Skip to content

Patriotyczny Raport #8. Nie popełnić błędów

Przed meczem z Detroit Lions przewidywałem, że możliwy jest każdy wynik – poza wysokim zwycięstwem Patriots. W końcu jeśli wygrają, to raczej dzięki grze biegowej, więc punktów zbyt wielu nie będzie. NFL zaskakuje mnie jednak po raz kolejny – tym razem na korzyść ekipy Billa Belichicka.

Zwycięstwo do zera zawsze robi wrażenie i to pomimo tego że Lions spokojnie z dziesięć punktów powinni tutaj zdobyć – ale to przecież nie wina Patriots, że nie chcieli korzystać z kickera, a poza tym regularnie strzelali sobie w kolano przed polem punktowym. Ten mecz przypominał trochę niektóre ze spotkań z tamtego sezonu, co też pokazuje, że ta drużyna może być bardzo podobna do tej z tamtego roku – może pewnie wygrywać ze słabszymi, których słabości sztab potrafi idealnie wykorzystać, ale jednocześnie nie umieć wykańczać meczów z mocnymi przez zachowawczy sposób grania. W lidze, w której niespodzianki są co tydzień, umiejętność pokonywania słabszych to też sztuka, a gdyby ostatecznie ta drużyna właśnie tak wyglądała, to i tak byłoby to lepsze niż to, czego spodziewaliśmy się po całym offseasonie. Jest potencjał na więcej, ale do tego potrzeba jeszcze trochę czasu i odpowiedniego rozwoju sytuacji.

Wnioski ogólne:

  • Bałem się trochę gry biegowej Lions przed tym meczem, bo ta linia jest naprawdę bardzo dobra, ale w sumie nie doceniłem tutaj Belichicków i Mayo. Zmieniając trochę powiedzenie – starego misia na stary miód nie nabierzesz. Power runy, z których w większości korzystają Lions, to coś, czego Belichick i jego drużyny używają od dawna, więc Bill wie, jak tego bronić, nawet jeśli do tego momentu ta obrona biegowa nie była najlepsza. Jasne, parę dłuższych runów się pojawiło, ale generalnie BB zrobił to, co zrobił w Super Bowl 53 – oddał mecz w ręce Goffa i liczył na brak błędów ze strony swojego, zachowawczego ataku. No i są efekty;
  • Automatycznie przenosi nas to do tego tygodnia i meczu z Browns, bo Browns w tej kwestii są podobną drużyną. Podobny styl biegania i także rozgrywający z grona tych, którzy na plecach drużyny do zwycięstwa nie zaniosą. Tu będzie jednak sporo trudniej, a przynajmniej tak się wydaje – linia Browns jest jeszcze lepsza (biegowo top 2 w lidze pewnie), duet Nick Chubb/Kareem Hunt to kilka poziomów wyżej od Lions bez Swifta, a i obrona raczej z tych, która nie pozwoli 3rd string QB na swobodne rzucanie, bo podań bronią całkiem nieźle. Na szczęście dla Patriots biegów nie potrafią bronić kompletnie, co faktycznie powoduje, że jest to identyczny matchup jak ten z Lions – tylko że trudniejszy, taki level up w stosunku do poprzedniego tygodnia. Jeśli uda się oddać mecz w ręce Brissetta i nie robić strat, to jesteśmy w domu. Tylko że doprowadzenie do tego nie będzie takie łatwe. Browns może i mają ujemny bilans, ale w każdym meczu grali do końca, a w niektórych (ekhm, Jets) zwycięstwa pozbawiła ich tylko implozja w końcówce, której raczej w tym sezonie już nie powtórzą;
  • Duże znaczenie może mieć więc ewentualny powrót Maca Jonesa. Ponoć o ile przed meczem z Lions był „doubtful”, o tyle teraz ta sytuacja wygląda na „50/50”. Wydaje mi się, że ze względu na ten „level up” przeciwko Browns, Zappe może nie wystarczyć. A jeśli ktoś w ogóle myśli, żeby na stałe zostawić Zappego, to proszę grzecznie przestać. Ja wiem, że miło się patrzy w statystyki i że Zappe nie ma żadnego głupiego przechwytu, a Mac ma takich ze trzy, ale to są w ogóle inne sytuacje. Zappe jest prowadzony za rękę, trochę jak Mac rok temu i oczywiście nie ma w tym nic złego, a młody daje radę. Ale żeby grać jak równy z równym z lepszymi, to trzeba ten atak otworzyć – Mac pokazał, że zrobić to potrafi, tylko potrzeba znaleźć balans między szukaniem ryzykownych szans, a graniem swojego, czyli biegów i krótszych podań. Bo w meczu z Ravens to była niezwykle radosna twórczość i ze strony Maca, i ze strony Patricii;

Wnioski ofensywne:

  • Dobry mecz Patricii jako playcallera, ale trzeba zwrócić uwagę na grę w redzone, która była słaba jeszcze z Jonesem. Teraz też gramy tam mocno zachowawczo, a to nie przejdzie z mocniejszymi drużynami – tu musi być lepsza skuteczność w trybie na wczoraj, a nie ma za bardzo sposobów na razie, żeby częściej robić z tego więcej niż trzy punkty. Bodajże 40 procent wejść w redzone kończy się dla Pats przyłożeniem – dużo za mało;
  • O samym Zappe więcej napiszę już tutaj. Biorąc pod uwagę sytuację (pierwszy start, rookie nieprzypadkowo z czwartej, a nie pierwszej rundy), spisał się świetnie. Nie popełnił żadnego poważniejszego błędu, nawet przechwyt to był dobry rzut popsuty przez Agholora. Bardzo ładny, jak na rookiego, rzut na przyłożenie, ale trzeba zauważyć, że grał w absolutnie cieplarnianych warunkach, wręcz idealnych dla QB. Znakomita gra biegowa, linia ofensywna, która oddała tylko dwie presje przez cały mecz i wynik, który nawet przez chwilę nie zmusił go do trudniejszych rzeczy czy podejmowania ryzyka. A w dodatku w secondary Lions w pewnym momencie to już myślałem, że za chwilę Dan Campbell wejdzie, tyle mieli kontuzji. Nie mógł się ten mecz dla niego ułożyć lepiej. Prawie nie rzucał dłuższych piłek, a jak już rzucał, to poza TD Meyersa to były najczęściej mocno niecelne podania – udało się ze dwa razy wymusić DPI, ale to był taki Joe Flacco z najlepszych czasów – wywołanie kary niecelnym rzutem, bo obrońca nie wie, co się dzieje. W dodatku zostawił też trochę jardów na boisku, w tym drugi touchdown do Meyersa, który w jednej z akcji wbiegał już sam w pole punktowe. Typowo bezpieczna gra i słusznie, ale do czegoś więcej potrzeba pójścia o krok dalej, a to na razie może zrobić tylko Mac – to czy zrobi to oczywiście inna kwestia;

  • Mimo mojego częstego narzekania na ruchy czy sposób grania, są w tej drużynie zawodnicy, co do których pewnie nigdy nie będę zbyt obiektywny, bo uwielbiam ich jak mało kogo w tej lidze. Na czele tej listy w ataku są Mike Onwenu i Rhamondre Stevenson. Od debiutu w tamtym sezonie czekałem na taki mecz Rhamondre, bo jego styl biegania po prostu świetnie się ogląda i widać było, że go na to stać. Teraz tylko żeby zdrowie było i to może być moment, w którym już na stałe zostanie RB1. Widząc w offseasonie wypowiedzi Belichicka o nim trochę się tego spodziewałem (mam go we wszystkich ligach fantasy!) i stawiałem na breakout i jego, i Barmore’a (o tym za moment). No i mamy ten breakout, bo chłopak staje się powoli wszechstronnie uzdolniony – jak biega to wiemy, pięknie, ale do tego zaczyna łapać piłki, dobrze sobie radzić z nią w przestrzeni, a w dodatku wygląda świetnie w pass protection. Zwykle powściągliwy Belichick nie może się go nachwalić, a ja z bananem na twarzy oglądam każdy bieg. Ciekaw jestem tylko, kto w tym tygodniu będzie mu pomagał – będzie to albo Pierre Strong, albo Kevin Harris, który dość niespodziewanie został podpisany do rosteru (spodziewałem się raczej JJa Taylora);

  • A skoro już zacząłem o Onwenu, to był to bardzo dobry  mecz linii ofensywnej. Sam Onwenu nie tylko jest świetnym run blokerem, ale też najwyżej ocenianym guardem w pass pro po pierwszych pięciu tygodniach ligi. Chciałem, żebyśmy może na stałe przenieśli go na OT, ale wygląda na to, że ta jego uczelniana pozycja jest dla niego stworzona. Dzięki temu to oddanie Masona (wciąż złe, tu się nic nie zmienia) ma trochę więcej sensu;
  • Patrząc na Isaiah Wynna, mam mocno mieszane uczucia. Niby statystycznie nie wypada tak najgorzej, a w grze biegowej wyraźnie pomaga, ale liczba flag, jakie oddaje, to jest jakiś dramat. Własnoręcznie zabił już w tym sezonie kilka serii ofensywnych (i dwóch rozgrywających). A mówimy o drużynie, które nie potrafi grać, kiedy do przejścia jest więcej niż 10 jardów. Z Lions zagrał dobrze, ale i tak zaliczył flagę, a poza tym pass rusherzy z Detroit na razie postrachu za mocno nie sieją w tej lidze;
  • O dziwo oglądając taśmę z tego meczu, gra biegowa nie wyglądała tak idealnie, jak można się było spodziewać. Było kilka sporych błędów – niektóre kończyły się słabym biegiem, a niektóre pięknym Rhamondre, który z akcji na jeden jard robił akcję na osiem. Widać, że chociażby Cole Strange się jeszcze wdraża, ale generalnie wszystko idzie w dobrym kierunku. O Onwenu, Trenta Browna czy przyszłościowo Strange’a chyba martwić się nie trzeba. David Andrews nie gra jakoś wybitnie, ale poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Tylko ten Wynn jest zagadką, ale i tak jest lepszy, niż wielu startujących OT w lidze. Dobrze, że w razie czego jest Cannon, jakby znów jakiś Rashan Gary wrzucił go na karuzelę;
  • Na skrzydłach taką zagadką jest Agholor. Gra nieźle, lepiej niż rok temu, ale te straty przez niego spowodowane wstrzymują atak. Chłop być może własnoręcznie zadecydował o zwycięstwie ze Steelers, ale poza tym za często przeszkadza. Ciekaw jestem jak to będzie wyglądało teraz po powrocie Thorntona – mamy pięciu gości wartych miejsca na boisku i najczęściej tylko trzy miejsca;
  • A skoro już jesteśmy przy Thorntonie – cichy debiut, ale taśma pokazuje, że potrafi się ładnie urwać. To jest ten moment, w którym czekamy na powrót Maca – on będzie potrafił to wykorzystać. Skoro rzucał ryzykowne piłki 50/50 do Parkera, to do otwartego Thorntona nie powinno być problemu. Zresztą jego szybkość już parę razy wpłynęła na safeties Lions, zostawiając miejsce w środku boiska. Parker jest w tej samej sytuacji w kwestii rozgrywającego – zresztą, co ciekawe, Thornton wgryzł się właśnie w jego snapy, bo to z nim się dzielił czasem na boisku. Może się okazać, że to jego będzie młody podgryzał, a nie Agholora;
  • Blisko kategorii uwielbienia Onwenu i Rhamondre jest też Jakobi Meyers, który w tym sezonie pokazuje, że nie jest wcale WR1 z przymusu. To nigdy nie będzie gość z top 10 ligi, ale na mało kim w tej drużynie można tak polegać – najlepszy przyjaciel rozgrywającego. Mam nadzieję, że Belichick znając swoją nieumiejętność draftowania/podpisywania WRów, przedłuży z nim umowę, jak już takiego gościa utrafił w UDFA;

  • Dość zaskakująco zwolniliśmy Lil’Jordana Humphreya, ale w sumie te snapy, w których blokował, przejmie bardzo dobrze blokujący Meyers, a w tych do łapaniu jest szósty w kolejności, bo i Bourne zaczyna wychodzić na prostą (nie jardowo, bo w tym meczu słabo, ale w liczbie snapów). Wróci w practice squadzie i jeszcze pewnie się przyda w tym sezonie;
  • Czekamy na powrót Jonnu Smitha, ale warto zauważyć, że najlepszy mecz w sezonie zagrał Hunter Henry – tydzień temu pisałem, że zaczyna się otwierać i w tym Zappe parę razy go znalazł, a w dodatku poprawił się w blokowaniu. Może coś mu dolegało, może po prostu wszedł bez formy w sezon, ale mam nadzieję, że wracamy tu na właściwe tory;

Wnioski defensywne:

  • Matthew Judon jest wybitny w tym sezonie jak na razie – sześć sacków w pięciu meczach, a w meczu z Lions zrobił po jednym na topowej parze OTs w lidze – Deckerze i Sewellu. Najważniejsze dla niego będzie, żeby utrzymać tę formę w dalszej części sezonu, bo w tamtym roku był z tym problem. Trochę mu przeszkodził COVID, trochę kontuzja, a trochę sam stwierdził, że nie był przygotowany na pełny sezon na takich obrotach. To jedyne zmartwienie przy nim – to być może najlepszy podpis Belichicka w FA poza Stephonem Gilmorem;

  • Mam nadzieję, że na mecz z Browns wróci Lawrence Guy, bo gość jest niezbędny w tej drużynie do bronienia biegów. Sam Devin Godchaux nie wystarczy, mimo że z Lions bardzo ładnie odwalał całą brudną robotę, pozwalając linebackerom na wypełnianie gapów;
  • Liczyłem na więcej w pierwszych tygodniach od Christiana Barmore’a, ale po obejrzeniu taśmy chłopak ma na razie po prostu niewdzięczną rolę – często bierze na siebie dwóch gości, żeby Judon i Wise grali 1 na 1 – i to się sprawdza. Sam jak dostaje 1 na 1 to często kończy się to presją. W obronie biegów też było z Lions znacznie lepiej niż z Packers (przy pierwszej czwartej próbie Lions stop był głównie jego zasługą). Nie jest to breakout, na który liczyłem, ale powoli, małymi krokami się rozwija;
  • Mały update co do tych, na których mini breakout także liczyłem – Josh Uche i Anfernee Jennings. Ten drugi wchodził w ważnych (chociażby czwartych) próbach do bronienia biegów i dawał sobie radę. Ten pierwszy z kolei powoli się rozkręca, notując kolejne kilka presji na dobrej linii ofensywnej. Tylko że z Uche zawsze był ten problem, że jak się rozkręcał, to zaraz łapał kontuzję. No i teraz jak to piszę to właśnie widzę go na czwartkowym raporcie zdrowotnym z treningu z nową kontuzją…;
  • Muszę pochwalić Jahlaniego Tavaiego, bo w porównaniu z tamtym sezonem, tym preseasonem i pierwszymi 2-3 meczami tego sezonu, zaliczył spory progres. To nigdy nie będzie gość do krycia, ale przynajmniej nie jest tak jak wcześniej, że każdy snap w kryciu kończył się dramatem. Przy incie Jacka Jonesa to on krył Hockensona i prawdopodobnie nawet bez Jonesa by tę piłkę zbił – a na TJu to już coś. Radzi sobie też nieźle w grze biegowej i na linii – użyteczny gość. W normalnych okolicznościach LB 3-4 na konkretne próby. W tych Pats niestety trochę starter z przymusu;
  • Ja’Whaun Bentley też w meczu z Lions pokazał, że w czym jak w czym, ale w grze biegowej to sobie radzi. Bardzo dobry mecz z jego strony. Wspominany przez mnie regularnie Raekwon McMillan miał jedną świetną akcję w czwartej próbie Lions, ale też raz czy dwa poważnie przestrzelił swój gap, więc tu jest pewnie pies pogrzebany co do tego, czemu Belichick aż tak często go nie wrzuca na boisko. A Mack Wilson to Mack Wilson – na podaniowe próby znakomity, gorzej jak rywal wtedy pobiegnie;
  • Spodziewałem się, że mimo tego że nie podoba mi się proces, to Cole Strange może być dość szybko dobrym zawodnikiem. Spodziewałem się, że Marcus Jones może być topowym returnerem ligi w zasadzie od razu, ale tego że Jack Jones tak wystrzeli już w pierwszych tygodniach to w życiu bym nie obstawił. Tak, po obejrzeniu jego taśmy pisałem, że Belichick widzi w nim być może coś z JC Jacksona, bo styl podobny, ale nie za bardzo wierzyłem, że jakkolwiek się to przełoży na boisko. A tu proszę. Jones jest jeszcze trochę surowy, co widać chociażby potem jak przez dwa tygodnie z rzędu dawał się łapać na tę samą ścieżkę, po której lądował na ziemi, ale ten zmysł atakowania piłki to przebija nawet JC z początku kariery. Odkąd kibicuję Patriots to było tu kilku takich cornerów, ale żaden nie miał takich instynktów od pierwszego meczu;
  • Miło było też zobaczyć, że Marcus Jones zaczyna odbierać snapy Mylesowi Bryantowi. W tych pierwszych spisał się w miarę – to będzie właściwe określenie. Roboty Mylesowi jeszcze nie zabierze, ale długoterminowo widać tu znacznie wyższy potencjał w grze 1 na 1 – kluczowej na slocie. Niemniej muszę pochwalić też Bryanta, bo nie oddał nic dużego – choć trzeba przyznać, że Amon-Ra St. Brown wyraźnie nie był zdrowy i trochę go chyba forsowali w tym meczu. W ogóle nie wyglądał jak on sam;
  • Na liście ulubieńców, co do których jestem średnio obiektywny jest też Kyle Dugger, który zagrał kolejny świetny mecz i to w różnych aspektach. Połączenie jego, Phillipsa, McCourty’ego i Peppersa to naprawdę bardzo fajna paczka, żeby trochę namieszać w głowie atakowi przeciwnika. Na plus także świetne krycie TJa Hockensona – jeden z lepszych TE ligi złapał raptem trzy jardy, a przez większość czasu był kryty właśnie przez Kyle’a;

  • Wciąż wysuwam propozycję, by spróbować opcji, w której Jack Jones zostaje pełnoprawnym starterem, a na slota wraca albo Jonathan Jones, albo Jalen Mills – a długofalowo oczywiście Marcus Jones. To może być naprawdę poważna ekipa i jesteśmy coraz bliżej trzech Jonesów jednocześnie jako starterów;

Formacje specjalne:

  • Nick Folk to jeden z bardziej niedocenianych kickerów w lidze – poniżej 50. jarda wali jak z automatu. A patrząc jakie problemy mają niektóre drużyny, to mamy spore szczęście, że udało się takiego gościa wyhaczyć w trakcie sezonu te kilka lat temu, po dłuższej przerwie bez grania;
  • Tym razem Marcus Jones nie miał zbyt wiele okazji do wracania z piłką, ale to się zmieni jeszcze – stawiam, że może już nawet w tym sezonie odpalić na TD;
  • Błąd Duggera spowodował duży return Lions, ale to jest bardzo łatwe do naprawienia na kolejne tygodnie;

Na plus:

  • Rhamondre Stevenson – najlepszy mecz w karierze. Co chłopak nimi kręcił…;

  • OL – za tylko dwie presje na Zappe’em i dobrą pracę przy biegach;
  • Jakobi Meyers – za bycie sobą niezależnie od rozgrywającego;
  • Matthew Judon – za nawet mocniejszy start niż rok temu;
  • Jack Jones – wiadomo za co;

  • Kyle Dugger – za to, że jest obok Judona najlepszym obrońcą tej drużyny. A przy okazji za przyłożenie;

Na minus:

  • Nelson Agholor – kolejna strata na jego konto, w kilku meczach to wyraźnie za dużo;
  • Redzone offense – wiem, że w dużej mierze był to brak ryzyka ze względu na QB, ale to problem już od dłuższego czasu;
  • Kendrick Bourne – dostał największą liczbę snapów w sezonie i nic z tego nie zrobił, poza dwiema flagami, za które zresztą mu się dostało od Belichicka;

Akcja meczu:

Autor: Jakub Kazula

Dodaj komentarz

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej