Skip to content

Week 5 TNF – zapowiedź Rams @ Seahawks

Thursday Night Football czyli mecze rozgrywane z czwartku na piątek czasu polskiego, od dłuższego czasu wzbudzają sporo kontrowersji. Krótki czas regeneracji między starciem niedzielnym a czwartkowym, zwiększa ryzyko kontuzji wśród graczy. Wielu zawodników twierdziło i wielu wciąż twierdzi, że liga powinna zrezygnować z tego punktu w kalendarzu rozgrywek. Na chwilę obecną TNF nigdzie się jednak nie wybiera a w Week 5 czekać nas powinna prawdziwa uczta, dla której warto chodzić niewyspanym przez cały piątek.

Na Lumen Field zmierzą się bowiem drużyny z bodajże najbardziej emocjonującej dywizji w futbolu – NFC West. Seattle Seahawks (2-2) wspomagani dopingiem najgłośniejszych fanów w lidze podejmą Los Angeles Rams (3-1).

Na wstępie wspomniałem o zawodnikach, którzy głośno wyrażali swoją dezaprobatę dla czwartkowych meczów. Jednym z nich był wieloletni receiver Seahawks Doug Baldwin. Jego kolega z drużyny Russell Wilson może jednak mieć na ten temat nieco odmienne zdanie. Na 10 TNF, w których wystąpił Wilson, jego zespół wygrał aż 9, a jedyna porażka przydarzyła mu się w debiutanckim sezonie. Teraz będzie celował w zwycięstwo nr. 10.

Rozgrywający Seahawks będzie przystępował do tego spotkania niesiony rekordowym osiągnięciem sprzed kilku dni. Zwycięstwo z 49ers było setnym odniesionym przez Wilsona od czasu przyjścia do NFL. Dokonał on tej sztuki w 148 meczach, co plasuje go na 4. miejscu w historii pod tym względem.

Choć początek sezonu w wykonaniu Seahawks nie należy do wymarzonych, sam Wilson prezentuje poziom do którego nas przyzwyczaił. Po czterech tygodniach, w kilku statystycznych kategoriach (Int%, QB rating czy ANY/A), notuje on wyniki lepsze niż w jakimkolwiek dotychczasowym sezonie.

Nowy koordynator ofensywy w osobie Shane’a Waldrona, miał lepiej od poprzedników wykorzystywać potencjał Wilsona i – jak na razie – chyba wychodzi mu to dość dobrze. Jest jednak jeden problem, którego nawet tak wybitny zawodnik jak #3 nie jest w stanie łatwo przeskoczyć. Chodzi o grę linii ofensywnej. Problem, z którym w Seattle zmagają się od lat wciąż wydaje się być daleki od rozwiązania. Dotyczy to nie tylko ochrony Wilsona, ale także robienia miejsca dla biegów Chrisa Carsona.

Na ofensywie problemy Seahawks się jednak nie kończą. Można wręcz powiedzieć, że takowe zaczynają się w formacji obronnej. Od słabszego niż w poprzednich latach Poony Forda, przez Jordyna Brooksa, któremu wciąż sporo brakuje do bycia drugim KJ Wrightem, po rażący brak talentu na pozycji cornerbacka. Drużyna ze Seattle musi poprawić grę we wszystkich liniach defensywy. Gdzieś w środku tego całego chaosu jest Jamal Adams. Defensywny playmaker, którego ciężko jest przypisać do jednej pozycji, został niedawno najlepiej opłacanym safety w lidze. Po tym jak w zeszłym sezonie zaliczył aż 9.5 sacków, w tym roku ofensywy rywali wydają się być o wiele lepiej przygotowane na jego blitze. W rezultacie Adams, w dotychczasowych 4 meczach, nie tylko nie zdobył sacka ale nie zaliczył chociażby QB hit. Czasami można odnieść wrażenie, że #33 jest tak zafiksowany na tym by zrobić big play, że kończy się to nieporozumieniem z resztą kolegów z formacji i w efekcie z big playa mogą cieszyć się rywale. Jeśli Seahawks mają zdobyć kolejne mistrzostwo, ba, jeżeli chcą w ogóle wystąpić w play-offach, gra defensywy, która kiedyś nosiła dumne miano Legion of Boom musi wyglądać o wiele lepiej.

Przed nimi arcyważny test. Do Seattle przyjeżdża bowiem trener Sean McVay i jego Los Angeles Rams. Drużyna, która od tego sezonu ma nowego rozgrywającego, za którego oddała sporo draftowego kapitału. Matthew Stafford, w swoim 13. sezonie w NFL, prezentuje się lepiej niż kiedykolwiek. Należy jednak wziąć pod uwagę, że do tej pory grał on tylko w Detroit Lions.

Największym beneficjentem dobrej gry #1 draftu 2009 jest Cooper Kupp. To on, a nie Robert Woods, jest w tym sezonie WR1 w Rams. Skrzydłowy, który w college’u reprezentował barwy Eastern Washington Eagles, ma w tym roku już 5 złapanych TD. To o dwa przyłożenia więcej niż w całym 2020 i o trzy więcej niż  ma wspomniany Woods.

Mimo iż defensywa Seahawks plasuje się zdecydowanie bliżej ligowego dna aniżeli czołówki, nie wydaje mi się by zadanie czekające Stafforda można było nazwać łatwym. Kibice zgromadzeni na Lumen Field zrobią wszystko, by ten czuł się jak najmniej komfortowo. Jako zawodnik Lions nie ma on zbyt dobrych wspomnień z tego stadionu (trzy porażki, w tym jedna w play-offach), ale teraz gra w zdecydowanie lepszej drużynie.

Przez pierwsze trzy tygodnie sezonu Rams prezentowali grę pozwalającą plasować ich wśród głównych faworytów do udziału w Super Bowl. Ostatnio przytrafił im się jednak gorszy występ przeciwko Cardinals. Być może to po prostu zasługa wysokiej formy zespołu z Arizony (wszak Cardinals jako jedyni mają bilans 4-0), a może rywale zaczynają rozpracowywać schematy McVaya. Jedno jest pewne. Rams na pewno nie przystępują do tego meczu jako tak zdecydowani faworyci jak można byłoby zakładać jeszcze dwa tygodnie temu.

Rzeczą, która rzuciła się w oczy w ostatnim meczu Rams, była słabsza niż zwykle postawa linii defensywnej. Aaron Donald zanotował zaledwie 7.7% pass rush win rate. O-line Seahawks powinien jednak stanowić trochę mniejsze wyzwanie dla Donalda, Floyda i spółki.

Matchupem o którym nie można nie wspomnieć jest pojedynek Jalen Ramsey vs. DK Metcalf. Obaj należą do czołówki zawodników na swojej pozycji. W dotychczasowych bezpośrednich pojedynkach górą był wyraźnie ten pierwszy. Do tego stopnia, że internet zalały memy, sugerujące że Ramsey jest „ojcem” skrzydłowego Seahawks. Czy w swoim trzecim sezonie w NFL, Metcalf znajdzie wreszcie sposób by „zerwać się ze smyczy”?

Z pewnością kibice Rams mają prawo oczekiwać więcej od Sony’ego Michela. Biegacz, za którego ekipa z Los Angeles zapłaciła Patriots picki w 5. i 6. rundzie przyszłorocznego draftu jak na razie nie zachwyca i pełni wyłącznie rolę backupa dla Darrella Hendersona, który też nie jest w pełni zdrowy.

Jeśli chodzi o kontuzje, to po stronie Seahawks kolejny raz zabraknie Dee Eskridge’a. Pierwszoroczny skrzydłowy wciąż odczuwa efekty wstrząśnienia mózgu odniesionego w meczu Week 1. Pod znakiem zapytania stoi występ Bensona Mayowy, który z powodu urazu szyi opuścił mecz z 49ers. Również z powodu kontuzji wtorkowy i środowy trening opuścił Chris Carson. Na szczęście dla kibiców Seahawks, z bardzo dobrej strony pokazuje się w tym sezonie Alex Collins. Znacznie lepiej wygląda raport kontuzji po stronie Rams – żaden zawodnik nie posiada chociażby oznaczenia „questionable”. Trener McVay będzie miał więc do dyspozycji pełny skład.

Sezon NFL jest krótki więc każdy mecz ma duże znaczenie ale przy sile jaką prezentują ekipy z NFC West stawka rośnie jeszcze bardziej. Jeśli zaś mamy do czynienia ze spotkaniem dwóch drużyn wewnątrz dywizji to zaczyna brakować skali by opisać jak ważne jest wyjść z tego meczu zwycięskim.

Kto waszym zdaniem będzie górą w meczu otwierającym Week 5?

Kto wygra TNF Week 5?

  • Los Angeles Rams (65%, 13 Votes)
  • Seattle Seahawks (35%, 7 Votes)

Total Voters: 20

Loading ... Loading ...

Autor: Michał Cichowski

* Przypominamy też o NFLplRadio. Odcinku premierowym, z gorącymi opiniami po absurdalnej wymianie Stephon Gilmore’a.

* Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Michał Cichowski View All

Z futbolem związany od 2012 roku. Zakochany w Seahawks - tych ze Seattle i tych z Gdyni (niestety już nieistniejących).
W ekipie NFLPolska (wcześniej pod nazwą FFP) od 2017. Kibicuje również innym drużynom ze Seattle (Mariners, Sounders, Kraken)

Leave a Reply

%d bloggers like this: