Skip to content

Era Dana Snydera to już historia, jak ją zapamiętamy?

Wielu było znienawidzonych właścicieli sportowych drużyn w historii. Tak skrajne emocje wobec osoby zarządzającej najczęściej ograniczają się do kibiców danej drużyny, którzy z różnych powodów nie pałają miłością do właściciela. Kibice Knicks ciepło nie wypowiedzą się na pewno o Jamesie Dolanie i jego sposobie zarządzania drużyną (a raczej jego braku), sympatycy Colts krzywo patrzą na każdy ruch Jima Irsaya, a fani Miami Marlins załamują ręce na widok Jeffreya Lorii. Jednak Daniel Snyder był na tyle wyjątkowy, że stworzył własną kategorię – jego nienawidzą WSZYSCY (chociaż fani Cowboys i Giants mogą uważać, że wykonywał nawet niezłą robotę). Jak jeden człowiek mógł doprowadzić organizację, która w poprzednich latach radziła sobie jeśli nie bardzo dobrze to chociaż nieźle, w jedno z największych ligowych pośmiewisk? Jak sprawił, że nawet inni właściciele klubów NFL chcieli się go pozbyć, a kibice innych drużyn życzyli fanom Commanders sprzedaży franczyzy. Tekst przygotował Igor Białecki. 

***

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk -> Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***

NOWE PORZĄDKI 

Washington Redskins z sezonu 1991 uznawani są za jedną z najlepszych drużyn w historii NFL. Wisienką na torcie było oczywiście zdobycie trofeum Lombardiego, ale w drodze do Super Bowl zdominowali ligę, praktycznie pod każdym względem; bilans 14-2, 11 zwycięstw z rzędu, zdobyli łącznie 485 punktów tracąc jednocześnie 224, a ich legendarna linia ofensywna, zwana “The Hogs” dopuściła do zaledwie 9 sacków w całym sezonie. W przeszłości Redskins również potrafili wygrywać, a klub w całej swojej bogatej historii pięć razy grał w Super Bowl wygrywając z tego trzy razy. Nie będę się tutaj za bardzo rozpisywał o całej historii futbolu w stolicy USA, ponieważ możecie o tym posłuchać w podcaście NFLPOLSKA.COM na Spotify:

Eksperci i dziennikarze zaczęli obstawiać, kto zostanie następną po San Francisco 49ers dynastią w NFL. Wielu wskazywało na Redskins (jak to zwykle bywa w przypadku świeżo upieczonych mistrzów). Jednak po sezonie mistrzowskim zaczęły się schody. Zaledwie po dwóch latach od wygrania Super Bowl XXVI Redskins zakończyli sezon z bilansem 4-12, rok później jeszcze gorzej – 3-13. W następnych latach było nieco lepiej, ale Redskins nie byli w stanie zakwalifikować się ani razu do play offów. W 1997 r. zmarł ówczesny właściciel – Jack Kent Cooke, a drużyna została przekazana jego fundacji, z poleceniem sprzedaży. I wtedy wchodzi on, cały na biało – Daniel Snyder.

Daniel Marc Snyder urodził się w 1964 roku w Silver Spring w stanie Maryland. Tak jak i inni ludzie sukcesu rzucił studia i otworzył własny biznes, który zajmował się wynajmowaniem prywatnych odrzutowców. Interes szedł całkiem dobrze, bo zarobił na tym “na czysto” 1 mln dolarów. Zarobione pieniądze zdecydował się zainwestować wraz z innym przedsiębiorcą w stworzenie ogólnokrajowego magazynu dla studentów nazwanego “Campus USA”. Do projektu dołączył również tabloid New York Daily News, jednak Campus USA nie odniósł większego sukcesu i po dwóch latach przynoszenia strat zniknął z rynku. Po fiasku w branży prasowej Snyder był niemal spłukany. Razem z siostrą Michele i z pomocą finansową ojca założyli agencję reklamową Snyder Communications, ale firma zajmowała się również dystrybucją mydła i leków, a następnie poszerzyła działalność o telemarketing. Daniel Snyder w wieku 32 lat został najmłodszym w historii prezesem firmy, która była notowana na nowojorskiej giełdzie, a w 1998 roku Snyder Communications było wyceniane na 1 mld dolarów. W tym samym roku francuski konglomerat reklamowy Havas wykupił 100% udziałów w firmie, a wartość transakcji przekroczyła 2 mld dolarów, z czego sam Snyder na tej sprzedaży zarobił 300 mln. W 1999 roku za łączną kwotę 800 mln dolarów kupuje Washington Redskins razem z Jack Kent Cooke Stadium, którego prawo do nazwy sprzedał znanej firmie kurierskiej i zmienił nazwę na FedExField.

KTO BOGATEMU ZABRONI?

Powiedzmy to sobie wprost – w sporcie (bez znaczenia jakim), im więcej masz pieniędzy, tym więcej masz możliwości. A im więcej masz możliwości, tym więcej szans na zwycięstwo. Ale więcej szans na zwycięstwo nie oznacza, że z miejsca zostaniesz mistrzem. Co jednak najważniejsze – pieniądze te trzeba mądrze wydawać. Daniel Synder na początku swojej kadencji, podążył za myślą wydawania dużych sum gwiazdom ligi, często podpisując kontrakt na dłużej niż, standardowe 3-5 lat. Trzeba przyznać, że Snyder ściągnął do Waszyngtonu parę ciekawych nazwisk, nawet gwiazdę z pierścieniami na koncie.  Przyjrzymy się im bliżej.

Deion “Prime Time” Sanders, zawodnik, który na kartach historii zapisał tym, że jako jedyny wystąpił w World Series (finał ligi MLB) oraz w Super Bowl. Grający nominalnie na pozycji cornerbacka, ale również jako wide receiver zawodnik po czterech owocnych latach z Dallas Cowboys, przeniósł się do Washington Redskins jako wolny agent. W 2000 roku jak na swoją pozycję był już dość stary, bo kończył wówczas 32 lata, a pseudonim “Prime Time” był już raczej śpiewem przeszłości. Daniel Snyder mimo to, stwierdził że wiek to tylko liczba i zaproponował Sandersowi… 7-letni kontrakt wart 56 mln dolarów, wliczając w to 8 mln signing bonusu. Trzeba jednak oddać, że Sanders zagrał ponadprzeciętnie dobry sezon. Jednak zaledwie po roku gry dla Redskins “Prime Time” dość niespodziewanie ogłosił zakończenie kariery, co czyni ten kontrakt jednym z bardziej absurdalnych. Żeby było śmieszniej Sanders w 2004 r. wznowił karierę na jeden sezon w Baltimore Ravens. Jednak dopiero się rozkręcamy.

Bruce Smith po 14 latach pożegnał się z Buffalo Bills, gdzie zapracował sobie na miano klubowej legendy i podobnie jak Sanders Hall of Fame. Mający 37 lat na karku edge podpisał z Redskins 5-cio letni kontrakt wart 23 mln dolarów. Mimo końca swojego szczytu kariery, Smith zagrał trzy lata w Waszyngtonie notując solidne liczby ale po tych trzech latach Redskins zwolnili go zostawiając trochę martwych dolarów w capie.

Brad Johnson – akurat tutaj Snyder “trafił”, bo gość do dzisiaj trzyma klubowy rekord celnych podań w jednym sezonie i w Redskins miał swój “prime”, mimo że rozgrywającym był co najwyżej przeciętnym. Ale jego back-up to jedna największych porażek kontraktowych Snydera. Jeff George to prawdziwy ligowy obieżyświat, w swojej karierze grał w aż 7 zespołach, gdzie najdłużej zabawił w Indianapolis Colts – trzy lata. Jako pierwszy wybór draftu 1990 zawiódł na całej linii i tułał się po lidze jedynie jako dobry back-up. Po całkiem udanym dla niego sezonie 1999 w barwach Minnesota Vikings, rozczarował się kiedy ten zespół zaoferował mu kontrakt na 400 tys. dolarów za rok gry i pozycję rezerwowego. I wtedy wchodzi on – Dan Snyder, który proponuje mu 18,25 mln dolarów za 4 lata gry i pozycję back-upa Brada Johnsona. Nie muszę chyba pisać którą z tych propozycji George wybrał. Jednak w połowie sezonu Jeff George mógł w końcu się wykazać, ponieważ Johnson doznał kontuzji. George jako starter zagrał w barwach Redskins osiem spotkań w ciągu dwóch lat, rzucił 7 przełożeń przy 9 przechwytach i po dwóch latach został zwolniony generując kolejne martwe dolary.

Mimo ściągania dużych nazwisk, nie przełożyło się to na sukcesy Redskins. W sezonie 2000 zaliczyli bilans 8-8 i nie zakwalifikowali się do play offów. Rok później to samo, a dalej już tylko równia pochyła. Czy Snyder wyciągnął wnioski ze swojej polityki transferowej w następnych latach? Oczywiście, że nie.

Rok 2002 – Redskins ściągają do siebie byłego linebackera Eagles Jeremiah Trottera, dostaje on 7-mio letni kontrakt wart 36 mln dolarów. Wszyscy mówili, że to dobry ruch Snydera… i klops. Trotter miał fatalne liczby, które w Waszyngtonie spadły niemal dwukrotnie w stosunku do poprzedniego sezonu w Philadelphii. Po sezonie 2003 Trotter został zwolniony, a ten wrócił do Eagles, gdzie (kto by się spodziewał) wrócił do swojej poprzedniej formy.

W 2005 roku do drużyny ze stolicy dołączył Adam Archuleta – safety o wysokim potencjale. Snyder dał mu 6-cio letni kontrakt na 30 mln dolarów czyniąc go najlepiej wówczas zarabiającym na tej pozycji w NFL. Efekt? Jedno wielkie rozczarowanie – w swoim pierwszym sezonie nie zaliczył nawet jednego przechwytu, a po kolejnym roku został zwolniony i skończył swoją przygodę z futbolem w ogóle.

Albert Haynesworth to natomiast prawdziwa jazda bez trzymanki. W 2009 Redskins zaoferowali mu kontrakt na 7 lat i uwaga 100 mln (!) dolarów. Trzeba przyznać, że nawet dzisiaj taka kwota dla defensive tackla robi wrażenie. Co otrzymali Redskins w zamian od zawodnika? Opuszczanie treningów, kłócenie się ze sztabem trenerskim o  wybór taktyki oraz strzelanie fochów. Haynesworth w zasadzie nie był w drużynie. Mike Shanahan – ówczesny head coach – zawiesił go za “zachowanie na szkodę zespołu”. Podczas meczów prezentował się jeszcze gorzej –  to nie był ten sam zawodnik, który zaledwie sezon wcześniej dominował na swojej pozycji w Tennessee Titans. Po dwóch i pół roku w stolicy został zwolniony.

Donovan McNabb – legenda Eagles, który został wygwizdany przez ich kibiców, kiedy ci wybierali go z #2 w drafcie 1999. Mimo, że z trenerem Andym Reidem tworzyli świetne duo, nie udało im się zatriumfować  w Super Bowl. Wszystko wskazywało na to, że zostanie jedną z gwiazd ligi, a w przyszłości może nawet i MVP. Jednak seria kontuzji, która go prześladowała w sezonach 2005-2007 sprawiła, że nie był już tym samym zawodnikiem i mocno spuścił z poziomu jaki do tej pory prezentował. W 2010 roku Eagles oddali McNabba w wymianie do Redskins, a ci zaoferowali mu potężną 5-cio letnią umowę wartą 78 mln dolarów. Waszyngton wiedział, że ryzykuje taką umową za zawodnika, który prawdopodobnie nigdy nie wróci do poprzedniej formy. Jednak ku zaskoczeniu prawie każdego, prezentował się nawet nieźle. W meczu przeciwko Houston Texans rzucił nawet  na 426 jardów, mimo że Redskins to spotkanie przegrali. Jak na ironię w tych meczach, w których McNabb grał przeciętnie albo źle Redskins wygrywali, a w tych w których miał przebłyski dawnego siebie przegrywali. Wszystko powoli się układało i Redskins myśleli, że odbudowa jego kariery idzie pomyślnie… do czasu.  McNabb podpisał nową umowę 15 listopada 2010 roku, a zaledwie miesiąc później Mike Shanahan oznajmił, że… McNabb będzie trzecim QB, bo ten nie notował tak złych występów nawet w swoim debiutanckim sezonie. Kiedy Redskins kupowali McNabba oddali Eagles jeden pick drugorundowy oraz warunkową trzecią/czwartą rundę. Kiedy rok później oddawali go do Vikings otrzymali od nich dwa szóstorundowe picki, w tym jeden warunkowy. Nie ma co – interes życia.

Podczas, gdy Snyder chętnie płacił przygasającym gwiazdom, równie niechętnie zatrzymywał w drużynie utalentowanych graczy, którzy chcieli grać i do tego robili to dobrze. Kiedy Robert Griffin III został kontuzjowany nie zapewnili mu odpowiedniej opieki medycznej i za wcześnie pozwolili mu wrócić co praktycznie zakończyło jego karierę. Nie zaoferowali większych umów Kirkowi Cousinsowi oraz Trentowi Williamsowi, a obecnie za takich zawodników w rosterze dali by się zapewne pociąć.

Taka polityka transferowa – czyli podpisywanie długoterminowych umów z weteranami, którzy swoje najlepsze lata mają za sobą albo nigdy nie byli szczególnie dobrzy i dawanie im gigantycznych kwot – była mocno ryzykowna i się nie opłaciła. W NFL obowiązuje tzw. twardy salary cap, którego drużyny pod żadnym wyjątkiem nie mogą przekroczyć, a kiedy większość twojego limitu płacowego pożerają zawodnicy, którzy nie błyszczą, wówczas nie masz pieniędzy żeby zapłacić zawodnikom z innych pozycji i robią się dziury w składzie, który nie jest w stanie walczyć o wyższe cele, ale nie jest aż tak słaby żeby tankować, bo przecież nie po to dajesz zawodnikom wielomilionowe kontrakty na parę lat żeby przegrywać, prawda? A skoro już przy tankowaniu jesteśmy…

DRAFT WEDŁUG SNYDERA

W NFL możemy wyróżnić dwa typy właściciela franczyzy. Model 1 – właściciel trzyma się na uboczu, nie ingeruje za bardzo w codzienne funkcjonowanie drużyny, a kiedy trzeba rzuci kasą, resztę roboty robi za niego generalny menedżer i prezes, którzy realnie zarządza franczyzą. Jest to najczęściej spotykany rodzaj właściciela. Model 2 – właściciel realnie wpływa na codzienne funkcjonowanie i organizację franczyzy, samemu tak naprawdę pełniąc funkcję GM-a. Tego rodzaju właścicielami są np. Jerry Jones – właściciel Cowboys – oraz Jim Irsay, sprawujący pieczę nad Indianapolis Colts. Dan Snyder, na nieszczęście kibiców Commanders zaliczał się do tej drugiej grupy, a co za tym idzie miał realny wpływ na wybory drużyny w drafcie.

Paradoksalnie pierwszy draft w erze Snydera był prawdopodobnie najlepszy za jego rządów, ale ciężko aby taki nie był kiedy masz dwa wybory w pierwszej rundzie i w dodatku oba w top 3. Z numerem drugim Redskins wybrali LB LaVara Arringtona, który potrafił zdominować środek pola… pod warunkiem, że był zdrowy. Natomiast z “trójką” poszedł OT Chris Samuels, który okazał się jednym z najlepszych tackli swojego pokolenia i został klubową legendą. Jednak jak na rządy Snydera przystało – potem było tylko gorzej. Draft 2001, w pierwszej rundzie Redskins z wyborem 15 wybierają WR-a Roda Gardnera. Nie znacie gościa? Nie dziwię się wam, w całej swojej karierze trwającej zaledwie sześć lat Gardner złapał na nieco ponad 3000 jardów. Z tego draftu na uwagę zasługuje jedynie Fred Smoot – drugorundowy wybór, solidny DB ale nic ponad to.

No ale draft 2002 to już musiał się udać. 10 picków, w tym po jednym w pierwszej, drugiej i szóstej rundzie, po dwa w trzeciej i piątej oraz trzy w siódmej. Coś z tego musiało “siąść”, prawda? W dodatku na samym końcu pierwszej rundy na tablicy dalej zostaje rozgrywający godny uwagi, to już w ogóle masz szansę wybrać swoją przyszłość, zawodnika wokół którego będziesz budować drużynę. Z wyborem 32 Redskins wybrali rozgrywającego z uniwersytetu Tulane Patricka Ramseya. W swoim pierwszym meczu w profesjonalnej karierze przeciwko New Orleans Saints Ramsey rzucił 4 przechwyty, a Redskins przegrali 27-43. W 2005 roku Ramsey doznał kontuzji szyi przez co na rozegraniu zastąpił go “legendarny” Mark Brunell i Ramsey nie dostał kolejnej szansy. Został ligowym włóczęgą zaczepiając się w ciągu trzech lat aż o osiem zespołów, aż w 2008 roku ogłosił zakończenie kariery. Jedynie z tej wybranej dziesiątki wybił się RB Ladell Betts, który był “one year wonder”.

W 2004 roku Redskins mieli zaledwie cztery picki w całym drafcie, ale z numerem piątym udało im się wybrać safety Seana Taylora, który był jednym z największych prospektów tego draftu, wszyscy wróżyli mu świetną karierę i typowali na jednego z czołowych defensive backów w lidze i Taylor udowadniał to każdego tygodnia. Niestety w 2007 roku wydarzyła się tragedia – Taylor został zastrzelony przez włamywaczy, którzy wdarli się do jego domu. Z tego draftu poza Taylorem godny uwagi jest również TE z drugiej rundy Chris Cooley. Nie będę się zagłębiał we wszystkie draft classy za rządów Snydera, bo to zwyczajnie bezcelowe. W ciągu ponad 20 lat rządów Snydera Redskins zaledwie paru zawodników wartych uwagi . Trent Williams – 4 wybór draftu 2010, Kirk Cousins – wybór 102 draftu 2012, Brandon Scherff – wybór 5 draftu 2015, Kendall Fuller – wybór 84 draftu 2016, Jonathan Allen – wybór 17 draftu 2017, Terry McLaurin – wybór 76 draftu 2019. I na tym tą wyliczankę można skończyć. W tym gronie prawdopodobnie znalazłby się jeszcze Robert Griffin III, gdyby nie przegrał walki z kontuzjami. Wyszło sześciu zawodników (nie licząc wcześniej wymienionych) w ciągu 24 lat draftowania. To nie jest zły wynik. To jest tragedia. A wiecie ilu z tych zawodników gra obecnie w Commanders? Dwóch – Allen i McLaurin, co tylko pokazuje jak słabo radzi sobie organizacja w kwestii zatrzymywania talentu. Warto jednak podkreślić, że za te lepsze wybory w znacznej mierze odpowiadał szef do spraw personelu (dopóki nie odszedł do Falcons) Kyle Smith, który nad każdym wyborem pochylał się razem z trenerami. Joe Gruden – były head coach Redskins powiedział, że w czasie draftu Snyder potrafił zadzwonić ze swojego jachtu i powiedzieć, że mają wybrać tego i tego zawodnika i bez dyskusji. Często zdarzało się to w pierwszych rundach draftu, stąd wybór m. in. Dwayne’a Haskinsa z #15 w 2019. Nie byłoby dziwne gdyby za tegoroczny wybór Emanuela Forbesa w pierwszej rundzie odpowiadał osobiście Snyder, bo rysuje się on jako zawodnik wybrany zdecydowanie zbyt wysoko (był typowany na koniec pierwszej lub początek drugiej rundy), podczas gdy na tablicy było dużo ciekawszych nazwisk z większym potencjałem. Tymczasem Forbes zapowiada się na kolejnego pierwszorundowca Commanders, który przepadnie.

Daniel Snyder nigdy nie był skautem, a mimo to miał realny wpływ jak w każdym roku będzie wyglądać draft class jego drużyny. Co gorsze jednak, praktycznie ignorował zalecenia i rady swojego zespołu i skautów, którzy niewątpliwie znali się na rzeczy lepiej od niego. Taki, a nie inny stan rzeczy wynikał z paru wypadkowych, które tak naprawdę łączą się w jedną całość. Przede wszystkim ego Snydera, który uważał, że jako najważniejsza osoba w klubie, to on powinien podejmować ostateczne decyzję i że koniec końców są one najlepsze i najbardziej słuszne. Jednak człowiek, jak to człowiek popełnia błędy, zwłaszcza kiedy takich decyzji podejmuje dużo i pod wpływem chwili. Nawet Jerry Jones potrafi schować dumę do kieszeni i zaufać swoim skautom. Owszem trzeba czasem postawić na swoim i słuchać własnej intuicji, jednak tą intuicję trzeba najpierw mieć, a przeświadczenie o własnej nieomylności często prowadzi do katastrofy. Po drugie brak zaufania do sztabu i osób pracujących w klubie, co wynika bezpośrednio z wielkiego ego Snydera. Wielkie sukcesy budowane są na zaufaniu przełożonego wobec podwładnych i w drugą stronę. Tymczasem w Waszyngtonie dało się wyczuć wieczną atmosferę napięcia na linii Snyder – sztab. Snyder nie słuchał się trenerów w kwestii draftu i nie brał tych zawodników, którzy według nich byli najlepszymi wyborami w danym momencie. I po trzecie – będąca wypadkową tych dwóch czynników – fatalna organizacja, o której przekonacie się czytając dalej.

TRENERSKA KARUZELA

Pittsburgh Steelers od 1969 roku mieli trzech głównych trenerów, łącznie z obecnym – Mike’em Tomlinem i często są wymieniani jako przykład stabilizacji i powolnego budowania składu, dając jednocześnie trenerom duży kredyt zaufania.

Cierpliwość z pewnością nie należała do zalet Dana Snydera, który w czasie swoich 24-letnich rządów zatrudnił 8 głównych szkoleniowców, co daje każdemu z nich średnią trzech lat w klubie. Najdłużej na stołku utrzymał się Jay Gruden, który HC był od 2014 r, a zwolniony został w 2019 po fatalnym starcie sezonu, w którym Redskins przegrali pięć pierwszych spotkań. Już na początku swojego urzędowania pierwszym trenerem w “death note” Snydera został Norv Turner, który sprawował tą funkcję od 1994 roku. Wybitnych sukcesów raczej nie osiągnął, a z Redskins tylko raz wszedł do play offów, gdzie w drugiej rundzie odpadli w najbardziej frajerski sposób jaki mogli.

Redskins vs Buccaneers 1999 NFC Divisional

Co ciekawe Turner został drugim head coachem w historii, który został zwolniony mając w sezonie dodatni bilans. Na resztę sezonu 2000 zastąpił go dotychczasowy koordynator ofensywy Terry Robieskie.

Po rozstaniu się  w 1999 roku z Chiefs, Marty Schottenheimer był analitykiem stacji ESPN i dość często krytykował Daniela Snydera, za to że zbyt często wtrącał się w pracę trenerów i sztabu nie dając wykonywać im ich roboty. Tak się składa, że Redskins potrzebowali nowego head coacha z doświadczeniem, który wycisnął by z tej drużyny ile się da i awansował do play offów. Ku zaskoczeniu wszystkich Snyder zaproponował tę posadę… Schottenheimerowi i  ku jeszcze większemu zaskoczeniu, ten ją przyjął. Mimo bardzo słabego początku (przegrane pierwsze pięć spotkań), ostatecznie Redskins zakończyli sezon z bilansem 8-8 i otarli się o awans do play offów. Mimo to, większość dziennikarzy i ludzi ze środowiska uważało, że Schottenheimer wykonał dobrą robotę biorąc pod uwagę stan w jakim organizacja się znajdowała i dobrze wróży na przyszłość. Ale Daniel Snyder zawsze myślał inaczej od wszystkich i uznał, że sezon bez awansu to sezon stracony, więc zwolnił Schottenheimera od razu po zakończonym sezonie. W ten sposób Snyder prawdopodobnie chciał również ukarać go za jego wypowiedzi o nim, próbując jednocześnie udowodnić, że kiepskie wyniki zespołu to nie jego wina, tylko sztabu trenerskiego, bo przecież front office ściągnął tyle gwiazd, że nie ma opcji nie awansować. Warto podkreślić, że Marty Schottenheimer do dzisiaj pozostaje ostatnim head coachem Redskins/Commanders, który nie miał ujemnego bilansu. Schottenheimer pewnie tylko pomyślał: “to teraz radźcie sobie beze mnie” i oglądając mecze Redskins głośno się śmiał widząc jak kolejni trenerzy zatrudniani przez Snydera zawodzą i nie potrafią nawet zaliczyć sezonu nie na minusie. W 2004 roku Snyder ściągnął nawet legendę klubu Joe Gibbsa – ostatniego HC, który poprowadził ich do triumfu w Super Bowl. I nawet on nie potrafił dać Waszyngtonowi upragnionej gry w play offach, a w pierwszym roku po powrocie zaliczył najgorszy sezon jako główny trener z bilansem 6-10. Mimo to, na tle reszty zatrudnianych przez Snydera szkoleniowców wypadł i tak całkiem nieźle – w 64 meczach wygrał 30 razy, przegrywając 34. Dla porównania: Steve Spurrier – 12-20, Jim Zorn – 12-20, Mike Shanahan – 24-40, Jay Gruden – 35-49, Bill Callahan – 3-8 i obecnie Ron Rivera – 22-27, chociaż to też niezły wynik jak na tak miałką drużynę. Jak więc widać kolorowo nigdy nie było. Ale należy się pochylić nad tym, czy to rzeczywiście wina trenerów? Lata podpisywania wątpliwej jakości wolnych agentów, złe draftowanie, brak cierpliwości potrzebnej do długofalowej budowy drużyny i zaufania do sztabu. W czasie kadencji Steve’a Spurriera, Snyder wymusił wybranie w drafcie Patricka Ramseya, mimo tego, że Spurrier wyraźnie mówił, że nie będzie nim grał i może być co najwyżej backupem. Potem Snyder nie tyle co sugerował, co wręcz kazał wystawiać Ramseya jako startera, ponieważ to on go wybrał i chciał udowodnić sobie i innym, że wie najlepiej i podjął najlepszą decyzję jaką mógł. Wiemy jak to się skończyło. Mało tego, według wypowiedzi członków sztabu Snyder potrafił nawet ingerować w playbook, mimo że o taktyce wiedzę miał taką jak o wszystkim co z futbolem związane.

Snyder trenerom też nie szczędził pieniędzy na ich kontrakty, które i tak zwykle kończyły się przed terminem ich upłynięcia, przez co tak naprawdę wielomilionowe sumy były wyrzucane w błoto, a jak już wiemy Snyder był w tym całkiem dobry.

KIBICE? A KOMU TO POTRZEBNE?

Nie chcę pisać, że nie ma sportu bez kibiców, bo byłoby to zbyt wyolbrzymione… ale z drugiej strony ciężko nie zgodzić się z tą tezą. Jakby nie patrzeć, to przecież fani stanowią grupę docelową, jeśli chodzi o całą otoczkę sportową i około sportową, to oni stanowią jedno z kół napędowych tego biznesu – kupują bilety na mecze, na tych meczach wydają nierzadko grube pieniądze na jedzenie, a przy okazji skuszą się na drużynowy merch, jersey albo inny klubowy gadżet. A przecież jeszcze muszą zapłacić za parking przy stadionie. W pewien sposób finansują swoją drużynę i stanowią jedno z głównych źródeł dochodów klubu.

Jak to zwykle bywa, przyjście nowego właściciela – szczególnie po słabszym okresie – rozpala w kibicach nadzieję na zmiany i lepsze jutro. Tak też było w przypadku wykupienia Redskins przez Snydera, który prawił peany o tym, że dla niego jako wieloletniego fana franczyzy jest to najlepsza decyzja w życiu (gdzieś to ostatnio słyszeliśmy, co nie?). Ale Snyder szybko zdjął maskę kibica i pokazał twarz biznesmena.

Jego pierwszą decyzją, która wywołała falę niezadowolenia nie tylko wśród fanów Redskins było pobieranie opłat za wstęp na obozy treningowe. Do tej pory żadna drużyna w lidze tego nie robiła, ale Snyder w końcu przełamał tą barierę, co nie podobało się wszystkim kibicom w całej Ameryce, ponieważ uważali, że reszta właścicieli pójdzie jego śladem i mieli rację. Prawda jest taka, że prędzej czy później ktoś w końcu by to zrobił jako pierwszy. Obecnie płatne bilety wstępu na treningi dla kibiców to standard, a i ich cena jest często symboliczna, jednak w 2000 roku było inaczej. Przede wszystkim Redskins liczyli sobie za takie wejście na trening 10 dolarów (co na dzisiejsze daje 17-18 dolarów), co nawet dzisiaj byłoby dość wysoką ceną, a nie zapominajmy, że jeszcze trzeba opłacić parking przy ośrodku. Dla kontekstu trzeba też wspomnieć jaka była wówczas sytuacja gospodarcza na świecie, szczególnie w Stanach. W 2000 r., nastał kryzys finansowy spowodowany krachem na giełdzie firm informatycznych, przez co wiele ludzi straciło pracę i miało problemy ze znalezieniem nowej, która oferowałaby zarobki na podobnym poziomie. Snyder tłumaczył swoją decyzję, tym że pozwoli to “zbliżyć się do zawodników” – cokolwiek miał na myśli. Oczywiście każda sytuacja, w której coś darmowego staje się nagle płatne nie jest przyjmowana z optymizmem, ale trzeba powiedzieć, że cena i tło pozasportowe grają tutaj swoją rolę.

Snyder i bilety na mecze oznaczało jedno – kłopoty. I to naprawdę dużo kłopotów. Pierwsza kontrowersja związana ze sprzedażą biletów pojawiła się w 2005 roku, kiedy to Dan Snyder ogłosił, że tylko posiadacze specjalnej Redskins Extra Points Card MasterCard będą w stanie nabyć bilety sezonowe – innej możliwości nie było. Jednak dość szybko wycofał się z tego pomysłu po buncie fanów i ich groźbach. Odbiór był tak zły, że nawet firma MasterCard naciskała na Snydera aby porzucił te plany.

Rok 2009 – kolejny niesławny kryzys nazwany przez ekonomistów Wielką Recesją i kolejny spór na linii Snyder – fani. Wszystko zaczęło się od skandalu, kiedy to firmy pośredniczące poza kolejką wykupiły dużą część biletów meczowych bezpośrednio od klubu, a następnie sprzedawały je na rynku wtórnym, po rzecz jasna zdecydowanie wyższych cenach niż ich detaliczne. Warto podkreślić, że nie było to zalecenie z “góry”, tylko samowola osób odpowiedzialnych za dystrybucję biletów.  Jedna z firm miała wykupić nawet 5000 biletów za ponad 600 tys. dolarów. A według Washington Post takich “pośredników” było łącznie piętnastu. Do sprzedaży biletów doszło na jesień 2008 roku, a zarząd Redskins miał się o tym dowiedzieć… na wiosnę 2009 r. Oczywiście przedstawiciele klubu powiedzieli, że sprzedaż biletów przez pośredników jest zabroniona przez politykę klubu, że wyciągnął konsekwencję wobec osób, które się tego dopuściły się tego występku i zapewnili, że Daniel Snyder był “zszokowany”, kiedy się o tym dowiedział. Szkody jednak już zostały wyrządzone, a ludzie w czasach kryzysu musieli grubo przepłacać za bilety na mecze swojej drużyny. Co ciekawe Redskins nie weszli na drogę sądową z firmami pośredniczącymi. Co innego z fanami.

Życie w czasach kryzysu oznacza, że ludzie zaczynają oszczędzać na rzeczach, które nie są niezbędne do egzystencji. Tak też chciało postąpić 125 kibiców Redskins, kiedy to chcieli anulować swoje zamówienia na bilety sezonowe. W tym gronie znalazła 73-letnia Pat Hill – agentka nieruchomości, która była posiadaczką biletu sezonowego od 1960 roku (!), a jej córka była cheerleaderką Redskins. Żyła za 400 dolarów renty miesięcznie, ponieważ nikt w środku kryzysu nie kupował domów, a co za tym idzie – straciła podstawowe źródło utrzymania. Jednak franczyza zamiast “usiąść do tego na spokojnie” z miejsca pozwała swoich fanów za niewywiązanie się ze zobowiązania. Żeby było jasne – żądania klubu ze strony prawnej były jak najbardziej uzasadnione, tak też stwierdził sąd, kiedy zasądził łącznie na rzecz franczyzy prawie 2 mln dolarów odszkodowania od wszystkich karnetowiczów , którzy chcieli się wycofać. Kontrowersyjny pozostaje sposób rozwiązania tego sporu, gdzie według mnie istniało naprawdę dużo możliwości na uniknięcie PR-owej wtopy jak np. odroczenie płatności, czy zawieszenie karnetu. Z drugiej strony… po co starać się o dobry PR, skoro i tak jest już na dnie.

Zaledwie miesiąc po aferze z karnetowiczami Redskins znów wywołali kontrowersje. Ogólnie sezon 2009 dla drużyny z Waszyngtonu mógłby nie istnieć – sprowadzenie za grube pieniądze Alberta Hayneswortha, który nie spełnił oczekiwań; wyjście na jaw afery ze sprzedażą biletów “pośrednikom”; następnie pozwanie karnetowiczów i na koniec słaba gra całego zespołu. Redskins tamten sezon zaczęli bilansem 2-4 (a skończyli 4-12) i atmosfera na trybunach najdelikatniej mówiąc nie była pozytywna. Fani upust swojej frustracji wyrażali na banerach z hasłami krytykującymi działalność Dana Snydera i całego zarządu klubu, które wnosili na stadion. Większość właścicieli pewnie machnęłaby na takie coś ręką. Ale nie on. Snyder znalazł lekarstwo na “problem” krytycznych wobec niego banerów. Niczym dyktator w państwie uciszający media z nim niezgodne po prostu zakazał wnoszenia na stadion jakichkolwiek banerów i kartonów, które są tak charakterystyczne dla stadionowego krajobrazu w Ameryce. To wywołało falę protestów wśród fanów. Snyder się ugiął i po miesiącu zakaz zniósł. Jednak nie myślcie, że to koniec walki Snydera z kibicowskimi banerami. W 2022 r. ochroniarze na FedEx Field nie wpuszczali fanów z banerami i kartonami z napisem “Sell the team”. Cóż, przynajmniej tych okrzyków Snyder nie miał jak zagłuszyć.

Jednak chyba największą kontrowersję wśród kibiców wzbudziła najbardziej widoczna zmiana w drużynie, czyli zmiana logo oraz nazwy z Redskins najpierw na Washington Football Team, a potem na Washington Commanders. Nazwa “Redskins”, klubowe logo oraz maskotka już od dłuższego czasu były dla organizacji problematyczne. Od lat 90’ XX wieku środowiska rdzennych Amerykanów głośno protestowały i wywierały presję na władzach klubu, aby zmienić nazwę i logo klubu, ponieważ słowo redskin w XIX i XX wieku było pejoratywnym określeniem na indian i przywodzi na myśl czasy, kiedy to Stany Zjednoczone prowadziły wręcz eksterminacje tej mniejszości i zamykały ich w rezerwatach. Według indiańskiej mniejszości było to sprowadzenie ich wizerunku do czystej rozrywki, co było dla nich uwłaczające i stanowiło skojarzenia z niewolnictwem, ponieważ “biały człowiek” wykorzystywał ich na własną korzyść. Zarząd Redskins odpierał te zarzuty tłumacząc, że nazwa ta nie ma budzić negatywnych skojarzeń i stanowi ona ukłon w stronę indiańskich sportowców i ich sukcesów. Dodatkowo ówczesny dyrektor sportowy Bruce Allen wskazał trzy drużyny licealne, które używają tej samej nazwy i gdzie większość stanowią rdzenni Amerykanie. Dyskusja co do zmiany nazwy przewijała się w publicznych dyskusjach co jakiś czas, ale dość szybko wygasała, by potem znów się pojawić i zniknąć, a sam Snyder wielokrotnie podkreślał, że NIGDY nie zmieni nazwy franczyzy. Jednak wszystko zmienił rok 2020, śmierć Georga Floyda i działania ruchu Black Lives Matter. Przez Stany przewinęła się fala brutalnych protestów i zamieszek, wywołanych śmiercią tego afroamerykanina i doprowadziły do dużych zmian w przestrzeni publicznej oraz kulturze. Jedną ze zmian było zmienianie nazw firm i niektórych produktów, które mogły “źle się kojarzyć” ze względu na swoją etymologię. Wiatr zmian dosięgnął również Redskins. Presja społeczna było po prostu za duża aby przejść obok tego obojętnie i Snyder musiał zareagować. Trzeba jednak przyznać, że ludzie zajmujący się zmianą loga i nazwy nie byli zbyt kreatywni. Potem znów zmienili nazwę, tym razem na Commanders co oznacza… w zasadzie nic, nie wiem kto wpadł na tak nijaką i nie nawiązującą do niczego nazwę. Żadna z tych zmian nie spodobała się oczywiście kibicom drużyny z Waszyngtonu i nie można im się dziwić – w końcu było to pewne zerwanie z historią i tradycją tej organizacji, a nikt (w szczególności kibice) nie lubi radykalnych zmian, które w pewien sposób wywracają wszystko do góry nogami. Zmiana nazwy, jakkolwiek słuszna, tak powinna bardziej nawiązywać do historii, czy też regionu w którym drużyna się znajduje, a tak mamy bezpłciowych i nic nie znaczących Commanders. Redskins nie byli jedyną drużyną sportową, która w wyniku tamtych wydarzeń zmieniła nazwę i logo. Na taki ruch zdecydowali się również Cleveland Indians z ligi MLB, zmieniając nazwę na Guardians. Jednak co ciekawe drużyna z NHL – Chicago Blackhawks pozostaje nieugięta i dalej mimo coraz liczniejszych głosów nawołujących do zmiany, mówi że nie ma zamiaru zmieniać ani logo, ani nazwy.

STADION ZE SKLEJKI I NA TRYTYTKI

Niektóre stadiony w NFL są naprawdę stare. Soldier Field w Chicago jest w użytku od 1924 roku, Lambeau Field w Green Bay od 1957, a ikoniczny Superdome w Nowym Orleanie w przyszłym roku będzie obchodził 50 lat. Wszystkie te stadiony oczywiście po licznych remontach, przebudowach i modernizacjach są w użytku do dzisiaj. W latach 90’ XX wieku też powstało parę stadionów, które do dzisiaj się trzymają i mają się dobrze jak np. Bank of America Stadium w Charlotte, czy M&T Bank Stadium w Baltimore. No i jest oczywiście FedExFiled w Waszyngtonie, które do tego zaszczytnego grona się nie załapuje.

FedExField nigdy nie było szczególnie lubiane przez fanów z Waszyngtonu. Zdecydowanie większą popularnością cieszył się poprzedni stadion Redskins RFK Stadium, który – trzeba przyznać – miał swój urok. W porównaniu z RFK FedExField wygląda jak… każdy inny stadion. Snyder, jak to Snyder wszędzie musiał się wtrącić i nie inaczej było ze stadionem. Przed stadionem kazał wybudować “strefy imprezowe” dla członków Touchdown Club oraz Tailgate Club i nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie odbyło się to kosztem “zwykłych” kibiców, ponieważ bramki wejściowe przed stadionem przylegające do “stref imprezowych” nie są dostępne dla ludzi nie posiadających członkostwa, co znacznie utrudnia wejście na stadion.

Kolejną zmianą wprowadzoną na życzenie Snydera były tzw. “dream seats”, czyli siedzenia na samym dole stadionu, praktycznie na poziomie murawy. Architekci mieli wyliczyć na jakiej najniższej wysokości widzowie będą w stanie widzieć zawodników na boisku. Tyle, że ewidentnie ktoś przy projekcie walnął się przy cyferkach, bo siedzenia zostały zamontowane za nisko i w większości przypadków fani byli zmuszeni stać przez cały mecz żeby cokolwiek zobaczyć co dzieje się na boisku. Co ważne, według klubu były to miejsca “premium”, jako że były najbliżej boiska, a więc liczyli sobie za nie więcej niż za miejsca standardowe. Jednak to nie koniec mieszania przy siedzeniach na stadionie, tyle że tym razem w drugą stronę.

Od 2011 roku ilość miejsc na FedExField była systematycznie zmniejszana. Najpierw w offseasonie 2011 usunięto blisko 10 tys. krzesełek z górnych poziomów stadionu, co sprawiło, że FedExField nie było już  najbardziej pojemnym obiektem w lidze. Klub przyznał w oświadczeniu, że usunięto te ze względu na “brak zainteresowania”. Rok później usunięto 4 tys. miejsc w celu zrobienia przestrzeni pod loże premium. W ciągu dwóch lat maksymalna pojemność stadionu spadła z 93 tys. do 79 tys. W kolejnych latach usuwano kolejne krzesełka, aby uniknąć działania black-out rule[1]. Od 2022 r. na FedExField jest 67 tys. miejsc, co czyni go drugim najmniejszym pod względem pojemności stadionem w lidze, wyprzedzając tylko Soldier Field o zaledwie 500 miejsc. Czy można dziwić się takiemu obrotowi spraw? Absolutnie nie. Całokształt działań Snydera doprowadził do tego, że Commanders mają obecnie drugą najgorszą średnią frekwencję na trybunach wyprzedzając tylko Detroit Lions.

Można nawet posunąć się do stwierdzenia, że stan w jakim znajduje się FedExFiled jest idealnym, wręcz symbolicznym obrazem rządów Dana Snydera.  W ostatnich latach dochodziło do tragikomicznych incydentów na tym obiekcie. Wyobraźcie sobie, że w trakcie meczu idziecie do toalety załatwić potrzebę, a kiedy wracacie na swoje miejsce zawartość toalety… wraca do was. Przynajmniej tak utrzymują fani Commanders, na których na meczu otwarcia sezonu 2021 z kondygnacji wyżej zaczęła lać się woda – według ich relacji z kanalizacji. Film stał się wiralem i rozpowszechniła się się narracja o “wodzie z toalety”.

FedExField wydało oświadczenie, w którym dementowało te doniesienia twierdząc, że była to zwykła woda deszczowa, która wyleciała z rynny, a potem przestała i tak cieknąć. W dodatku fani z sektora na którym doszło do wycieku resztę meczu mogli spędzić w loży premium, więc chyba nawet na dobre im to wyszło.

Dużo większym echem odbiła się jednak sytuacja z tego samego sezonu, która jednak mogła skończyć dużo gorzej. Po meczu Commanders z Philadelphia Eagles rozgrywający gości Jalen Hurts w drodze do szatni zbijał piątki z kibicami Orłów, którzy ustawili się przy barierkach przy zejściu z boiska. Barierki jednak nie wytrzymały naporu nawet paru osób i kibice spadli prawie, że na Hurtsa, co mogło nawet skończyć się dla niego kontuzją  gdyby spadli prosto na niego.

Ta sytuacja na nowo rozbudziła dyskusję na temat stanu technicznego FedExField, który do najnowszych już nie należy. W 2007 roku Snyder zwrócił się do władz Waszyngtonu z prośbą o budowę nowego stadionu, jednak te mu odmówiły. Fajnie panie Snyder, że myślałeś o nowym obiekcie,  na którym mógłbyś wprowadzić jeszcze więcej absurdalnych rozwiązań, ale przydałoby się też żebyś od czasu do czasu rzucił też groszem na np. potrzebne remonty, czy modernizacje.

NOWE(?) PORZĄDKI

Praktycznie co roku w ostatniej dekadzie dało słyszeć się plotki o rzekomych planach Dana Snydera sprzedania drużyny, które ostatecznie okazywały być się tylko i wyłącznie plotkami. Jednak  w ostatnich dwóch latach plotki zaczęły stawać się bardziej konkretne i padały nazwiska, które realnie mogłyby starać się o kupno. Aż w końcu nastał ten dzień. 20 lipca 2023 roku 31 właścicieli drużyn NFL jednogłośnie przegłosowało zgodę na sprzedaż Commanders Joshowi Harrisowi i jego spółce, która posiada już Philadelphia 76ers z NBA oraz New Jersey Devils z NHL. Fani Commanders (i nie tylko) odetchnęli z ulgą na wieść, że najbardziej patologiczny właściciel w dziejach NFL odchodzi i już prawdopodobnie nigdy nie wróci. 24 lata tragikomedii pt. “Daniel Snyder” dobiegły końca, ale czy na pewno? Niewątpliwe jest to, że przynajmniej jeszcze przez parę lat Commanders będą słabi – są zdecydowanie najsłabszą ekipą w swojej dywizji i można śmiało założyć, że będą walczyć o top 5 przyszłorocznego draftu. Czy ktoś w Waszyngtonie uzna to za zły początek nowego front office? Raczej nie, zważając na obecny skład oraz na to, że przyszłoroczna klasa draftu zapowiada się na jedną z najbardziej utalentowanych w porównaniu do ostatnich lat. Z resztą wśród kibiców Commanders panuje nastrój hurraoptymizmu, wynikający bardziej z samego odejścia Snydera, niż ze względu na nowego właściciela, także nie ważne jest jak skończą nadchodzący sezon, ważne żeby mieć plan na przyszłość i mądrze go realizować. W przypadku drużyn nabytych do tej pory przez Harrisa da się zauważyć pewien schemat. Kupił dwie organizacje, które w ostatnich latach wchodziły do play offów z niższych pozycji i odpadały w pierwszej lub drugiej rundzie. Wyjątek stanowi tutaj zakwalifikowanie się New Jersey Devils do finału Stanley Cup, gdzie przegrali z Los Angeles Kings. W każdym razie obie ekipy były zwykle dość przeciętne w ostatnich latach. potem przez parę lat obie drużyny przechodziły etap przebudowy i były po prostu słabe i dopiero po paru latach zaczęły stanowić znaczące siły w lidze. Chociaż Devils zajęło to wyjątkowo długo, bo Harris zakupił ich w 2013, a pierwszy raz do play offów dostali się w sezonie 2022/2023. Co prawda obie ekipy nie osiągnęły jeszcze nic spektakularnego, jednak przyszłość rysuje im się w różowych barwach. Czego więc mogą spodziewać się fani Commanders? Tankowania, tankowania i jeszcze raz tankowania oraz powolnego budowania drużyny, czego nie mogli doświadczyć w czasach Snydera. Dopiero za parę lat będziemy w stanie przekonać się czy rzeczywiście Harris będzie w stanie przeobrazić kolejną drużynę w groźnego przeciwnika dla reszty ligi. Jedno jest pewne – gorzej niż za Snydera nie będzie.

Bibliografia:

Katherine Spinney Coaching LLC – https://katherinespinney.com/poor-leadership-redskins

Bleacher Report

https://bleacherreport.com/articles/1097442-washington-redskins-free-agency-the-7-worst-signings-of-the-dan-snyder-era

https://bleacherreport.com/articles/658926-ranking-the-redskins-draft-classes-in-the-dan-snyder-era

USA Today

https://commanderswire.usatoday.com/2021/01/31/jay-gruden-criticizes-dan-snyder-for-coming-in-off-of-his-yacht-to-make-bad-draft-picks/

Washington Post

https://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2009/09/01/AR2009090103984.html?hpid=topnews&sid=ST2009090104025

Deadspin https://deadspin.com/the-washington-redskins-will-sue-your-grandmother-into-5352121

Outkick https://www.outkick.com/washington-commanders-dan-snyder-fans-sell-the-team-signs-chants/

[1] W dużym skrócie –  jest to zasada, która nie pozwala transmitować meczu domowego lokalnym stacjom telewizyjnym, jeśli na 72 godziny przed rozpoczęciem meczu nie zostanie sprzedane minimum 85% wejściówek na stadion. Obecnie od 2015 roku black-out rule jest zawieszona.

***

Na koniec przypominamy, że mamy swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

**

Zachęcamy też do odsłuchania naszych przedsezonowych zapowiedzi:

AFC

NFC

2 thoughts on “Era Dana Snydera to już historia, jak ją zapamiętamy? Leave a comment

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej