Skip to content

SŁOWO NA NIEDZIELĘ #12 -MICHAŁ LATOŚ

Jaka przyszłość czeka Panthers Wrocław, czy możliwe jest, że mistrz Polski będzie grać na stałe za granicą, jakie były kulisy pozyskania Alexa Burdette (czyli trenera głównego, będącego jednocześnie koordynatorem ataku Lowlanders Białystok) oraz Boba Conroy’a (koordynatora defensywy zespołu z Podlasia)? Na te i wiele innych tematów rozmawialiśmy z prezesem Panthers Wrocław Michałem Latosiem. Zapraszamy!

———————————————————————————————————-

Kontuzja podstawowego rozgrywającego z USA, wypadnięcie z pucharów w europejskich po fazie grupowej, ale ostatecznie sezon zakończony mistrzostwem Polski. Czy ten rok dla Panthers, patrząc wyłączenie poprzez kwestie sportowe, to była jedna długa droga przez mękę?

Z pewnością to był rok pełen nauki. Spotkanie z Calandą Broncos nam nie wyszło z różnych względów. Uważam, że gdyby nie kontuzja Chrisa Forciera, to byśmy to spotkanie wygrali. Natomiast też trzema mieć świadomość, że gdyby ten mecz nie potoczył się w taki sposób, to w Panthers nie mielibyśmy teraz Tony Dawsona. Dużym obciążeniem był dla nas wyjazd do Stambułu, zarówno fizycznym dla zawodników, jak i organizacyjnym. Później graliśmy mecz z Serbami (Kragujevac Wild Boars – przyp. red.) we Wrocławiu, po którym następnego dnia mierzyliśmy się w Lidze Futbolu Amerykańskiego z Watahą Zielona Góra. To było kolejne wyzwanie. I potwierdziło się też niestety to, że z finałowymi spotkaniami mamy problem, bo znów graliśmy zdecydowanie zbyt nerwowo. Więc patrząc przez ten pryzmat, to był trudny sezon. Zakończony mistrzostwem, ale mimo różnych przeciwności męką go nie nazwę.

W część tych trudności wprowadziliście się na własne życzenia. Forcier miał przecież w przeszłości poważne problemy zdrowotne. Mimo to zdecydowaliście, że to on poprowadzi wasz atak w sezonie 2019.

Znaliśmy bardzo dobrze historię jego urazów. Ale też pamiętaliśmy co się wydarzyło w sezonie 2018 (tuż przed półfinałem zespół opuścił rozgrywający Amerykanin Timothy Morovick – przyp. red.). Więc nie ukrywam ważne było dla nas to, że Forcier jest doświadczonym zawodnikiem. Nie jest rozkapryszony, wie jak się zachować w stosunku do klubu, który reprezentuje. Podobało nam się też jaką prezentuje formę. W naszych kryteriach Chris był najlepszą opcją.

Ryzyko urazu było jednak przy tym stosunkowo duże.

Ryzyko jest zawsze, nawet przy zawodniku, który nigdy nie miał żadnej kontuzji. W tym sporcie trzeba mieć plan B. Nie ma zawodników „niezniszczalnych”.

Planem B okazał się Dawson. Tylko wysiadł z samolotu i już rozegrał świetne spotkanie z Koc Rams. Dał wam dużo swobody w ofensywie, wyglądaliście pewnie na boisku. Ale ile razy w myślach „przeżegnałeś się” patrząc jak Tony ryzykuje w tym meczu?

Nie ukrywam, często miałem przyśpieszony oddech. A zacząłem się martwić o jego zdrowie chyba już w drugiej kwarcie. Prowadziliśmy 21:0, a Tony nie dość, że mijał obrońców, to jeszcze ich atakował. Byliśmy pod wielkim wrażeniem, ale jednocześnie się martwiliśmy. Natomiast chwilę później uspokajało nas to, że nie było widać po nim żadnych oznak zmęczenia. Przy tym widać było jak jest mu z tym dobrze, jak się nakręca. Nie mogłem mu nawet zasugerować, by się oszczędzał. On cieszył się grą, a ja też wychodzę z założenia, że w takich okolicznościach o wiele trudniej (nie mając w głowie myśli o możliwym urazie) nabawić się kontuzji.

Tony zostaje z wami na przyszły sezon. Dołączy do niego między innymi najlepszy skrzydłowy w Polsce 27-letni Jakub Mazan. Oprócz niego jeszcze kilku innych skrzydłowych i zawodników na pozycjach. Skąd decyzja o zmianie filozofii i tak znaczące rozszerzenie kadry?

Trochę nie rozumiem zdziwienia.

Już tłumaczę. W naszej ostatniej rozmowie, przed startem sezonu 2018, powiedziałeś „wolę promować rodzimego zawodnika niż specjalnie po kogoś sięgać z innych klubów. Nie chcieliśmy też robić jak nasi koledzy z Białegostoku, którzy pozyskiwali takich futbolistów. My już jesteśmy na takim etapie, że patrzymy głębiej w metrykę. (…) Mamy juniorów, którzy w dużym stopniu dominowali w każdych rozgrywkach. Musimy im dać nowe wyzwania. Dlatego poszliśmy inną drogą”.

Wszystko się zgadza. Więc teraz przejdźmy do liczb i popatrzmy w metrykę. Wszyscy zawodnicy których pozyskaliśmy – poza Jakubem Mazanem – mają mniej niż 23 lata. Wszyscy chcieli występować w naszej drużynie. Dodatkowo wyróżniali się w lidze. Długo ich obserwowaliśmy, zauważyliśmy potencjał i rozpoczęliśmy z nimi rozmowy o przyszłości. Jednym z naszych nowych nabytków jest Robert Szmielak, który już rok temu wyróżniał się będąc na naszym campie we Wrocławiu. I teraz gra dla nas. Natomiast poza kryterium wiekowym jest Jakub, jednak pozyskując takiego zawodnika, o takiej klasie sportowej, są zasady które się łamie. Każdy prezes w Polsce i wielu w Europie chciałoby mieć takiego zawodnika u siebie. Nie porównywałbym tego „zaciągu” do tego co działo się w ostatnim czasie w Lowlanders Białystok. Nie krytykuję ich, szanuję, bo przez swoje znaczące wzmocnienia zbudowali silny zespół. U nich były to jednak raczej transfery, a w Panthers odbyła się selekcja, poparta długą obserwacją i rozmowami indywidualnymi zawodników ze sztabem szkoleniowym. Zauważ też fakt, że ogłosiliśmy wzmocnienia niemal po zakończonym sezonie. To nie była decyzja nagła, a wszystkie tematy dotyczące uzupełnienia składu były długo prowadzone i finalnie zakończone już teraz, bo sztab szkoleniowy chciał jak najszybciej zająć się sezonem 2020. Niewykluczone, że za rok sytuacja się powtórzy, jednak nie będą to zmiany w składzie robione na siłę.

Czy nie boicie się, że działając w ten sposób motywację do trenowania stracą juniorzy?

Budując zespół nigdy nie ma idealnego modelu. Nie da się zbudować bardzo mocnej, szerokiej kadry, by jednocześnie każdy był zadowolony z tego ile przebywa na boisku, czy też z pierwszą drużyną na treningu. Natomiast wychodzimy z założenia, że mamy w klubie zawodników, którzy nie boją się wewnętrznej rywalizacji. A jeżeli ktoś szuka spokojnego grania, to my nie trzymamy nikogo na siłę. I nie chciałbym, by to zabrzmiało źle, ale wydaje nam się to naturalne. W ten sposób chcemy wychować zawodników, którzy poradzą sobie w lidze akademickiej w USA i później w NFL. To nasza filozofia, też wpojona mi przez właściciela zespołu Pana Jacka Tarczyńskiego. Robimy wiele dla zawodników niemieszczących się w składzie, by mogli się rozwijać poprzez grę. Też na treningach, gdzie rywalizują z najwyższym możliwym rywalem w Polsce. Dodatkowo mogę zapewnić, że w przyszłym roku nasz sezon będzie trwał zdecydowanie dłużej od rozgrywek ligowych i zorganizujemy kilka ciekawych wydarzeń.

To będą spotkania towarzyskie, czy zorganizowane rozgrywki?

To się jeszcze waży. Podobnie jak termin, to znaczy czy będzie to przed startem sezonu czy już po nim. Jesteśmy na etapie rozmów. A to wszystko właśnie po to, by każdy miał możliwość zagrać mecz o stawkę.

Zainwestowaliście jeszcze chwilę temu wiele środków w rozgrywki drugiej ligi w Czechach. To miało być dobrze zorganizowane pole doświadczalne dla zawodników z szerokiego składu. Jak bardzo jest rozczarowujące to, że nie dokończyliście tam nawet jednego sezonu?

Przystępując do nich w 2018 roku rozczarowaliśmy się przede wszystkim poziomem sportowym. Był zdecydowanie za niski. Zespoły rywalizujące w tej lidze miały problem z zebraniem składu na mecz. Co ciekawe to sędziom nie przeszkadzało, bo oni bardziej przejmowali się tym, czy kolory koszulek były regulaminowe. Mierzyli nam dokładnie boisko czy jest zgodne z przepisami, a przecież doskonale wiedzieli, że nie było problemów z grą na nim podczas The World Games. Zajmowano się drobiazgami, nie patrząc na to co się dzieje w zespołach. A jak do tego doszły problemy z wystawianiem faktur i między innymi kazano nam zapłacić dodatkową kaucję, którą w żaden sposób nie można było rozliczyć, to było to dla nas już za dużo i sobie podziękowaliśmy. Przy czym zakomunikowano nam tuż przed odejściem z ligi, że jak nam ich zasady nie pasują, to wcale nie musimy tam grać.

Następnie w styczniu 2019 roku zakomunikowaliście, że rozpoczynacie wielopłaszczyznową współpracę z grającą w LFA2 drużyną Jaguars Kąty Wrocławskie, z wymianą zawodników włącznie. Finał tego obecnie jest taki, że Jaguars wygrali jedno spotkanie i mają aż sześć porażek. Tutaj też coś się nie zgrywa.

Zdecydowanie. Ale, by współpraca była owocną, to musi być odpowiednia wola i działanie dwóch stron. Nie możemy sobie pozwolić na to by robić wszystko, a później by wyłącznie ktoś inny czerpał z tego korzyści. Mam nadzieję, że obecny rok będzie dla tej relacji odpowiednią nauką. Wierzę, że ten projekt będzie trwał, a po sezonie usiądziemy przy wspólnym stole i wszystko sobie wyjaśnimy. By nasza współpraca wskoczyła na wyższy, oczekiwany przez nas poziom.

Reaktywujecie w przyszłym sezonie zespół rezerw?

Nie planujemy powrotu do Panthers B, chociaż może zdarzyć się ewentualność, że wystawimy zespół w rozgrywkach dziewięcioosobowych. Ale to melodia przyszłości, trudna teraz do określenia, bo przecież jeszcze nie wiemy jak będą wyglądać w przyszłym sezonie rozgrywki ligowe. Tutaj wszystko jest bardzo dynamiczne.

Macie jeszcze kontakt z zespołem Lwów ze Lwowa? Jak wygląda ta relacja?

Zawodnicy z Ukrainy pojawili się na dwóch finałach Ligi Futbolu Amerykańskiego, przy czym my zajęliśmy się kosztem ich przyjazdu oraz organizacją noclegów. Nasi trenerzy gościli we Lwowie na treningach. Relacja trwa i wymaga pracy. Na tyle na ile wystarczają nam zasoby ludzkie i finansowe ją kontynuujemy.

Wracając do waszych wzmocnień, pozyskaliście w sierpniu głównych trenerów z obozu waszego największego rywala w kraju – Lowlanders. Dołączył do was duet Amerykanów Alex Burdette i Bob Conroy. Jak przekazywały lokalne media z Białymstoku, rozmowy z nimi rozpoczęły już tuż po finałowym spotkaniu Polish Bowl, gdy jeszcze nie opadł kurz z przegranej obrony tytułu zespołu z Podlasia. Możesz to potwierdzić?

To nie było tak, że po finale ktoś z nimi umówił się na piwo i negocjował umowę. Powiem więcej, nie rozmawiałem z nimi nawet. Nie byłem tego świadomy, bo w naszym klubie składem sztabu szkoleniowego zajmuje się trener główny Val Gun. On ma w tej kwestii wolną rękę i znając nasze możliwości finansowe przyszedł do mnie z gotowymi propozycjami, które zostały finalnie zaakceptowane już dużo po finale. Też między innymi dlatego, że Alex i Bob zdążyli poznać realia futbolu amerykańskiego w Polsce. A geneza tych zmian wzięła się dlatego, że do USA wrócił z powodów rodzinnych ponad siedemdziesięcioletni Skip Albano. Chcę by była jasność, nigdy nie składamy takich ofert podczas trwającego sezonu. Myślę, że tę sprawę załatwiłem z prezesem Lowlanders Piotrem Morko na tyle profesjonalnie na ile się dało i temat uważam za wyjaśniony.

Skoro wróciliśmy do tematu Ligi Futbolu Amerykańskiego, to przejdźmy też do niej. Jesteście jednym z założycieli ligi. Swoją grą w rozgrywkach ją firmujecie. Jak mógłbyś ocenić zmagania po dwóch sezonach najwyższej klasy rozgrywkowej? Na ile założenia przyjęte na etapie powstawania zostały spełnione?

Gdybym był zadowolony z tego jak wyglądają rozgrywki, to byłbym szalony. Mój największy problem to to, że są w środowisku też osoby zadowolone z tego jak wygląda futbol w Polsce. Nie rozumiem tego. Ale – żeby była jasność – nie jestem też do końca zadowolony z tego co Panthers udało się osiągnąć w lidze. Wracając do spraw krajowych… wierzę, że za moment futbol amerykański będzie miał swój związek. To jest absolutna podstawa naszej przyszłości. Wiem, że są w Polsce osoby, które chcą pracować dla futbolu. Ale też mam świadomość, że jest zdecydowanie więcej tych, którzy chętnie by nic nie robili, ewentualnie pośmiali lub komentowali w internecie.

Nie masz wrażenia, że potencjał finałowych spotkań Ligi Futbolu amerykańskiego został w dużym stopniu zmarnowany?

Oczywiście, że tak. Ale wyleczyłem się już z tego, że to Panthers muszą wszystko firmować i ratować. I tak pomogliśmy organizacyjnie w bardzo dużym stopniu podczas Polish Bowl. Natomiast będziemy robić tego coraz mniej, bo kończy nam się cierpliwość i chęci, by to robić. Uważamy, że pewne szanse trzeba wykorzystywać, a nie skorzystano z nich tak jak oczekiwaliśmy.

Czy istnieje szansa, że Panthers będą grać wyłącznie w rozgrywkach europejskich?

Naszym priorytetem jest gra w Polsce o mistrzostwo kraju. W rozgrywkach, które będą prowadzone pod związkiem sportowym. To sprawa pierwsza. Druga, mamy partnerów i sponsorów, którzy współpracę z nami opierają między innymi na tym, by działać z nami na rynku polskim. I my to szanujemy. Więc nie szykujemy żadnej bomby informacyjnej, nie uciekniemy do Niemiec czy Austrii. Natomiast – nawiązując do tego co mówiłem wcześniej – nie mogę tego nigdy wykluczyć. Jeżeli zostaniemy zmuszeni by to zrobić, to zagramy poza Polską. Natomiast w Europie zagramy z pewnością w dodatkowym pucharze.

W Central European Football League?

Dostaliśmy kilka zaproszeń od organizatorów różnych rozgrywek. Będziemy z nimi rozmawiać i wtedy podejmiemy decyzję. Miłe jest jednak to, że nie jesteśmy już uzupełnieniem pucharów europejskich, a ich ważną częścią. Organizatorzy szanują nasze zdanie, walczą o nas, bo jak sami podkreślają, jesteśmy dla nich atrakcyjni nie tylko pod względem sportowym, ale też organizacyjnym i managmentu, którego działania i opinie rzutują na markę Panthers w Europie i świecie.

Aż w końcu opinie trafią na biurka Caroliny Panthers?

To jest naszym celem. Natomiast nie ukrywam, że to trudna droga. Jesteśmy po rozmowach z klubem z USA, po wymianie informacji, ale to wszystko potrzebuje czasu. Teraz wspomoże nas w sformalizowaniu relacji z klubem miasto Wrocław, które jest partnerskim dla Charlotte – stąd też nasza nazwa Panthers. Wiem, że z każdym dniem jesteśmy tego coraz bliżej.

Ilu zawodników macie na kontraktach? Czy możesz potwierdzić, że najlepsi zarabiają miesięcznie w trakcie sezonu około dwa tysiące złotych i jest na takich umowach około dwudziestu pięciu futbolistów?

Nie mamy kontaktów, to raczej umowy stypendialne. Zależne od wielu czynników. W wielkim skrócie wygląda to tak, że jest rada drużyny, która ma określony miesięczny budżet. Ten jest rozdzielany na określoną liczbę osób w zespole. Zawodnicy nie zarabiają dwóch tysięcy złotych, natomiast takie stypendia dostaje więcej niż dwadzieścia pięć osób o których wspominałeś. Jednym z czynników określających wysokość świadczenia jest między innymi frekwencja i zaangażowanie na treningu. To tyczy się oczywiście również weteranów. Z tych kwot nikt raczej się nie utrzyma, natomiast staramy się by zawodnicy otrzymywali taki dodatek do życia codziennego. Dodatkowo zapewniamy im ubezpieczenie, jeżeli potrzebują również fizjoterapeutę oraz rehabilitację po operacji. Oczywiście kwestie żywieniowe na wyjazdach czy na treningach również mają przez nas zapewnione. Jeżeli mamy możliwość pomóc im w znalezieniu pracy, mieszkania, to również to robimy. Wiemy, że nie jesteśmy w pełni profesjonalnym klubem, chociaż do tego dążymy, natomiast już teraz chcemy by każdy w organizacji, na wszystkich szczeblach, czuł się profesjonalistą.

Kampania wakacyjna z firmą Tarczyński przy Projekcie Plaża, to najważniejszy marketingowy sukces w historii organizacji?

Chętnie bym to przedstawił na precyzyjnych danych w przyszłym roku, gdy dostaniemy pełny raport medialny. Do tej pory największym sukcesem pod tym względem była wygrana Liga Mistrzów w 2016 roku. I trzeba byłoby obecne wskaźniki do tego przyrównać. Natomiast jeżeli mogę ocenić to tylko na podstawie własnych odczuć, to jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Nasi zawodnicy doskonale się w tym odnaleźli. Zapraszani celebry ci i telewizja nie mogła na nas narzekać. To był bardzo ważny projekt i chcemy tę drogę kontynuować. Też nie tylko z firmą Tarczyński, bo mamy już przygotowane kampanie z innymi partnerami i sponsorami. To dla nas najprzyjemniejsze, gdy firmy widzą, że współpraca z nami jest dla nich korzyścią. A my w ten sposób możemy się przebijać do świadomości osób niezwiązanych z marką Panthers, ze sportem i budować budżet, który pewnie pozwoliłby nam grać w ekstraklasie męskiej koszykówki.

Czujesz – ciągnąc za te kluczowe decyzje w klubie sznurki – z tym związaną presję?

Nie ma co ukrywać, stres i odpowiedzialność to środowisko w którym funkcjonuję. Dlatego staram się nie pozwalać sobie na odpoczynek i niemal zawsze jestem dla klubu. A z pewnością nie wyjeżdżam na dłuższe urlopy. Związane jest to z tym, że chcę by nasi partnerzy i sponsorzy, mający często bardzo wysokie wymagania, czuli się spełnieni w każdym aspekcie. Tutaj też muszę coś dodać, nie byłoby to wszystko możliwe gdyby nie moja narzeczona Ana, która również się zaangażowała w pomoc dla mnie oraz klubu. Gdyby nie ona, nie mógłbym działać na takich obrotach.

Widzisz już metę planu jaki założyliście na funkcjonowanie Panthers?

Nie widzę i zobaczyć ją będzie bardzo trudno, bo cały czas jest ona przesuwana dalej. Dawno temu mówiono, że w stolicy Dolnego Śląska nie będzie jednego klubu. Później, że nigdy nie będziemy w telewizji. Następnie, że nie będziemy mieli obiektu do gry. Były też głosy, że w Europie sobie nie poradzimy. To są cele zdobyte, ale osiąga się je krocząc do mety. A że kolejne i pewnie następne przed nami, to perspektywa osiągnięcia mety nigdy się nie spełni.

Czego wam życzyć w najbliższych miesiącach?

Zdrowia, bo jeżeli ono przy nas będzie, to ze wszystkim innym sobie poradzimy. Natomiast osobiście życzyłbym sobie normalnej sytuacji z naszym sportem w kraju. Marzy mi się normalny związek sportowy. To marzenie jak najbardziej do spełnienia i też mam świadomość, że jest to ostatni dzwonek przed tym, by nie stracić pokolenia świetnych futbolistów i osób, które często całe życie poświęcają na jego rozwój.

Wywiad przeprowadził i spisał: Karol Potaś

Autor zdjęcia: Łukasz Skwiot Fotografia Sportowa

Grafika: Michał Kołek

%d