Red Head Redemption – historia Sama Darnolda
Gdybyście jeszcze rok temu zrobili wśród fanów ankietę pytając o to, który z rozgrywających wybranych w drafcie w roku 2018 jako pierwszy pojawi się w Super Bowl, zapewne zdecydowana większość głosów podzieliłaby się między Josha Allena a Lamara Jacksona. Nic dziwnego, skoro w ostatnich sześciu sezonach ta dwójka zgarnęła trzy tytuły MVP. Być może niewielka część ankietowanych wskazałaby też Bakera Mayfielda, który przeżywa obecnie drugą młodość w Tampa Bay Buccaneers. Lecz jedynie fani chcący uchodzić za najbardziej nieszablonowych wskazaliby Sama Darnolda, który przed obecnym sezonem został nowym rozgrywającym Seattle Seahawks w ramach jednego z kilku dużych transferów mocno przebudowujących ofensywny skład tej drużyny. Jednak wbrew wszelkim opiniom, to właśnie Darnold wybiegnie z tunelu Levi’s Stadium podczas Super Bowl LX, w którym Seahawks jako faworyci zmierzą się z New England Patriots.
Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że Darnold, wybrany z trzecim numerem we wspomnianym drafcie, na zawsze zyskał miano draftowego fiaska (draft bust). Po trzech fatalnych sezonach w Jets oraz niewielu lepszych w Panthers i 49ers coraz bardziej realną stawała się wizja zostania wiecznym backupem. Choć sezon 2024 w Vikings był zapowiedzią odrodzenia, mało kto wierzył, że kolejny rok zaprowadzi go aż do Super Bowl. Co zatem sprawiło, że udało mu się odmienić swój los i po dwóch spektakularnych sezonach z rzędu został jedną z najgłośniejszych “kopciuszkowych” historii ostatnich lat?
Darnold urodził się 5 czerwca 1997 roku w rodzinie z wyjątkowo sportowym rodowodem – jego matka oraz siostra grały w college’u w siatkówkę, ojciec w futbol, a jeden z dziadków był nawet częścią amerykańskiej siatkarskiej reprezentacji olimpijskiej. Nic zatem dziwnego, że Sam już od najmłodszych lat udzielał się sportowo, łącząc w liceum grę w koszykówkę, baseball oraz futbol. Na boisku futbolowym zaczynał jako linebacker oraz wide receiver, a pozycję podstawowego rozgrywającego zajął dopiero w ostatniej klasie. Jako czterogwiazdkowy rekrut, po szkole średniej zasilił szeregi drużyny USC Trojans pomimo obaw związanych z silną konkurencją ze strony innych rozgrywających. Już na samym starcie defensywny koordynator Trojans, Justin Wilcox, który jako pierwszy odezwał się do Darnolda, chciał go wręcz umieścić z powrotem na pozycji linebackera, jednak młody zawodnik odmówił. Wyszło mu to na dobre, bo już w swoim pierwszym roku gry dostał szansę zostania podstawowym rozgrywającym w miejsce zdegradowanego do roli rezerwowego Maxa Browne’a. W college’u rozegrał tylko dwa sezony, jednak wykorzystał je praktycznie do maksimum. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie zwieńczenia studenckiej kariery większym sukcesem niż porażka w Cotton Bowl. Pomimo tego, że przez późną zmianę nominalnej pozycji na boisku nadal był dość surowym materiałem na profesjonalnego rozgrywającego, w 2018 roku ogłosił chęć przystąpienia do tegorocznego draftu.
Patrząc z perspektywy czasu, tamten draft niewątpliwie obfitował w znakomicie zapowiadających się rozgrywających. Dość powiedzieć, że znalazły się tam wymienione już wcześniej nazwiska takie jak Allen, Jackson czy Mayfield, choć nie zabrakło też chybionego wysokiego picku w osobie Josha Rosena. Przed draftem większość ekspertów typowała Darnolda do zostania wybranym z numerem 1 lub 3 – potencjalnymi chętnymi byli Browns i Jets. Drużyna z Nowego Jorku już miesiąc przed draftem oddała Colts łącznie 4 picki, żeby ustawić się w jak najlepszej pozycji do wybrania najsilniejszego kandydata. Gang Green od wielu lat nie udało się ustabilizować na pozycji rozgrywającego, gdzie ostatnim wieloletnim starterem był Chad Pennington we wczesnych latach dwutysięcznych. Ostatecznie po tym, jak Browns zdecydowali się postawić na Bakera Mayfielda, Roger Goodell ogłosił publiczności zgromadzonej w AT&T Stadium wybór Jets: “With the third pick in the 2018 NFL Draft the New York Jets select Sam Darnold, quarterback, USC”.
Darnold zapewne odetchnął wtedy z ulgą, tak wysoki pick w tak mocnej klasie draftu to niewątpliwie ogromny sukces. Jednak prawdziwa rywalizacja dopiero się dla niego rozpoczynała. Już na samym starcie kariery w Jets musiał rywalizować o pozycję w wyjściowym składzie z dużo bardziej doświadczonymi graczami od siebie: Teddym Bridgewaterem oraz Joshem McCownem. Nieopierzonemu jeszcze rookie niewątpliwie nie sprzyjało otoczenie w zespole, gdzie po raz kolejny zmienił się offensive coordinator, head coach Todd Bowles był już praktycznie na wychodnym, ofensywa nie dysponowała żadnymi wielkimi nazwiskami, a O-line przez trzy lata z rzędu nie uplasował się w rankingach wyżej niż na 21. miejscu. Mimo tego to jednak Darnold zagwarantował sobie pozycję startera, a wychodząc 10 września 2018 roku na boisko w meczu przeciwko Lions został najmłodszym podstawowym rozgrywającym od 1970 roku.
Jednakże kariera Darnolda w NFL nie zaczęła się najlepiej. I to dosłownie, bo już pierwsze jego podanie zostało przechwycone jako pick-six przez Quandre Diggsa. Niestety kolejne tygodnie nie przynosiły poprawy i przez większość sezonu plasował się na ostatnich pozycjach w kluczowych statystykach, takich jak passer rating czy procent przechwytów w rzuconych podaniach. Ostatecznie swój pierwszy sezon w NFL zakończył z bilansem 4-9 i mizernym passer ratingiem 77.6, ominął również 3 mecze ze względu na kontuzję stopy. Fani Jets niewątpliwie liczyli na więcej, jednak trzeba przyznać, że postawienie na tak młodego rozgrywającego w tak niestabilnym środowisku było wyjątkowo ryzykownym manewrem. Zarząd klubu nie ułatwił mu również zadania przed nowym sezonem, kiedy ledwie dwa picki w drafcie zostały wykorzystane na ofensywnych zawodników, a kolejnym kamyczkiem do ogródka była zmiana na stanowisku general managera. Jak zapewne można się domyśleć – w kolejnych sezonach Darnold nie wykazał znaczącej poprawy, bo choć talentu atletycznego mu nie brakowało, to wciąż miał problemy przede wszystkim z poprawnym czytaniem defensywnych schematów oraz procesowaniem informacji na boisku. Na dodatek nie udawało mu się rekompensować słabych aspektów otaczających go zawodników swoimi umiejętnościami. Po skrajnie fatalnym sezonie 2020, który zakończył z bilansem 2-10, ledwie 9 touchdownami w stosunku do 11 przechwytów oraz najgorszym passer ratingiem w lidze, stało się niemal pewne, że drogi Darnolda oraz Jets już niedługo się rozejdą.
Na kilka tygodni przed draftem w 2021 roku ogłoszono, że Carolina Panthers oddają łącznie trzy picki (jeden w 2021, dwa w 2022) w zamian za Sama Darnolda. Większość komentarzy była dosyć ostrożna, choć opinie fanów zdawały się wskazywać na sytuację typu win-win. Jets mieli dzięki temu do dyspozycji w drafcie aż 10 picków, natomiast Panthers zastąpili odchodzącego do Broncos Teddy’ego Bridgewatera. Zmiana otoczenia nie pociągnęła jednak za sobą widocznych pozytywnych efektów u Darnolda i pomimo mocnego startu sezonu, kiedy zanotował trzy wygrane z rzędu, z każdym kolejnym tygodniem prezentował się coraz gorzej. Kluczowym momentem sezonu była kontuzja łopatki, która wykluczyła go z gry aż do końcówki grudnia, kiedy to Panthers nie mieli już praktycznie szans na awans do playoffów. Kolejny co najwyżej przeciętny rok oraz kontuzja tuż przed startem sezonu 2022 sprawiły, że Panthers postawili na innego rozgrywającego z draft classu 2018 – wybranego z pierwszym numerem Bakera Mayfielda. Kiedy jednak zarówno Mayfield, jak i P.J. Walker kolejno nie potrafili osiągnąć zadowalających rezultatów, Darnold na powrót stał się wyjściowym liderem ofensywy. Zaliczył relatywnie dobrą końcówkę sezonu z bilansem 4-2, lecz dla wielu było oczywistym, że Panthers, posiadając pierwszy wybór w drafcie w 2023 roku, postawią w nim na jednego z kilku dostępnych rozgrywających. W konsekwencji kontrakt Darnolda z Panthers nie został przedłużony i w marcu 2023 podpisał jednoroczny kontrakt z 49ers. Sezon 2023 spędzony w San Francisco był niewątpliwie potężną lekcją pokory dla wciąż młodego, 26-letniego Darnolda. Pełnił on tam funkcję rezerwowego, tylko raz mając okazję zaprezentować się w wyjściowym składzie. Ciężko było nie odnieść wrażenia, że jego kariera zmierza w kierunku “dużej nadziei zamienionej w wiecznego rezerwowego”, pokroju Mitcha Trubisky’ego czy Jameisa Winstona. Mimo to, Darnold miał w swojej karierze jeszcze kilka rozdziałów do napisania.
Po drugiej stronie kontynentu, choć nadal w ramach tej samej konferencji, duże zmiany szykowały się w Minnesota Vikings. Po relatywnie słabym sezonie 2023 drużynę opuścił Kirk Cousins, który przewodził ofensywie od 2018 roku. The Vikes nie zdecydowali się postawić wszystkiego na jedną kartę – jednocześnie dano szansę Darnoldowi, któremu zaoferowano jednoroczny kontrakt wart 10 mln dolarów oraz z 10. pickiem w drafcie wybrano J.J. McCarthy’ego, świeżo upieczonego mistrza collegowego z Michigan. Kontuzja jeszcze przed startem sezonu zasadniczego wyeliminowała jednak tego drugiego, dzięki czemu Sam Darnold po raz wtóry został wyznaczony do gry w pierwszym składzie – i jakiż to był w jego wykonaniu sezon! Patrząc na surowe liczby – bilans 14-3, 4319 rzuconych jardów, passer rating 102.5. Wszyscy fani i eksperci łapali się za głowę w niedowierzaniu, widząc odmienioną wersję Darnolda. Niewątpliwie nie była to wyłącznie jego indywidualna zasługa, bo Vikings mogli pochwalić się nie byle jakimi nazwiskami w ataku. Wystarczy wymienić All-Pro WR Justina Jeffersona, RB Aarona Jonesa czy TE T.J. Hockensona aby zauważyć różnicę jakościową w składach pomiędzy Vikings, a Jets czy Panthers z poprzednich sezonów. Sezon Vikings nie był jednak typowym samograjem, gdyż pomimo czternastu wygranych to jednak Lions, a nie Vikings, zajęli pierwsze miejsce w konferencji NFC, przez co drużyna z Minneapolis musiała zaczynać playoffy od Wild Card Round. Również na tej właśnie rundzie ich przygoda z playoffami się skończyła, a po sromotnej porażce 9-27 z Rams w mediach pojawiło się wiele głosów, że oto wraca dawna forma Darnolda (a w zasadzie jej brak). “Choć kiedyś wydawało się, że jest na dobrej drodze do podpisania nowego kontraktu z Vikings, albo przynajmniej otrzymaniu franchise taga na rok 2025, Darnold zmierza obecnie w kierunku free agency, a jego przyszłość jest niepewna jak nigdy.” – pisał wówczas Kevin Seifert z ESPN.
Pora jednak znów wrócić na zachodni brzeg Stanów Zjednoczonych, tym razem jednak na jego północny kraniec – do Seattle. W Seahawks, którzy sezon 2024 skończyli na ósmym miejscu w NFC o włos przegapiając playoffy, doszło do niemałego przemeblowania w ofensywie. Z drużyny odeszli m.in. WR DK Metcalf, WR Tyler Lockett oraz, przede wszystkim dla bohatera tego tekstu, QB Geno Smith. Aby zastąpić tego ostatniego, Seahawks podpisali z Darnoldem 3-letni kontrakt na pokaźną sumę 100.5 mln dolarów, jednak z klauzulą umożliwiającą drużynie przyjazne finansowo rozwiązanie kontraktu po pierwszym roku. Fani początkowo byli nastawieni wyjątkowo negatywnie, wskazując że do tej pory nie dawał sobie rady w drużynach ze słabym O-linem, który był wówczas jednym z głównych problemów Seahawks. Mimo tego, Darnold z każdym kolejnym tygodniem sezonu 2025 prezentował się coraz lepiej i prawie co tydzień notował passer rating znacząco przewyższający symboliczne 100. W bye week Seahawks weszli z bilansem 5-2 i wysokim czwartym miejscem w power rankingu, choć wielu komentatorów wskazywało raczej na większą zasługę świetnej defensywy niż ofensywy. Kiedy po święcie dziękczynienia zgodnie z niepisaną zasadą zaczął się “prawdziwy futbol”, już tak naprawdę każdy liczył się z Seahawks jako jednymi z faworytów do wygrania tegorocznego Super Bowl. Pomimo słabszej drugiej połowy sezonu w wykonaniu Darnolda, przynajmniej pod względem statystyk indywidualnych, drużyna z Seattle skończyła sezon siedmioma wygranymi z rzędu i po raz pierwszy od 2014 zameldowała się na samym szczycie NFC, wchodząc do playoffów z pierwszym numerem w rozstawieniu. Tam w Divisional Round spotkali się z 49ers, którzy zaczynali mecz w pozytywnym nastroju po odprawieniu tydzień wcześniej broniących tytułu Philadelphia Eagles. Jednakże kibice 49ers mecz z Seahawks mogli wyłączyć już w zasadzie po kickoffie, kiedy to 'Hawks zdobyli touchdown i więcej punktów niż 49ers przez całą resztę meczu, który ostatecznie zakończył się wynikiem 41-6. Pełna kontrola spotkania od startu do mety sprawiła, że Seahawks do meczu o mistrzostwo konferencji przeciwko Rams stanęli jako faworyci. Przebiegu tej wygranej nikomu przypominać nie trzeba, wszak miała ona miejsce ledwie kilka dni temu, lecz warto zanotować tutaj powrót Darnolda do statystyk z pierwszej połowy sezonu. 346 rzuconych jardów, 3 touchdowny przy braku przechwytów oraz 127.8 passer rating – ciężko chyba o lepszy prognostyk przed zbliżającym się Super Bowl LX.
Co zatem sprawiło, że Sam Darnold osiągnął tak wielki sukces w ostatnich dwóch sezonach, mimo tego że wcześniej ciężko było określić go mianem nawet przeciętnego rozgrywającego? Już na starcie rzuca się w oczy wspomniana różnica w potencjałach składów ofensywnych jakimi dysponował. Ciężko przecież porównać Jeffersona, Smith-Njigbę czy Kuppa do… Robby’ego Andersona? Jamisona Crowdera? Dość powiedzieć, że w ciągu trzech sezonów z Jets, Darnold nie miał do dyspozycji ani jednego skrzydłowego z więcej niż tysiącem jardów na koncie (na domiar złego Jets nie mieli też ani jednego biegacza z taką liczbą jardów “na ziemi”).
Kolejnym istotnym czynnikiem niedawnych sukcesów Darnolda jest zdecydowanie lepsza dyspozycja linii ofensywnej. Choć zarówno linii Vikings z 2024, jak i Seahawks z 2025 daleko do ideału, obie uplasowały się w górnej połowie rankingów pośród reszty drużyn. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać do tego jak istotnym czynnikiem w układaniu taktyki jest możliwość polegania na liniowych, jednak zaskakującym jest jak mocno rzutuje to na indywidualne statystyki Darnolda. Dla przykładu, w sezonie 2019 dokładność Darnolda przy podaniach w zagrywkach play-action wynosiła jedynie 43.8% i była ostatnią w lidze. Z kolei w ostatnich dwóch sezonach plasuje się on w ścisłej czołówce passer ratingu przy tego typu akcjach, a średni depth of target wyniósł aż 11.7 jarda, dzięki czemu znacząco przoduje w całej lidze.
Nie wszystko jest jednak zaledwie kwestią środowiska w jakim Darnold operuje. Nazwanie go wciąż młodym graczem byłoby zapewne przesadą, lecz biorąc pod uwagę to jak późno pozycja rozgrywającego stała się jego główną, nie dziwi fakt, że potrzebował on kilku lat w lidze do osiągnięcia pełni futbolowej dojrzałości. Do zobrazowania tego faktu w sukurs kolejny raz przychodzą liczby. Dla przykładu, w obecnym sezonie zaliczył jedynie 29 sacków w porównaniu do 57 w ubiegłym roku. Oczywiście sack to również w dużej mierze wina linii ofensywnej, dlatego warto również spojrzeć na statystykę dużo bardziej indywidualną – w jakim procencie “pressured dropbacks” rozgrywający zaliczył sack. Tutaj Darnold poprawił się z 21.7% (2024) do 15.4% (2025), co pokazuje jak duży postęp zaliczył w skutecznym unikaniu negatywnych zagrywek. Głównym pytaniem bez odpowiedzi pozostaje wciąż kwestia tego, czy jest to jedynie chwilowa zwyżka czy też zwiastun stabilnego rozwoju.
W kwestii Super Bowl LX nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu, choć Seahawks są mimo wszystko zdecydowanym faworytem. Jednak niezależnie od wyniku tego spotkania zdaje się, że Darnold nie ma podstaw do obaw o swoją najbliższą przyszłość. O ile w najbliższym meczu nie dojdzie do żadnej nieszczęśliwej kontuzji, ciężko wyobrazić sobie scenariusz w którym Seahawks decydują się na wcześniejsze zerwanie kontraktu. Pytanie jednak co czeka Darnolda pod koniec bieżącej umowy, kiedy to w 2028 jako 31-latek stanie się wolnym agentem? Patrząc na niedawne przykłady w postaci Aarona Rodgersa czy Matthew Stafforda taki wiek to jeszcze daleka droga do konieczności rozważenia zakończenia kariery. Jednak jak pokazuje powyższa analiza, Darnold jest raczej typem rozgrywającego, który maksymalizuje swoje zalety w mocnych zespołach, jednak nie jest w stanie samodzielnie osiągnąć sukcesu z przeciętną resztą składu. Co zatem mogłoby skłonić menedżerów silnych ekip do postawienia na Darnolda kosztem młodszych, bardziej przyszłościowych graczy? Niewątpliwie kluczowa będzie tutaj, co nie zaskakuje, pewna wygrana w zbliżającym się Super Bowl. Do tego trzeba będzie dołożyć uniknięcie typowego “kaca po Super Bowl” i wejście do playoffów również w następnym sezonie, aby potwierdzić, że rozwój Darnolda jako rozgrywającego jest stałym trendem. Ze strony zarządu Darnold liczyć będzie zapewne na wzmocnienie ostatnich słabych punktów ofensywy, przede wszystkim O-line’u. Po tym jak bardzo pozwolił on Darnoldowi wykorzystać swoje atuty w bieżącym sezonie, opłakanym w skutkach byłby regres liniowych do poziomu z 2024 roku.
Ewentualna porażka Darnolda w Super Bowl LX mogłaby poważnie zachwiać narracją budowaną od wielu tygodni o jego późnym dotarciu na szczyt wbrew byciu skreślanym przez kolejne zespoły na początku swojej kariery. Jednak z drugiej strony wygrana nie zagwarantuje mu automatycznie tego samego statusu i zaufania, jakim obdarzani są inni rozgrywający wybrani w 2018 roku, jak Allen czy Jackson… przynajmniej na razie.
Czy Darnoldowi uda się wykonać kolejny krok w kierunku udowodnienia, że niedawne sukcesy to nie przypadek? Odpowiedź poznamy wraz z gwizdkiem kończącym sezon 2025. A jakie jest Wasze zdanie na temat bohatera powyższego tekstu? Dzielcie się nim w komentarzach i na naszej facebookowej grupie: https://www.facebook.com/groups/464888500937826/
Autor: Bazyli Polednia
One thought on “Red Head Redemption – historia Sama Darnolda” Leave a comment ›