Skip to content

Tour de Polska #15

Za nami emocjonujący weekend, spotkania dostarczyły nam emocji do ostatnich sekund. Biorąc pod uwagę, że w najbliższej kolejce na stadiony wrócą kibice, był on odpowiednią zachętą, by wybrać się na mecz PFL osobiście. Ale wcześniej raport week 4, który przygotował Darek Grzybowski (źródło zdjęcia w czołówce: Lowlanders Białystok)

PFL1

Kolejka 4

Warsaw Eagles – Lowlanders Białystok 

Był to mecz, którego przebieg niewątpliwie zaskoczył wielu obserwatorów. Pierwsze serie ofensywne obydwu drużyn były nieskuteczne. Z dobrej strony pokazała się defensywa gości, ale ich ofensywa wciąż nie mogła znaleźć rytmu. Podobnie zresztą, jak ich przeciwników. Pierwsza kwarta nie przyniosła żadnych punktów, co biorąc pod uwagę ostatnią formę Orłów, było niewątpliwie zaskoczeniem.

Niemoc przełamał duet Wojtulewicz-Lolmede, kiedy Francuz pognał ze złapanym podaniem prosto do endzone. Następnie pewnie kopnął Krzysztof Ufnal i mieliśmy 7:0, czyli – jak się później okazało – wynik całej pierwszej połowy. W drugiej części gry, formacje ofensywne były pod nieustannym oporem obrońców, co często stawiało je w niekomfortowej sytuacji. Dowodem na to była kolejna akcja zakończona zmianą wyniku, po tym jak punter Eagles Filip Twardowski, do którego dotarł debiutujący w sezonie Daniel Tarnawski, dodatkowo w polu punktowym Eagles, co dało Lowlanders safety – 2 punkty i prowadzenie 9:0.

Przed końcem trzeciej kwarty celnym kopnięciem z pola popisał się Krzysztof Ufnal i Ludzie z Nizin prowadzili, już 12:0. Wydawało się, że będą kontrolować ten mecz i spokojnie dowiozą wynik do ostatnich gwizdków, jednak Eagles nie zamierzali się poddawać. Po przechwycie znaleźli się w redzone białostoczan i tym razem wykorzystali szansę. Podanie Mumphreya złapał Krzysztof Stojak i po skutecznym podwyższeniu Twardowskiego było już 12:7.

Warszawianie mieli kilka okazji, żeby wygrać ten mecz, ale presja defensywnych liniowych Lowlanders okazała się zbyt silna. W decydujących seriach Mumphrey rzucił dwa przechwyty i ostatecznie to Ludzie z Nizin wygrali spotkanie, pod koniec meczu dokładając jeszcze jeden touchdown, którego autorem był Krzysztof Czaplejewicz. Chwilę później po raz kolejny skutecznie kopnął Ufnal, ustalając rezultat na 19:7.

Jardy przychodziły ciężko, piłkę mieliśmy kilka razy w redzone i nie umieliśmy tego wykorzystać, co mam nadzieję, będzie już drugim zimnym prysznicem. (…) Jedyny pozytyw tego dnia, to że wygraliśmy – Konrad Mariański (wide receiver, Lowlanders Białystok)

źródło wypowiedzi Halftime.pl – tutaj

Białostoczanie ewidentnie nie radzą sobie bez podstawowego rozgrywającego i gra w ataku nie przychodzi im z łatwością. Gdyby nie defensywa, a w szczególności linia defensywna, to mogłoby być bardzo trudno o zwycięstwo w tym meczu. Eagles na razie zbierają doświadczenie w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale widać poprawę w grze, choć uwadze nie mogą umknąć braki na ofensywnej linii. Szczególnie to było widać przy nieudanych snapach, w decydujących fragmentach spotkania.

Skrót meczu:

Kraków Kings – Tychy Falcons

Spotkanie Kings z Falcons zapowiadane było jako hit pierwszoligowych boisk i zdecydowanie nie zawiodło oczekiwań. Mecz lepiej zaczęła drużyna z Tych, najpierw przechwytem popisał się Dawid Hyjek, co już postawiło gości w komfortowej sytuacji i co wykorzystał Jules St. Ge. Rozgrywający wbiegł w pole punktowe, a za jeden punkt podwyższył Robert Szmielak – mieliśmy szybkie 7:0. Królowie chcieli szybko się poprawić, ale kolejny drive skończył się równie fatalnie. Piłkę wypuścił biegacz Daniel Lazarowicz i na nieszczęście krakowskiej ekipy pierwszy dopadł do niej LaParish Lewis, który dobiegł z nią aż do endzone. Tym razem podwyższenie zostało zablokowane, ale tyszanie prowadzili już 13:0.

Nie oznaczało to, że gospodarze zamierzają się poddać. Na przestrzeni lat Filip Mościcki i jego koledzy przyzwyczaili kibiców, że grają do końca. Trzecia seria ofensywna Królów wreszcie zakończyła się punktami, głównie dzięki ponad czterdziestojardowemu biegowi Daniela Lazarowicza, jak i jego krótkiej akcji na touchdown. Marcin Masłoń kopał jeszcze za jeden punkt, ale piłkę zbili Falcons, więc tablica wyników wskazywała 13:6.

W kolejnej serii defensywa Kings zmusiła Sokoły do odkopnięcia piłki, to samo zrobili goście po zmianie posiadania, ale błąd w odbiorze popełnił Dawid Hyjek, co dało kolejną szansę Mościckiemu i spółce. Dobre biegi Alonzo Brocka przybliżyły gospodarzy do redzone, a skutecznym podanie do Patryka Jakubca popisał się sam Mościcki. Po podwyższeniu mieliśmy remis 13:13 i zapowiedź wielkich emocji.

W drugiej kwarcie rozgrywający gospodarzy rzucił swój kolejny przechwyt, co przechyliło futbolowe momentum na stronę tyszan i finalnie skończyło się punktami, po tym jak Robert Szmielak został obsłużony pięknym podanie przez Julesa St. Ge, ten sam zawodnik, jeszcze chwilę temu w Panthers Wrocław, kopnął za jeden punkt i goście wrócili na prowadzenie 20:13. Przed przerwą Kings udało się ponownie złapać kontakt, ponad trzydziestojardowe podanie Mościckiego złapał Alonzo Brock, ale na nieszczęście tej samej drużyny, kopnięcie Masłonia zostało zablokowane i na przerwę schodzili, wciąż goniąc wynik, ponieważ Falcons wygrali pierwszą połowę 20:19.

W trzeciej kwarcie zobaczyliśmy tylko jedno przyłożenie, którego autorem był LaParish Lewis, który efektownie wrócił z odkopniętą piłką do endzone gospodarzy, a po celnym podwyższeniu prowadzenie zwiększyło się do 27:19. Kolejna serii ofensywna Kings nie zakończyła się odpowiedzią, bo trzecie interception rzucił Filip Mościcki, po tym jak jego zamiary przeczytał Aksel Asulian. Kibice byli przygotowani na prawdziwy deszczowiec, ale nie to było w głowie gości, którzy woleli szybciej rozstrzygnąć to spotkanie. Ponad 70 jardów biegiem pokonał Jules St Ge i po dołożeniu jednego oczka przez Szmielaka mieliśmy już 34:19.

Nieustępliwi Kings wciąż walczyli o wygraną, nawet pomimo piętnastopunktowej przewagi rywali i starania te zakończyli kolejnym przyłożeniem. Po zbliżeniu się na 1 jard to pola punktowego, formalności dopełnił Alonzo Brock, a później udało się podwyższyć za dwa punkty, kiedy podanie w enzdzone złapał Filip Blechinger. Królowie spróbowali odzyskać futbolówkę po onside kicku, ale ta sztuka im się nie udała.

Wynik końcowy brzmiał 41:27, po tym jak ostatni touchdown w tym spotkaniu zdobył Mateusz Patalas, obsłużony podaniem przez swojego rozgrywającego, a Szmielak kolejny raz celnie kopnął za 1. Gospodarze próbowali jeszcze punktować, ale ich rozgrywający rzucił czwarty przechwyt i ostatecznie pogrzebał jakiekolwiek szansę na zmianę rezultatu.

Obydwie drużyny pokazały mocny futbol, ale to tyszanie ostatecznie wygrali to starcie, głównie za sprawą dobrze wykorzystanych szans po przechwytach i błędach rywala. Kings na pewno nie powiedzieli ostatniego słowa i każdy mecz w ich wykonaniu, powinien dostarczyć nam wiele emocji.

Skrót meczu:

Kolejka 5

W ten weekend kolejne niesamowite starcia przed nami. Niepokonani Bydgoszcz Archers podejmą głodnych zwycięstwa Warsaw Mets, a w niedzielę mecz kolejki, czyli śląskie derby Tychy Falcons kontra Silesia Rebels Katowice.

Tak prezentuje się tabela pierwszej ligi:

PFL2

Kolejka 4

Białe Lwy Gdańsk – Wilki Łódzkie

W Gdańsku odbył się drugoligowy szlagier, gdzie zmierzyły się dwie niepokonane drużyny, co przełożyło się na niesamowite emocje na boisku. Pierwsi zaczęli goście, lecz Hubert Chudy skutecznie utrudnił im grę biegową i po nieudanej grze w czwartej próbie, pomimo bliskiej odległości do własnego pola punktowego, piłkę przejęły Białe Lwy, których pierwsza akcja zakończyła się punktami. Błąd przy przekazaniu krycia spowodował, że wolny pozostał Mateusz Dziekoński i otworzył wynik spotkania. Jakub Nowak kopnął celnie za jeden i 7:0 wygrywali gospodarze.

Kolejna szansa na punkty Wilków zakończyła się tak samo, czyli nieudanym graniem czwartej próby, co ponownie postawiło ich defensywę w trudnej sytuacji. Nie oznaczało to jednak, że zamierzają odpuścić, ponieważ doprowadzili do sytuacji 4th & long, ale niestety dla nich Białe Lwy zdobyły pierwszą próbę, po celnym podaniu od Kowalika do Dziekońskiego, a na dodatek w kolejnej akcji touchdown złapał Mateusz Frela i po podwyższeniu mieliśmy już 14:0.

Pomimo wizyty w redzone, chociażby za sprawą biegu Rafała Zaparta, goście zmuszeni byli odejść z kwitkiem, po tym jak przechwyt zaliczył Maciej Ćwikiliński. Wynik do przerwy już się nie zmienił.

Na drugą połowę Wilki wyszły zmotywowane, tym bardziej, że to gospodarze pierwsi mieli piłkę. Udało im się skutecznie powstrzymać atak przeciwników, chociażby za sprawą sacka Błażeja Wójtowicza, czy tackle for loss Mariusza Bętkowskiego. Ofensywa Wilków dostała wiatru w żagle za sprawą dobrej gry swoich kolegów i ponownie zameldowała się w redzone dzięki akcji Marka Kustrzyńskiego. Niestety jednak dla gości, Łukasz Lutomski przechwycił podanie Damiana Waszczyka i znowu na boisku zameldowała się defensywa łodzian.

Białe Lwy nie potrafiły sobie poradzić z presją Wilków i ich seria ofensywna zakończyła się przechwytem. Goście za sprawą akcji podaniowych do Tomasza Kuczki i biegów Dariusza Grzybowskiego, powoli kroczyli do endzone, co finalnie zakończyło się przyłożeniem biegowym Damiana Waszczyka, który podwyższył również za dwa punkty. Mieliśmy 14:8 i kolejne wielkie emocje w ten weekend.

Wilki spróbowały onside kicka, ten jednak przechwycony został przez Białe Lwy, ale po trzech niecelnych podaniach Kamila Kowalika i mocnej grze defensywy gości, gdańszczanie zmuszeni byli odkopnąć piłkę.  Łodzianie kroczyli w stronę endzone i wydawało się, że mogą jeszcze wygrać ten mecz, jednak kara za holding i kilka niecelnych podań skutecznie te marzenia unicestwiły i spotkanie zakończyło się 14:8 dla gospodarzy.

Białe Lwy wykorzystały dobrą pozycję na boisku, jednak po drugim przyłożeniu nie zdołały już zbudować żadnej skutecznej serii ofensywnej, co nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość (już w weekend grają z faworytem rozgrywek Armią Poznań). Wilki pokazały twardą grę, jednak ich błędy i skuteczne utrudnianie gry biegowej przez Huberta Chudego skomplikowały ich sytuację, którą dobrze wykorzystali gdańszczanie. Jeżeli te dwie drużyny spotkają się w półfinale, będzie to niewątpliwie ciekawe spotkanie.

Skrót meczu:

Rzeszów Rockets – Wieliczka Dragons

W Rzeszowie mieliśmy starcie przeciwne do tego z Gdańska, czyli tutaj mierzyły się dwie drużyny bez wygranej i bez zdobytych punktów, ale i tak był to prawdziwy thriller.

Lepiej w mecz weszli gospodarze, po tym jak już w pierwszej kwarcie podanie Marka Kwoki złapał Michał Tittinger i po nieudanym podwyższeniu mieliśmy 6:0. Dalej oglądaliśmy jedynie popisy defensyw, mimo wszystko lepiej prezentowali się gospodarze, zaliczając sack za sackiem.

Dragons zbliżali się już do pola punktowego Rockets, lecz zgubili piłkę i znów zmuszeni byli bronić. Rakiety nie umiały znaleźć sposobu na defensywę Smoków. Próbowali kopnięcia na bramkę, ale okazało się ono nieudane. Aż w trzeciej kwarcie, za sprawą biegu Oleksandra Melynchuka, goście wyrównali i  po nieskutecznej próbie podwyższenia mieliśmy 6:6.

Gospodarze nie chcieli łatwo oddać tego meczu i tuż przed rozpoczęciem czwartej kwarty znów wyszli na prowadzenie, kiedy bieg na touchdown zamienił Mateusz Madyda. Patryk Sapiński tym razem kopnął celnie i mieliśmy 13:6. Gawin Cambell spróbował zmiany rozgrywającego, co prawie skończyło się tragicznie, jednak ostatecznie Dragons zdołali zdobyć kolejne punkty przed końcem meczu. Ponownie w polu punktowym znalazł się Melynchuk, ale jego próba podwyższenia za dwa została powstrzymana i Rockets wygrali 13:12.

Wieliczka Dragons mieli szansę na pierwszą wygraną w sezonie, ale nie udało się pokonać słabo dysponowanych Rockets. Sytuacja małopolskiej drużyny komplikuje się jeszcze bardziej, ponieważ najpierw opuścił ich trener Tim Bishop, a później najjaśniejszy punkt ich defensywy Karlis Brauns.

Skrót meczu:

Kolejka 5 

W najbliższy weekend tylko jedno spotkanie, ale bardzo ważne w kontekście ustawienia tabeli na koniec sezonu. Tak jak wspominaliśmy wyżej, lider Armia Poznań podejmie Białe Lwy Gdańsk, znajdujące się na drugim miejscu.

Tak prezentuje się tabela po czterech kolejkach:

ELF

Panthers Wrocław

We Wrocławiu kolejne wzmocnienia przed zbliżającym się startem sezonu European League of Football. Pierwszy transfer okazał się dość zaskakujący, ponieważ do jedynej polskiej drużyny w tych rozgrywkach, dołączył defensive end z  drugoligowych Wieliczka Dragons – Karlis Brauns.

Kolejnym wzmocnieniem jest brazylijski ofensywny liniowy Murilo Silva.

Poza boiskiem również ciekawie, ponieważ przy pomocy naszego redaktora naczelnego Karola Potasia oraz dobrze znanego na polskim podwórku Piotra Bery, Pantery wydały pierwszy numer magazynu o sportach amerykańskich, czyli „Game Time”.

PSSFA

Jak zawsze zapraszamy na kolejny odcinek „Mitutoyo: Okiem Zebry”.

Autor: Dariusz Grzybowski

Leave a Reply

%d bloggers like this: