Skip to content

Quenton Nelson & Darius Leonard: skazani na złote marynarki

Draft 2018 roku był dla Colts kamieniem węgielnym pod budowę nowej drużyny. Podczas jednego naboru udało im się zwerbować do drużyny takich zawodników jak Quenton Nelson (6. pick), Darius Leonard (36.), Braden Smith (37.) oraz Nyheim Hines (104.). Ten ostatni ugruntował swoją pozycję w lidze jako ciekawy RB potrafiący łapać piłki z backfieldu, a Smith stał się bardzo dobrym right tackle, na dowód tego też m.in. świadczy niedawne przedłużenie kontraktu – 72 miliony dolarów płatne w cztery lata. Natomiast głównymi bohaterami dzisiejszego tekstu są dwa pierwsze wybory, genialny duet Quenton Nelson & Darius Leonard, zapraszamy!

Loteria Draftu, jak wskazuje sama nazwa używana w języku polskim, to często (a już szczególnie przy niższych pickach) zwyczajna loteria. 199. pick w Drafcie potrafi okazać się najwybitniejszym graczem w dziejach futbolu, a pick pierwszy nierzadko niewypałem. Spytajcie JaMarcusa Russella, na dźwięk którego nazwiska ciśnienie z pewnością podnosi się fanom Raiders, w tym naszemu redaktorowi naczelnemu Karolowi Potasiowi.

Wracając jednak do Nelsona i Leonarda – z perspektywy Colts, Draft 2018 roku z pewnością będzie kiedyś opisywany jako monumentalny, a obaj zawodnicy, jeśli tylko kontuzje nie pokrzyżują im planów, są pewniakami do złotej marynarki w Canton. Dlaczego? Ponieważ jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki left guard Nelson odmienił linię ofensywną Colts, a linebacker Leonard stał się sercem obrony. Dwa picki, które w znaczącej części nakreśliły przyszłość Indianapolis. Jak w filmie „Draft Day” z Kevinem Costnerem.

***

Wielki od urodzenia

Mam taki fajny t-shirt, na którym jest rysunek liniowego i napis: „I was even born BIG”. To jak ulał pasuje do Quentona Nelsona, dzisiaj bezapelacyjnie dzierży tytuł najlepszego liniowego w NFL. Jak Quenton stał się tym, kim jest dzisiaj? Wszystko za sprawą brata.

Connor Nelson studiował na Villanovie, gdzie grał jako linebacker. Mierzy 188 cm wzrostu, a podczas studiów ważył około 107 kilogramó. Mając 20 lat, zazwyczaj wygrywał pojedynki z rówieśnikami. Sprawy miały się jednak inaczej, gdy musiał mierzyć się ze swoim… 14-letnim bratem. Tak, zgadliście. Ten brat ma na imię Quenton i jako nastolatek wyglądał jak, cytując świadków, „lodówka”.

Jak jednak w tego typu historiach bywa, wszystko zaczęło się jednak dużo, dużo wcześniej. Connor od dziecka lał młodszego brata, zarówno w domu, jak i na boisku. Ojciec chłopaków był trenerem, więc uczył ich futbolu już od małego. Oczywiście Connor nie znęcał się nad bratem, ot zwykłe przepychanki, jak to bywa w rodzeństwie. Wszystko to skończyło się jednak, gdy Quenton skończył 14 lat i… przerósł brata.

Quentonowi znudziło się dostawać kuksańce od Connora, więc role się odwróciły. Connor Nelson przestawiał rywali w college’u, ale ćwicząc 1 na 1 z bratem zaczął nagle przegrywać wszystkie pojedynki. To musiało być frustrujące, dostawać od 14-latka. Wtedy Quenton nauczył się, by nie odpuszczać i prać rywali na boisku, bez litości. Nie ma to jak treningi z bratem, każdy potwierdzi.

Quenton Nelson mówi o sobie, że futbol jest pewnym wyzwalaczem, który go zmienia. Jest trochę jak Dr. Jeckyll i Mr. Hyde:

„W życiu jestem naprawdę miłym i spokojnym gościem. Ale kiedy wychodzę na boisko, pora przestawić wajchę”.

Nelson waży 150 kilo, mierzy 196 cm wzrostu. Jest naprawdę jak lodówka. Do tej pory rozegrał w lidze trzy sezony, każdorazowo był wybierany do 1st-team All-Pro oraz do Pro Bowl. Oczywiście liniowi nie dostają tytułów MVP, bo te są zarezerwowane w większości dla QB, ale gdyby było inaczej, Quenton z pewnością liczyłby się w takim wyścigu.

Liniowy Colts przerósł swojego brata nie tylko fizycznie, ale i pod kątem sportowym. Connor jest jednak dzisiaj największym fanem brata, nawet tworzy kompilacje video z jego najlepszymi zagraniami. A sam Quenton? Co odróżnia go od innych liniowych? Dlaczego jest taki wyjątkowy? Posłuchajmy gwiazdy Colts, która sama o sobie mówi tak:

„Widzicie wielu liniowych, którzy robią swoją robotę przez trzy sekundy, zamiast „dokończyć” zagranie i przeciwnika, nawet jeśli piłka jest już gdzie indziej (…) Uważam, że robiąc tak w każdej akcji, kończąc zagrywki i rywala, zostawia to wielki ślad na nich i może ich to złamać”.

To właśnie cechuje grę Nelsona – zawziętość typowa raczej dla graczy defensywy niż liniowych, do tego szybkość, siła i charakterek. Poza boiskiem może być małomównym misiem, ale na boisku to potwór. Zresztą spójrzmy na raporty skautów sprzed Draftu:

„Samiec alfa, potrafiący zmienić mentalność całego zespołu”

„Zbudowany jak bank”

„Kończy bloki jak nikt inny, analizy akcji z jego udziałem to wstyd dla jego rywali”

„Jego charakter i skillset są poza skalą”

„Jest wielki, na boisku paskudny i groźny. Idealny liniowy”

***

Jak brokuły? Nie tym razem

Gregg Dovel, dziennikarz „Indy Star” napisał kiedyś, że „wybieranie guarda w Drafcie jest jak brokuły – zdrowe i dobre dla Ciebie, ale zero w tym zabawy”. W latach 2000-2018, zanim wybrano Nelsona, w pierwszej dziesiątce Draftu wybrano wcześniej ledwie dwóch guardów, a w pierwszej rundzie tylko 15. I to przez 18 lat! Dlaczego? Cytując Dovela, w wolnym tłumaczeniu:

Pierwsza runda Draftu to narodowe święto, a wybieranie w niej guarda to „whoopie cushion”.

O co chodzi? Już tłumaczę. Whoopie cushion to taka poduszka, którą podkładacie komuś, zanim ten nieświadomie na niej siądzie, a z poduszki wydobywa się odgłos… puszczania gazów. Rozumiecie? W Drafcie chcesz efektownych nazwisk, a nie kiepskich żartów w stylu pierdzącej poduszki, czytaj wybierania mało efektownych zawodników.

Tak, wybieranie guardów to nuda, ale sprawy mają się inaczej, jeśli wybierasz w Drafcie Quentona Nelsona. Highlightsy w jego wykonaniu wyglądają jak kompilacja sacków Lawrence’a Taylora. Gra Nelsona to: gabaryt, eksplozywność, agresja, siła oraz – zdaniem Dovela – „okrucieństwo”. Zgadzam się w stu procentach z dziennikarzem z Indianapolis. Quenton to zabijaka, który nie bierze na boisku jeńców.

Co ciekawe, sytuacja w Indy w stosunku do zeszłych lat zmieniła się o 180 stopni. Popatrzmy. Po odejściu Peytona Manninga, Colts dostali w Drafcie Andrew Lucka. Ten był naprawdę epokowym talentem, którego kariera została zniszczona przez poprzedniego menedżera Colts, Ryana Grigsona. Grigson nie potrafił zapewnić ochrony Luckowi i zbudować solidnej Offensive Line, co doprowadziło do niezliczonej ilości kontuzji Lucka oraz przedwczesnego zakończenia przez niego kariery.

„Najdroższa Matko” – niedokończona historia Andrew Lucka

Nowy menedżer Chris Ballard, widząc pogorzelisko, jakie zostawił za sobą Grigson, postanowił odbudować O-Line i to właśnie on wybrał Nelsona oraz Bradena Smitha. I boom – fatalna linia ofensywna Colts zmieniła się nagle w jedną z najlepszych, tylko, że obecnie Nelson & Co… nie mają kogo ochraniać. Tak jak napisałem wcześniej, sytuacja w Colts zmieniła się o 180 stopni. Dawniej Colts mieli QB, ale nie mieli O-Line, dzisiaj mają za to O-Line, ale nie mają QB. Luck jest na emeryturze, Carson Wentz to póki co eksperyment, który ciężko stwierdzić, czy się sprawdzi, bo ma kontuzję. Tak jak dawniej miewał je Luck.

Wracając jednak do Quentona – jest on dzisiaj najlepszym liniowym w lidze, kimś na miarę talentu Johna Hannah, uważanego za najwybitniejszego guarda w historii futbolu. Nelson idzie w jego ślady, do tego ma niesamowity charakter. Sam jest małomówny, woli by jego gra mówiła za niego, ale jak już coś powie, to w swoim stylu. Obecnie Wentz i Nelson leczą tę samą kontuzję stopy, szacowany termin powrotu dla obu to 5-12 tygodni. Myślicie, że Nelsonowi to odpowiada?

Czwartego sierpnia, już po operacji stopy, Quenton napisał w mediach społecznościowych:

„Trzecia operacja w przerwie między sezonowej za mną, nie ma czasu na użalanie się. Pie*****ć to. Jestem wdzięczny, że najszybszy termin powrotu na boisko to pięć tygodni. To daje mi pięć tygodni, by zrobić wszystko, by być gotowym na week 1”.

Jak znamy Nelsona to swojej kontuzji zrobi to, co robi przeciwnikom na boisku, czyli totalną rozwałkę. To taki typ, który wyjdzie na boisko nawet z kontuzją. Sam mówi, że „najgorsze to zawieźć swoich kolegów z drużyny”. Taką postawę doceniano też podczas jego gry dla uniwersytetu Notre Dame, gdzie podczas dwóch ostatnich sezonów pozwolił na… ZERO sacków.

To ponad 700 prób podań, niesamowite. Więcej – podczas sezonów 2016 i 2017 Nelson pozwolił, by kryty przez niego przeciwnik DOTKNĄŁ quarterbacka… całe DWA razy. Nelson to maszyna.

Koledzy z Notre Dame drużyny nie pozostali na to obojętni i w sezonie 2017 wybrali Quentona MVP drużyny. To ledwie trzeci taki przypadek w 97-letniej historii uczelni, by liniowy został MVP zespołu. A jak gra się przeciwko Nelsonowi? Spytaliśmy o to jakiś czas temu mającego polskie pochodzenie, Mike’a Panasiuka. Mike, podczas gry dla Michigan State Spartans zmierzył się właśnie z Quentonem Nelsonem. Jak to wspomina? Przytoczmy fragment wywiadu:

Mike Panasiuk w NFLPOLSKA

NFL Polska: A pamiętasz jeden z trudniejszych momentów kariery? Kiedy wybitnie ci nie szło?

Mike Panasiuk: Pamiętam jak na początku kariery w MSU graliśmy przeciwko Notre Dame. Oni mieli dwóch liniowych naprzeciwko mnie, którzy zostali wybrani w pierwszej rundzie draftu: Quenton Nelson (Indianapolis Colts) oraz Mike McGlinchey (San Francisco 49ers). Pamiętam doskonale jak wraz z Raequanem Williamsem bardzo się mobilizowaliśmy, stawialiśmy, mając też świadomość tego, że najpewniej zostaną wybrani wysoko w drafcie. Chcieliśmy bardzo ich pokonywać… ale było tak bardzo trudno. Niewiele mogliśmy zrobić. To były dwa wielkie byki.

NFL Polska: Już wtedy wiedziałeś, że Nelson będzie wybitnym zawodnikiem? Według części ekspertów najlepszym ofensywnym liniowym NFL?

Mike Panasiuk: Też myślę, że jest najlepszym na swojej pozycji w NFL. I tak, wtedy był bardzo dobry, ale wiedzieliśmy że to tylko college i stać go jeszcze na dużo więcej, że będzie lepszy.

Na koniec cytat autorstwa właściciela Colts oraz jego CEO, Jima Irsaya:

„Quenton to talent pokoleniowy. W historii ligi, w ciągu ostatnich 100 lat widzę, wybaczcie śmiałość, tylko Nelsona i Johna Hannah. Tak, Quenton jest aż tak dobry”.

Trudno się nie zgodzić.

***

The Maniac, obsesja doskonałości

Quenton Nelson to skała, opoka ofensywy Colts. Drużyna postanowiła skorzystać z tzw. „fifth year option” (przedłużenie rookie umowy zawodnika o rok) i dopiero po sezonie 2022 Quenton będzie negocjować nową umowę. Pewne jest natomiast jedno – zresetuje on rynek jeśli chodzi o umowy dla liniowych, a może i zostanie on najlepiej opłacanym graczem, jeśli chodzi o nie-quarterbacków.

Swoje pieniądze dostał za to w tegorocznym offsesason drugi z bohaterów Draftu 2018 roku oraz tego tekstu, Darius Leonard. Linebacker jest obok DeForesta Bucknera liderem obrony Colts i gigantyczny kontrakt mu się po prostu należał. Darius przedłużył umowę z klubem o pięć lat, w czasie której zarobi 99 milionów dolarów, z czego gwarantowane jest aż 52.

Leonard idzie podobnym torem kariery co Quenton Nelson. Tak samo jak on w każdym ze swoich trzech dotychczasowych sezonów w lidze wybierany był do Pro Bowl, za to do 1st-Team All-Pro wybierany był „tylko” dwa razy (Nelson trzy razy), a raz do 2nd-Team All-Pro.

Jeśli chodzi natomiast o charaktery, to Darius jest przeciwieństwem spokojnego poza boiskiem Nelsona. Quenton jest cichy, woli czyny niż słowa, za to Darius woli i czyny i słowa. Dużo słów. Jego pasja jest zaraźliwa do tego stopnia, że ochrzczono go pseudonimem „The Maniac”. Dlaczego?

Darius to uosobienie pojęcia „od pucybuta do milionera”, od „zera do bohatera”. Leonard jeszcze niedawno był studentem trenującym futbol, dzisiaj jest muliti milionerem oraz jednym z najlepszych graczy w lidze na swojej pozycji. Sam mówi o swoich planach następująco:

„Chcę być defensive MVP każdego roku i chcę zaliczać najwięcej tackles w każdym sezonie. Chcę być na topie. Oto kim jestem. Chcę widzieć swoje nazwisko na szczycie”.

Dużo gada? Z pewnością. Zadufany w sobie? Raczej nie, to typ antygwiazdora. Swoją żonę poznał w… przedszkolu, znają się całe życie. Jak każdy sportowiec jest aktywny w social media, ale kiedy dziesiątki kobiet zaczęły do niego pisać, zaczął non stop wrzucać zdjęcia swojej żony po to, by inne panie się od niego, delikatnie mówiąc, odczepiły. Ma jedno auto, pickupa Forda F-250, a sam mówi, że „po co mu więcej aut, skoro ma pickupa”. Jedyna ekstrawagancja na jaką sobie pozwolił, to biżuteria – łańcuch na szyję z literką „D”, od swojego imienia.

Leonard wychował się w Lake View, w Karolinie Połudnowej, która liczy… 783 mieszkańców. Darius kocha jeździć na swoim quadzie po off-roadzie, słuchając głośno country. Szczególnie upodobał sobie grupę Florida Georgia Line. Uwielbia też łowić ryby, szczególnie Bassy wielkogębowe. Męczą go kluby i celebryci, tak ochoczo przyklejający się do sportowców.

Darius ma za to obsesję na punkcie futbolu. W swoim debiutanckim sezonie został wybrany do 1st-Team All-Pro, zaliczył najwięcej tackles w NFL, a także został Defensive Rookie of the Year. Jego Colts przegrali jednak w playoffs 13-31 z Chiefs, a „Maniac” nie mógł sobie tego wybaczyć. Czuł, że zawiódł zespół i miasto. Siadł z trenerami, by obejrzeć swoje błędy z sezonu i to wtedy powiedział sławne słowa:

„Kiedy poprawię te błędy, to mam szansę zostać dobry. Na razie nie jestem dobry”.

I powiedział to gość, który – przypomnijmy jeszcze raz – został najlepszym debiutantem roku jeśli chodzi o obronę, zaliczył najwięcej bloków w całym NFL i został wybrany do pierwszej drużyny najlepszych zawodników sezonu. Ambitny? Cholernie. Skromny? Też. Znający jednak swoją wartość? Oczywiście!

W 2018 roku w portalu Bleacher Report ukazał się tekst (autorstwa Justisa Mosquedy), gdzie zestawiono najgorsze (w opinii autora artykułu) picki Draftu 2018. Na drugim miejscu znalazł się… Darius Leonard. Sugerowano, że linebacker z takiej uczelni jak South Carolina State to po prostu pomyłka.

„Maniac” nadal wspomina ten tekst, raz w tygodniu spoglądając na zapisany z niego screenshot, by motywować się do dalszej ciężkiej pracy. Oczywiście Bleacher Report przyznał później, że popełniono błąd, jednak Leonard nie zapomniał im tego. Sam mówi o sobie tak:

„Zawsze dążę do tego, by pokazać innym, że mylili się co do mnie. Prędzej umrę niż dam sobie powiedzieć, że czegoś nie potrafię”.

Jak wskazują dziennikarze, umysł „Maniaca” to skomplikowane pole pełne sprzeczności. Leonard czasem w siebie wątpi, czasem prowokuje, lubi jak się w niego wątpi, napędza go to. Maniakalnie kocha futbol, jest zawsze w centrum wydarzeń i motywuje innych. Nie potrafi zapomnieć o swoich błędach z boiska z przeszłości, chorobliwie wręcz traktuje kwestię nieustannej poprawy własnej gry i ciągłego udowadniania innym, że się mylili, nie doceniając go.

Darius przywołuje to, co pisano o nim przed Draftem 2018 roku: „Za mały, zbyt wolny, za słaby”.

Ten kij ma jednak dwa końce. Z jednej strony Darius jest szalenie zmotywowany, ale to potrafi być także autodestrukcyjne. Przesada nigdy nie jest wskazana, a tego typu osoby mają tendencje do wpadania zarówno w hiperekscytację, albo i wielki dołek. Zresztą, pseudonim „Maniac” nie wziął się z niczego. Miejmy jednak nadzieję, że u Dariusa jego drive, pasja oraz motywacja będą miały wyłącznie pozytywne rezultaty.

Po liceum Leonard marzył by grać w Clemson, tak jak jego starszy brat Anthony Waters, który zaliczył trzy lata w NFL i nawet wygrał Super Bowl. Uczelnia Clemson odrzuciła jednak Dariusa. Rękę wyciągnęła do niego za to wspomniana wcześniej South Carolina State, gdzie Leonard postanowił – wtedy pierwszy, ale nie ostatni raz – „udowodnić wszystkim, że się mylili”.

Pracował ciężko, a gdy podczas meczu przeciwko – zgadnijmy – Clemson zaliczył aż… 19 tackles, jeden z kibiców napisał, że „Darius grał jak Maniac”. Linebackerowi Colts tak spodobał się ten pseudonim, że zaczął go używać i tak narodził się „The Maniac”.

Darius założył nawet „Darius Leonard Maniac Foundation”, gdzie pomaga zbierać pieniądze na biedne rodziny w potrzebie. Zawodnik Colts nie zapomniał, skąd pochodzi.

***

From Rags to Riches

Myślicie jednak, że jego życie to wyłącznie futbol? Skąd. To historia trudna. Dwóch braci Dariusa siedzi w więzieniu za morderstwo, a inny, który przez 17 lat dzielił z nim pokój, zginął uderzony w głowę w klubie nocnym. Matka Leonarda z kolei samotnie wychowała… dziewiątkę dzieci.

W 2012 roku, kiedy Darius miał 17 lat, jego brat Keivonte Waters miał dołączyć do koszykarskiej drużyny Benedecit College, miał przed sobą wielką przyszłość. W klubie nocnym doszło jednak do bójki i ktoś uderzył go w tył głowy. Brat Leonarda zmarł, a Darius załamał się. Uczęszczał na terapię pomagającą radzić sobie z żałobą, przez dwa i pół roku cierpiał na bezsenność, bardzo schudł, gdyż nie mógł jeść z powodu nerwów.

W 2019 roku Leonard mówił, że nie może spać na prawym boku, ponieważ tak zawsze leżał w łóżku, rozmawiając przed snem ze swoim bratem śpiącym na łóżku naprzeciw. Darius musi także spać przy włączonym telewizorze, nie lubi usypiać w ciszy. Ponoć podskakuje podczas snu, szukając czasem brata. Straszna musiała być to dla niego trauma.

Leonard mówi, że wraz z rodziną oglądali video z napaści i wiedzą, kto to zrobił. Policja natomiast nigdy nie wyjaśniła sprawy. Darius: „Wiemy, kto to był (…) Tak, to ciągle nas boli. To boli wiedząc, że on jest na wolności. Zwłaszcza patrząc na to wszystko, przez co przeszedłem w życiu. A widząc, że tamten gość uciekł i nic się nie stało, to boli nie tylko mnie, ale i całą rodzinę”.

Linebacker Colts nie znał sprawcy, ale inny z jego braci wiedział, kim jest oprawca. Leonard postanowił jednak, że nie pójdzie śladem swoich braci, którzy zeszli na złą ścieżkę:

„Chciałem zemsty. Ale wtedy pomyślałem sobie, czego by chciał mój zmarły brat. Bym został zamknięty jak moi dwaj bracia? Czy robił to co robię, sprawiając, że pewnie jest ze mnie dumny?”.

To wtedy Darius postanowił, że nie zejdzie na złą drogę i będzie omijał ulice, skupiając się na sporcie. Nie chciał też, by jego matka doświadczyła kolejnego bólu. Chciał jej przynosić wyłącznie radość. Dzisiaj twierdzi, że znalazł już ujście dla swoich traum:

„Wszystko przez co przeszedłem, po prostu zeszło ze mnie, odpuściłem (…) Zostawiłem to na boisku, przy każdej akcji, w której chcę wziąć udział. Przy każdym graczu, którego chcę zablokować”.

Darius wytatuował sobie na ramieniu twarz brata z podpisem „Life goes on”, czyli „Życie toczy się nadal”. I toczy się ono – przynajmniej pod kątem sportowym – dla Leonarda wspaniale. Dzisiaj Darius jest jednym z liderów Indianapolis Colts i przyszłość tego klubu – przy nim, Quentonie Nelsonie oraz przybyłym w zeszłym roku z San Francisco DeForeście Bucknerze – wygląda obiecująco.

Nelson to czołowy liniowy w lidze, Leonard jest w topie linebackerów, a lepszym Interior DT od Bucknera – i mówimy tutaj o całym NFL – jest chyba tylko sam Aaron Donald. Dajcie Indianapolis dobrego quarterbacka i mamy drużynę gotową wygrywać, tu i teraz.

Aha, znamy też odpowiedź na pytanie, kiedy Darius Leonard będzie w końcu zadowolony z siebie. Stanie się to wtedy, gdy osiągnie tyle, co jego idol, Bobby Wagner. Sam Leonard widzi to tak:

„TO właśnie chcę osiągnąć – TO, jak on szybko wybiera zagrywki na boisku i reaguje na wydarzenia na boisku (…) Kiedy dojdę do tego poziomu, będę uważał siebie za dobrego”.

No i nie zapominajmy o tym, że „Maniac” chce „grać w lidze 12 sezonów i wygrać kilka mistrzostw”. Nierealne, niemożliwe? Powiedzcie to Dariusowi, który udowadniania wszystkim, że się mylą i zrobił z tego swoją życiową misję.

 

Autor: Kuba Machowina

 Przy pisaniu tekstu autor korzystał z:

https://eu.indystar.com/story/sports/nfl/colts/2018/04/27/picked-punishing-story-new-colt-quenton-nelson-2018-nfl-draft/554978002/

https://eu.indystar.com/story/sports/columnists/gregg-doyel/2018/04/26/doyel-think-colts-picking-guard-no-6-boring-watch-quenton-nelson-play/550995002/

https://bleacherreport.com/articles/2846114-inside-the-mind-of-a-maniac-how-colts-lb-darius-leonard-plans-to-win-everything

https://bleacherreport.com/articles/2802404-maniac-darius-leonard-has-gone-from-clemson-castoff-to-rookie-nfl-sensation

*

Na koniec przypominamy, że mamy swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Leave a Reply

%d bloggers like this: