Skip to content

Wypowiedzi NFL – week 9

Giants są mierni, ale nie tak jak zwykle; Cowboys pokazali pazur i napędzili strachu Steelers; Dolphins, Cardinals, Raiders, Panthers i Chiefs przyprawili swoich fanów o mocno podwyższone tętno, a Buccaneers odegrali tragedię w czterech kwartach godną starożytnych mistrzów. Jak zwykle w NFL działo się dużo, zatem bez zbędnego biadolenia przejdźmy do mięska, czyli pomeczowych wypowiedzi trenerów z National Football League.

Green Bay Packers 34 – 17 San Francisco 49ers

Green Bay to arcyciekawy kazus – drużyna przegrała w tym sezonie dwa mecze, ale za to z kretesem. Po każdej porażce zdobywa ponad 30 punktów i komfortowo wygrywa następne spotkanie. Tak było i tym razem, kiedy reprezentanci Wisconsin wygrali bez problemów z SF 49ers.

Oczywiście, 49ers są obecnie szpitalem polowym, gdzie na liście kontuzjowanych leżą zawodnicy, którym łącznie Niners płacą 80 milionów dolarów rocznie (!). Matt LaFleur jest jednak pod wrażeniem charakteru swojego zespołu, który odbił się po swojej drugiej porażce w tym sezonie:

Myślę, że to zasługa naszych zawodników, naszych trenerów i naszego podejścia – lubimy atakować. Unikanie kilku porażek z rzędu jest arcyważną rzeczą, kiedy chcesz wygrywać w tej lidze. Musisz pokazać, że potrafisz się podnieść po słabym spotkaniu i masz siłę na wygrywanie.

KyleShanahan ma arcytrudne zajęcie w obecnym sezonie. Jego drużyna nie jest tragiczna, ponieważ ma bilans 4-5, ale przy obecnym stanie zdrowia największych gwiazd raczej trudno jest oczekiwać od nich play-offów. Trener ostatnio wypowiedział się na temat Jimmy’ego G., startującego rozgrywającego.

Okazało się, że jego kontuzja nie jest aż tak poważna, jak się początkowo wydawało i QB może powrócić do gry jeszcze pod koniec sezonu regularnego:

Dobre wieści od lekarzy są takie, że nikt nie doradził nam operacji. Więc przez najbliższe 4-6 tygodni zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja i potem się zobaczy. Mamy nadzieję, że Jimmy wróci do zdrowia i za te 4-6 tygodni i będzie się czuł dobrze.

New York Giants 23 – 20 Washington Football Team

Joe Judge i jego Giants wygrali drugi mecz w sezonie! Brawo, gratulacje Giants, nadal macie szanse na play-offy dzięki temu, że gracie w absolutnie najpaskudniejszej dywizji w świecie poważnego sportu.

Judge miał do swoich zawodników jeden komunikat – „skończcie to!”. I tym razem akurat im się udało:

Jedyne co mówiłem, to skończcie to. Gadaliśmy o tym non-stop. Przed meczem, w trakcie spotkania, w przerwie, pod koniec meczu. Musimy go zakończyć. Gdy wchodziliśmy na boisko w czwartej kwarcie, to komunikat był prosty. Zawodnicy byli gotowi i odpowiedzieli na atak Waszyngtonu w odpowiedni sposób.

Coach Ron Rivera ma przekichaną robotę. Problemy z rozgrywającymi, ogromne problemy ze swoim zdrowiem, aż w końcu problemy z nazwą i samą nazwą organizacji Washington Football Team.

W trakcie meczu z Giants ucierpiał startujący QB Kyle Allen, a Rivera starterem ogłosił Aleksa Smitha, wysyłając Dwayne’a Haskinsa Jr do roli back-upa. Jaki jest los Haskinsa w przyszłości? Taki:

To zabawne. Wysłałem gościa na ławkę i wszyscy nagle myślą, że to koniec jego kariery w tym miejscu. To nie jest tak. Jest potencjał, jest szansa. Dzieciak ma rękę gotową na NFL, teraz tylko kwestia tego, żeby się trochę rozwinął.

Chicago Bears 17 – 24 Tennessee Titans

Matt Nagy nie powinien być playcallerem Chicago Bears. Tylko tyle mam do powiedzenia. Zwłaszcza po takich sztampowych wypowiedziach:

Musimy się upewnić się, jakie popełniamy błędy i w pewnym momencie po prostu musimy powrócić na dobrą drogę. To jest moja praca jako trenera. I wierzcie mi, rzucę okiem na wszystko.

Mike Vrabel cieszył się natomiast, że nareszcie jego drużyna wygrała mecz po dwóch porażkach:

Myślę, że byliśmy gdzieś na rozdrożach. Dwie przegrane, wracamy do domu, ale udało nam się wygrać. Jestem dumny z tego, jak zareagowali. Teraz jednak musimy o tym zapomnieć i zaopiekować się swoimi ciałami. Drużyna, która lepiej się przygotuje fizycznie i mentalnie na następny mecz, najprawdopodobniej go wygra, więc to jest dla nas bardzo ważne.

Detroit Lions 20 – 34 Minnesota Vikings

Niech wynik was nie zwiedzie – ten mecz był dużo bardziej jednostronny, niż sugeruje ilość punktów zdobyta przez Lions. Matt Patricia po raz kolejny pokazuje, że być może powinien powrócić do roli koordynatora i nie pchać się na stanowisko trenera głównego.

Zwłaszcza, ze poszedł do szkoły pomeczowych wypowiedzi Matta Nagy’ego, ponieważ gada takie same bezsensowne głupoty:

Dużo mówimy o byciu konsekwentnym. No i oczywiście to jest rzecz, która do tej pory nie była za dobra. Wiem jednak, że kilku naszych zawodników indywidualnie gra coraz lepiej, ale niestety drużyna nadal nie jest w optymalnej formie.

Mike Zimmer jest za to absolutnie pod wrażeniem swojej ofensywy, która wiedziona przez Dalvina Cooka absolutnie zmiażdżyła Lions:

Dalvin jest niesamowitym zawodnikiem. Biega naprawdę mocno, nie boi się kontaktu, no i trudno jest go przewrócić. W poprzednich meczach biegał naprawdę świetnie, ale pomogła mu też linia ofensywna, tightendzi i C.J. Ham… To było dobre.

Carolina Panthers 31 – 33 Kansas City Chiefs

Co to był za mecz! Panthers mogli wygrać zacięty pojedynek przeciwko Chiefs, ale to defensywa obrońców tytułu okazała się lepsza podczas ostatniego drive’u. Nie mniej, drużyna Matta Rhule’a pokazała pazurki podczas powrotnego meczu Christiana McCaffrey’ego. Ten niestety znów uległ kontuzji i trener na razie nie wiedział, na ile jest poważna.

Chociaż Rhule i spółka przegrali, to i tak z Kansas City mogą wyjeżdżać z  podniesioną głową:

Myślę, że mieliśmy sporo dobrych zagrywek. W późniejszej fazie meczu udało nam się zdobyć pierwszą próbę w sytuacji 4th & 19, na co zareagowałem: „Co innego lepszego możemy zrobić w meczu, jak nie właśnie to”. Chcieliśmy wygrać i próbowaliśmy grać tak, by to pokazać.

Andy Reid natomiast jeszcze przed meczem w rozmowie z ESPN powiedział, że był głupi, kiedy nie zwerbował Matta Rhule’a do swojej poprzedniej drużyny, czyli Philadelphia Eagles.

To było głupie z mojej strony. Powinienem znaleźć dla niego miejsce. Potem o nim słyszę, a ten pracuje dla Giants. Nie chciałem, żeby on tam był! Mój syn mi powtarzał: „On jest świetnym trenerem”. Jest po prostu bardzo inteligentny. Zna się na obydwóch stronach footballu. Może trenować każdego. Mówię wam – on zaraz będzie gwiazdą.

Houston Texans 27 – 25 Jacksonville Jaguars

Romeo Crennel powinien podziękować dwóm osobom – Deshaunowi Watsonowi za to, że doprowadził Texans do wygranej i Jake’owi Lutonowi z Jaguars za to, że nie udało mu się wyrównać podczas konwersji za dwa punkty.

Watsonowi podziękował podczas pomeczowej konferencji:

Jest magikiem. Nie mam pojęcia, w jaki sposób wyszedł cało z niektórych sytuacji, w których się znalazł. Ale ma jakieś wyczucie w znajdowaniu miejsc do ucieczki. Kiedy już je znajdzie, to zdobywa jardy i „rusza łańcuchy”, przy okazji motywując resztę ofensywy.

DougMarrone ma za to ciężką decyzję do podjęcia – Gardner Minshew jest na razie kontuzjowany, a jego miejsce zajął rookie JakeLuton, który zaprezentował się z naprawdę dobrej strony w swoim debiucie w NFL. Na razie coach Jaguars nie chce myśleć o przyszłości i wymijająco odpowiedział:

Wszyscy będą się o to teraz pytali. Gardner na razie nie może rzucać, więc żadnej decyzji nie muszę podejmować w tym momencie. Ale przyznam szczerze, że jakoś specjalnie nie czekam na te nadchodzące tygodnie. Podjęcie dobrej decyzji mi chwilę zajmie i nie chcę popełnić błędu. Jestem nawet tym trochę wkurzony.

Baltimore Ravens 24 – 10 Indianapolis Colts

John Harbaughi jego Ravens mają za sobą bardzo trudny mecz przeciwko dobrej drużynie. Pojedynek okazał się zwycięski dla jego zespołu, ale i tak dziennikarze nie byli zachwyceni niedawną formą Lamara Jacksona.

Ten nie błyszczy jak w zeszłorocznej kampanii (przypominamy, że został MVP sezonu regularnego), ale trener Harbaugh uspokoił wszystkich, że Lamar nadal jest numerem 1 w Baltimore i nic się nie zmienia:

Lamar nadal jest naszym gościem. Ma u nas pełne wsparcie. Jesteśmy murem za nim, wierzymy w niego i go kochamy. W tej lidze zawsze będziesz miał krytyków. Nawet w życiu będziesz miał krytyków. On to rozumie i nie ma z tym problemów. Więcej – żaden z naszych chłopaków nie ma z tym problemów.

Frank Reich również nie był krytyczny wobec swoich zawodników – grali z Ravens, najlepszą drużyną zeszłego sezonu regularnego. Być może ofensywa Colts powinna zdobyć nieco więcej punktów, ale tym razem się nie udało.

Drugą połowę zaczęliśmy mając przewagę. Niestety nie weszliśmy w nią zbyt dobrze, popełnialiśmy błędy i nie wykorzystywaliśmy swoich sytuacji, a potem obudziła się ich ofensywa, czego oczywiście się w końcu spodziewaliśmy. Mają dobrych zawodników. To bardzo dobra drużyna futbolowa.

Seattle Seahawks 34 – 44 Buffalo Bills

Piękna strzelanina. Pojedynek Russella Wilsona i Josha Allena okazał się zwycięski dla młodszego z panów i kiedy Wilson powoli stopuje w wyścigu o statuetkę MVP sezonu 2020, Allen wydaje się, że przez chwilę zwolnił, by teraz znowu wrzucić 5 bieg.

Swojej drużyny natomiast nie poznawał Pete Carroll (który tego samego dnia otrzymał przedłużenie kontraktu do 2025 roku). Po meczu trener wyjaśnił dziennikarzom:

W życiu tak źle nie wyglądaliśmy i to jest mecz, którego nie chce mieć w mózgu. Mieliśmy ogromne problemy w pierwszej połowie, a oni robili po prostu co chcieli. Nawet nie próbowali biegać z piłką. Po prostu rzucali sobie w ładnym stylu, mając celne podanie za celnym podaniu. To był niezwykle interesujący mecz pod tym względem.

SeanMcDermott zdradził natomiast, że Josh Allen grał mecz niecałe 24 godziny po tym, gdy zmarła jego 80-letnia babcia, Patricia Allen. Trener był pod ogromnym wrażeniem swojego młodego rozgrywającego, który grał jak natchniony:

Powiedział, że chce grać. Baliśmy się, jak to na niego wpłynie i jak poradzi sobie z tą stratą. Kompletnie wyłączył uczucia na czas meczu i emocjonalny był dopiero po nim. To nie jest coś, przez co można łatwo przejść.

Denver Broncos 27 – 34 Atlanta Falcons

Broncos niemalże byli kolejną drużyną, która dokonała niezwykłego comebacku przeciwko Falcons. Na szczęście dla reprezentantów ATL, tym razem skończyło się tylko strachem.

W tym „prawie-comebacku” sporą zasługę miał nowy pierwszo rundowy skrzydłowy Broncos, Jerry Jeudy. Zanotował pierwszy mecz z ponad setką zdobytych jardów, za co został pochwalony przez coacha Denver, Vica Fangio:

Myślę, że zaczął się ostatnio odnajdywać w naszej ofensywie. Podoba mi się, co grał Jerry i gdzie obecnie zmierza ze swoją formą. Coraz lepiej zachowuje się na treningach i to ma wpływ na mecze. Myślę, że robi dobrą robotę, a jego forma definitywnie idzie do góry. Pokazuje dokładnie, dlaczego wydraftowaliśmy właśnie jego.

Raheem Morris zanotował natomiast drugie zwycięstwo z rzędu jako coach Falcons i to w dobrym stylu. Atlanta „wstaje z kolan”, z czego trener nie mógł się nacieszyć podczas pomeczowej konferencji. Piękne rzeczy:

Silne ptaki wróciły! Udaje ci się wygrać w domu, czujesz dobrą energię, czujesz krew w wodzie i nigdy nie przepraszasz za błędy w takim meczu. W takich sytuacjach po prostu wychodzisz na boisku i wygrywasz te spotkania.

Podziwiam pewność siebie przy bilansie 3-6.

Las Vegas Raiders 31 – 26 Los Angeles Chargers

Jon Grudeni jego Raiders zostali ukarani utratą szósto rundowego picku w nadchodzącym drafcie i tysiącami dolarów grzywny za słabe podejście do kryzysu pandemicznego i zasad dot. Covid-19 w NFL (chociaż mają się odwoływać).

Na razie nikt się chyba tym jednak nie przejmuje, bo drużyna w końcu wygrywa i wygląda na to, że może się nawet załapać na play-offy (co to będzie za walka o postseason w AFC, aż ślinka mi cieknie). Gruden jednak wyróżnił w pomeczowej konferencji jednego zawodnika – Isiaha Johnsona. Ten bowiem wytrącił piłkę z rąk skrzydłowego Chargers, Mike’a Williamsa. Przyłożenie spowodowałoby wygraną drużyny z LA.

To były jego prawdziwe chrzciny w NFL. Dzięki Bogu za Isiaha Johnsona i jego wielkie ciało. Trzeba mu pogratulować, bo miał kawał porządnego zagrania.

Ech, Chargers. Śmiejemy się z Atlanty, że w kółko trwonią pokaźne prowadzenie, ale w tym roku tytuł „największych przegranych” należy się właśnie drużynie z Los Angeles.

Justin Herbert rozgrywa kozacki sezon jak na debiutanta. W ofensywie pomagają mu Keenan Allen, Hunter Henry i cała wręcz plejada biegaczy. Ale co z tego, skoro nie potrafią utrzymać prowadzenia do końca? Sprawa prawdopodobnie leży po stronie coachingu. A co na to Anthony Lynn?

Czuję się, jakby kopnięto nas w trzewia 6 razy. To o 6 razy za dużo jak dla mnie. Powiedziałem chłopakom, żeby po prostu walczyli. Zrobili to, co im kazałem. Walczyli przez 4 kwarty. Moim zdaniem byli wytrzymali i nieźle wrócili do gry. Walczyli dla siebie nawzajem, a nie dla mnie. Wiem, że jeżeli dalej tak będzie, to przydarzy się wiele dobrych rzeczy.

Z bólem serca trzeba jednak napisać, że jedną z tych dobrych rzeczy mogłoby być odświeżenie ławki trenerskiej z Lynnem na czele. Skoro na pozycji rozgrywającego pierwszy raz od 320 lat jest ktoś inny niż Phillip Rivers, to może czas spróbować tego samego z boku boiska?

Pittsburgh Steelers 24 – 19 Dallas Cowboys

Przez chwilę mogło się wydawać, że Steelers próbują ten mecz przegrać, a Cowboys faktycznie starają się o zwycięstwo. Mniej więcej na początku drugiej połowy okazało się jednak, że było to dość złudne wrażenie, a Pittsburgh wrócił z Dallas z bilansem 8-0.

Mike Tomlin całkiem słusznie podsumował mecz, stwierdzając że jego drużyna jest na celowniku wszystkich bez względu na to, jaki ma bilans:

Jesteśmy Pittsburgh Steelers i wszyscy wiedzą, co to znaczy. To znaczy, że wszyscy będą w nas bili z całej siły, niezależnie od bilansu. Ludzie szanują naszą markę, szanują franczyzę i jej historię. Takie mam doświadczenie przez 14 lat tutaj. Niezależnie od tego, jaki bilans mamy my, ludzie wiedzą, że spotkania ze Steelers są ważne, a za nami ciągnie się reputacja. Drużyny będą grały przeciwko nam najlepiej, jak tylko umieją.

Mike McCarthy zapowiedział natomiast, że w przyszłym tygodniu (bye week dla Cowboys) zawodnicy ofensywni będą pracowali z trenerami defensywy i vice versa. Ciekawa strategia i prawdę mówiąc, Cowboys prawdopodobnie nie zaszkodzi już nic.

Okej, McCarthy pokazuje więc, że jest otwarty na nowe sposoby przygotowywania swojej drużyny do kolejnych spotkań. A co powiedział na pomeczowej konferencji? Pochwalił swój zespół:

To była ciężka walka. Każda z trzech grup zawodników pokazała na co ich stać. To moim zdaniem był najlepszy mecz, który do tej pory rozegraliśmy w tym roku. Patrzenie na działanie naszej ofensywy mnie cieszyło, potrafili podawać piłkę i zdobywać jardy na ziemi. Mocno walczyli. Każdy tydzień to nowe wyzwanie i nasi zawodnicy sobie z nimi radzą. Jesteśmy rozczarowani, bardzo rozczarowani. Moim zdaniem zawodnicy wykonali odpowiednio dobrą pracę, by wygrać przeciwko niezwykłemu przeciwnikowi. Niestety tak się nie stało.

Miami Dolphins 34 – 31 Arizona Cardinals

Ależ nam strzelaninę zafundowali Tua Tagovailoa i Kyler Murray. Obydwaj młodzi rozgrywający grali piękne mecze, biegając, rzucając i prowadząc swoje drużyny do zwycięstw. Z batalii z tarczą wyszedł Tua, notujący drugie zwycięstwo jako starter w NFL, a Kyler chociaż dwoił się i troił nie był w stanie poradzić sobie z defensywą Miami.

Brian Flores udowadnia, że zatrudnienie go w roli trenera Dolphins było świetnym pomysłem, a zespół ma realne szanse na play- offy. Trener był też pod wrażeniem swojego młodego rozgrywającego, który błyszczał w bieli:

Miał wiele świetnych zagrywek w meczu, zwłaszcza pod koniec, gdy tego potrzebowaliśmy. To była bardzo wyrównania gra. Oni coś robili, my odpowiadaliśmy. Scena nie była dla niego za duża. Grał dobrze, ale zresztą podobnie jak reszta naszej drużyny. Wszyscy dorzucili coś od siebie. To było zwycięstwo drużynowe. Każdy miał swoją rolę i ją dobrze wykonał, co jest podstawową dla zwycięstwa przeciwko tak dobrej drużynie.

Kliff Kingsbury znów postanowił wziąć odpowiedzialność za przegraną na siebie, zwalając winę na złe decyzje pod koniec meczu i dobór słabych zagrywek podczas sytuacji 4th & 1, czy 3rd &1:

Nie będę ukrywał – podjąłem parę złych decyzji, które nie pozwoliły nam dojść do ich endzone. To chyba tyle negatywnych czynników. Po prostu schrzaniłem kilka zagrywek. Zwłaszcza późno w meczu, kiedy mieliśmy sytuacje 4th & 1, czy 3rd & 1 i to nam się odbiło. Im się udało, a nam nie.

New Orleans Saints 38 – 3 Tampa Bay Buccaneers

Sean Payton ośmieszył swojego największego dywizyjnego rywala w postaci Bucs. Rozgrywającym przez kilka minut był nawet Taysom Hill, a niektórzy pewnie czekali na pojawienie się na boisku Jameisa Winstona, który przyszedł do Saints właśnie z Tampy po legendarnym sezonie 30-30.

Jednak trener postanowił zachować się bardzo kulturalnie podczas pomeczowej konferencji, wyjaśniając, że to nadal jest dobra drużyna, której należy się szacunek:

Moim zdaniem nasi zawodnicy mieli kawał dobrego meczu. Grali przeciwko dobrej defensywie, trudno się przeciwko nim biega. Na szczęście dobrze nam poszło w rzucaniu na początku meczu, nasza linia ofensywna dobrze blokowała, więc udało nam się nawet trochę pobiegać. Ale powtarzam – to jest naprawdę dobra drużyna. Moim zdaniem jedna z najlepszych, z którą do tej pory mieliśmy okazję grać.

Natomiast do Bruce’a Ariansa mam jedno pytanie (przepraszam, że tak kwieciście) – co się stało, że się… „zepsuło”? Do ofensywy, która ostatnio była rozgrzana do czerwoności, dołączył jeszcze Antonio Brown, a też już w pełni zdrowy jest niezwykle utalentowany Mike Evans.

Trener był zwyczajnie zszokowany, prawdopodobnie tak jak każda inna osoba śledząca NFL. Przegranie meczu z Saints to nie tragedia. W końcu to bardzo dobra drużyna – zresztą przecież już raz z nimi w tym sezonie przegrali. Ale dostać w taki miażdżący sposób? To musi być prawdziwy rollercoaster negatywnych uczuć:

To było szokujące. Widziałem, jak trenujemy, byliśmy pewni siebie przed meczem… Ogromny szacunek dla Saints. Skopali nam tyłki w każdej fazie meczu. We wszystkim. Wszyscy są wku*wieni. Ale teraz jest już za późno, trzeba się szykować na mecz z Panthers. O tej porażce trzeba zapomnieć już jutro po obejrzeniu taśm i skupić się na kolejnym spotkaniu.

New England Patriots3 0 – 27 New York Jets

Bill Belichick lubi wygrywać mecze, które powinien przegrać. Przykładem takiego spotkania było to co widzieliśmy podczas Monday Night Football, gdzie słabi Pats pojechali do New Jersey zmierzyć się z jeszcze gorszymi Jets. Patriots spotkanie w końcu wygrali, dzięki czemu nieco „wrócili do życia”, chociaż na play-offy nadal szanse są raczej mizerne.

Belichick pochwalił w pomeczowej konferencji swoich zawodników, określając ich twardzielami i ze swoim typowym stoickim (czy też nawet nienawistnym) grymasem stwierdził, że jest z nich dumny i szczęśliwy:

To było dobre zwycięstwo. Pod koniec meczu chłopaki wykonali swoją pracę i rozegrali dobre akcje, żeby zdobyć zwycięstwo. Oczywiście mogło być dużo lepiej, ale na szczęście obrona nie przeszkadzała atakowi i vice versa. Zawodnicy ciężko pracowali, zasłużyli na to zwycięstwo i jestem z nich dumny.

Ach, New York Jets. Co nowego mogę na ich temat wymyślić? Brakuje mi słów na opisywanie tego, co ten zespół robi, a i sam trener Adam Gase jest tak nieciekawym człowiekiem, że jego pomeczowe konferencje po kilku tygodniach zaczęły mi sprawiać fizyczny ból.

Wiecie co najlepiej podsumowuje moje relacje z Adamem Gase’em? Jego ostatnie słowa na konferencji pomeczowej, gdzie po przegranej zaczął wywód od zdania:

To boli.

Sam lepiej bym tego nie ujął. Na szczęście jest światełko w tunelu – insider Adam Schefter poinformował, że w przyszłym roku Gase nie będzie pełnił funkcji trenera New York Jets. Informacja oczywiście nie jest potwierdzona oficjalnie przez franczyzę, ale to „Schefty” – gość się raczej rzadko myli.

Także sobie i Adamowi Gase’owi życzę tego samego – dotrwania w miarę zdatnym stanie do końca sezonu 2020. Wtedy o bólu będziemy mogli już zapomnieć.

Źródło zdjęcia: buffalobills. com

Tekst i tłumaczenia opracował Kamil Kacperski, akaRookie of the Year

Leave a Reply

%d bloggers like this: