muszą „tylko” wygrać swój mecz. Problem z tym, że jest to mecz z Buffalo Bills, ale sytuacja Bills stawia ten mecz pod znakiem zapytania.

Sprawa Damara Hamlina, która miejmy nadzieje rozwiąże się szybko i szczęśliwie, sprawia, że nie wiadomo, w jakim stanie do meczu z Patriots podejdą Buffalo Bills. Na ten moment wydaje się, że będą musieli zagrać i pewnie zrobią to na podwójnej motywacji, ale niewykluczone też, że mecz będzie nieco przesunięty.

Z perspektywy Patriots ogromna szkoda, że swój mecz w poprzedniej kolejce wygrali Pittsburgh Steelers. Gdyby nie to, byłaby duża szansa, że Pats awansują do play-offów nawet przy porażce z Bills. Wystarczyłyby wtedy porażki Titans z Jaguars i Dolphins z Jets, a obie na ten moment wydają się bardzo prawdopodobne. Teraz dochodzi kolejny warunek, czyli porażka Steelers z Browns, o co już tak łatwo nie będzie.

Nieprzypadkowo patrzę znacznie chętniej na ten scenariusz, bo trudno mi sobie wyobrazić, że Patriots wygrają z Bills. Mecz z Dolphins wyglądał w zasadzie tak, jak każdy inny w tym sezonie i po raz kolejny defensywny touchdown zmienia przebieg spotkania. A z Bills potrzeba by było pewnie ze dwóch. Wygląda więc na to, że ani nie będzie play-offów, ani wysokiego picku w drafcie, co byłoby dość przykre, dlatego warto trzymać mocno kciuki, żeby jednak zdarzyło się „Any Given Sunday” i Patriots ten mecz wygrali.

Wnioski po meczu z Dolphins:

  • W kwestii playcallingu nie zmienia się nic. Z jednej strony widać, że po początku sezonu Patricia jakiś mały procent rzeczy ogarnął i potrafi np. używać rzeczy, które kiedyś mu tam wyszły (touchdown Thorntona to powtórka jednego z przyłożeń Meyersa), ale jednocześnie w każdym meczu jest co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście momentów, w którym można tylko złapać się za głowę. W tym moim ulubionym była zdecydowanie czwarta próba w czwartej kwarcie, dzięki której Dolphins mogli potem podgonić wynik. Przy 4&2 Mac Jones dostał sacka w sekundę. Głównie dzięki błędowi Rhamondre Stevensona, ale nawet bez niego przyglądałem się tej zagrywce kilkanaście razy i nadal nie wiem, jak ona miała wyglądać – do kogo iść piłka itd. W zamian strata jardów, która w takim momencie nie powinna być nawet brana pod uwagę. Jedna z trzecich prób, gdzie do przejścia było 10 jardów, trzy ścieżki zostały rozpisane na 20, a jedna na 5, również świadczy o „mądrości” sytuacyjnej;
  • W kwestii Maca Jonesa będę się bił z myślami cały offseason, chociaż jeśli już, to co najwyżej poczytacie moje wynurzenia, bo wątpię, że Belichick w ogóle myśli nad zmianą QB. Wszystko przy Macu trzeba brać z poprawką na sztab szkoleniowy, ale sam Mac jest w tym roku bardzo nieregularny. Ma momenty, gdzie wygląda jak kandydat do zmiany „na wczoraj” (mecz z Raiders), a ma takie jak dwie serie z Dolphins, gdzie pojawiają się 3-4 rzuty, które spokojnie mogą kandydować do jego najlepszych w sezonie i są jeden po drugim. To też nie był jego najlepszy mecz, bo o dziwo przy krótszych podaniach był jak na siebie mocno niedokładny, ale np. jeszcze nie widziałem go chyba tak dobrze grającego pod presją. Całe dwie serie na przyłożenie były zbudowane rzutami Maca z zawodnikiem przy twarzy. A druga jeszcze zakończona szybką zmianą decyzji, o której wiedzieli tylko on i Meyers. Ogólnie druga połowa sezonu momentami solidna – bez szału i świetnych meczów, ale bez większych błędów i z unikaniem strat. Pytanie na ile miejmy nadzieję nowy ofensywny koordynator będzie w stanie go ustabilizować i czy nie jest już na to za późno. Bo że będzie bardzo trudno to pewne;

  • Dobrze, że wrócił Damien Harris, bo Rhamondre zaczyna pokazywać zmęczenie sezonem. Mentalne (sack i prawie int pod presją na jego konto) i fizyczne (problem z upuszczaniem i utrzymaniem piłki w ostatnich tygodniach), więc rotacja na pewno się przyda. Oby w przyszłym roku od początku byli wmieszani w komitet Strong i młodszy z Harrisów;
  • Jakobi Meyers musi zostać w tej drużynie, bo inaczej będą ciężary na skrzydłach w przyszłym sezonie – co oznacza, że nie zostanie i będziemy (przynajmniej ja) narzekać;
  • Z pozytywów jest Tyquan Thornton, który powoli zaczyna ogarniać, o co chodzi w tej lidze. Miejmy nadzieję, że w przyszłym sezonie Mac dostanie linię ofensywną, który pozwoli mu na więcej długich piłek, bo teraz nie ma zbyt wielu szans, a szybkość Thorntona przekłada się na NFL lepiej, niż myślałem;
  • Całkiem podoba mi się Conor McDermott, choć to na pewno wynika też z tego, że nie miałem żadnych oczekiwań. Ale jak na kogoś, kto nie łapał się do składu słabej OL Jets, wygląda przyzwoicie. Fajny powrót gościa wydraftowanego przez Patriots, mógłby dla głębi zostać dłużej;
  • Mam nadzieję, że Cole Strange wejdzie w offseasonie na cykl masy Joe Thuneya, bo niestety największe problemy młody ma na razie z wygrywaniem siłowych pojedynków. Każdy lepszy i większy DT przestawia go dosyć łatwo. Technicznie i sprawnościowo jest dobrze, ale tu siłownia jest potrzebna;
  • Pass rush Judon-Barmore-Wise-Uche z dodatkiem Ekuale jest tak piękny, jak można się było spodziewać. Nic, tylko życzyć zdrowia Barmore’owi, długowieczności Judonowi, lepszego wykańczania Wise’owi i Uche, żeby Belichick po kolejnym sezonie nie bał się mu dać kontraktu;

  • A skoro przy kontraktach jesteśmy, to już w tym offseasonie powinien zostać przedłużony ten Kyle’a Duggera. Liga już go dostrzegła jako świetnego, wielofunkcyjnego gościa w obronie i za rok rynek nie pozwoli mu na powrót do Patriots. A bardziej belichickowego obrońcy to nie ma obok jeszcze Marcusa Jonesa w tej drużynie. Dałbym mu duży kontrakt już teraz, szczególnie że jest z czego;
  • Cieszę się za to, że Patriots dali przedłużenie kontraktu Ja’whaunowi Bentleyowi. Po podpisaniu miałem neutralne odczucia, ale w tym roku rozwinął się mocno. W kryciu dalej jest tak sobie (lepiej niż było i tak), ale jeśli chodzi o bronienie biegów i czasem pass rush, to wygląda świetnie. Był głównym powodem, dla którego atak biegowy Dolphins był w tym meczu całkowicie zamknięty;

  • Skoro zazwyczaj krytykuję, to teraz muszę zauważyć bardzo dobry mecz Mylesa Bryanta i to w momencie, kiedy drużyna mocno tego potrzebowała. Nie zrobił nic głupiego w kryciu, a jego mocne strony, jak np. pewne tacklowanie, zawsze mocno się przydają. Coraz bardziej wydaje mi się, że to on będzie zastępcą Devina McCourty’ego. Dobre krycie strefowe i czytanie gry, dobre tackle – idealnie do bycia FS, gdzie za często 1 na 1 nie będzie musiał grać;
  • Ciekaw jestem dwóch nowych CB, którzy z marszu wskoczyli w hierarchii przed Shauna Wade’a – Tae Hayesa i Quandre Mosely’ego. Obaj młodzi, z fajnymi pomiarami atletycznymi, Hayes dostał już nawet kontrakt w 53-osobowym rosterze po przesunięciu Jacka Jonesa na IR i w meczu z Dolphins nic wielkiego nie zrobił, ale też i nie popełniał błędów. Nie są to jacyś weterani, którzy nie będą już niczym więcej, niż są, tylko dwóch gości do rozwoju, a co jak co, to Belichick potrafi;
  • Trzeba też mimo wszystko przyznać, że powstrzymanie Hilla i Waddle’a nie wiązało się jakoś mocno z dobrą grą CB, a z bardzo słabą obu rozgrywających Dolphins plus bardzo dziwnego planu Mike’a McDaniela na ten mecz – opcja „biegi i długie piłki” z Patriots nie przechodzi. Tutaj trzeba rozciągać boisko wszerz. No ale to nie był problem Patriots;

Przed nami być może ostatni mecz sezonu, a jeśli tak będzie, to będzie też pewnie ostatni mecz Devina McCourty’ego i Matthew Slatera, dwóch absolutnych legend tej drużyny i ostatnich zawodników, którzy pamiętają Super Bowl z sezonu 2014 (z 2016 zostaną Andrews, J. Jones i Cardona). Będzie bolało, choć fajnie by było, jakby specjalnie dla nich pojawił się jeszcze choć jeden dodatkowy mecz i ostatnie play-offy.

Autor: Jakub Kazula

 

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej