Skip to content

Podsumowanie sezonu – część 2 AFC NORTH

Druga część podsumowania, to dywizja AFC North. W związku z tym Igor Białecki przygotował podsumowanie sezonu w wykonaniu Baltimore Ravens (tu też wypowiedź Aleksandry Rzemek), Cleveland Browns, Pittsburgh Steelers i Cincinnati Bengals. Zapraszamy!

*****

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk -> Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.

**

Zachęcamy też do najnowszego odcinka podcastu historycznego, który poświęcony jest NFL Scouting Combine.

*****

AFC NORTH

BALTIMORE RAVENS (13-4)

Cele na sezon 2023: jak najdalsze zajście w play offach

Wynik: odpadnięcie w finale AFC

Przed startem sezonu mało kto wskazywał Ravens jako jednego z kontenderów do walki o trofeum Lombardiego. Ta myśl większości przyszła do głowy dopiero po paru pierwszych tygodniach sezonu zasadniczego, kiedy rozprawili się z Bengals oraz rozgromili Browns, Lions oraz Seahawks. Wtedy już można było mówić o zespole, który śmiało spogląda w kierunku Las Vegas. Kolejne spotkania tylko utwierdziły wszystkich w tym, że Kruki to najsilniejsza ekipa sezonu zasadniczego w AFC, jeśli nie całej NFL, a wisienką na torcie było pokonanie kolejno San Francisco 49ers oraz Miami Dolphins, którzy wciąż mieli szansę na pierwsze miejsce w konferencji. Szczególnie spotkanie z Niners mogło zapaść w pamięć jako majstersztyk defensywy Ravens, która w Bożonarodzeniową noc wymusiła na Brocku Purdym 4 przechwyty i która czterokrotnie go sackowała. Dzięki temu Ravens praktycznie zapewnili sobie pierwszy seed w AFC i bye week w play offach i mogli odpuścić ostatni mecz ze Steelers. W Divisional Round Ravens spokojnie rozprawili się z Texans, z którymi wygrali wcześniej na początku sezonu, ale AFC Championship Game to była już inna bajka. Granie przeciwko broniącym tytułu mistrzom nigdy nie jest łatwe, jednak kiedy grasz z nimi u siebie i w momencie, kiedy jest to najsłabsza ofensywa od kiedy Patrick Mahomes jest w Chiefs, to trzeba powiedzieć, że lepszej okazji Kruki nie mogły sobie wymarzyć. Jednak Ravens w finale AFC przegrali… sami ze sobą. W ataku zaczęła się wyższa kombinatoryka, Ravens zamiast grać dołem, co do tej pory wychodziło im najlepiej, zaczęli więcej podawać. A defensywa Chiefs była gotowa na taki scenariusz i nie dopuszczała do tego by którykolwiek receiver Ravens był na wolnej pozycji do podania. Oczywiście były pojedyncze sytuacje jak niesamowita bomba Lamara Jacksona do Zaya Flowersa. 

Jednak duża część podań kończyła się albo nie złapaniem piłki, albo okazywały się one za krótkie na przejście 10 jardów i oddaniem piłki rywalowi. Można więc zarzucić sztabowi Ravens niekonsekwencję, bo kiedy grali akcje biegowe, te wychodziły całkiem dobrze. Tym bardziej, że defensywa spisywała się tego dnia bardzo dobrze. W pierwszej połowie co prawda dopuścili do zdobycia 17 punktów, ale w drugiej połowie nie dopuścili Chiefs nawet do zasięgu field goala i nie pozwolili na zdobycie żadnych punktów. Tymczasem ofensywa nie wykorzystywała prezentów, które dawała im defensywa. Dosłownie centymetry przed polem punktowym piłkę z rąk wypuścił Zay Flowers, a później Jackson rzucił piłkę w potrójne krycie w end zone i skończyło się na przechwycie. Ravens zabrakło w tym meczu dwóch rzeczy: cierpliwości i chłodnej głowy. Grali podaniami, bo myśleli, że muszą gonić wynik i nie mają wystarczająco dużo czasu, a naprzeciwko są Chiefs, więc oni zaraz znowu zdobędą punkty, to wtedy nie zdążymy nadrobić, jeśli oni zdobędą. Błędne koło, które doprowadziło do porażki Kruków. Pytanie czy tak dobra okazja jeszcze Ravens w ciągu paru najbliższych lat przytrafi. Niestety przy skromnym miejscu w limicie płacowym może być ciężko utrzymać tak silny, zbalansowany skład. W tym wolnymi agentami są Odell Beckham Jr., Kevin Zeitler, Gus Edwards, Rock Ya-Sin, Patrick Queen, Jadeveon Clowney, JK Dobinns czy Justin Madubuike. O ile za OBJ mało kto będzie tęsknił (mimo, że miał swoje momenty, to kolejnych milionów nie opłaca mu się dawać) o tyle ubytki z obrony jak Ya-Sin, Madubuike i Clowney mogą być już mocno odczuwalne. Jednak i tak najważniejszym i największym ubytkiem Ravens jest Mike Macdonald. Koordynator defensywy został nowym głównym trenerem Seattle Seahawks i z pewnością niełatwo będzie go zastąpić, bo mimo braku wielkich gwiazd w formacji defensywnej, Macdonald był w stanie stworzyć z tego prawdziwego dominatora i zatrzymywał najlepsze ofensywy NFL. Brakowało gwiazd, ale na gwiazdę ligi wykształcił się drugoroczniak safety Kyle Hamilton, który był jednym z najlepszych w tym roku na swojej pozycji i zasłużenie trafił First Team All-Pro. Ofensywa prowadzona przez Todd Monkena zaliczyła znaczny progres w stosunku do tego, co mogliśmy oglądać sezon wcześniej, zwłaszcza jeśli chodzi o grę podaniową. OBJ jak już wspomniałem miał momenty, ale zdecydowanie najlepszym receiverem był debiutant Zay Flowers, a całkiem przyzwoicie, momentami nawet bardzo dobrze spisywała się reszta korpusu WR-ów Devin Duvernay, Rashod Bateman oraz Nelson Agholor. W środku sezonu kontuzji doznał podstawowy TE Mark Andrews i na boisku nie pojawił się aż do play offów, ale jego absencja była mniej odczuwalna dzięki drugoroczniakowi Isaiah Likely’emu. Poprawę gry podaniowej można zawdzięczać w dużej części linii ofensywnej, która często dawała rozgrywającemu tyle czasu na akcję, że ten mógł pójść po piwo do bufetu na stadionie, wrócić, a i tak zdążyłby celnie rzucić. No i oczywiście Lamar Jackson kolejny raz musiał udowadniać, że umie nie tylko biegać (co dalej jest mu niesłusznie wytykane). Ofensywa ma szansę utrzymać swoją siłę, a nawet jeszcze bardziej się wzmocnić w drafcie mimo dalekiego picku, ale defensywie może być ciężko grać w następnym sezonie na takim samym poziomie i śmiem twierdzić, że może nawet wypaść poza top 10 formacji w lidze. Niemniej, Ravens poczuli krew w tym sezonie i zapewne nie odpuszczą w następnym. Czy znów jako #1 konferencji? W tak wyrównanej i silnej AFC, która może być jeszcze silniejsza, z rosnącymi na naszych oczach młodymi, dynamicznymi zespołami pokroju Texans. Jeśli Jackson będzie zdrowy jak ryba (w tym roku miał wyjątkowe szczęście do braku urazów, które były stałą częścią jego dotychczasowej kariery), Ravens dalej będą jednym z głównych kandydatów do Lombardiego.

Baltimore Ravens zagrali świetny sezon zasadniczy. Już od pierwszej kolejki wiadome było, że 2023/2024 to może być „ich sezon”. Lider ofensywy, Lamar Jackson, było widać, że poprawił w offseson pracę nad grą górą, jego celność podań znacznie się poprawiła. A to jaką wartość wniósł do drużyny zostało nagrodzone MVP. Nie można jednak mówić o bardzo dobrej grze rozgrywającego, nie wspominając o zawodnikach pokroju Zay’a Flowersa, Isaiah Likely’ego czy Keatonu Mitchella, dzięki którym miał on szansę się wykazać. Ponadto Todd Monken sprawdził się lepiej niż można było przypuszczać, jako nowy OC Ravens. Było widać, że Harbaugh postarał się, aby zapewnić Jacksonowi odpowiednie narzędzia. 

Jeśli chodzi o formację defensywną Kruków, to… nie będę się rozwodzić długo, według mnie top 3 ligi, o ile nie najlepsza defensywa tego sezonu. Od samego początku można śmiało powiedzieć, że budziła ona postrach wśród trenerów rywali. Ala to też specjalnie nie dziwiło, skoro w jej szeregach można było doszukać się zawodników typu Justin Madubuike (genialny sezon), Patric Queen czy Roquan Smith. 

Niestety, nawet pomimo tak dobrego sezonu, play-offy zweryfikowały wszystko. Sezon bez awansu do Super Bowl to bardzo boli. Ponadto drużyna została z jeszcze większą ilością pytań bez odpowiedzi, niż mogło to się wydawać w trakcie trwania sezonu. Koniec kontraktów liderów był czymś, z czym Ravens już wiedzieli że mają do czynienia. Teraz jeszcze dochodzą bardzo duże zmiany w sztabie. Ravens w 2024 roku będą już innym zespołem.

Aleksandra Rzemek

CLEVELAND BROWNS (11-6)

Cele na sezon 2023: walka o play offy

Wynik: awans do Wild Card Round

Czy da się awansować do post seasonu grając czterema (na siłę można powiedzieć, że nawet pięcioma) startującymi rozgrywającymi? Browns pokazali, że jak najbardziej można i jednocześnie zostali pierwszą drużyną w historii, która dokonała tego wyczynu. Sezon Browns to istny rollercoaster nie tylko przez zawirowania na rozegraniu, ale i liczne kontuzje w całym składzie wliczając w to okropny uraz gwiazdy drużyny Nicka Chubba czy nawet pod koniec sezonu kickera. Ale zacznijmy od początku. Już przed sezonem mówiło się, że Kevin Stefanski znajduje się na gorącym stołku i jeśli tym razem nie pociągnie Browns z takim rosterem do play offów, wówczas pożegna się z Cleveland. W tym roku miało być zdecydowanie łatwiej z dwóch powodów: nr 1 – zwolnienie Joe Woodsa z roli defensywnego koordynatora i ściągnięcie na jego miejsce weterana Jima Schwartza, który miał wycisnąć pełnię potencjału z obrony Browns; nr 2 –  powrót na pełen “etat” Deshaun Watsona, który sam musiał udowodnić, że wart jest tak absurdalnie wielkiego kontraktu dla zawodnika uwikłanego w skandal o molestowanie kobiet. O ile właśnie Jim Schwartz przewodzący czołowej defensywie ligi jak najbardziej przyczynił się do sukcesu Browns w tym sezonie (a można nawet stwierdzić, że obrona wciągnęła drużynę na taki wysoki poziom), tak Watson zawiódł na całej linii. Nie dość, że okazał się szklanką i nie zagrał zbyt wiele, to jak już grał to po prostu słabo. Miał dosłownie jeden mecz na przyzwoitym poziomie, a potem powrót do normy. Browns dostali nauczkę na przyszłość żeby nie dawać kokosów komuś kto sprawia więcej problemów niż może być z niego pożytku, jednak lekcja ta specjalnie ich nie zabolała, bo niczym manna z nieba, tak Browns wypadł z odrzutowca rozgrywający, który uratował im sezon. Ale zanim to nastąpiło Watson złapał kontuzję, która wykluczyła go na resztę sezonu, więc postawiono na rezerwowego weterana PJ Walkera, który jednak nie okazał się solidnym rezerwowym więc za niego wszedł debiutant Dorian Thompson-Robinson, który… również doznał kontuzji, więc na startera wrócił Walker, ale w międzyczasie Browns jako ostatnią deskę ratunku podpisali byłego zdobywcę Super Bowl – Joe Flacco. Jeśli ktoś przed sezonem powiedziałby, że 38-mio letni Joe Flacco wciąga drużynę do play offów jako pełnoprawny starter i zgarnia nagrodę Comeback Player of the Year to kazano by mu albo przestać pić, albo pójść się zbadać czy wszystko w porządku. Tymczasem jedna z najbardziej nieprawdopodobnych historii wydarzyła się. Co prawda w pierwszej rundzie już przestało być tak kolorowo, kiedy Flacco rzucił 3 przechwyty i walnie przyczynił się do pogromu jaki urządzili Texans. Trzeba wspomnieć, że Flacco nie poradziłby sobie sam. W ataku Browns zdecydowanie błyszczał Amari Cooper, który był chyba jednym z najbardziej niedocenianych skrzydłowych tego sezonu. W połowie sezonu (czyli mniej więcej od momentu przyjścia Flacco) zaczął na siebie zwracać uwagę TE David Njoku, który po Cooperze stał drugim najczęstszym celem podań Flacco. Warto też wyróżnić biegacza Kareema Hunta, który miał w tym sezonie już nie być zawodnikiem Browns, ale na szczęście dla obu stron ich drogi ponownie się zeszły i Hunt pokazał, że był godnym zastępcą Chubba podczas jego kontuzji. Nie można też zapominać o dość solidnej linii ofensywnej, która nie stanowi co prawda elity, ale dawała wystarczająco miejsca i czasu rozgrywającym na wyprowadzenie akcji i bardzo pomogła grze biegowej. Pisząc o Browns nie sposób pominąć czołowej obrony, której twarzą stał się Defensive Player of the Year Myles Garrett przez co trochę zapomina się, że są tam też inni zawodnicy warci uwagi. Defensywa Browns to przede wszystkim zabójcza linia ze wspomnianym Garrettem, ale też z Ogbo Okoronkwo, Za’Dariusem Smithem, Dalvinem Tomlinsonem i czy debiutantem Siaki Ika. Nie znaczy to, że secondary jest biedna, bo mimo braku wielkich nazwisk Browns najlepiej spośród wszystkich bronią akcje podaniowe (-0.188 EPA/na akcję i succes rate na poziomie 36.3%). Zdecydowanym liderem secondary jest Denzel Ward, ale prócz niego jest dobrze zapowiadający się Cameron Mitchell oraz doświadczony Juan Thornhill. I oczywiście stojący za tym wszystkim Jim Schwartz, który za swoją pracę z defensywą został doceniony nagrodą Assistant Coach of The Year. Natomiast Kevin Stefanski za awans do play offów z czterema różnymi rozgrywającymi otrzymał nagrodę Coach of The Year, chociaż w obu kategoriach trenerskich było naprawdę ciężko wskazać jednoznacznego faworyta. Patrząc na całość Browns z tego sezonu, to nietrudno odnieść wrażenie, że jest to kolejny zespół, który potrzebuje porządnego rozgrywającego aby być czymś więcej niż “tylko” drużyną na pierwszą rundę. Browns prawdopodobnie podpiszą nową umowę z Joe Flacco jednak nie ma 100% pewności, że będzie starterem oraz czy utrzyma taką samą formę. Mecz z Texans pokazał, że Flacco pewnego poziomu nie przeskoczy i owszem, dalej stać go na bycie liderem i przyzwoitym rozgrywającym, ale nie licz na nic więcej. W kwestii Watsona Browns mają parę możliwości: podjąć jeszcze jedną próbę naprawy; pogodzić się z tym, że nic z niego nie będzie albo po prostu go uciąć. Z tych wszystkich opcji mającą najwięcej sensu jest podjęcie jeszcze jednej próby i będzie to uzasadnienie ze strony finansowej, bo zwolnienie Watsona wygeneruje tyle martwych dolarów w limicie płacowym, że to będzie katastrofa dla budowania drużyny, więc tak czy tak Browns są na niego skazani. Sprawy nie ułatwia fakt, że Browns mają zaledwie 17 mln wolnych dolarów w limicie płacowym, a drużynę opuszczają m. in. Za’Darius Smith czy Kareem Hunt i na pewno nie starczy aby zapłacić Flacco i im obu. W Cleveland mogą patrzeć z umiarkowanym optymizmem w przyszłość, jednak nie zapowiada się aby Browns mieli wskoczyć na wyższy poziom w ciągu następnego roku czy dwóch lat, ale stąd już niedaleka droga do popadnięcia w przeciętniactwo.

PITTSBURGH STEELERS (10-7)

Cele na sezon 2023: awans do play offów

Wynik: awans do Wild Card Round

Czy da się grać najbardziej toporny futbol z trzema różnymi rozgrywającymi i awansować do play offów. Steelers i Mike Tomlin udowadniają, że się da. Nie ma co ukrywać, że Steelers tradycyjnie stoją potężną defensywą – pod względem EPA są 7. defensywą w lidze (0.062 EPA/na akcję), a success rate w akcjach podaniowych i biegowych przeciwników wynosi odpowiednio 44.5% i 39%. Ofensywa? Inna bajka – -0.064 EPA/na akcję, a success rate w akcjach podaniowych i biegowych to odpowiednio 43.4% i 40.9% (dane uwzględniają tylko sezon regularny). Samo oglądanie ataku Steelers w akcji raczej nie powodowało uczucia euforii u widza, a prędzej nudności i załamania. Ciężko nie odnieść wrażenia, że Steelers do play offów zaniosła przede wszystkim obrona na czele z TJ Wattem. Jednocześnie sama ofensywa Stalowych nie aż tak zła jak wskazują statystyki, ale jest to kolejna drużyna typu “o dobrego rozgrywającego od bycia dobrym”. Kenny Pickett pewnego poziomu po prostu nie przeskoczy, a będąc pod opieką Matta Canady raczej nie miał szans na zostanie nawet tym średniakiem, na co najwyżej go stać. Po zwolnieniu Canady nie nastąpiła jakaś przełomowa zmiana, ale wyglądało to odrobinę mniej gorzej niż wcześniej. Trzeba szukać pozytywów. Do momentu, kiedy Pickett złapał kontuzję w kluczowym momencie sezonu i musiał wejść za niego nie kto inny jak Mitch “kiss t*ties” Trubisky i (kto by się spodziewał) radził sobie jeszcze gorzej, do tego stopnia że zastąpił go trzeci w hierarchii Mason Rudolph i o dziwo został już starterem do końca sezonu Steelers i to mimo tego, że Pickett już wyzdrowiał. Więc jeśli twoja drużyna decyduje się dalej grać QB3 (nawet w play offach) zamiast przywrócić ciebie – QB wybranego w pierwszej rundzie draftu 2022 – to raczej dostajesz jednoznaczny sygnał, że twoja pozycja nie jest nie do podważenia. Dlatego niech nikogo nie zdziwi, jeśli Steelers ściągnął do siebie prosto z Wietrznego Miasta Justina Fieldsa, bo z automatu byłby to najlepszy rozgrywający w Pittsburghu od czasów zdrowego Bena Roethlisbergera. Nadzieję na poprawę sytuacji w ofensywie choć trochę budzi zatrudnienie Arthura Smitha jako koordynatora. Smith nie zebrał dobrego PR-u jako head coach, ale jako asystent dawał radę w Titans, więc może gdy nie będzie musiał brać udziału w konferencjach prasowych, wtedy poprawi opinię o sobie. Na szczęście Steelers poza rozegraniem nie ma większych dziur, nie oznacza to, że nie przydadzą się wzmocnienia, szczególnie w secondary, bo poza Minkah Fitzpatrickiem i utalentowanym Joeyem Porterem Jr. ciężko znaleźć kogoś kto byłby w stanie pokryć recevierów przeciwnika. Linia ofensywna Steelers nie jest może dominującą formacją, ale dalej bardzo solidną, a w obecnych czasach to bardzo dobrze, a mając Brodericka Jonesa i Darnella Washingtona (który  co prawda domyślnie jest TE, ale zdecydowanie lepiej radzi sobie z blokowaniem) nie trzeba się martwić. Dzięki temu całkiem dobry sezon zaliczył młody RB Najee Harris przebijając granicę 1000 jardów i zdobywając 8 przyłożeń. Dodatkowy talent przydałby się w korpusie skrzydłowych, gdzie można znaleźć 3 solidnych WR-ów, ale żadnego nie można z całą pewnością nazwać klasowym WR1. O nowego skrzydłowego nie powinno być ciężko zważając na to jakie będzie zatrzęsienie ofensywnego talentu w tym drafcie. Chociaż może George Pickens pokaże, że stać go na więcej, gdy już dostanie lepszego QB. Steelers naprawdę niewiele potrzeba do szczęścia, grunt to wykorzystać tą sytuację i obrócić na swoją korzyść, bo Stalowych stać na to, aby być poważnym zagrożeniem dla silniejszych od siebie drużyn.

CINCINNATI BENGALS (9-8)

Cele na sezon 2023: walka o Super Bowl

Wynik: sezon przejściowy

Da się mieć jednego z absolutnie najlepszych QB w lidze i nie wywalczyć nawet play offów? A no da się, z tym szczegółem, że ten rozgrywający złapał kontuzje. W zasadzie to nawet dwiepierwszą jeszcze przed sezonem, która zmroziła krew w żyłach wszystkich kibiców Bengals, kiedy zobaczyli nagranie jak Joe Burrow biegnie i bez żadnego kontaktu kładzie się na murawę. Ostatecznie skończyło się na strachu, bo kontuzja łydki nie okazała się taka groźna na jaką wyglądała. Mimo to kontuzja dalej odcisnęła piętno na grze Burrowa w tym sezonie, ponieważ było widać, że ma wyraźny problem z poruszaniem się w kieszeni do czego tej klasy zawodnik nas nie przyzwyczaił. Dodać do tego (znowu) słabą linię ofensywną i wyszedł nam festiwal sacków na Joe Burrowie. Bengals słabo weszli w sezon przegrywając 3 z 5 pierwszym spotkań (w tym z Browns, Ravens i Titans), żeby potem złapać serię zwycięstw kolejno nad Seahawks, 49ers i Bills, a potem przegrać dość niespodziewanie z Texans. Jak więc widać Bengals zaczęli dość nierówno wygrywając mecze, które mogli przegrać i nikt nie byłby zdziwiony, a przegrali spotkania które po prostu musieli wygrać patrząc na ogólną siłę zespołów. Ale potem ziścił się najgorszy możliwy scenariusz, jaki tylko mógł sobie wyobrazić kibic Bengals. W meczu z Ravens Joe Burrow zerwał więzadło w prawym nadgarstku, a to oznaczało automatycznie koniec sezonu dla gwiazdy Cincy. Jednak czy aby na pewno zerwał je na meczu? Po spotkaniu w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się nagrania, na których widać wysiadającego z autokaru z ręką owiniętą bandażem, następnie wychodził z szatni z tą samą ręką ukrytą w ogrzewaczu na ręce.

A już w trakcie meczu dało się zauważyć, że z dłonią Burrowa coś ewidentnie jest nie tak.

Wobec tego starterem do końca sezonu musiał zostać Jake Browning, w którym nie pokładano dużych nadziei, a tymczasem Browning dołączył do grona rezerwowych rozgrywających, którzy w pewnym momencie musieli przejąć stery na resztę sezonu i całkiem dobrze udźwignęło grę ofensywy. Do pewnego momentu Bengals dalej liczyli się w walce o play offy, mimo że po kontuzji Burrowa wielu automatycznie ich skreśliło. I szkoda nie awansowali dalej, bo myślę, że na pewno byłoby lepiej oglądać w Wild Card Round Bengals z Browningiem, niż takich Steelers z którymkolwiek QB jakiego mieli na tamtą chwilę w rosterze. Bengals przeszli swego rodzaju niezamierzony sezon przejściowy, jednak nie szkodzi im to aż tak bardzo w dążeniu do upragnionego celu w następnym sezonie. Sytuacja dla Bengals jest dość komfortowa – ponad 59 mln dolarów w limicie płacowym, braki do uzupełnienia w zasadzie tylko w linii ofensywnej i niezbyt wielu ważnych wolnych agentów. Wiadomo, że tematem numer 1 będzie przyszłość Tee Higginsa, który jeśliby trafił na rynek byłby najlepszym do wyciągnięcia “za darmo” skrzydłowym. Jednak jako, że właściciele Bengals nie słyną z chęci do obsypywania zawodników górami pieniędzy, a Higgins na pewno zażąda większej pensji, to pojawia nam się konflikt interesów. Ale zakulisowe doniesienia mówią, że Bengals prawdopodobnie nałożą na Higginsa player tag i na tym dyskusja się skończy. Warty zatrzymania na pewno będzie też Tyler Boyd, który w innych drużynach byłby na pewno drugą jeśli nie pierwszą opcją. Z formacji obronnej kontrakty kończą się DT DJ Readerowi oraz Joshowi Tuopou i prawdopodobnie z którymś z nich Bengals się pożegnają. Nic w zasadzie więcej do dodania na temat Bengals nie widzę poza tym, że za rok jeśli nic się nie odwali Bengals znów będą kontenderem do walki o pierścienie, a z tym muszą się streszczać, bo będzie to jeden z ostatnich sezonów, kiedy będzie o nich można mówić jako o 100% kontenderze.

Autor: Igor Białecki

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej