Skip to content

Tour de Polska #14

Długi weekend majowy, był też długim weekendem futbolowym. Mecze rozgrywane były od soboty do poniedziałku, a kibice mieli okazję przeżyć wiele emocji i zobaczyć dużą liczbę przyłożeń. Ciekawe informacje pojawiły się też we Wrocławiu, gdzie Panthers przygotowują się do pierwszego w historii sezonu European League of Football. Zapraszamy do lektury tekstu Darka Grzybowskiego.

PFL1

Kolejka 3

Lowlanders Białystok – Warsaw Mets

W Białymstoku nie zabrakło emocji, a przebieg spotkania zaskoczył zapewne wiele osób.

Pierwsi piłkę mieli goście. Udało im się zdobyć kilka pierwszy prób, ale nieprawdopodobna presja linii defensywnej Lowlanders zmusiła Mets do odkopnięcia piłki. Kibice gospodarzy nie musieli długo czekać na punkty, bo już w pierwszej akcji, wspaniałym długim podaniem do Benjamina Lolmeda popisał się Derrick Evans Jr. Za punkt podwyższył dobrze znany polskim kibicom, nowy kicker Ludzi z nizin – Krzysztof Ufnal, który dołączył do składu, aby zagrać ostatni sezon ze swoim przyjacielem Konradem Mariańskim.  Na tablicy wyników mieliśmy 7:0.

David Ash i jego koledzy próbowali dostać się do redzone gospodarzy, ale defensywa przeciwnika była w rewelacyjnej formie i skutecznie to utrudniała. Nie oznacza to jednak, że Mets byli chłopcami do bicia. Ich formacja obronna rozkręcała się z każdą akcją, a na początku spotkania szczególnie wybijali się Zachary Blair oraz Mateusz Szczęk, swoją drogą byli gracze białostoczan.

W drugiej kwarcie nastąpiło osłabienie formacji defensywnej Lowlanders, kiedy za targeting wykluczony został Yan Khalimon. Podczas tej samej serii zagrywek, David Ash (rozgrywający drużyny z Warszawy) pokazywał, że doskonale wie jak uniknąć sacka, kiedy potrafił „zrzucić” z siebie prawie 7 zawodników. Niestety dla gości, tak jak unikanie powalenia „szło” Ashowi świetnie, tak puntowanie wychodziło znacznie gorzej, co dawało białostoczanom dobrą pozycję na boisku, tak samo jak słaba postawa linii ofensywnej gości.

Ludzie z nizin tuż po 2 minute warning znaleźli się w redzone, gdzie spróbowali biegu Derricka Evansa, którego szybko dopadli defensorzy Mets. Tuż przed przewróceniem się, amerykański rozgrywający został jeszcze „dociążony” przez Zacha Blaira, co spowodowało jego uraz. Przez chwilę wydawało się, że mogło ucierpieć nawet kolano, finalnie – na szczęście – nie był to tak poważny uraz, chociaż QB nie pojawił się już do końca spotkania. Na boisko wszedł natomiast QB Marcin Wojtulewicz i w pierwszej akcji oddał piłkę na TD Krzysztofowi Czaplejewiczowi. Tym razem jednak podwyższenie Ufnala okazało się nieudane i Lowlanders prowadzili 13:0.

Jeszcze przed przerwą  również swoje pierwsze podanie wykonał Wojtulewicz, nawet rzucić na touchdown do Lolmeda, ale został on cofnięty, ponieważ prawy tackle Ludzi z nizin nie poradził sobie z presją Zacha Blaira i dopuścił się holdingu.

W drugiej połowie atak rozpoczęli gospodarze. Grali w przeważającej większości biegi Czaplejewicza oraz podania typu screen lub akcje typu RPO, co była bardzo łatwe do przeczytania dla będącej w dobrej formie defensywie gospodarzy. Goście powoli zaczęli łapać drugi oddech. Do nazwisk takich jak Blair i Szczęk, dołączył również  świetnie spisujący się Adama Dobkowski, który skutecznie utrudniał życie przeciwnikom.

Jeszcze w 3 kwarcie Mets złapali kontakt, po wspaniałym one-handed catch Krzysztofa Andrukonisa, ale – niestety dla gości – tablica wyników pokazywała tylko 13:6, bo kicker Dominik Szymański nie miał nawet okazji kopnąć podwyższenia, po tym jak poprzedził je zły snap. Mets jednak dalej naciskali, opierali swoją pogoń za wicemistrzem Polski w dużej też części na świetnych biegach Witolda Szpotańskiego, który niestety nie dograł meczu do końca – po jednym ze zderzeń musiał opuścić boisko i zakończył spotkanie.

Lowlanders bardzo męczyli się bez amerykańskiego QB. Starali się „spalić zegar” biegami, ale nie zawsze to wychodziło, więc puntowali. Białostoczan trzymała w meczu defensywa. Linia ofensywna Davida Asha nie umiała sobie poradzić z przeciwnikami. Rozgrywający z USA dwoił się i troił. Nawet w sytuacjach przy 3&17, gdy świetnie wypatrzył Jacka Kuśmierczyka. Tym razem udało się też wykonać dobry snap, ale kopnięcie zostało zablokowane i rezultat wskazywał 13:12.

Wydawało się, że Mets są już na wyciągnięcie ręki od prowadzenia i… Ludzie z nizin postanowili te myśli zmienić. Lolmede w zmyłkowej akcji rzucił do Rafała Królewskiego, a ten pognał do pola punktowego i gospodarze mogli odetchnąć. Chociaż gdy Ufnal ponownie nie podwyższył, bo jego kopnięcie zostało zablokowane, to przy wyniku 19:12 warszawianie jak najbardziej wciąż byli w grze. Przesuwanie się z piłką do przodu utrudniały im jednak kary. Przez to raz za razem byli cofani, do tego deszcz spowodował poślizgnięcie się Asha w jednej z ważniejszych akcji.

Warszawianie mieli wiele argumentów, by wyrównać.

Jednak na minutę przed końcem spotkania (w międzyczasie urazu nabawił się zawodnik gospodarzy Sebastian Kojkoł), drużyna z Warszawy, mając futbolówkę i szansę na punkty, ostatecznie się pogrzebała. Ich ostatnią nadzieję rozwiał Krzysztof Polak, który świetnie przeczytał podanie Davida Asha i zdobył pick-6, a Krzysztof Ufnal celnym podwyższeniem ustalił wynik spotkania na 26:12.

Cały czas się rozkręcamy, cały czas się docieramy, myślę, że im dalej w sezon tym będziemy bardziej spójną drużyną i pokażemy dobry futbol – Dawid Dąbrowski (Wide Receiver, Warsaw Mets)

źródło wypowiedzi Halftime.pl – tutaj

Mets mają bilans 0:2, ale spokojnie mogło to być 1:1,  a może i 2:0. Wiele czynników w tym meczu pozwalało gościom walczyć o zwycięstwo, ale niestety dla nich, nie udało się tego wykorzystać. Dla Lowlanders na pewno ważne będzie czy uraz Derricka Evansa Jr jest poważny i czy wyłączy go z gry na kolejne spotkania. Kolejnym rywalem białostoczan będzie druga stołeczna drużyna – Warsaw Eagles. Za to następne starcie Mets wydaje się jeszcze ciekawsze, ponieważ zespół ze stolicy zmierzy się z niepokonanymi Bydgoszcz Archers.

Byliśmy przygotowani na to, że Mets przyjadą i będą głodni zwycięstwa, tym bardziej po porażce z Silesia Rebels. (…) To był mecz błędów,  my popełniliśmy ich mniej, nie mieliśmy żadnych strat, dlatego wyszliśmy z niego zwycięsko – Damian Kołpak (ST Coach, WR Coach i asystent OC, Lowlanders Białystok)

Bydgoszcz Archers – Kraków Kings

Mecz w Bydgoszczy należał do ciekawych i na pewno nie zawiódł oczekiwań kibiców. Było to mocne, defensywne starcie, ale zwycięzca mógł być tylko jeden.

Pierwsi piłkę odebrali Archers, ale już w pierwszej akcji Jake Schimenz rzucił przechwyt, którego autorem był Jarosław Satkowski. Kings przesuwali piłkę stopniowo, ale widać było dużą presję obrony gospodarzy, a w szczególności linii defensywnej. Ostatecznie Królowie podjęli próbę kopnięcia za 3 punkty, ale zostało ono zablokowane i futbolówkę znów mieli Łucznicy.

Obydwie ekipy długo nie mogły zdobyć pierwszych punktów, ale na początku drugiej kwarty w końcu udało się to drużynie z Bydgoszczy, a konkretnie Kornelowi Witkowskiemu, który celnie kopnął na bramkę i mieliśmy 3:0. Filip Mościcki i jego koledzy nie dali rady odpowiedzieć, ponieważ przy próbie akcji biegowej z Alonzo Brockiem doszło do fumble.

Defensywa Królów wciąż stawiała opór i udało im się nawet wybronić grę w czwartej próbie gospodarzy, lecz nie nacieszyli się zbyt długim odpoczynkiem, ponieważ interception rzucił Filip Mościcki. Archers dostali piłkę bardzo blisko pola punktowego i tym razem udało im się przyłożyć. Tuż przy pylonie wbiegł QB Jake Schimenz, a za 1 punkt podwyższył Kornel Witkowski i na tablicy wyników widniał wynik 10:0. Co ciekawe, jak wynika z najnowszego „Mitutoyo – Okiem Zebry” (link znajduje się pod koniec artykułu), touchdown ten nie powinien być uznany, ponieważ niedozwolonego trzymania dopuścił się jeden ze skrzydłowych gospodarzy.

Obydwie drużyny, praktycznie na zmianę zmuszone były puntować lub kończyły akcję stratą. Przed przerwą Filip Mościcki rzucił kolejne interception, tym razem piłkę złapał Wojciech Perz, ale gospodarze nie dali radę zamienić tego w punkty. Na minutę przed końcem połowy, pierwsze punkty zdobyli Kings, po tym jak podanie rozgrywającego złapał Bernard Wiązania. Podwyższenie zostało zablokowane i po dwóch kwartach mieliśmy 10:6.

Wydawało się, że Królowie mogą złapać kontakt, ale Alonzo Brock nie miał łatwego życia z defensywą Łuczników, co doprowadziło do jego fumble. Na nieszczęście gości, piłkę zebrał Robbie Wallace i pognał z nią do pola punktowego. Przy swoim trzecim kopnięciu w tym meczu pomylił się Kornel Witkowski i tablica wyników pokazywała 16:6.

Przy kolejnych punktach dla Archers, swoją klasę pokazał rozgrywający Jake Schimenz, który uciekał przed defensorami Kings najpierw w lewą, potem w prawą stronę. A jakby tego było mało, to na sam koniec posłał ponad trzydziestojardowe podanie, wspaniale złapane przez Piotra Rudnickiego w endzone, a celne podwyższenie powiększyło przewagę Łuczników do 23:6

Mościcki i jego koledzy nie poddali się i stopniowo zbliżali się do redzone. Ostatecznie udało się zdobyć touchdown, kiedy silne podanie rozgrywającego gości złapał Philipp Blechinger. Skrzydłowy Królów, zostawił jedną nogę w boisku, ale pod wątpliwość poddane zostało, czy na pewno miał kontrolę piłki, ponieważ ta chwilę po uderzeniu zawodnika w ziemię  wyszła za boisko, co nawet wskazywali defensorzy gospodarzy. Punkty zostały uznane (jak się okazało niesłusznie, o czym wspominają sędziowie w swoim cotygodniowym programie z analizami), a kolejne „oczko” dołożył Marcin Masłoń – wynik spotkania zmieniony został na 23:13.

Na sam koniec meczu ostatni gwóźdź do trumny Kings wbił Jake Schimenz, zdobywając jeszcze jedno przyłożenie biegowe i ustalił rezultat na 29:13.

– wypowiedź Filipa Mościckiego (QB, Kraków Kings)

Obydwie ekipy nie ustrzegły się błędów, ale to był dobry futbol po obu stronach boiska. Warto zwrócić uwagę, że kompletnie wyłączony z gry został Alonzo Brock, co na pewno utrudniło grę gościom. W tym spotkaniu królowały defensywy, ale niestety dla Kings, to formacja Archers wpuściła mniej punktów.

– wypowiedź Piotra Rudnickiego (WR, Bydgoszcz Archers)

Skrót meczu:

Tak prezentuje się tabela po trzeciej kolejce:

Kolejka 4

W następny weekend na boisku zobaczymy cztery drużyny PFL1. Swoje starcie domowe zagrają Eagles, którzy wciąż nie wygrali meczu – będą gościć Lowlanders, więc i tym razem może być o zwycięstwo trudno. Natomiast w niedzielę czeka nas bardzo ciekawe starcie w Krakowie, Kings podejmą Tychy Falcons.

PFL 2

Kolejka 3

Armia Poznań – Rzeszów Rockets

Pogoda, pogoda i jeszcze raz pogoda. To pierwsza rzecz jaka nasuwa się na myśl, kiedy oglądało się mecz w Poznaniu. Ulewny deszcz utrudniał grę obydwu drużynom i futbolówka raz za razem wyślizgiwała się z rąk. Pierwsze punkty spotkania zdobył Tomasz Gajewski po akcji biegowej, to również on podwyższył za dwa i mieliśmy wynik 8:0.

Po fatalnym odkopnięciu przez Rockets, gospodarze dostali piłkę już w redzone i sytuację tę wykorzystał rozgrywający Tomasz Gajewski, po nieudanym podwyższeniu za 2, tablica wyników wskazywała 14:0.

W pierwszej połowie punktowali jedynie bracia Gajewscy, ponieważ na sam jej koniec, swoje drugie przyłożenie biegowe zaliczył Tomasz, nie udało się podwyższyć i wynik brzmiał 20:0.

Trzecia kwarta przyniosła nowe nadzieje dla gości. Zawodnik Rockets Tomasz Tabaka przechwycił podanie Witolda Gajewskiego, ale drużyna z Rzeszowa nie wykorzystała tego w żaden sposób, a na dodatek ich QB Marek Kwoka dopuścił się intenional grounding w endzone, co skutkowało safety dla Armii i podwyższeniem przewagi do 22:0.

I jak się okazało, do końca meczu punkty zdobywali wyłącznie poznaniacy. Najpierw celnym, krótkim podaniem do Sergeya Kaskevicha, popisał się Witold Gajewski, potem  sam podwyższył za dwa punkty biegiem i powiększył przewagę do 30:0.  Następnie, po kolejnym nieudanym puncie Rockets już w redzone, serię Armii skończył touchdownem Jakub Kończal. Mieliśmy więc 36:0, uruchomiło to „mercy rule”, ale gospodarze nie okazali żadnej litości i po udanym onside kick kolejny raz zakończyli drive punktami, wynik na 42:0 ustalił Witold Gajewski.

Skrót meczu:

Hammers Łaziska Górne – Miners Krause Wałbrzych

W poniedziałek zmierzyły się drużyny Hammers i Miners. Spotkanie obfitowało w wiele interesujących sytuacji.

Pierwsi punktowali goście, celnym podaniem Arne Vandenbergha obsłużony został Dmytro Serbin, a za punkt podwyższył sam Vandenbergh – mieliśmy 7:0. Kolejnymi punktującymi byli gospodarze. Punt rozgrywającego gospodarzy zablokował Arkadiusz Kanicki, piłkę zdołał złapać Patryk Babik z Miners, ale nie miał szansy uciec z nią na pierwszą próbę, więc położył się w polu punktowym, wydawałoby się, minimalizując straty – wynik 7:2.

Drugie przyłożenie Górników wyglądało bardzo podobnie, czyli kolejna akcja duetu Vandenbergh-Serbin, kopnięcie QB gości zostało zablokowane i na tablicy wyników widniało 13:2. W drugiej kwarcie Serbin skompletował istny hattrick, ponieważ trzeci raz zdobył przyłożenie po podaniu swojego rozgrywającego. Za dwa podwyższył trzeci europejski import – Oleksi Zorin i przewaga Miners wzrosła już do 21:2.

Pomimo tego, że mogliśmy obejrzeć przechwyty po obu stronach i że wspaniałą presję na QB gości nakładał Arkadiusz Kanicki, to inicjatywa pozostawała po stronie drużyny z Wałbrzycha i to oni zdobyli pierwsze przyłożenie w trzeciej kwarcie – podanie do Zorina posłał Vandenbergh. Po braku podwyższenia, Górnicy prowadzili już 27:2.

Jeszcze przed końcem spotkania, gospodarze zdołali jednak przyłożyć. Celne podanie Josha Millsa złapał Krzysztof Latusek i sam dołożył dwa oczka. Przez to spotkanie zakończyło się wynikiem 27:10, chociaż goście mieli jeszcze szansę na pick-6, ale defensora Miners wślizgiem, rodem z boisk Premier League, powalił Josh Mills.

Skrót meczu:

Tak prezentuje się tabela po 3 kolejkach:

Kolejka 4 

W ten weekend będzie się działo w PFL2. W niedzielę dwa intersujące starcia. W Gdańsku Białe Lwy podejmą Wilki Łódzkie. Obydwie drużyny mają po jednym zwycięstwie na koncie i żadna z nich nie straciła punktu – emocje będą gwarantowane. Wcześniej Rzeszów odwiedzą Wieliczka Dragons. Tutaj sytuacja jest dokładnie odwrotna, dwie ekipy bez zwycięstwa i bez zdobytego punktu.

EFL

Panthers Wrocław

We Wrocławiu mamy ostatecznie rozstanie z Ryanem Smithem, który ocierał się o NFL. Najpierw miał grać jako TE, następnie miał wspierać Panthers jako trener, a ostatecznie okazało się, że jednak będzie szukał szczęścia gdzie indziej, ponieważ woli grać, a nie trenować.

Krótko po tej informacji, dowiedzieliśmy się również, że nowym graczem Panter na pozycji tight-enda będzie Igor Mašlanka.

PSSFA

Na koniec zapraszamy na kolejny odcinek „Mitutoyo – Okiem Zebry”, gdzie znalazło się wiele ciekawych sytuacji.

Autor: Dariusz Grzybowski

Leave a Reply

%d bloggers like this: