Quo vadis, Kowboju?
Obiecaliśmy noworoczny prezent dla fanów Dallas Cowboys, jest i on. Kuba Machowina przygotował specjalny tekst o America’s Team, który jest już do waszej dyspozycji. Zapraszamy!
Jest coś ekstremalnie niesamowitego, a zarazem surrealistycznego w Dallas Cowboys. Już patrząc na ich przydomek „America’s Team”, dostrzegamy w nim zarówno wielkość tej drużyny, jak i pewną ironię. Kowboje od prawie 30 lat niczego nie wygrali, a i tak są jedną z ulubionych drużyn w USA, do tego pod względem finansowym to jeden z najbardziej wartościowych klubów sportowych nie tylko w Ameryce, ale na całym świecie.
Stare porzekadło mówi, że „miarą Twoich sukcesów jest liczba Twoich wrogów”, a tych klub z Dallas ma całkiem sporo. Tak, jak wielu Amerykanów kocha Cowboys, tak druga połowa ich nie cierpi. Dlaczego? Zapewne przez cała otoczkę, historię i blichtr otaczający klub z Teksasu.
Wiadomo – „Everything is bigger in Texas”, a Cowboys są bogaci, popularni, mają świetne cheerleaderki i właściciela, z którego cytatów i wypowiedzi można by było zrobić specjalną kolumnę w NFL Polska. Nie wiem, czy w całym NFL jest drugi tak często cytowany właściciel klubu jak Jerry Jones. Ilekroć otwieram popularne amerykańskie serwisy dotyczące futbolu, gdzieś tam zawsze przebija się „Jerry Jones said that…”. Otwierasz lodówkę, a tam Jones i Cowboys.
Cowboys, jak popularni by nie byli, są także klubem memem. Przed sezonem zawsze gdzieś tam widnieją jako pretendenci do Super Bowl, a kończy się jak zawsze – jakby to powiedział Grek Zorba – „piękną katastrofą” i wyśmiewaniem ich przez internautów z całego świata. Czy to wpływa na ich sławę i popularność? Ależ skąd!
Niech Was nie zwiedzie tytuł tego tekstu, nie o Sienkiewiczu rzecz będzie traktować. To odpowiedni moment, by zastanowić się dokąd zmierza klub z Teksasu i czy to w końcu „ten rok”, a może skończy się jak zwykle? Czyli wyśmiewaniem się z Jonesa, Daka, Zeke’a i innych członków „America’s Team”?
***
Dlaczego „America’s Team” oraz skąd cały ten hype?
Przydomek ten został nadany Kowbojom w 1978 roku przez dziennikarza oraz komentatora, Johna Facendę. Był on narratorem w klipie video promującym Cowboys i w otwierającym film zdaniu użył właśnie stwierdzenia „America’s Team”.
Facenda, zapytany o to później stwierdził, że „Cowboys są tak często pokazywani w telewizji, iż są równie popularni co gwiazdy hollywood i kolejni prezydenci USA”. Dlatego właśnie Dallas Cowboys to „America’s Team. Ksywka się przyjęła, zaczęto jej używać w odniesieniu do klubu z Teksasu i tak jest do dziś.
W 1979 roku, rok po sławnych słowach Facendy, CBS transmitowała mecz Cowboys przeciwko Cardinals. Podczas prezentacji obu drużyn, komentator przedstawił Dallas jako „America’s Team”. Było to już oficjalne „zaklepanie” tego przydomka.
Co ciekawe, parę innych klubów także rościło sobie prawo do bycia „ukochanym zespołem Ameryki”. Były to: Atlanta Braves (baseball), Buffalo Bills oraz Pittsburgh Steelers. Nic z tego jednak nie wyszło – dziś myślisz „America’s Team”, mówisz Dallas Cowboys.
Garść historii i faktów:
– Cowboys zostali założeni w 1960 roku
– żaden klub w historii NFL nie „wyprzedał” więcej meczów niż właśnie Cowboys, dotyczy to zarówno meczów u siebie, jak i na wyjeździe (!)
– Dallas ośmiokrotnie dochodziło do Super Bowl, wygrało pięć razy (podobnie jak 49ers). Więcej triumfów mają jedynie Patriots i Steelers (po sześć)
– pierwszy klub, który wygrał trzy razy Super Bowl w ciągu czterech lat (1992, 1993 i 1995)
– logo zespołu (gwiazda) pochodzi oczywiście od samego stanu Teksas, który nazywany jest „Lone Star State”. Nazwa ta upamiętnia czasy, gdy Teksas był niepodległą republiką oraz okres, gdy walczył o wyzwolenie się spod rządów Meksyku. Gwiazda symbolizuje także pewną jedność mieszkających w Teksasie ludzi
– Dallas wygrało – jak wspomniałem wcześniej – pięć tytułów mistrzowskich (1971, 1977, 1992, 1993, 1995). W latach 1966-85 zaliczyło 20 sezonów z rzędu, w których miało dodatni bilans zwycięstw do porażek. To rekord NFL
– Z kolei niebieski kolor to uosobienie spokoju oraz pokoju, odwołanie do wartości oraz postępowania zgodnego z duchem sportu. Złośliwi twierdzą, że akurat to często ma się nijak do tego, jak postępują Cowboys 🙂
***
Cowboys to przede wszystkim Marka
Klub z Dallas to jednak nie tylko piękne zwycięstwa, ale przede wszystkim marka, budowana konsekwentnie przez lata. Ten klub został ukochanym zespołem Ameryki nie dlatego, że tak wymyślił sobie komentator w 1978 roku, ale odbywało się to latami.
Symbolem zespołu przez długi okres czasu był weteran wojny w Wietnamie, dwukrotny zwycięzca Super Bowl oraz świetny quarterback, Roger Staubach. Uosabiał on „idealnego Amerykanina” – patriotę, sportowca, wzór do naśladowania dla innych. Popularny „Captain America” był jedną z pierwszych ikon NFL.
Swoją cegiełkę do kultu Cowboys dołyżyły także sławne cheerleaderki. Dostanie się tam graniczy z cudem, a zarazem jest przepustką do sławy i pieniędzy. Zmagania kandydatek próbujących się dostać do zepołu mogliśmy oglądać m.in w reality show „Dallas Cowboys Cheerleaders: Making the Team”. Jak wielką marką są Cowboys sami w sobie niech świadczy fakt, że show doczekał się aż… 16 sezonów na wizji.
Cowboys to nieodłączna część amerykańskiej popkultury, a dba o to przede wszystkim sam właściciel drużyny, Jerry Jones. Mimo sędziwego już wieku Jerry nie zwalnia tempa i stale dba o to, by mówiło się o zespole z Dallas jak najwięcej.
Jones znany jest ze swoich barwnych wypowiedzi oraz podkręcania dramatów, którymi raczy amerykańską telewizję od dekad. Dzięki tym wszystkim elementom ekipa z Teksasu NIGDY nie znika z nagłówków sportowych. Cowboys są trochę jak serial telewizyjny „Dallas” (emitowany w latach 1978-91, w Polsce miał swoją premierę w roku 1988) – zawsze coś się dzieje, zawsze są jakieś dramaty i sensacje. Niekoniecznie sportowe.
A skora już mowa o Jonesie i sławie Cowboys, to… kasa Misiu, kasa!
Jerry Jones zakupił Dallas Cowboys za 150 milionów dolarów w roku 1989. Dzisiaj klub jest wart… 8 miliardów dolarów, co czyni go najbardziej wartościowym zespołem sportowym na świecie.
Pełna lista Forbesa za rok 2022 tutaj:
https://www.forbes.com/sites/mikeozanian/2022/09/08/the-worlds-50-most-valuable-sports-teams-2022/
Poza całą swoją barwną otoczką, sławą i popularnością nie zapominajmy jednak, że Cowboys to przede wszsytkim sport, i to przez wielkie „S”. Posłuchajmy Emmita Smitha, legendarnego running backa Cowboys, członka Hall of Fame oraz sławnych „Trojaczków” z czasów zwycięskich kampanii w latach 90-tych (członkowie sławnego tria to wspomniany Smith, a także Troy Aikman i Michael Irvin):
„Kiedy byłem mały, wszyscy ciągle mówili tylko o Dallas Cowboys. Chciałem być jak Tony Dorsett (inny były running back Dallas). Cowboys byli jak Michael Jordan i Chicago Bulls – zawsze wygrywali”
***
Analiza Formacji
(stan statystyk na 31.12.2022 roku)
Przyznam się bez bicia, że po meczu przeciwko Tampa Bay na otwarcie sezonu pomyślałem, że z tej mąki to żadnego chleba nie będzie. Ofensywa nie istniała, dodatkowo Dak Prescott złamał kciuk. Pamiętam jak dziś, gdy po przegranym 3-19 meczu eksperci w studio NFL grillowali Cowboys jak cholera. I co? Cowboys wygrali następne cztery mecze pod wodzą rezerwowego QB Coopera Rusha, dopóki nie przyszedł zimny prysznic z Eagles.
To wtedy trwała ogólnokrajowa debata na temat tego, czy Cowboys powinni wrócić do Prescotta po tym, jak ten wyleczy kontuzję, czy może zostać z Rushem za kierownicą? Jerry Jones i trener Mike McCarthy nie mieli jednak wątpliwości – Dak to nasz „franchise QB” oraz „in Dak we trust”.
Cowboys szli jak burza, a nie licząc dalszych minimalnych porażek przeciwko Packers i Jaguars, rozgrywają kapitalny sezon. Aktualny bilans zespołu to 12-4, statystycznie Dallas wygląda świetnie. Zawodnicy zdobywają średnio prawie 29 punktów na mecz, lepsi są jedynie Eagles i Chiefs. Tracą w meczu średnio 20 punktów, co daje szóstą pozycję w zestawieniu.
Jeśli chodzi o poszczególne mecze, to Cowboys przejechali się jak walec zwłaszcza po Bears (49-29, week 8), Vikings (40-3, week 11) oraz Colts (54-19, week 13). Wrażenie robi także ostatnia wiktoria przeciwko Eagles (40-34). Tak, wiem, że Philly grała bez Jalena Hurtsa, ale to tak znakomita ekipa na wszystkich płaszczyznach, że trzeba bardzo szanować tę wygraną.
Jeśli mówimy już o wielu płaszczyznach, to właśnie przez taki pryzmat trzeba upatrywać także sukces Dallas – gdzie nie spojrzeć, prawie wszystko „kliknęło” aż miło. Spójrzmy zatem na składniki tego znakomitego dania.
Quarterback:
Dak Prescott zaliczył fatalny debiut w sezonie przeciwko Bucs, do tego złamał kciuk. Wtedy w jego buty wskoczył Cooper Rush i zaliczył bilans 4-1, a jego celność podań to 58%, stosunek TD-INT to 5-3. Gdy wrócił Prescott, to on przejął z powrotem dowództwo na boisku, a jego statystyki to: bilans 8-3, celność podań 69%, stosunek TD-INT: 22-14. Więcej – od czasów powrotu Daka (week 7) Cowboys zaiczają najepsze w lidze 34 punkty na mecz.
Prescott robi swoje, chociaż liczba INT jest zbyt duża – 14 to póki co najgorszy wynik w lidze oraz najgorszy w karierze Daka. Tutaj musimy być szczerzy – Dak to więcej niż dobry Quarterback, ale to nie klasa Mahomesa. Może zaliczyć genialny mecz, ale może i beznadziejny. Jednak Dallas powinni trwać przy nim, ponieważ w obecnym sytemie gry, nastawiony na grę dołem Prescott się sprawdza i tego Cowboys powinni się trzymać.
Cooper Rush z kolei dowiódł, że jakby była taka potrzeba, to też można na niego liczyć.
Running Back:
Ten egzamin został zdany na szóstkę z plusem! Zamiast polegać na jednym „koniu pociągowym”, rozłożono tę robotę na dwóch gagatków, i to z jakim efektem!
Zeke Elliott – wiadomo, to nie jest już ten sam Zeke co kiedyś, ale w tandemie sprawdza się świetnie. 223 próby biegowe, 866 jardów (średnia 3.9 na próbę) oraz 12 TD to dobre liczby, ale liczy się przede wszystkim co innego – w sytuacjach blisko pola punktowego, Elliott wbija się z piłką jak gorący nóż w kostkę masła. Nie zaliczył co prawda ani jednego (!) meczu w sezonie z 100 jardami biegowymi, ale jest więcej niż solidny. A jeśli chcemy fajerwerki, to mamy przecież… Tony’ego Pollarda.
Tony Pollard to prawdziwe odkrycie tego sezonu i z całą pewnością zasłużył na swoje pierwsze w karierze powołanie do Pro Bowl. Już w zeszłym roku dawał sygnały, że może być RB numer 1, ale w obecnej kampanii przechodzi samego siebie. W 186 próbach biegowych zaliczył do tej pory 988 jardów (średnia 5.3 na próbę), do tego 9 rushing TD. Dodatkowo złapał 371 jardów górą i dołożył następne trzy przyłożenia.
Ale to tylko liczby, a Pollard daje drużynie coś więcej – swoistą eksplozywność i piękne akcje. Tony biega rozwijając dużą szybkość, do tego łapie piłki z gracją Alvina Kamary. Można ustawić go jako RB, można ustawić jako Wide Receivera, dla Pollarda to wszystko jedno.
On po prostu jest świetnym graczem i wywiązuje się z zadań, gdzie by go MCarthy nie ustawił. Taki gracz to prawdziwy skarb. I co ciekawe, sprawdza się o wiele lepiej grając mniej akcji w meczu, dzieląc się obowiązkami z drugim RB. Dlaczego?
Sztab szkoleniowy Dallas tłumaczył to tak, iż styl gry Tony’ego polega właśnie na wspomnianej wcześniej eksplozywności i szybkości, a to zżera niesamowicie wiele energii. Grając mniej, Pollard jest w stanie włożyć więcej siły i energii w każdą akcję, stąd jego boiskowe fajerwerki. W tym wypadku mniej znaczy więcej.
Wide Receivers & Tight End:
Oddanie Amariego Coopera do Cleveland wydawało się dziwnym ruchem. Cowboys chcieli zaoszczędzić na jego wysokiej pensji, ale dzisiaj już wiemy, że… właściwie dalej nic nie wiemy. Coopera oddano za worek gruszek pod pozorem oszczędności tylko po to, by niecałe trzy miesiące później stworzyć medialny cyrk z zatrudnieniem Odella Beckhama Jr.
OBJ to z jednej strony talent czystej wody i nawet po rehabilitacji po zerwanym ACL jest lepszy niż połowa szkrzydłowych w lidze, ale z drugiej strony to rozkapryszona diva, stale siejąca ferment i dostarczająca gorących tematów prasie. Najciekawsze jest to, że Odell zarobiłby dokłądnie tyle, ile kasuje za sezon Amari Cooper.
Jaki jest więc sens oddawania Wide Receivera numer 1 w zespole tylko po to, by zatrudnić gościa, który przeszedł ciężką kontuzję i od roku nie grał? Wy mi powiedzcie.
Życie nie znosi jednak pustki i oddanie Coopera do Browns spowodowało, że grający dotychczas w cieniu starszego kolegi Cee Dee Lamb naturalną koleją rzeczy musiał zostać „jedynką” w zespole. I trzeba powiedzieć, że podołał zadaniu.
Początki były dyskretne i na starcie sezonu wyglądał jak zagubiona owieczka (Lamb to po angielsku „owieczka”, „jagnię”), ale trzeba przyznać, że się wyrobił i zasłużył na kolejne powołanie do Pro Bowl. Złapane póki co 102 podania, zdobyte 1307 jardów i 8 TD robią wrażenie, a Cee Dee to legit skrzydłowy numero uno w Dallas.
Jeśli dodamy do tego 545 jardów i 3 TD Noah Browna, 544 jardy i 5 TD (świetny mecz przeciwko Titans!) Daltona Schultza oraz 414 jardy i 4 TD wracającego po ciężkiej kontuzji Michaela Gallupa to nagle okazuje się, że na ten moment Odell Bekcham Jr nie jest tutaj nikomu potrzebny. No, może z wyjątkiem Jerry’ego Jonesa, który co chwilę nakręca medialny szum wokół „OBJ-a w Dallas”. Czy to gra pod publiczkę, czy może Cowboys sięgną w końcu po Odella? Dowiemy się pewnie po sezonie.
Na koniec należy wspomnieć także o podpisaniu wolnego agenta T.Y. Hiltona. Ta legenda (tak, nie bójmy się użyć tego słowa) Colts może dać drużynie głębię w ofensywie, wielkie doświadczenie i wsparcie w decydujących momentach. Przedsmak tego widzieliśmy w debiucie Hiltona przeciwko Eagles: jedna złapana piłka (ale za to aż na 52 jardy) i złapana kara na przeciwniku przy czwartej próbie w pierwszej połowie spotkania. Swoje nadal wielkie możliwość potwierdził też w starciu z Titans – 4 złapane piłki na 50 jardów.
Offensive Line:
Krótko i na temat – linia ofensywna Cowboys nazywana jest „Gold Jacket Formation”. Dlaczego? To proste – gra w niej trzech gości, którzy na bank dostaną się do Hall of Fame. To oczywiście Zack Martin, wracający po kontuzji Tyron Smith oraz przeżywający drugą, a może i piątą sportową młodość blisko 41-letni Jason Peters. Jeśli dodamy do tego świetnego rookie Tylera Smitha, Tylera Biadasza* oraz Connora McGoverna to mamy bardzo dobrą ścianę chroniącą Daka Prescotta oraz torującą drogę dla Zeke’a i Tony’ego.
*Tyler Biadasz odniósł kontuzję przeciwko Titans, ale powinien być gotowy na playoffs.
Defensywa:
Potraktowałem ich tutaj holistycznie. Obrona Dallas w większości meczów w tym sezonie siała nieprawdopodobne spustoszenie. Spójrzmy na pass rush:
Micah Parsons to jeden z kandydatów do nagrody Defensive Player of the Year. Parsons jest jak scyzoryk szwajcarski – może wszystko i umie wszystko. Gdzie go nie ustawisz, zagra wspaniale. Przychodził do ligi jako klasyczny linebacker, z konieczności został ustawiony jako pass rusher i… okazał się jednym z najlepszych.
Micah nie jest najlepszym pass rusherem w NFL, ale na pewno najlepszym pass rusherem wśród klasycznych linebackerów i najlepszym linebackerem wśród pass rusherów. Ten gość to skarb, wart każdych pieniędzy. W obecnej kampanii zaliczył już 13 sacków (26 uderzeń QB), 63 tackles, 14 TFL, 3 FF, a nawet defensywny Touchdown.
Wrzućmy jednak kamyczek do jego ogródka. Nie wiem czy to zmęczenie materiału, ale w ciągu ostatnich pięciu gier Micah zaliczył ledwie 1 sack. Chwilowy zastój? Zobaczymy w playoffs.
Jeśli ciekawi Was jego (oraz Trevona Diggsa) historia, zapraszam tutaj:
Do bilansu Cowboys dodajmy jeszcze 8 sacków Dorrance’a Armstronga (wielki progres!), 6 DeMarcusa Lawrence’a, 6 Dante Fowlera oraz aż 5 Safety Donovana Wilsona, a dostaniemy machinę wojenną zdolną rozbić ofensywę rywali.
Siła tutaj leży w kupie 🙂 – Micah ma słabszy moment, wchodzi w jego miejsce kto inny i też sackuje QB rywali. Pass rush Cowboys nie polega tylko na Parsonsie, tutaj każdy ma swoje „pięć minut sławy”. Chociaż ostatnio coś się popsuło (o tym trochę niżej).
Należy także wspomnieć o Leightonie Vander Eschu, zaliczającym swój najlepszy okres od czasów sensacyjnego sezonu debiutanckiego. 90 tackles robi wrażenie i miejmy nadzieję, że Leighton wróci do gry na playoffs (odniósł niedawno uraz karku, ma być – podobnie jak Biadasz – gotów na playoffs).
Muszę nadmienić, że podoba mi się zwłaszcza w tym sezonie Donovan Wilson. To jeden z najmocniej uderzających devensive backs w lidze, a jego 97 tackles i 5 sacków to znakomity wynik. Niektórzy DBs wolą polować na przechwyty, ale nie Wilson. On woli poejedynek fizyczny. Im mocniej, tym lepiej. Spytajcie Dalvina Cooka!
Tutaj dochodzimy w końcu do cornerbacków Cowboys. W zeszłym roku Trevon Diggs zostały wybrany do pierwszej drużyny All-Pro, chociaż wiadomo, że nie załużył na to. Owszem, przechwycilł aż 11 piłek, ale to tylko jedna strona medalu. Druga była taka, że kryci przez niego gracze zdobyli aż 1016 jardów (najwięcej w NFL), a przeciwnicy „grali” na zawodnika krytego przez Trevona aż 96 razy (6 lokata w lidze).
Diggs był totalnie zero-jedynkowy – albo zaliczał niesamowity przechwyt, albo gubił krycie oraz przeciwnika i łatwo zdobywano na nim jardy. Ludzie mówili o nim różnie, ale można było się spotkać z opinią, że „to kiepski cornerback, tyle że z furą szczęścia”. A jak jest w tym roku?
O wieeeeeeele lepiej. Tre lepiej kryje i mniej napala się na lecące w jego kierunku piłki. Sam Diggs wyciągnął z zeszłego roku lekcje i mówi o tym następująco:
„Jeśli piłka leci w moją stronę, zrobię swoję, ale nie będę na siłę gonił za piłką (…) To po prostu nie jest tego warte”
W obecnej kampanii Tre zaliczył „tylko” trzy przechwyty, ale gra o wiele mądrzej, lepiej kryje i Quarterbackowie rywali już tak chętnie nie rzucają w jego stronę. Creme de la creme obecnego sezonu to zdecydowanie mecz przeciwko Vikings, gdzie Diggs praktycznie nakrył czapką Justina Jeffersona. JJ zaliczył ledwie 33 jardy, a mówimy przecież o gościu, który zaliczy (zapewne) rekrdowe 2000 jardów w całym sezonie.
Oczywiście Diggs nadal zalicza błędy (jak np. w niedawnym meczu przeciwko Eagles), ale jest dużo lepiej i jest na czym budować. Tre zalicza mniej przechwytów, ale tutaj pustkę uzupełnia za to sensacyjny rookie DaRon Bland.
Chłopak zagrał jako starter jedynie w siedmiu z 16 meczów do tej pory, ale zdążył zaliczyć już 52 tackles i aż pięć przechwytów piłki. Jayron Kearse stwierdził aż, że DaRon to dla niego Rookie of the Year.
Pamiętajcie – diamenty można wyłapać w Drafcie nawet w późnych rundach. Bland został wybrany z 167 numerem Draftu. Czy to steal? Zdecydowanie tak!
Rok temu defensywa Cowboys zabrała przeciwnikom aż 34 piłki (pierwsze miejsce w lidze). W tym sezonie ma póki co już 32 takie zagrania (znów pierwsze miejsce w lidze, dodatkowo jedno spotkanie do końca sezonu) i jest bardziej różnorodnie. W zeszłym sezonie aż 26 z 34 zabranych piłek były to przechwyty (11 Tre Digga), w tym roku na 32 zabrane piłki przechwyty to „tylko” 15, ale mamy za to aż 17 zagarniętych piłek po fumbles przeciwnika.
To pokazuje, jak zrównoważona jest defensywa Cowboys. Swoje cegiełki w tej układance dołożyli także Anthony Barr, Jayron Kearse. rookie DE Sam Williams, a także Malik Hooker czy inny rookie, LB Damone Clark. Dodajmy, że żadna drużyna nie prowadziła w lidze rok po roku w przejęciach piłki od… lat 70-tych. Wtedy dokonali tego aż trzykrotnie Pittsburgh Steelers (1972, 73 oraz 74, czasy sławnej „Steel Curtain”).
Na koniec tej przydługiej analizy (wybaczcie) formacji trzeba wspomnieć oczywiście o „naszym człowieku z Polski”, czyli KaVontae Turpinie! Czy da się w ciągu półtora roku grać w Polsce, zostać MVP ligi USFL, a następnie dostać się do meczu gwiazd NFL? Turpin pokazuje, że niemożliwe nie istnieje. Rok temu w Polsce, teraz jako kick / punt returner zagra w Pro Bowl! Niesamowite.
***
Więc dokąd zmierzasz, Kowboju?
Oczywiście ciężko przewidzieć, gdzie zajdą w obecnych playoffs Cowboys. Siłą tego zespołu jest wszechstronność i dobra produkcja zarówno w ofensywie, jak i defensywie.
Cowboys kończą touchdownami prawie 71 procent swoich wycieczek do Red Zone rywali, lepsi od nich są tylko Eagles (72 procent). Dallas zalicza także 46% swoich trzecich prób, to drugi wynik w konferencji (znów tylko za Eagles), a piąty w całej lidze.
Słowem – cud, miód i orzeszki? Hola hola, Kowboju…
Żeby nie było jednak aż tak różowo – my po prostu… znamy Cowboys. Wszystko zawsze idzie ładnie, po czym nastepuje piękna katastrofa w playoffs. Czy i tak będzie tym razem? To się jeszcze okaże, choć obecnie wydaje się, że Dallas mają najmocniejszą ekipę od lat, doprawdy pięknie to ułożył trener Mike McCarthy wraz ze swoim sztabem szkoleniowym – OC Kellenem Moore’em oraz DC Danem Quinnem.
Sport ma jednak to do siebie, że to często loteria – jeden słabszy dzień i odpada się z walki o Super Bowl. Eksperci zwracają uwagę, że klucz do sukcesów tegorocznych Cowboys to przede wszystkim:
– skupienie się na grze biegowej (Elliott & Pollard), rzadziej niż na ryzykownych rzutach Prescotta (14 INT w ledwie 11 meczach w tym sezonie, najgorszy wynik w lidze). W skrócie – stawiamy na grę po ziemi
– skupienie w formacji Defensive Backs. Jeśli Diggs, Bland i reszta nie będą popełniać błędów w kryciu, powinno być dobrze
– ochrona przed… samym sobą. Jeśli Cowboys będą konsekwentnie realizować zadania taktyczne, zamiast dać się porwać meczowi i niekorzystnym okolicznościom, to mają szansę zajść daleko
W Playoffs nie będą już grać przeciwko Bears czy Colts – tutaj zostali już tylko sami mocni zawodnicy i by przejść dalej, wszystko musi zostać wyegzekwowane z szwajcarską precyzją.
Zwrócić trzeba także uwagę na fakt, że tak jak Cowboys z początku sackowali kogo i jak chcieli, to w przeciągu czterech ostatnich meczów zaliczyli ledwie… 3 sacki. Słabszy moment? A może po prostu liga nauczyła się neutralizować Parsonsa i resztę? Micah co prawda nadal wywiera nieustanną presję na QB rywali, ale statystyki się pogorszyły. Zobaczymy jak to będzie wyglądało w playoffs.
Czy tak jak na poniższej grafice? Obecnie są na etapie „We dem boyz…”
The vicious cycle of a Dallas Cowboy’s fans life… pic.twitter.com/w9Y4pheRUG
— Michael Del Tufo (@MichaelDelTufo) January 18, 2022
Pomijając jednak pewne ostatnie problemy to dla mnie osobiście Dallas Cowboys mają w tym momencie wszystko, by ruszyć do wyścigu o futbolowe złote runo, ale to i tak zostanie zweryfikowane przez boisko. Nie wiem, czy unikną błędów, ale jeśli tak się stanie, to mają dużą szansę awansować dalej.
Wiem za to na pewno jedno – Cowboys ogląda się w tym sezonie po prostu świetnie (może wyłączając ostatni mecz przeciwko Titans), ich mecze generują dużo dobrej gry oraz punktów i po raz pierwszy od lat są w gronie realnych faworytów, a nie tylko tych na papierze, pompowanych głównie przez Jerry’ego Jonesa i ekscentrycznego Michaela Irvina. Jeśli tylko nie pogubią się sami ze sobą, mogą ugrać wiele.
Złotousty Deion Sanders powiedział kiedyś: „Jeśli nie wierzysz sam w siebie, jak inni mają w Ciebie uwierzyć”?
Wygląda na to, że Dallas Cowboys w końcu w siebie uwierzyli i po raz pierwszy od lat mają szansę przestać być „klubem memem”, a „America’s Team” ma szansę odzyskać swój dawny blask, przez ostatnie lata tak ochoczo zasypywany lawiną ironicznych żartów i memów.
Autor: Kuba Machowina
Cytaty, dane i zestawienia statystyczne pochodzą z:
https://en.as.com/en/2021/10/12/nfl/1634033521_521583.html
https://theathletic.com/4039529/2022/12/28/cowboys-playoffs-prescott-keys/
https://www.forbes.com/sites/mikeozanian/2022/09/08/the-worlds-50-most-valuable-sports-teams-2022/
Na koniec przypominamy, że mamy swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories