Skip to content

Tour de Polska #27

Po skromnym, otwierającym weekendzie, drugi przyniósł wiele więcej wrażeń. Grała nie tylko najwyższa klasa rozgrywkowa, ale również PFL2. Były emocje, były też niespodzianki, w końcu można było poczuć, że sezon naprawdę ruszył. Zapraszamy na podsumowanie przygotowane przez Darka Grzybowskiego. 

PFL1

Kraków Kings – Warsaw Eagles

Do Krakowa przyjechała jedna z dwóch stołecznych drużyn w PFL1 – Warsaw Eagles. Kings byli zdecydowanym faworytem, ale nikt chyba nie spodziewał się, aż tak dotkliwej porażki gości.

Pierwsza seria meczu nie zapowiadała takiego rezultatu. Eagles odzyskali piłkę, po fumble zawodnika Kings i zatrzymali otwierającą serię ofensywną na kilka jardów przed polem punktowym. Ale później się wystartowała lawina… Po szybkich punktach autorstwa Adriana Pomietło, który popisał się pick-six, atmosfera w szeregach warszawskich Orłów nie była najlepsza. Niedługo potem kolejny touchdown, tym razem w ataku, dołożył Tomek Nowak – mamy 14:0, ponieważ Marcin Masłoń dwukrotnie celnie kopnął za „oczko”.

Jeszcze przed końcem kwarty „pachniało” mercy rule. Wszystko dzięki byłemu skrzydłowemu Falcons (Nowakowi), który ponownie został obsłużony wspaniałym podaniem przez Jake’a Schimenza i dzięki podwyższeniu Masłonia gospodarze pewnie prowadzili 21:0.

Kings nie zamierzali się zatrzymywać i przed przerwą Schimenz cudownie wypatrzył Dawida Dąbrowskiego w drodze do endzone, a później Bartosz Gnoza (zeszłoroczny mistrz Polski z Bydgoszcz Archers) wbiegł w pole punktowe. Bezbłędny pozostawał Masłoń i na tablicy wyników było już 35:0.

Jeżeli ktoś liczył w tej fazie meczu na chociażby kontaktowe przyłożenie Eagles, to mocno się przeliczył. Po przerwie nadal cieszyli się tylko gospodarze. Weteran polskich boisk Witek Szpotański dołożył cegiełkę do zwycięstwa, podobnie jak Marcin Masłoń, który za każdym razem umieszczał futbolówkę między słupami. Wynik ustalił Bartosz Gnoza i jego drużyna mogła cieszyć się z wygranej 48:0.

MVP wybrano Adriana Pomietło, a MVP XXL Wojciecha Klonowskiego.

Zgodnie z przewidywaniami Kraków Kings prezentują się bardzo dobrze, ale trzeba również poczekać jak zagrają przeciwko lepszej ekipie. Warsaw Eagles mają wiele problemów na głowie, a kontuzje i słaba dyspozycja rozgrywającego na pewno nie pomagają.

Skrót meczu:

Warsaw Mets – Lowlanders Białystok

Do Ząbek (gdzie swój domowy mecz rozgrywali zawodnicy Mets) białostoczanie przyjeżdżali jako faworyt i nie zawiedli oczekiwań, choć nie było to tak gładkie zwycięstwo, jak sugeruje wynik.

Na pierwsze punkty goście nie musieli długo czekać, już return otwierający spotkanie skończył się touchdownem. Rafał Królewski miał problemy z opanowaniem piłki, ale nie miał ich z mijaniem przeciwników, swój rajd kończąc w endzone. Aaron Jones nie trafił kopnięcia i było 6:0.

Rozgrywający Mets Jessie Robins nie prezentował się najlepiej, a duża presja defensywy Lowlanders, szczególnie Damiana Wesołowskiego i Mariusza Bętkowskiego, wielokrotnie utrudniała mu myśli o skutecznej grze. Po odzyskaniu piłki, Ludzie z Nizin zwiększyli prowadzenie za sprawą biegu Krzysztofa Czaplejewicza i podwyższenia Jonesa. I to były ostatnie punkty w tej połowie, ponieważ pomimo słabej dyspozycji ofensywy, obrona gospodarzy potrafiła przysporzyć problemów Nickowi Rooneyowi i jego kolegom.

Pierwsze przyłożenie w drugiej połowie zdobył ten sam skrzydłowy, który otworzył wynik, czyli Rafał Królewski, a następnie – podobnie jak po pierwszym TD – Jones nie trafił kopnięcia. Tablica wyników pokazywała więc już 19:0, a kibice Mets wciąż nie mieli powodów do radości, choć nadzieję wciąż utrzymywała stołeczna defensywa.

Ciężko jest jednak bronić się cały mecz, nawet najlepsi defensorzy w końcu „pękną”. Wynik spotkania ustalił weteran i były MVP ligi, wracający po roku przerwy, Mikołaj Pawlaczyk, a dwa „oczka” dołożył Królewski. Lowlanders pokonali Mets 27:0.

 

Warto wspomnieć także o akcji, która zakończyła mecz. Goście mieli jeszcze szansę na zwiększenie prowadzenia, po dobrych biegach Pawlaczyka oraz Damiana Waszczyka, niestety dla nich ten drive zakończył się fumble. Gospodarze liczyli, że to pomoże im zmniejszyć rozmiar porażki, ale defensywa Lowlanders nie zamierzała do tego dopuścić. Mariusz Bętkowski mocnym uderzeniem w skrzydłowego wytrącił futbolówkę, a złapał ją zdolny gracz młodego pokolenia (były zawodnik Warsaw Eagles) – Maciej Jabłoński.

MVP wybrano Rafała Królewskiego, a MVP XXL Mateusza Samczuka.

Skrót meczu:

PFL2

Jaguars Kąty Wrocławskie – Bielawa Owls

Zeszłoroczni mistrzowie PFL9 przyjechali do Kątów Wrocławskich, żeby walczyć o pierwsze zwycięstwo w sezonie. Drużna Jaguars również podchodziła do tego spotkania w dobrych nastrojach, szczególnie że przed meczem ogłoszono informację o tym, że ich sponsorem głównym została firma Tarczyński.

I kibice z pewnością nie narzekali na emocje, obydwie drużyny punktowały wielokrotnie, ale to goście ostatecznie wyszli z tej bitwy zwycięsko.

Wynik otworzył duet Rafał Rutowicz – Kamil Muller – 6:0 dla Jags. W drugiej kwarcie to Owls punktowali dwukrotnie. Najpierw Paweł Sołtysiak podał do Piotra Kupca, a następnie sam zdobył przyłożenie biegowe. Dawid Brzozowski kopnął celnie tylko raz i na tablicy wyników widniało 13:6. Do przerwy prowadzili jednak gospodarze, po tym jak Rutowicz podał celnie do Michała Goszczyńskiego, a za 2 podwyższył Michał Zięta. 14:13 dla Jaguars.

Po przerwie dwa biegi Brzozowskiego i podwyższenie za 2 punkty Tomasza Dymkowskiego dały prowadzenie Owls. Przy stanie 27:14, przewagę gości zmniejszył Michał Zięta. Skutecznie odpowiedział jednak Sołytsiak, podając do Szymona Stawskiego. Oskar Nowak dodał jeszcze dwa „oczka” i było 35:20.

Punkty z biegu Kamila Kotlarza i jego dwupunktowe podwyższenie dały jeszcze nadzieje gospodarzom, ale nieudany onside kick pogrzebał ich szanse na zwycięstwo. Bielawa wygrywa pojedynek beniaminków 35:28.

MVP spotkania wybrano Dawida Brzozowskiego.

Skrót meczu:

Wataha Zielona Góra – Białe Lwy Gdańsk

Zespół z Gdańska na papierze był faworytem tego spotkania, w końcu to zeszłoroczny półfinalista. Lecz finalnie okazało się, że zmiana pokoleniowa dotknęła ten zespół dotkliwie i osłabione Lwy nie kąsały tak agresywnie jak przed rokiem. Wręcz przeciwnie Wataha, wracający do „jedenastek” gospodarze pokazali bardzo dobry futbol.

Gospodarze zdobyli przyłożenie już w pierwszej kwarcie, konkretnie był to biegacz Tymoteusz Zieniewicz. Ale potem kibice na punkty musieli czekać aż do trzeciej części gry, kiedy to ponownie ten sam zawodnik podwyższył prowadzenie do 12:0. Białe Lwy przyzwyczaiły nas do wyrównanych meczów, które kończą się czasami w ostatnich sekundach czwartej kwarty. Na podobny przebieg wydarzeń zapowiadało się po podaniu Kamila Kowalika do Mateusza Dziekońskiego oraz podwyższeniu za dwa punkty Sebastiana Markiewicza. Było 12:8… ale Kamil Mądry nie zamierzał dopuścić do nerwowej końcówki i swoim biegiem ustalił wynik na 18:8.

Wataha niewątpliwie cieszy się pewną wygraną na początek sezonu, a w Gdańsku jest o czym myśleć, nie warto jednak skreślać gdańszczan na tak wczesnym etapie sezonu.

MVP wybrano Tymoteusza Zieniewicza.

Skrót meczu:

A na koniec nasze MVP wędruje do wszystkich zaangażowanych w tworzenie widowiska – i jego otoczki – w Zielonej Górze. Klasa światowa!

Autor: Darek Grzybowski

Zdjęcie w grafice: materiał prasowy Lowlanders Białystok

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Leave a Reply

%d bloggers like this: