Skip to content

TOP 3 – week 7

Kto zasłużył na wyróżnienie, kto rozczarował, jakie jest nasze zdarzenie tygodnia? Zapraszamy na cotygodniowe redakcyjne zestawienie TOP3!

Wyróżnienie tygodnia:

Jakub Ciurkot: Cinncinati Bengals

Bengals rozgrywają fantastyczny sezon. Rekord 5-2 i prowadzenie w Konferencji AFC nie wzięło się znikąd. W tą niedzielę Bengals dosłownie przejechali się po Baltimore Ravens (wygrana 41:17 na wyjeździe). Duet QB Joe Burrow-WR Ja’Marr Chase rozumie się bez słów. Prawdopodobnie mogli by grać razem z opaskami na oczach. Muszę przyznać, że jestem podjarany tym projektem i zarazem ciekawy jak potoczy się dalej przygoda Bengals. Wielkie brawa za ten weekend i oby tak dalej.

Piotr Zach: Cincinnati Bengals na szczycie AFC

Po Week 1 każdy taki nagłówek mógłby się obronić, nawet z drużyną z Nowego Jorku. Po Week 7 i wpakowaniu Baltimore Ravens do blendera ten nagłówek robi wrażenie. I to kolosalne. Tygrysy o 180 stopni zmieniły swoją sytuację w lidze względem poprzednich sezonów, Joe Burrow podkreśla, że jest wyborem na lata (w dodatku zeszłoroczna kontuzja wydaje się być tylko złym wspomnieniem), Ja’Marr Chase gra na kodach, a chemia w formacjach zdaje się rosnąć z meczu na mecz. To nie będzie pewnie oryginalne wskazanie po tym tygodniu, ale całkowicie zasłużone.

Paweł Sałata Cincinnati Bengals

Tygrysy na czele AFC? Czy mi się to śni? W żadnym wypadku. Takie są fakty. Joe Burrow prowadzi zespół z Cincinnati w kierunku play offów. Ciężko powiedzieć, czy się tam zamelduje, gdyż kalendarz przed nim w dalszym ciągu ciężki, jednak drużyna imponuje formą i wykonuje kolejne kroki ku temu. W minioną niedzielę wykonała chyba największy z dotychczasowych, pokonując aż 41:17 rozpędzonych Baltimore Ravens, którzy pomijając falstart na otwarcie sezonu z Raiders zdejmowali skalp za skalpem i mieli na rozkładzie już pokonanych Chiefs, oraz inną rewelację sezonu, czyli Chargers. Tych ostatnich przed tygodniem pokonali w tak mocnym stylu, że przez cały tydzień rozmawialiśmy o Krukach w kontekście Super Bowl, a tymczasem Burrow – Chase connection sprowadziło nas i Lamara Jacksona z powrotem na ziemię. Powiedzieć, że to zaskoczenie to mało. Przecież jeszcze przed tym sezonem obawialiśmy się, czy Burrow w ogóle będzie miał szansę pokazać swoje umiejętności w pełni i czy uda mu się uniknąć kolejnej poważnej kontuzji wobec braku wzmocnień w linii ofensywnej. Tymczasem linia funkcjonuje na tyle, że młody rozgrywający błyszczy, a sprowadzenie do drużyny jego ulubionego celu z drużyny uniwersyteckiej pozwoliło stworzyć niesamowicie groźny duet, przy którym rozwijają się również inni zawodnicy. Czy Bengals są już kontenderem do Super Bowl? Jeszcze bym tego nie powiedział, ale awans do play offów przy takiej dyspozycji stawiam w ciemno.

Adrian Glejzer: Cincinnati Bengals

Nowi liderzy konferencji z łatwością rozbili faworyzowanych Ravens 41 do 17 w ostatnią niedzielę. Byli moim kandydatem do niespodzianki sezonu w 2020, jak widać po ostatnich spotkaniach pośpieszyłem się z tym typem o rok. Zdrowy Joe Burrow i wzięty w drafcie Ja’Marr Chase stanowią zabójczą kombinację, a defensywa po cichu rozgrywa naprawdę solidny sezon. Jeżeli nie wydarzy się katastrofa, zobaczymy ich w playoffs, być może nawet w kilku spotkaniach.

Miłosz Marek:  Tennessee Titans

Ekipa z Nashville rozbiła ubiegłorocznych uczestników Super Bowl – Kansas City Chiefs, mimo sporych problemów kadrowych. Tydzień po tygodniu ograła dwie najlepsze ekipy AFC poprzednich rozgrywek. To powinno robić wrażenie, a mimo to widać, że Titans otrzymują niewiele „miłości” od krytyków, znawców i dziennikarzy. Wszystko przez stwierdzenie „jeśli Henry wypadnie, nie będzie drużyny”. A co jeśli będzie?

Maciej Zając: Bengals

Demolka jaką Burrow i koledzy urządzili Ravens to chyba największa niespodzianka w tej kolejce. Nie chodzi o wygraną, bo bilans Bengals i walka 'na niecelne kopy’ z Packers pokazywały, że są mocni – jednak chyba nikt nie spodziewał się, że na oczach ponad 70 tysięcy widzów, w Baltimore urządzą Ravens lekcję footballu. Niemal bezradny w grze podaniowej Lamar (poniżej 50% celnych podań!), linia która przepuściła aż 5 sacków, a do tego problemy z 3 i 4 próbami. W Ravens nie zagrało nic, ale… duża w tym zasługa obrony Bengals którą trzeba pochwalić. Niesamowita robota!

*

Rozczarowanie tygodnia:

JC: Kansas City Chiefs

Bez dwóch zdań w Kansas City mają twardy orzech do zgryzienia. Ich sytuacja w dywizji nie jest kolorowa, ale to już pal z tym. Problem jest na boisku. Defensywa nie istnieje, ponadto w słabszej dyspozycji jest Patrick Mahomes. Nie ma co sie pastwić nad Chiefs. Rozczarowaniem bez wątpienia są i na tym ich temat zakończmy. Może za tydzień ruszy maszyna 😉

PZ: Carolina Panthers

Od pastwienia się nad Kansas City Chiefs i ich analizowania mamy w redakcji odpowiednich ludzi, ale słowem wstępu warto zaznaczyć, że coś bardzo złego się tam dzieje – a czas na rozpracowanie tego staje się już bardzo krótki. Ja chciałem po tym tygodniu zwrócić jednak uwagę na równię pochyłą Panthers. Wybuch 3-0 był niespodziewanym, ale o ile koty opisywane przeze mnie wyżej rozgryzły utrzymanie swojej dobrej formy, tak Panterom wszystko się posypało. 3-25 z NY Giants to wynik będący gwoździem do trumny póki co, zamykającą się kurtyną. Sam Darnold poczuł powiew świeżości po odejściu z Jets, ale coraz bardziej wznieca dyskusje na temat swojego faktycznego miejsca w lidze (jego braku?).

PS: Shawn Hochuli i jego zespół sędziowski z meczu w Seattle

Chyba każdy z redaktorów miał już w tym sezonie swój rant na temat  sędziowania w NFL. Zazwyczaj szczególnie dotyka nas zepsute sędziowanie w meczu, który oglądamy ze szczególnym zaciekawienie, lub w meczu naszej drużyny. Tym razem padło na mnie i MNF w którym wystąpili New Orleans Saints, grając przeciwko Seattle Seahawks. Już przed meczem czytając kto został oddelegowany do sędziowania, mogłem się nastawić, żę sędziowie będą jedną z głównych “atrakcji” spotkania, gdyż zespół Shawna Hochuliego lideruje w statystykach największej liczby rzuconych flag. Jak się przekonałem podczas meczu statystyka ta nie bierze się znikąd. Mecz w Seattle ciężko się oglądało z wielu powodów. Osłabieni gospodarze, nierówno grający goście, paskudna pogoda. Niestety arbitrowie postanowili widowisko jeszcze bardziej obrzydzić rzucając niezliczone ilości flag za unnecessary roughness, czy taunting. Mecz stał się naprawdę nieprzyjemny w odbiorze, gdy był co chwilę przerywany karami indywidualnymi. Nie to jednak było najgorsze w postawie sędziów. Najgorszy był fakt, że wbrew sporej aktywności zdawali się kompletnie nie panować nad sytuacją na boisku. Kilkakrotnie poważnie iskrzyło między zawodnikami. Głównie między DK Metcalfem i Marshonem Lattimorem między którymi nieomal nie doszło do bójki. Sędziowie reagowali na te sytuacje bardzo wybiórczo i karali jedynie jedną stronę tego konfliktu. Koniec końców nie spowodowało to wypaczenia wyniku, gdyż za sprawą Alvina Kamary szala zwycięstwa wyraźnie przesunęła się na stronę Świętych. Jednak niesmak po tego typu popisach sędziowskich pozostanie mi do tej ekipy na długo

AG: Kansas City Chiefs

To było zdecydowanie najgorsze spotkanie zespołu w erze Patricka Mahomesa. Trzy zdobyte punkty to zdecydowanie najgorszy wynik, jaki sprezentowała ofensywa zbudowana na Mahomesie, Tyreeku Hillu i Travisie Kelce. Gorzej być nie może, ale marne to pocieszenie dla jednego z przedsezonowych faworytów do sezonu, który coraz bardziej oddala się od czołówki konferencji.

MM: Chicago Bears

Kibice Bears nie mają łatwego życia od lat, ale przed obecnymi rozgrywkami liczyli, że przyjście nowego rozgrywającego odmieni historię całej organizacji. Tak się jednak nie stało. Medialny i kibicowski krzyk oraz kontuzja Andy’ego Daltona sprawiła, że Matt Nagy postawił na Justina Fieldsa, ale ten w pierwszych tygodniach, delikatnie rzecz ujmując, nie utrzymuje na swoich barkach ciężaru utrzymania ataku. Do tego defensywa nie miała zbyt wiele do powiedzenia w starciu z Tomem Brady’m. Bilans pokazuje, że w Chicago jest zdecydowanie lepiej, niż gają Bears. I światełka w tunelu na kolejne tygodnie nie widać…

MZ: Chiefs

Panie, idź pan… Szkoda gadać. Najgorszy mecz tej drużyny od kiedy trenerem jest Andy Reid. Ale sam wynik wcale nie jest najbardziej denerwującą częścią tego meczu. Frustrujące było niemal wszystko, od usilnie grającego heroball Mahomesa, przez bezradnych receiverów, aż po Chrisa Jonesa i Franka Clarka który grali z takim zapałem, że nie zatrzymaliby mnie… (a daleko mi do silnego i wysportowanego) słowem – TRAGEDIA. Jeśli do bye weeku Chiefs nie wyjdą na plus (a rywale nie będą łatwi Cowboys, Giants, Raiders i Packers) to powoli można zamykać sezon. SZOK.

*

Zdarzenie tygodnia:

JC: historyczny trade na linii kibic-Tampa Bay Buccaneers

Do niecodziennej sytuacji doszło po spotkaniu obecnych mistrzów NFL z Chicago Bears.
Po jednym z przyłożeń WR Mike Evans podarował piłkę kibicowi. Piłkę, która była 600 rzuconym przyłożeniem Toma Brady’ego w NFL. Po spotkaniu organizacji udało się odzyskać piłkę. Kibic bez wahania oddał futbolówkę, a w zamian dostał o wiele więcej. Bowiem w jego ręce trafiły takie oto fanty: voucher na 1000$ do klubowego sklepu, inną piłkę z meczu, kask i dwie koszulki podpisane przez Toma Brady’ego, koszulkę z autografem Mike Evansa, bilety na sezon 2021 i 2022 oraz 1 BTC.

PZ: „Odda pan nam tę piłkę, prosiiiimy”

Tampa Bay Buccaneers mogli poczuć się jak skazany na łaskę sąsiada dzieciak, u którego za płotem wylądowała piłka. Social media zalała sprawa piłki, ale nie byle jakiej – tej, którą złote ręce Toma Bradyego wykonały 600 podanie na TD. Nabuzowany adrenaliną Mike Evans oddał ją fanowi z pierwszego rzędu, a wszyscy wstrzymali oddech. Pamiątka mogłaby być warta bez problemu ponad 500 tys. $, jednak po interwencji sztabu Bucs, mimowolny gwiazdor z trybun zgodził się na trade z klubem. Ogólnie sytuacja skończyła się przyjemnie, Brady ma sentymentalny artefakt, kibic paczkę gadżetów i tzw. „lifetime moment” do opowiadania wnukom, a Mike Evans zapewne musiał znieść kilka żarcików w swoją stronę.

PS:“A nie mówiłem?” czyli Titans vs Chiefs

Przed tygodniem postawiłem śmiałą tezę, że meczem z Bills zespół z Tennessee postawił poważne fundamenty by ruszyć w kierunku finałów. Zastrzegłem jednak, że stawiam tę tezę na wyrost i poważna weryfikacja nadejdzie w tygodniu siódmym wraz z meczem przeciwko Chiefs. Dzień meczu nadszedł, a Titans wyszli na boisko i najzwyczajniej w świecie zmietli Patricka Mahomesa i spółkę z placu gry. 27:3 przeciwko niedawnym mistrzom i finalistom sprzed roku? Prosze bardzo. Oczywiście, wszyscy wiemy, że Chiefs w tym roku zmagają się z licznymi problemami, a ich defensywa niemal nie istnieje. Jednak nie odbiera im to całkowicie klasy jaką prezentują. Zwłaszcza w ofensywie. Tymczasem niedoceniana i nie najmocniejsza defensywa Titans całkowicie wyłączyła Chiefs z uderzenia. W ofensywie gdy wszyscy przed telewizorami, tak samo jak i obrońcy zespołu z Kansas spodziewali się, że większość ataku weźmie na siebie jak zwykle Derrick Henry, Titans pokazali o wiele większy wachlarz możliwości, czego najlepszym przykładem jest akcja rozegrana przy pierwszym przyłożeniu, gdy King Henry zabawił się w rozgrywającego podając piłkę zza linii wznowienia prosto do TE MyCole’a Pruitta wbiegającego do endzone rywali. Titans najwyraźniej złapali rytm, złapali luz i zaczynają grać to czego oczekuje od nich Mike Vrabel. Udowodnili, że potrafią grać i wygrywać z czołówką. Ich drugie miejsce w konferencji nie jest przypadkiem i reszta zespołów AFC powinna się zacząć z nimi liczyć. A sama dywizja AFC South z jednej z najsłabszych może się okazać całkiem ciekawa do śledzenia, ponieważ pomimo, że rządzą tam Titans, to i Indianapolis Colts zaczynają grać coraz lepiej. Rywalizacja o play offy pomiędzy tymi drużynami  będzie bardzo ciekawa w dalszej części sezonu. Natomiast co można powiedzieć o przegranych niedzielnego meczu? Wygląda na to, że Chiefs będą musieli znacząco zrewidować swoje oczekiwania co do tego sezonu i mocno się spiąć żeby w ogóle powalczyć o fazę play off,  gdyż porażka z Tennessee znacznie ich od tego oddaliła, a wydawało się to przed sezonem niemożliwe. Sam zresztą typowałem zespół Andyego Reida do występu w samym Super Bowl. Na teraz nie ma takiej możliwości, a i walka o play offy będzie bardzo trudna patrząc na dywizję oraz nowe siły w całej konferencji.

AG: 600 przyłożeń Toma Brady’ego

Kolejne osiągnięcie najlepszego zawodnika w historii NFL, które ciężko sobie wyobrazić, że zostanie kiedyś pobite. Brady śrubuje rekordy mając 44 lata, a patrząc na jego grę trzeba zacząć rozważać opcję, że pogra do pięćdziesiątki. Nierealne? a czy ktoś parę lat temu myślał, że 44-letni Brady będzie przewodził lidze w jardach i przyłożeniach, i walczył o statuetkę MVP?

MM: Oglądalność stale rośnie

Może w tym tygodniu nie było meczu, który spektakularnie przyciągnął uwagę widzów, nie ma nowego rekordu, ale jak informuje NFL Media – od początku tegorocznych zmagań mecze zajmują aż 39 czołowych pozycji w rankingu najchętniej oglądalnych programów TV w USA. Jeden mecz średnio (w TV i online) ogląda 16,5 mln osób, co jest 10-procentowym wzrostem względem poprzedniego roku. Kosmos!

MZ: JJ Watt wypada z gry

Chwilę temu w świat poszła informacja, że ex-Texans JJ Watt w meczu właśnie z drużyną z Houston nabawił się ciężkiej kontuzji która skutkować musi operacją, a ta kończy sezon Watta. Ogromne osłabienie Cardinals, którzy powoli klarowali się jako jedni z największych faworytów do ostatecznego tryumfu. Jak zagrają bez gwiazdora obrony? Dowiemy się już dziś w meczu z Packers.

Leave a Reply

%d bloggers like this: