Skip to content

Tour de Polska #23

Za nami weekend półfinałów, poznaliśmy składy Polish Bowl XVI oraz finału PFL2. Ponadto zobaczyliśmy kolejne spotkanie Panthers Wrocław w ELF, a w tygodniu mistrz Polski podpisał również bardzo ciekawego zawodnika z Francji. Zapraszamy na podsumowanie, które przygotował Darek Grzybowski.

PFL1 

Półfinały

Bydgoszcz Archers – Silesia Rebels Katowice

W Bydgoszczy faworyt był jeden, gospodarze. Ale każdy wie, że playoffs potrafią rządzić się swoimi prawami, dlatego nie można było skreślać Rebels przed pierwszym gwizdkiem.

Archers rozwiali jednak błyskawicznie wszelkie wątpliwości. Pomimo tego, że to goście pierwsi mieli piłkę, to stracili ją już po dwóch akcjach, a po przejęciu i pojawieniu się bydgoskiej ofensywy mieliśmy 7:0. W pole punktowe wbiegł Bartosz Gnoza, a celnie kopnął Kornel Witkowski.

Tak zaczęła się – jak się po chwili okazało – wręcz lawina punktów dla gospodarzy. Najpierw podanie Jakea Schimenza złapał Witkowski, a potem podwyższył kopnięciem wynik na 14:0. Rebelianci nie mieli nawet okazji złapać rytmu, bo nawet jeśli znaleźli się na połowie przeciwnika, to tam ich marzenia o przyłożeniu zniszczył Dawid Magrean. DB Archers przechwycił podanie Jona Mullina i pognał z piłką do endzone. Trzeci raz bezbłędny był Witkowski  i na tablicy wyników pojawiło się 21:0.

Jeżeli ktoś jeszcze nie był pewien kto awansuje do Polish Bowl XVI, to Jake Schimenz i spółka tą pewność po chwili dali. Przed końcem pierwszej kwarty drugi touchdown zaliczył Bartosz Gnoza (tym razem nie udało się podwyższyć) i było 27:0. Następnie wynik na 34:0 podwyższył Paweł Fabich, łapiąc podanie Schimenza oraz Witkowski kopiąc na bramkę. Archers byli bezlitośni dla rywali.

Po bezbłędnej pierwszej części gry, druga dała małą iskierkę nadziei Rebels. Po dobrym puncie, gospodarze rozpoczynali pod swoim polem punktowym i popełnili błąd, który zakończył się safety. Przy stanie 34:2, Rebelianci przyłożyli po raz pierwszy w meczu. Mullin podał do Ihora Lysenko, ale już podwyższyć się nie udało. Jak miało się później okazać, 8 punktów to było maksimum możliwości dla przyjezdnych w tym spotkaniu.

Prowadzenie do 40:8 podwyższył Javier Carrasco, tym razem w roli biegacza. Tak skończyła się też pierwsza połowa. Trzecia kwarta przyniosła tylko jeden touchdown, Bartosz Gnoza trzeci raz znalazł się w endzone, a wynik na 47:8 zmienił Witkowski. W końcówce meczu więcej szansy do gry dostali zmiennicy, ale nie wpłynęło to w żaden sposób na poziom gry Archers. W ostatniej części gry kibice zobaczyli jeszcze  celne kopnięcie za 3 Witkowskiego i ostatecznie wynik meczu to 50:8.

Drużyna z Bydgoszczy została pierwszym finalistą Polish Bowl XVI i nadal pozostaje bez porażki, co oznacza, że ma szanse na perfect season. Silesia Rebels Katowice zostali pozbawieni jakichkolwiek argumentów, ale już sam udział w półfinale mogą uznać za ogromny sukces i podstawę pod dalszy rozwój.

Skrót meczu:

Lowlanders Białystok – Tychy Falcons

Półfinał w Białymstoku zapowiadał się na hit kolejki i jego przebieg na pewno nie rozczarował kibiców.

Emocje zobaczyliśmy już w pierwszej serii ofensywnej, goście zdobyli przyłożenie po dalekim podaniu Gabriela Losady do Grzegorza Dominika. Robert Szmielak celnie podwyższył i było 7:0. Lowlanders nie chcieli być gorsi i również przy pierwszej okazji zdobyli touchdown. Derrick Evans Jr podał do Benjamina Lolmede. Piotr Pamulak przestrzelił podwyższenie i Falcons prowadzili 7:6.

Po powrocie ofensywy gości, przechwytem popisał się Yan Khalimon, a jego koledzy z ataku stopniowo zbliżali się do endzone. Defensorzy tyszan postawili im jednak ciężkie warunki i ta seria zwieńczona została jedynie kopnięciem Pamulaka za trzy punkty. Tablica wyników wskazywała, więc 9:7.

Wspaniałe zawody rozgrywał Grzegorz Dominik, który w drugiej kwarcie popisał się kolejnym przyłożeniem, ale przez nieudane podwyższenie wynik zmienił się na 13:9. Do końca połowy oglądaliśmy już jedynie po interception po obu stronach.

W trzeciej części gry Lowlanders ponownie zmuszeni byli do kopnięcia, ale tym razem nie udało się trafić. Za to kolejny drive Ludzi z Nizin zakończył się dla nich wręcz fatalnie – fumble ich biegacza Mikołaja Pawlaczyka. Po odzyskaniu piłki tyszanie powiększyli swoje prowadzenie. Losada podał do Patalasa, a Szmielak dorzucił dodatkowe „oczko” i było 20:9.

Wtedy też sędziowie zmuszeni byli zarządzić półgodzinną przerwę z powodu burzy, która szalała nad stadionem w Białymstoku. Kibice Lowlanders na pewno liczyli na to, że po powrocie na boisko ich drużyna odwróci losy spotkania, ale to podopieczni Michała Kołka zwiększyli prowadzenie. Losada obsłużył Dominika Niedzielę, a Robert Szmielak nie pomylił się i tym razem. Przy stanie 27:9 pogoda znów przeszkodziła w grze, ale tym razem na wznowienie trzeba było czekać ponad godzinę.

Czwartą kwartę rozpoczęło interception rzucone przez Derricka Evansa Jr’a, a czas uciekał gospodarzom nieubłaganie. Falcons próbowali palić zegar, ale szybko musieli odkopnąć piłkę. W tej serii Lowlanders zdobyli punkty dzięki podaniu Evansa do Pamulaka, ale podwyższenie nie zakończyło się powodzeniem, mieliśmy 27:15. Defensywa gości była w rewelacyjnej formie i zeszłoroczni wicemistrzowie nie dali rady już zmienić wyniku. Na domiar złego, Jastrzębie nie powiedziały ostatniego słowa i doszły do głosu, a konkretnie z TD Jan Szwej. Robert Szmielak kopiąc za punkt ustalił wynik na 34:15.

Wypowiedź pomeczowa Jacka Sikory, wywiad przeprowadził nasz redaktor naczelny Karol Potaś:

Falcons po raz pierwszy w historii awansowali do finału, gdzie również zmierzą się z finałowymi debiutantami, czyli Bydgoszcz Archers. Polish Bowl XVI zapowiada się bardzo ciekawie, a emocje są niemal pewne. Lowlanders na pewno liczyli na więcej, ale w tym dniu musieli uznać wyższość rywala.

Skrót meczu:

Polish Bowl XVI

17 lipca 2021, godzina 14:00, Dozbud Arena Ząbki, Bydgoszcz Archers kontra Tychy Falcons. Emocje gwarantowane, zarówno te sportowe, jak i organizacyjne. Będzie to pierwszy finał, pierwszych oficjalnych rozgrywek pod nowym związkiem, to trzeba zobaczyć.

Wszystkie najważniejsze informacje znajduję się na wydarzeniu na Facebooku, a także na dedykowanej stronie internetowej.

PFL2

Pófinały

Armia Poznań – Wieliczka Dragons

Rewelacja tego sezonu PFL2 Wieliczka Dragons, przyjechała do Poznania w roli underdoga, gdzie czekała na nich rozpędzona Armia, wciąż na swoim obiekcie niepokonana.

Mecz rozpoczął się wybornie dla gospodarzy. Podanie Witolda Gajewskiego złapał Krystian Stępczak i pognał z nią do endzone. Wojciech Szymański kopnął za punkt i było 7:0. To nazwisko warto było zapamiętać, ponieważ ten sam zawodnik popisał się pick-six, po chwili dokładając też kolejne celne kopnięcie i Armia prowadziła 14:0.

Przed przerwą poznaniacy przyłożyli jeszcze dwukrotnie. Najpierw zrobił to Witold Gajewski po QB sneaku, a potem jego brat Tomasz, który wbiegł w pole punktowe. W obydwu przypadkach podwyższenie nie było udane, więc po pierwszej połowie było 26:0.

Trzecia i czwarta kwarta nie przyniosły punktów dla gości, ale  Armia nie zwalniała tempa. Jakub Kończal przebiegł ponad 40 jardów z piłką i wraz w duecie z Tomaszem Gajewskim, który dołożył dodatkowe 2 „oczka”, ustalił wynik na 34:0, dając swojej drużynie awans do finału PFL2.

Wieliczka Dragons zasługuje na wielki szacunek, bo z bilansu 0-3 odbiła się na 3-3 i awansowała do playofffs pierwszy raz w historii klubu. Jednocześnie przy tym grając bardzo ciekawy futbol. Natomiast Armia Poznań ostatnie słowo w tym sezonie powie już jutro w mistrzowskim starciu w Poznaniu.

Skrót meczu:

Białe Lwy Gdańsk – Wilki Łódzkie

W Gdańsku odbył się drugi półfinał, który już przed meczem zapowiadał się jako bardziej wyrównane spotkanie. Zmotywowana drużyna z Łodzi chciała zrewanżować się rywalom za porażkę 14:8 z sezonu regularnego.

I pierwsi piłkę otrzymali goście, a ich drive zakończył się punktami. W endzone wbiegł rozgrywający Damian Podczaski, lecz podwyższenie za 2 nie było udane i na tablicy wyników znajdowało się 6:0 dla Wilków.

Od tego momentu oglądać można było popisy defensyw obydwu stron, ale także błędy, m.in. przechwyty czy niepotrzebne kary. To skutkowało tym, że w pierwszej połowie zobaczyliśmy tylko jedno przyłożenie.

Trzecia kwarta nie zwiastowała zmiany, akcje wyglądały podobnie jak w poprzednich odsłonach, choć Białe Lwy stopniowo zbliżały się do redzone. Zaraz na początku czwartej kwarty gospodarze zdołali jednak w końcu dotrzeć do pola punktowego, a udało się to biegaczowi Danielowi Mikule. Po podwyższeniu było 7:6 dla gdańszczan i pewnie niejeden kibic łódzkiej drużyny przypomniał sobie porażkę z Miners, w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego.

Wilki zaczęły swoją serię ofensywną mając około 8 minut do końca meczu. Łodzianie stopniowo przesuwali łańcuch, kilkukrotnie grając w czwartych próbach. Po jednej z nich, boisko opuścił Damian Podczaski, ale godnie zastępował go Damian Waszczyk, który dwukrotnie oszukał defensywę rywali podczas QB sneak.

I ostatecznie to również drugi rozgrywający drużyny z Łodzi został autorem decydującego przyłożenia dla gości. Za dwa punkty, również biegiem, podwyższył Rafał Zapart i mieliśmy 14:7. Białe Lwy próbowały odpowiedzieć, ale zdołały zagrać ledwie jedną akcję, kiedy piłkę przechwycił Michał Kaczmarek. Gospodarze utrudniali sobie życie. Ofensywa Wilków wróciła więc na boisko i zabierała kolejne cenne sekundy z zegara. Gdańszczanie byli na to przygotowani, na biegi które kończą się niezatrzymanym czasem, ale w pewnym momencie udało im się wymusić czwartą próbę. Wilki puntowały i Lwy dostały ostatnią szansę na punkty, niewiele ponad minutę przed ostatnim gwizdkiem.

Mateusz Frela podaniami i własnym biegiem powoli zbliżał swoją drużynę do pola punktowego, lecz presja defensywy Wilków była ogromna. Punkt zwrotny serii przyszedł, kiedy jeden ze skrzydłowych gospodarzy złapał podanie tuż pod endzone, ale pozostając w boisku. Goniący wynik gospodarze nie posiadali już timeoutów, więc zmuszeni byli grać no-huddle offense. Mateusz Frela spróbował więc wbiec na touchdown, ale Kamil Burakowski powalił go daleko od endzone, tym samym dając swojej drużynie zwycięstwo. Dramatyczny win Wilków stał się faktem.

Mecz w Gdańsku na pewno nie zawiódł oczekiwań, był wyrównany i obfitował w emocje. Gdańszczanie nie poddali się nawet w sytuacji bardzo trudnej, ale to Wilki ostatecznie zrewanżowały się rywalom i awansowały do finału PFL2. Dla łodzian jest to pierwszy finał w historii drużyny, co jest również pięknym prezentem na ich dziesięciolecie istnienia.

Skrót meczu:

Finał PFL2

Finał drugiej klasy rozgrywkowej odbędzie się już jutro w Poznaniu. Armia Poznań zagra z Wilkami Łódzkimi.

ELF

Panthers Wrocław

We Frankfurcie Panthers rozegrali swoje pierwsze wyjazdowe spotkanie w European League of Football. Mecz rozpoczął się w strugach deszczu, co ostatecznie zakończyło się przerwą i oczekiwaniem na poprawę pogody.

Dopiero w drugiej kwarcie zobaczyliśmy pierwsze punkty. Najpierw pick-six popisali się Galaxy, ale jeszcze przed przerwą Panthers wyrównali, dzięki Jakubowi Mazanowi. Obydwa podwyższenia były niecelne, więc na tablicy wyników było 6:6.

Druga połowa lepiej zaczęła się dla gospodarzy, którzy po dwóch touchdownach i podwyższeniu prowadzili 19:6. Goście obudzili się dopiero w ostatniej części gry, kiedy popis swoich umiejętności ponownie pokazał Jakub Mazan. Niestety dla Wrocławian, to były ich ostatnie punkty w tym meczu, a na dodatek Frankfurt Galaxy udało się jeszcze kopnąć field goal, co przypieczętowało ich wygraną 22:13.

Od początku do końca meczu sami podcinaliśmy sobie skrzydła. Nie potrafiliśmy złapać swojego rytmu, co wykorzystywali przeciwnicy z Frankfurtu. Wiedzieliśmy, że w tym meczu wygrają Ci, którzy popełnią mniej błędów, a my popełniliśmy ich zdecydowanie za dużo. Traktujemy to jako kubeł zimnej wody, który przyszedł na początku sezonu i wiemy, że mamy nad czym pracować. Dla takich spotkań jak dzisiaj dołączyliśmy do tej ligi. Teraz musimy sprawić, by wynik końcowy był korzystny dla nas

– opowiada Jakub Głogowski, GM Panthers Wrocław

Panthers popełnili kilka błędów, które utrudniły im walkę w tym spotkaniu. Szczególnie bolesne były przechwyty Lukasa O’Connora.

Nie udało się, ale nie wracamy do Wrocławia ze spuszczonymi głowami. Pokazaliśmy, że jesteśmy jedną z czołowych drużyn w Europie i możemy walczyć z każdym. W przyszłym tygodniu mamy pauzę, więc przed nami dwa pełne tygodnie przygotowań do meczu z Berlin Thunder i gwarantuję, że zawodnicy przepracują je na 100%. Oni sami po meczu powiedzieli sobie, że nie chcą się czuć już w tym sezonie tak, jak dzisiaj. Nadal mamy szansę na wygranie swojej grupy i awans do play-off. To jest najważniejsze. Wracamy do pracy

– mówi Michał Latoś, prezes zarządu Panthers Wrocław

Kolejne spotkanie Panters rozegrają w Berlinie 18.07, a ich rywalami będzie drużyna Thunder.

Skrót ostatniego meczu:

Nowy transfer Panthers

Wrocławianie dodali kolejny element do swojej układanki, a jest nim defensive back z Francji Pierre Courageux.

Autor: Darek Grzybowski

Zdjęcie w leadzie: materiał prasowy Panthers Wrocław

Leave a Reply

%d bloggers like this: