Skip to content

TOP 3 – week 1

Kto zasłużył na wyróżnienie, kto rozczarował, jakie jest nasze zdarzenie tygodnia? Zapraszamy na cotygodniowe redakcyjne zestawienie TOP3!

Wyróżnienie tygodnia:

Jakub Ciurkot: Brian Daboll

Niebieska część Nowego Jorku w ekstazie! New York Giants wygrali pierwszy mecz w sezonie z Tennessee Titans 21:20. Brian Daboll nie mógł wymarzyć sobie lepszego debiutu w roli pierwszego trenera. W końcówce spotkania pokazał cojones, stawiając wszystko na jedną kartę. Zamiast wybrać bezpieczniejszą opcję, czyli podwyższenia za punkt i tym samym doprowadzić do dogrywki, postanowił zagrać podwyższenie dwupunktowe. Udało się i dzięki temu niebieska część Nowego Jorku prawdopodobnie dalej świętuje zwycięstwo. Filmik z szatni zawodników Giants nie wymaga komentarza. Czapki z głów Panie Daboll! Tak trzymać!

Karol Potaś: Devante Adams

Raiders przegrali z Los Angeles Chargers, więc pewnie ekipa z Las Vegas nie ma zbyt wiele powodów do radości, ale obiektywnie trzeba stwierdzić, że Adams był znakomity. Złapał 10 piłek, na 141 jardów i przyłożenie. Oczywiście, to tylko week 1, ale już teraz widać, że chemia z Carrem, jeszcze z czasów NCAA, trwa nadal i przyniesie mnóstwo jardów i przyłożeń.

Paweł Sałata: zawodnicy i fani Chicago Bears

Aura pogodowa nad Soldier Field była tak koszmarna, że ten mecz źle się oglądało nawet na kanapie w ciepłym domu, a co dopiero mówić o uczestniczeniu w tym wydarzeniu. Tymczasem fani i zawodnicy odnaleźli się w takiej atmosferze świetnie. Pokazując olbrzymie serce do tego sportu. Zawodnicy zresztą byli skazywani na porażkę i przed tym meczem i przed całym sezonem. Tymczasem pokazując mnóstwo zaangażowania i poświęcenia wyszarpali pierwsze zwycięstwo już w pierwszej kolejce. W dodatku mając przy tym sporo frajdy

https://vm.tiktok.com/ZMF1Dyp8b/

Dariusz Grzybowski: Steelers

Whoah, cóż to był za popis! Defensywa z Pittsburgha zapewniła trudne spotkanie Joe Burrow i jego kolegom. Nerwy były oczywiście do ostatnich minut, ale ostatecznie Steelers byli górą i sprawili dużą niespodziankę.

Adrian Glejzer: Minnesota Vikings

Latem po wielu latach zespół zmienił trenera – Mike’a Zimmera zastąpił Kevin O’Connell. Młody, ofensywnie nastawiony trener miał wnieść drużynę na wyższy poziom. Minnesota przegrała wszystkie mecze przedsezonowe, co nie napawało optymizmem, ale kiedy przyszło do grania o stawkę, zobaczyliśmy nowych Vikings. Ofensywa grała efektownie i z pozytywnym nastawieniem, czego brakowało w ostatnich latach, a defensywa pozwoliła Packers Aarona Rodgersa na zaledwie siedem punktów. Zwycięstwo z bezpośrednim rywalem do wygrania dywizji może się okazać bardzo ważne na koniec sezonu, a póki co pozytywnie nastawiło fanów na resztę roku.

Kamil Sławecki: Lions + Jaguars

Niestandardowo, w tym tygodniu na wyróżnienie zasługują dwie nieoczywiste drużyny. Drużyny, które spokojnie można określić czerwonymi latarniami ligi (a może już nie długo…?). Uznałem, by dobre słowo powiedzieć zarówno o Detroit Lions jak i Jacksonville Jaguars. Faktem jest, że obie drużyny przegrały swoje mecze, podobnie jak większość meczy w ubiegłym sezonie. Pytanie za co to wyróżnienie? Właśnie za serce, które włożyli w mecz oraz za walkę jaką pokazali na boisku. Przy odrobinie szczęścia zarówno Lions, jak i Jaguars, mogli wyjść z meczu zwycięsko. Losy spotkania ważyły się do samego końca.

Dawid Pańczyszyn: Kansas City Chiefs
Po utracie Hilla, wydawało się, że podpisanie Smith-Schustera czy MVS-a, to jedynie łatanie dziury, która i tak pozostanie widoczna. Okazuje się jednak, że Chiefs bez Geparda to nadal okrutnie silna drużyna, która potrafi bez większego problemu poradzić sobie z Cardinals. Mahomes skończył mecz z najlepszymi wynikami w całej lidze, a i tak nie musiał zostać na boisku do ostatniego drive-u. Andy Reid tak poukładał te klocki, że jego rozgrywający mógł się nimi bawić, robiąc co tylko przyjdzie mu do głowy. W efekcie mamy drużynę, w której nawet kiedy zepsuje się kicker, wskakuje Safety i solidnie go zastępuje. Talk about depth.

***

Rozczarowanie tygodnia:

JC: tegoroczni uczestnicy Super Bowl

Zarówno zdobywcy Super Bowl, czyli Los Angeles Rams, jak i ich oponenci Cincinnati Benglas, przegrali swoje pierwsze spotkania. Rams ulegli Buffalo Bills, natomiast Bengals przegrali z Pittsburgh Steelers. Osobiście jestem rozczarowany postawą obydwu drużyn. Nie ukrywam, że cieszy mnie taki obrót spraw, jednak patrząc obiektywnie, zarówno jedni, jak i drudzy, po prostu dali ciała. Joe Burrow i Matthew Stafford zagrali fatalne zawody. Byli nie do poznania. Zawodnicy, którzy w poprzednim sezonie byli liderami swoich drużyn i gwiazdami w lidze. Falstart na początek, zobaczymy jak zareagują na taki stan rzeczy w week 2.

KP: Denver Broncos

W jednym z podcastów przedsezonowych słyszeliśmy głosy, że Broncos są zespołem, który może – w sprzyjających okolicznościach – wygrać AFC West i w PO walczyć o może nawet udział w Super Bowl. A co widzieliśmy w Seattle? Końcówka spotkania absolutnie przerosła ich nowego trenera Nathaniela Hacketta i przegrali z jedną z ekip, która najpewniej otworzy przyszłoroczny draft. Czy Broncos wyciągną z tej porażki wnioski?

PS:  playcalling w końcówkach meczów.

W kilku spotkaniach dochodziło do absurdalnych i niezrozumiałych decyzji trenerskich, w momentach kiedy zespół gonił wynik i miał realną szansę na wyjście na prowadzenie, pod sam koniec meczu. O ile jestem w stanie zrozumieć, że niektóre drużyny, czy zawodnicy w pierwszej kolejce nie są jeszcze w odpowiedniej formie, że schematy nie działają jeszcze perfekcyjnie i ostatecznie zespół zaczyna sezon od falstartu będąc murowanym faworytem w danym meczu, o tyle nie jestem w stanie pojąć i zaakceptować braku odpowiednich decyzji po stronie sztabu trenerskiego. Nathaniel Hackett nie zatrzymał zegara w ostatniej minucie meczu z Seahawks, nie zdecydował się na danie szansy Russelowi Wilsonowi na ugotowanie czegoś wyjątkowego w końcówce. Wolał zaufać, że kicker Broncos niemalże pobije rekord ligi w długości kopnięcia FG, niż że jeden z najlepszych QB w lidze zdobędzie kolejne 5 jardów. Z kolei Lovie Smith z Houston Texans zamiast próbować grać o decydujące kopnięcie w dogrywce meczu z Colts wolał palić zegar do końca i zadowolić się remisem. Na dokładkę (choć już z mniejszą winą) OC Titans Todd Downing, który ostatni snap przed kopnięciem Randyego Bullocka rozegrał w taki sposób, że zamiast zdobyć jakiekolwiek jardy, lub poprostu ich nie stracić wywołał akcje po której zespół stracił kolejne 3. Ostatecznie nie było to decydujące o niepowodzeniu kickera, bowiem rzecz działa się w okolicach czterdziestego jarda, jednak zdecydowanie łatwiej myśleć o pozytywnych wynikach kiedy koordynatorzy starają się pomagać, a nie przeszkadzać w wykonywaniu obowiązków. 

DK: Broncos

Russell Wilson dostał „na dzień dobry” mecz ze swoją ex-drużyną i przegrał. Seahawks typowani są do najgorszego bilans w tym roku i co prawda nie jest to jeszcze wykluczone, to niewątpliwie drużyna z Denver powinna sobie z nimi poradzić.

AG: Nathaniel Hackett

Trener debiutant podjął co najmniej dziwną decyzję w poniedziałkowej końcówce spotkania Broncos-Seahawks. Na 55 sekund przed końcem meczu przegrywające punktem Denver potrzebowało zdobyć pięć jardów w czwartej próbie, by ofensywa mogła pozostać na boisku. Broncos nadal dysponowali trzema timeoutami, więc wszyscy spodziewali się, że jeden z nich zostanie wykorzystywany na przygotowanie akcji, która pozwoli zbliżyć się do pola punktowego rywali. Zamiast tego, Denver pozwoliło, by kilkadziesiąt sekund uciekło z zegara, po czym… wzięło timeout i zdecydowało się na kopnięcie. Byłoby to bardzo naturalne podejście w tej sytuacji (odebranie czasu rywalom i kopnięcie dające zwycięstwo), gdyby nie to, że field goal miał mieć 64 jardy. W historii ligi tylko dwa razy zdarzyło się, by kicker trafił z takiej odległości. Trzeciego nie zobaczyliśmy, bo Brandon McManus minimalnie spudłował. Ciężko uwierzyć, że Hackett bardziej ufał kickerowi, że trafi z takiej odległości, niż nowej gwieździe zespołu, Russellowi Wilsonowi, że zdobędzie pięć jardów.

KS: Ofensywa Cowboys

Ofensywa Cowboys – w tym tygodniu wpasowuje się idealnie do tej kategorii. Pewnie większość z was już słyszała, że jest to jedyna drużyna która w pierwszym tygodniu rozgrywek nie zdobyła nawet jednego przyłożenia. Zaczęło się obiecująco od 3:0 i na tym zakończył się dorobek punktowy ekipy z Teksasu. W ciągu trwania całego meczu, ofensywa niezbyt często znajdowała się w redzone przeciwnika.

Odejście Coopera. Kontuzje Gallupa, Washingtona i linii ofensywnej. Duża odpowiedzialność spadająca na CeeDee Lamb’a. Nie najlepsza skuteczność Daka, którego występ na dodatek zakończył się kontuzją. Wiele można by wymieniać co wpłynęło na tak słabą dyspozycję ofensywy, która przecież rok temu była w rankingach na samym szczycie.
Nie wygląda by w najbliższym czasie miało się wszystko radykalnie zmienić – póki czołowi zawodnicy nie wrócą z kontuzji, kibice Dallas muszą uzbroić się w cierpliwość.

DP: Denver Broncos

A dokładniej rookie HC Nathaniel Hackett. Pierwszy tydzień, a za nami nie tylko mecz roku, ale też upset roku. Russell miał wrócić i pokazać, że bez smyczy rzeczywiście jest unlimited. Okazało się natomiast, że smycz nadal jest przypięta, ale zamiast ego Carolla, trzyma ją niedoświadczenie head Coacha Broncos. Co prawda Seattle trochę odwróciło narrację co do goal line i zamiast oddawać piłkę w końcówce tym razem dwa razy z rzędu odebrało ją przeciwnikom w kluczowych momentach. Nie zmienia to faktu, że Hackett uznał, że drugie najdłuższe kopnięcie w historii jest bardziej prawdopodobne od zdobycia 5 jardów. Mając trzy timeouty i minutę na zegarze w zapasie. Z rozgrywającym, który niedawno dostał ćwierć miliarda dolarów. Peyton Manning w ManningCast wział timeout dokładnie 62 razy, zanim zrobił to nowy trener Broncos. Okazuje się, że doświadczenie to jednak niezastąpiony składnik sukcesu.

***

Zdarzenie tygodnia:

JC: Porażka Russella Wilsona, po powrocie do domu

Wilson zaliczył debiut w barwach Denver Broncos. Debiut na stadionie, na którym grał domowe mecze od 2012 roku. Seahawks nie okazali się jednak gościnni. Byli skazywani na pożarcie, jednak pokazali charakter i to oni wygrali ten mecz. Broncos zaliczyli potężny falstart, Wilson debiut w Broncos może wyrzucić do śmieci, a Seahawks pokazali, że świat bez Wilsona w Seattle istnieje. Osobiście jestem bardzo ciekawy jak potoczy się dalsza przyszłość obydwu ekip. Broncos mieli być mocni, ale wywrócili się na linii startu, natomiast Seahawks mieli być fatalni, a jak się okazuje wcale nie musi tak być.

KP:  Problemy w ofensywie Green Bay Packers

Nie to, żebym był jakoś zszokowany, że mają trudności ze zdobywaniem punktów, ale tego, że Aaron Rodgers nie będzie asystował nawet przy jednym przyłożeniu, nie zakładałem. Packers mają duże problemy z budowaniem akcji podaniowych. Muszą jak najszybciej zbudować relacje z nowymi odbierającymi, bo jeśli to się nie stanie, sezon bez Adamsa może być dla nich bardzo trudnym doświadczeniem. Szczególnie w momencie, gdy pojawiły się też problemy z linią ofensywną.

PS: overreacting Tuesday.

Celowo w całym moim zestawieniu nie skupiałem się dzisiaj na zespołach i zawodnikach. Pierwszy tydzień ma to do siebie, że dzieją się rzeczy niewytłumaczalne. Faworyci zawodzą, inni niespodziewanie triumfują. To jest z kolei pożywką dla fanów i niektórych ekspertów, aby przez następny tydzień roztrząsać wydarzenia, szukać szokujących statystyk i analiz, a następnie wyciągać zbyt daleko idące i pochopne wnioski. Nie inaczej było i w tym tygodniu. Od wtorku, cały czas słyszeliśmy o tym kto „na pewno będzie mistrzem”, kto „musi natychmiast zostać zwolniony”, fani zwalniali zawodników ze swoich składów fantasy, a grupy kibicowskie pękały w szwach od opinii i gorących dyskusji. Jest to o tyle zrozumiałe, że długo czekaliśmy na rozpoczęcie tego sezonu. Rozpoczął się z czystą karta dla każdego zespołu, budzi więc olbrzymie emocje. Warto jednak pamiętać, że Week 1 taki już po prostu jest – dziwny – i wszelkie przedsezonowe predykcje wcale nie muszą się okazać nietrafione. Warto z opiniami i weryfikacja oczekiwań poczekać jeszcze 2-3 kolejki.

DK: kontuzja Harrisona Butkera

Kopacz KC Chiefs uszkodził kostkę w meczu przeciwko Cardinals i nie zagra w tym tygodniu. To nigdy nie jest łatwa sytuacja dla drużyny, szczególnie gdy kicker ma umiejętności na tak wysokim poziomie jak Butker.

AG: Tzw. “wczesne okno spotkań”…

… o godzinie 19 w niedzielę dostarczyło niesamowitych emocji. Dla tych, którzy nie mogli zarwać czwartkowej nocy (jestem w tej grupie), była to pierwsza okazja do zobaczenia NFL na żywo, po siedmiu miesiącach przerwy. Zacięte końcówki, dogrywki, zwycięskie i spudłowane kopnięcia, i niesamowite emocje. NFL dostarczyło emocji, za którymi jako fani bardzo tęskniliśmy.

KS: Czerwone latarnie ligi zwyciężają

Ponownie spojrzymy nie na czołówkę ligi, ale na drużyny, które znane będą z zajmowania lokat w dolnych partiach tabeli. Seattle Seahawks oraz Chicago Bears – zastanawiam się, wynik meczu której drużyny bardziej zasługuje na miano zdarzenia tygodnia. Obie drużyny spisane na porażkę, znacznie osłabione i stawiane w roli kandydatów do najlepszych wyborów w drafcie. Tymczasem, zarówno Seattle jak i Chicago podjęły rękawicę, spięły się, zawalczyły i… wygrały! Nie byłoby o tym tak głośno, gdyby zwycięstwa zanotowane były przeciwko drużynom z podobnej półki. Tym razem nie sprawdziły się typy bukmacherów.

Cała  praca ekipy z Seattle przy końcu spotkania mogła pójść na marne, ale zmarnowany field gol Broncos, przypieczętował zwycięstwo słabszej drużyny, która do drugiego tygodnia wchodzi z bilansem 1:0.
W Chicago wygrana wyglądała lepiej, spokojniej – drużyna, która miała nie wzbudzać zbytnio emocji, pewnie zwycięża z 49ers przewagą aż dwóch posiadań piłki.

Jasne jest, że ani u jednych, ani u drugich pierwszy tydzień nie wróży to długiej drogi do Superbowl, ale na pewno pozytywnie wpłynie na nastawienie zawodników w obu tych drużynach.

DP: rywalizacja Steelers-Bengals

Na początku wydawało się, że historią tego spotkania będzie Joe Burrow. Po zeszłorocznej drodze do Super Bowl, nikt nie spodziewał się, że akurat ten QB będzie rozdawał przechwyty, ale schodząc do szatni miał ich już 3, a dodatkowo dorzucił fumble. Druga połowa dała nam jednak nowe nagłówki, które nie wymazały tych o QB Bengals, ale na pewno je przyćmiła. Było wszystko czego można chcieć od futbolu, po tak długiej przerwie od NFL to spotkanie było dla każdego fana niczym łyk zimnego piwa po koszeniu w upalny dzień. Nie zabrakło też, klasycznej dla starć tych drużyn AFC North, agresywności i wzajemnej niechęci. Było to niczym przyprawa, która nie definiuje całego dania, ale na pewno sprawia, że jest bardziej pikantne.

***

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Leave a Reply

%d bloggers like this: