Skip to content

Russell Wilson: Kiedy życie mówi nie, pozostań gotowy

Russella Wilsona nie da się traktować jednowymiarowo. Już dawno przestał być jedynie świetnym zawodnikiem, dzisiaj jest jedną z ikon zawodowego sportu w USA, do tego osobowością medialną z widokami na dalszy rozwój. Wilson wydaje się człowiekiem spełnionym – na boisku zdobył praktycznie wszystko, a poza nią stał się celebrytą, sławnym mężem swojej równie popularnej żony. Przypomina w tym względzie Toma Brady’ego, zachowując oczywiście pewne proporcje, bo Brady to G.O.A.T. Zapraszamy na spotkanie z jednym z najlepszych rozgrywających ostatnich lat w NFL.

Pomimo, iż Russell nigdy nie był (przynajmniej do tej pory) MVP ligi, jego kariera jest więcej niż udana, a sam dopiero się rozkręca, ma przecież ledwie 32 lata. Patrząc na innych quarterbacków w lidze, 32 lata to wiek „przedszkolny”, zresztą spytajcie wspomnianego przed chwilą Toma Brady’ego, potwierdzi.

Russell Wilson to jednak nie tylko znakomity zawodnik. To laureat nagrody Walter Payton Man of the Year za rok 2020, a wraz z żoną Ciarą tworzą jedną z największych „power couples” w świecie sportu i popkultury. Russ to także utalentowany baseballista, o czym doskonale wiecie. Niewielu jednak wie, że pochodzi z bardzo elitarnej rodziny.

Podczas tegorocznego offseason gorąco spekulowano na temat tego, czy Wilson nie zmieni klubu. I nadal można usłyszeć głosy, że gdy nadejdzie jesień, Russ niekoniecznie będzie nosić trykot Seahawks. Jaka przyszłość czeka zatem Wilsona? Jaka też była jego przeszłość, która ukształtowała go jako jednego z najlepszych QB swojej ery?

***

„The Professor”

Sport zawodowy jest zlepkiem dwóch filozofii – zespołowości oraz indywidualizmu. Kultowa maksyma mówi „there is no „I” in „TEAM”, ale z kolei wielu – w tym Michael Jordan – dodawało z uśmieszkiem na ustach: „But there is „I” in „WIN”.

By zaistnieć w świecie sportu trzeba być zawodnikiem zespołowym, potrafiącym grać w drużynie, wspierającym oraz ciągnącym za sobą kolegów z zespołu. Paradoksalnie trzeba być jednak też na tyle wyraźnym indywidualistą, by fani widzieli w tobie wybitną jednostkę.

To często niełatwe, ponieważ można być świetnym zawodnikiem, rokrocznie grającym w Pro Bowl czy innym All Star Game, a finalnie nigdy niczego nie wygrać. I odwrotnie – można wygrać wiele trofeów, ale nigdy nie zaistnieć w świadomości ludzi jako „gwiazda”, „game changer”.

Russell Wilson osiągnął jedno i drugie, ale nie dostał niczego za darmo. Jak często w wielu tego typu przypadkach stał za nim ktoś, kto motywował go do ciężkiej pracy i uczył, by nigdy, absolutnie nigdy, nie odpuszczać. Tym kimś był jego ojciec – Harrison Wilson III.

Russell nie jest dzieckiem z getta, które wychowało się w biedzie, bez rodziców oraz w okolicy, gdzie kule latają wokół głowy. Jego ojciec, Harrison, był człowiekiem sukcesu, który łączył wiele różnych talentów. Uczęszczał do Dartmouth College, gdzie z powodzeniem grał w baseball i futbol. Był na tyle dobry, że San Diego Chargers zaprosili go nawet na obóz treningowy. Ostatecznie Harrison nie dostał się do NFL, ale dostał się za to do… palestry. Ukończył prawo i aż do śmierci (2010 r.) był uznanym prawnikiem. Kiedy starał się dostać do Chargers, członek Hall of Fame, tight end Kellen Winslow, nadał mu nawet przydomek „The Professor”, odwołujący się oczywiście do prawniczego wykształcenia Wilsona.

Tak jak wspomniałem, finalnie Harrison nie dostał się do NFL, ale za to zaprzyjaźnił się z Winslowem. Kellen bardzo inspirował się Harrisonem. Na tyle, że sam skończył szkołę prawniczą i po zakończeniu kariery sportowej rozpoczął praktykę adwokacką. Co ciekawe, także wujek Russella i brat Harrisona, Ben, jest prawnikiem. Z kolei dziadkowie Russella od strony ojca mają za sobą udaną karierę uniwersytecką oraz naukową. Oboje mają tytuł doktora, a dziadek był nawet rektorem uniwersytetu Norfolk State. Dziadek rektor, ojciec i wujek prawnicy? Elitarna rodzina.

Dla Harrisona Wilsona wykształcenie jest bardzo ważne, ale nigdy nie zapomniał o sporcie. Zawsze bardzo mobilizował do uprawiania sportu swoich synów – Harry’ego oraz Russella. Wilson senior, jako prawnik był człowiekiem spełnionym, ale równocześnie przelał na synów swoją nie do końca pełnioną miłość do futbolu i baseballa. Jak podkreśla sam Russ, ojciec zawsze go mobilizował i inspirował.

Niedawno Charles Barkley, była gwiazda NBA, w ciekawy sposób mówił o tym, że największymi wrogami Afroamerykanów są nie biali, ale inni… czarnoskórzy. Według „Sir Charlesa” Afroamerykanie, którzy odnoszą sukcesy są ściągani w dół przez innych Afroamerykanów, a „akceptowalnymi” postawami są te stereotypowe, rodem z sitcomów – czarnoskóry powinien być albo śmieszny, albo gangsterem, albo idiotą.

Ojciec Russella Wilsona wpajał synowi coś zupełnie przeciwnego – można odnieść sukces i nie można oglądać się na innych. Potwierdza to sam Russ:

Mój tata zawsze mnie inspirował. Pytał: „Synu, dlaczego nie Ty”? Dlaczego ja mam nie grać zawodowo w baseball, w futbol? Ta idea, to pytanie „Dlaczego nie ja?” stanowiło centrum mojej osobowości, zacząłem podświadomie i świadomie zadawać sobie to pytanie.

Wilson senior osiągnął bardzo wiele. Był świetnym sportowcem na poziomie uniwersyteckim, prawie dostał się do NFL. Skończył uczelnię zaliczaną do prestiżowej „Ivy League”, tzw. „Ligi Bluszczowej”, w poczet której wchodzą najlepsze uczelnie w USA. Wilson założył własną kancelarię prawniczą, był poważany jako prawnik. Miał zatem wszystko, by inspirować swoje dzieci. Russell ma dwójkę rodzeństwa – wspomnianego wyżej starszego brata Harry’ego oraz siostrę Annę.

Harrison Wilson zmarł na powikłania wynikające z cukrzycy. Jak mówią jego synowie, był ambitnym człowiekiem i gdyby choroba nie pokrzyżowała jego planów, starałby się zapewne kandydować na gubernatora Virginii, gdzie mieszkał na co dzień.

***

Making a champion

Bracia Harry i Russell są bardzo zżyci. Mimo, iż Harry (a właściwie Harrison Wilson IV) jest starszy prawie o sześć lat od Russa, bracia są nierozłączni. I to pomimo faktu, że Russell jest tak samo uparty jak ich ojciec, który mało kogo słuchał. Oddajmy głos Harry’emu:

Ojciec i brat nie słuchają nikogo, kto mówi im „zrób to tak lub inaczej”. I to siła mojego brata, który gdyby słuchał „doradców”, zamiast być gwiazdą w NFL, grałby w jakichś pomniejszych ligach baseballu gdzieś w Kalifornii… (…) W 2011 ludzie mówili Russowi, że nie zrobi kariery w NFL, bo jest za niski i powinien grać w baseball. Russell nie posłuchał i dziś jest tam gdzie chciał. Ja z kolei jestem inny i posłuchałbym tych ludzi, pewnie dlatego dziś pracuję w firmie farmaceutycznej… (śmiech).

Trzeba tutaj podkreślić, iż Harry Wilson także był świetnym sportowcem na poziomie uczelni, gdzie oczywiście grał w… baseball i futbol, jak cała rodzina. Russell Wilson także z powodzeniem łączył oba sporty w college’u, został nawet wybrany w Drafcie MLB w roku 2010 przez Colorado Rockies, przez co grał w klubach filialnych Rockies, w tzw. „minor leagues”.

Co ciekawe, Russ jest nadal „aktywnym” graczem MLB, a prawa do niego mają legendarni New York Yankees. Więcej – Russell wystąpił nawet w oficjalnym meczu Yankees w 2018 roku! Spełnił tym samym marzenie swoje i ojca, któremu obiecał kiedyś, że zagra w trykocie klubu z NY. To jednak tylko epizody baseballowe, prawdziwą gwiazdą Wilsona uczynił futbol oraz NFL.

Wracając do młodości Russella i jego relacji z ojcem, nie można pominąć faktu, że Harrison Wilson III wychował prawdziwego mistrza. Russell trenował z ojcem odkąd skończył sześć lat i nigdy nie było łatwo. Jeśli spartaczył jakieś zagranie, musiał powtarzać je tak długo, aż wyszło dobrze. Czy to odpowiedni sposób wychowania dla małego chłopca? Nie mnie to oceniać, ale patrząc na to, gdzie dziś znajduje się Wilson, gołym okiem widać, że zadziałało.

Russ wspomniał kiedyś, że w okolicach 2005 tata przyniósł mu gazetę i kazał przeczytać fragment, którzy w tłumaczeniu brzmiał: „W każdym z tłumów znajduje się król”. Chłopak nie wiedział o co chodzi, ale później zrozumiał przesłanie – niezależnie to akurat na Ciebie patrzy, zawsze trzeba być najlepszą wersją samego siebie i starać się. Postawę tę przeniósł na sport i na całe swoje życie.

Ludzie z otoczenia Wilsona mówią o nim, że ciężko go rozgryźć. Nie wiedzą często, czy jest zadowolony, czy zły. Co myśli, jaki ma humor. Od dziecka Russ był zaprogramowany jak maszyna, ojciec pilnował by taki był. Wielu mogłoby zarzucić gwiazdorowi Seahawks nieszczerość, sztuczność, ale on po prostu jest nauczony być doskonałym. Przenosząc to na polski grunt, Wilson jest trochę jak Robert Lewandowski, który zawsze wie co powiedzieć, jak się zachować i jak sprawić, by nikt nie mógł powiedzieć o nim złego słowa.

Sport pełen jest złych chłopców z wyrazistym ego i wieloma ekscesami na koncie, ale akurat Russell Wilson to nie jest ten typ. To ułożony, zaprogramowany na sukces facet. W ciekawy sposób opisał go Jon Ryan, były punter Seattle:

Klucz do zrozumienia Russa? Wyobraźcie sobie, że idziecie poznać rodziców swojej dziewczyny, zobaczycie ich pierwszy raz. Musicie dobrze wyglądać, dobrze zachowywać się, staracie się zrobić jak najlepsze wrażenie. To właśnie całe życie Russella. Niektórzy myślą, że to sztuczne i mechaniczne, ale tak nie jest. On po prostu zawsze trzyma rękę na pulsie, nie pozwala sobie na chwile słabości, jest non stop najlepszą wersją samego siebie. To właśnie sprawia, że Russ to Russ. Jest superbohaterem.

Kiedyś, po jednym z wyczerpujących dni, podczas obozu treningowego, kiedy zmęczony Wilson musiał dodatkowo podpisać setki autografów, jeden z reporterów spytał go co sądzi o tym całym szaleństwie, które powtarza się dzień po dniu.

Russ odparł: „To dar”.

Nie wiem czy istnieją ideały pod kątem ludzkim, ale pod kątem sportowym tak. To ludzie jak Lewandowski czy Wilson, sfokusowani na sukces i dążący do niego mimo przeciwności losu. Dziś Lewandowski jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, ale kiedyś nie chciała go Legia Warszawa. Z kolei w 2008 roku ówczesny trener Russa, Tom O’Brien oświadczył mu, że ten nie będzie już podstawowym quarterbackiem, a nawet więcej… że przesunie Wilsona na inną pozycję.

Russ nie załamał się, a jedynie zastosował znaną sobie taktykę, która brzmi “When life tells you no, stay ready”, czyli w wolnym tłumaczeniu „kiedy życie mówi nie, pozostań gotowy”. Russ widzi to następująco:

Kiedy życie mówi nie, musisz spytać sam siebie: Do czego jestem zdolny, co mogę zrobić? A kiedy poznasz już odpowiedź, nie bój się powiedzieć tego wszystkim.

Po tym, jak O’Brien oznajmił mu, że nie będzie już QB, Russ poszedł do domu i pogadał z rodziną, a także modlił się. Wilson jest bardzo wierzący i często to podkreśla. Po tym, jak zebrał siły, po kilku dniach wrócił do trenera i oznajmił mu:

Trenerze, będę pierwszym rozgrywającym. Będę jednym z najlepszych, później trafię do NFL, gdzie wygram kilka razy Super Bowl i dostanę się do Hall of Fame.

Ostatecznie Wilson zmienił uczelnię (z NC na Wisconsin) po tym, jak oznajmił trenerowi, że chciałby wrócić na senior year (czwarty rok studiów) i dalej grać, ale ten powiedział mu: „Nie wrócisz. Powinieneś dać sobie spokój, nigdy nie dostaniesz się do NFL. Jesteś za mały”.

Jak pokazała historia, Tom O’Brien pomylił się okrutnie.

***

Budowa imperium oraz… krytyka

Nie jednak też tak, że Russ ma samych fanów. Jego podejście polaryzuje czasem ludzi, którzy wolą widzieć sportowca człowieka, a nie sportowca produkt. Złośliwi twierdzą, że Wilson jest „zbyt poważny” i „zbyt serio traktuje samego siebie”. Niektórzy trenerzy sugerowali z kolei, że Wilson „stara się czasem zbyt mocno”.

Zaciekawił mnie zwłaszcza fragment z jednym z tekstów na portalu „The Athletic”, gdzie opisano Russella jako osobę, która zachowuje się „jakby non stop występowała w dokumencie o sobie” oraz „jakby ktoś non stop go obserwował”. Jak wtedy, gdy ojciec pokazał młodemu Russellowi ten fragment z gazety, który krzyczał „w każdym tłumie jest Król!”.

Pisano też, że na przestrzeni lat „zatarła się granica pomiędzy Wilsonem człowiekiem, a Wilsonem marką-instytucją”. „The Athletic” przywołał nawet sytuację z przeszłości, gdy Wilson prosił kolegę z drużyny o to, by ten słuchał wywiadu z nim w „The Dan Patrick Show” i dał mu później feedback, czy wyszło dobrze. ESPN donosiło kiedyś z kolei, że Russ kazał podpisywać klauzulę poufności ludziom, którzy oglądali wraz z nim mecz w jego prywatnej loży na stadionie Mariners.

Chorobliwy perfekcjonizm, nadmierne dbanie o własne dobre imię oraz prywatność, a może chorobliwa potrzeba bycia lubianym i akceptowanym? A może wszystko na raz? Ciężko stwierdzić, można jednak śmiało rzec, że Wilson to wybitny sportowiec i takie, a nie inne zachowanie zaprowadziło go na sam szczyt i pozwoliło zbudować imperium, o jakim inni mogą tylko marzyć. No i jeszcze jedno – zawsze znajdą się hejterzy. Haters gonna hate, jak mawia znane porzekadło.

A ja zaczęła się budowa imperium Russella Wilsona? Cofnijmy się 11 lat wstecz.

Gdy w roku 2010 Russell grał dla NC State, szukał agenta, który miałby dojścia zarówno w świecie baseballu, jak i futbolu. Wybór padł na Marka Rodgersa, który był pod wielkim wrażeniem chłopaka.

Po pierwsze Russ nie przypominał w niczym uczelnianych gwiazdek, noszących biżuterię czy krzykliwe ciuchy. Na spotkanie przyszedł w garniturze i mówił… o swojej spuściźnie oraz przyszłym dziedzictwie. Lunch miał trwać standardowe 1,5 h, a potrwał aż cztery. Wspomina Rodgers:

Byłem zafascynowany tym, że ktoś tak młody może mieć tyle pomysłów i wiedzieć, jaką ścieżkę powinna obrać jego kariera. Nie mówił tylko o baseballu czy futbolu, ale o swojej spuściźnie. O tym, że chce założyć fundację, prowadzić biznes, kiedyś zostać właścicielem klubu w NFL czy w MLB. On po prostu planował od małego budowę imperium.

Czy plany Wilsona się spełniły po latach? Spójrzmy. Ostatnie lata w wykonaniu Russella to:

– niezliczona ilość kontraktów reklamowych (maszynki do ogolenia, ubezpieczenia, słuchawki, Facebook Live)

– teksty publikowane na „Players’ Tribune”

– inwestycje biznesowe joint venture (budowali hali w Seattle, drużyna baseballowa w Portland)

– inwestycje prywatne (własna marka, doradztwo biznesowe, własna linia ciuchów, własna aplikacja na telefon, kanał na YouTube)

Prawdziwy człowiek orkiestra. Russell Wilson łączy w sobie cechy sportowca z osobowością biznesmena, ale i naukowca. Studia w NC State skończył w trzy lata z fenomenalną średnią ocen, dodatkowo grając z powodzeniem w futbol i baseball. Był jednocześnie jednym z największych kujonów w szkole, a równocześnie jej najlepszym sportowcem. To chyba jedyny taki przypadek, gdzie na czele szkolnych „gangów” kujonów i sportowców stała ta sama osoba.

Imperium Wilsona to jednak nie tylko sport i biznes, ale także… małżeństwo. Żoną Russa jest znana piosenkarka R&B Ciara, z którą ożenił się pięć lat temu. Wcześniej przez dwa lata był żonaty z Ashton Meem, swoją miłością z czasów szkoły średniej. Wilson i Ciara znani są ze swojej działalności charytatywnej, wspierając wiele inicjatyw. Ostatnio współpracowali m.in. z „Food Lifeline”, fundując milion posiłków dla ludzi szczególnie dotkniętych pandemią koronawirusa.

Postawa Russella i Ciary przyniosła mu nagrodę im. Waltera Paytona, przyznawaną każdego roku graczowi NFL, który najbardziej zasłużył się dla społeczności. Wilsonowie tworzą jedną z najbardziej znanych par w świecie amerykańskiego sportu oraz showbiznesu a wielu nazywa ich wręcz „power couple”. Są jak Brady i Bundchen, jak Beckhamowie kiedyś w Europie.

***

Nowe rozdanie?

Russell Wilson osiągnął na boisku praktycznie wszystko i brakuje ma już właściwie tylko tytułu MVP, by zostać zawodnikiem w pełni spełnionym. Od dziewięciu lat występuje w zespole Seattle Seahawks, gdzie od początku gra dla trenera Pete’a Carrolla. Dwukrotnie razem dotarli do Super Bowl, wygrywając raz (XLVIII w roku 2014).

Trenerskie credo Carrolla jest proste: „biegnij z piłką, unikaj strat, w grze podaniowej bądź „eksplozywny”. Carroll to wiekowy, konserwatywny trener starej daty, co wraz z biegiem lat coraz mniej podoba się Wilsonowi. Jak donosiła prasa w USA, taka filozofia gry przejadła się Russowi, który uważał, że to „ogranicza jego produkcję i oddala go od największych tego sportu”.

Na początku zeszłego sezonu Seattle zaczęło grać nieco inaczej – więcej górą, szybkie podania, Wilson był zachwycony. Prasa wskazywała nawet Russella jako wczesnego kandydata do nagrody MVP. I wtedy nastąpił mecz przeciwko Bills, gdzie Seahawks przegrali 34-44, a Russ zaliczył aż cztery straty. Po tym meczu Carroll znów ograniczył poczynania Russella, wracając do starych sztuczek, które przyniosły trenerowi w przeszłości tyle sukcesów. Jak donosiły media, Wilson był „bardzo smutny z tego powodu”.

Tydzień później po porażce z Bills, Russ zagrał znów fatalnie, a jego zespół przegrał tym razem z Rams, 16-23. Wilson, który do meczu z Bills był wczesnym faworytem do wyścigu po statuetkę MVP, tymi dwoma meczami przekreślił szansę na ten tytuł. Jakiś czas po spotkaniu przeciwko Rams, Wilson spotkał się z trenerami i przekazał im swoje uwagi na temat gry zespołu. Jego sugestie odrzucono, a wściekły Russell wyszedł z pokoju trenerów. Carroll pokazał mu, że niekoniecznie jest takim graczem, jakim sam Wilson siebie widzi.

Klasyczna próba sił? Być może, ale Russell wziął to do siebie. Podczas tegorocznego Super Bowl, które przecież było celem Seahawks w tym sezonie, Russell siedział w loży wraz żoną oraz komisarzem NFL Rogerem Goodellem. To oczywiście pokłosie zdobycia nagrody im. Waltera Paytona, którą QB Seattle odebrał w Tampie.

Patrząc, jak w wielkim finale Tom Brady pokonuje Patricka Mahomesa i wygrywa swój siódmy tytuł mistrzowski, w Wilsonie przelała się czara goryczy. Russell był wściekły i pisał nawet swojemu trenerowi osobistemu Jake’owi Heapsowi, że „wolałby tam grać, zamiast to oglądać”.

Nieco później Russ spotkał się z Pete’em Carrollem, by pomówić o O-Line zespołu i planach na przyszłość, ale znów dostał kosza. Carroll poprosił jedynie, by „Russ miał wiarę w niego i w zespół”. Wilson wściekł się i publicznie powiedział, że „chciałby być bardziej zaangażowany w decyzje podejmowane w zespole i że trzeba zrobić coś z jego ochroną podczas meczów”, czytaj wzmocnić O-Line. Oficjalnie siekiera zawisła w powietrzu.

Wydaje się, że powoli mija czas Wilsona w Seattle. Zespół nie zameldował się w Championship Game od sześciu lat, a lata lecą. Oczywiście kij ma dwa końce. Kiedy Russell był na rookie kontrakcie, pieniędzy na resztę zespołu (w tym O-Line) było zdecydowanie więcej, a przy obecnych zarobkach Wilsona (140 mln dolarów za cztery lata gry) dużo trudniej jest skompletować skład mogący walczyć o najwyższe laury.

Z drugiej jednak strony, Tampie udało się ulepić mistrzowski skład, co Wilson wyraźnie akcentował, wskazując na grę linii ofensywnej Buccaneers, która „sprawiła, że Toma Brady’ego praktycznie nie tknięto w finale”. A Russ? Podczas swojej dziewięcioletniej kariery w NFL został „zsackowany” prawie… 400 razy.

Trener Seattle Pete Carroll ma już swoje lata i włodarze Seahawks zapewne będą musieli wybrać, czy wolą jego, czy Russella Wilsona. Innym wyjściem jest też połechtanie ego Russa i dopuszczenie go do stołu ludzi, którzy decydują o klubie. Ale czy to się wydarzy? Możemy tylko gdybać, a impas pomiędzy obozem Wilsona, a decydentami w Seahawks trwa w najlepsze i dużo mówi się o tym, że quarterback może zmienić klub.

Agent Wilsona wymienił cztery zespoły, w których jego podopieczny mógłby grać. Są to: Saints, Raiders, Bears oraz Cowboys. Cowboys podpisali nową umowę z Prescottem. Bears wzięli Daltona, jednak warto dodać, że według wielu źródeł złożyli ofertę, która została przez Seahawks odrzucona.

To może Raiders lub Saints? Czas pokaże. Mnie najbardziej Wilson pasowałby do Raiders. Las Vegas oraz rosnące w siłę imperium Russella oraz Ciary Wilsonów? Mariaż idealny.

Autor: Kuba Machowina

Przy pisaniu tekstu autor korzystał z:

https://www.espn.com/nfl/story/_/id/29573631/why-not-late-father-inspires-seahawks-russell-wilson

https://theathletic.com/1119426/2019/08/07/why-russell-wilson-acts-like-someone-is-always-watching/?article_source=search&search_query=russell%20wilson

https://theathletic.com/2409212/2021/02/25/russell-wilson-trade-seahawks/?article_source=search&search_query=russell%20wilson

One thought on “Russell Wilson: Kiedy życie mówi nie, pozostań gotowy Leave a comment

  1. Bardzo dobry tekst. Mam nadzieję że Wilson nie odejdzie z Seahawks, jeśli miałoby dojść do konfliktu to lepiej żeby Carrol przeszedł już na emeryturę, a do Wilsona znaleźć jakiegoś młodego ofensywnego szkoleniowca, tak jak zrobili w Packers.

Leave a Reply to Paweł Cancel reply

%d bloggers like this: