Skip to content

Podsumowanie sezonu – część 5 NFC EAST

Po konferencji AFC, przyszedł czas na NFC! I Igor Białecki, zaczyna z grubej rury, od NFC EAST. Jak wyglądał sezon Dallas Cowboys, Philadelphia Eagles, New York Giants i Washington Commanders? Zapraszamy do podsumowania!

*****

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk -> Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.

**

Zachęcamy też do najnowszego odcinka podcastu historycznego, który poświęcony jest NFL Scouting Combine.

*****

NFC EAST

DALLAS COWBOYS (12-5)

Cele na sezon: walka o najwyższe cele (czytaj: to na pewno TEN sezon)

Wynik: to jednak nie TEN sezon (znowu)

W życiu pewne są tylko trzy rzeczy: śmierć, podatki i kibice Cowboys mówiący, że to TEN sezon. Jak co roku  byliśmy świadkami drużyny aspirującej do wielkich celów, na którą inni patrzyli z zazdrością. Nie dość, że mają jeden z najsilniejszych rosterów w całej lidze, to jeszcze są tą Americas Team, najbardziej wartościową drużyną sportową na świecie. I wszystko to, żeby ulec sile przyjaźni i Miłości z Green Bay Packers w pierwszej rundzie. Mówią, że leżącego się nie kopie, ale w przypadku Cowboys ciężko się powstrzymać. Drużyna z Dallas w sezonie regularnym to był kazus szkolnego dręczyciela z amerykańskiego filmu dla młodzieży, który każdemu słabszemu zakłada majtki na głowę, a wystarczy że trafi na kogoś silniejszego od siebie albo nawet równemu sobie i już podkula ogon. Autentycznie jedynymi drużynami, które miały dodatni bilans i które Cowboys pokonali to Eagles (z którymi i tak raz przegrali) oraz Seahawks. Ale wygrali dywizję, dzięki czemu mieli (teoretycznie) łatwiejszą drogę w play offach, więc bez problemu powinni przejść dwie pierwsze rundy, które mieli grać na swoim stadionie, gdzie jedni z najbardziej zagorzałych kibiców w lidze powinni dać im duże wsparcie. Tym bardziej, że w Wild Card Round trafili na młodych, przechodzących remont Packers, z jedną z najsłabszych defensyw w lidze. W końcu takie gwiazdy ligi jak Dak Prescott, CeeDee Lamb, Brandin Cooks i bardzo solidna linia ofensywna powinna sobie dać z tym radę, a defensywa równie mocno napakowana talentem na poziomie All-pro powinna dać sobie radę z niedoświadczonym atakiem i Jordanem Love’em w jego debiucie w play offach. Wyszło jak zwykle. A nawet gorzej.

Obrona była jak dzieci we mgle, a Dak Prescott nie wyglądał jak kandydat do MVP z sezonu regularnego. Miały być naładowane na serogłowych colty, a wyszły co najwyżej pistolety na kapiszony. Na Mike’u McCarthym ciążyła prawdopodobnie największa presja spośród wszystkich trenerów na gorących stołkach. Awans do NFC Championship Game był absolutnym planem minimum, a będąc drugim zespołem w konferencji  zadanie to powinno być w teorii łatwiejsze. Rok temu, co by nie mówić Cowboys mieli trudniejsze zadanie i łatwiej było znaleźć kozła ofiarnego w postaci koordynatora ofensywy Kellena Moore’a. Teraz za play calling ofensywy odpowiedzialność wziął sam McCarthy, więc tym bardziej dziwi decyzja Jerry’ego Jonesa o zostawieniu McCarthy’ego na dotychczasowym stanowisku, ponieważ w kluczowych momentach widać było, że ofensywa nie była w stanie nabijać punktów i musiała ich wyręczać defensywa. Natomiast z Cowboys pożegnał się koordynator defensywy Dan Quinn, który objął posadę head coacha w stolicy kraju. Przez cały sezon kierowana jego obrona wyglądała naprawdę dobrze, ale po pewnym czasie widać było, że nie jest to formacja nie do przejścia i jak najbardziej da się ją wymanewrować, czego apogeum zobaczyliśmy w meczu z Packers. Zawiódł zarówno McCarthy, jak i Quinn, jak i wszyscy zawodnicy. Nawet Brandon Aubrey spudłował krótkiego jak na swoje możliwości field goala. A jeśli chcesz walczyć o coś więcej, to nie możesz sobie pozwolić na słabsze dni w play offach. Do popełniania błędów jest pre season i sezon regularny. W tym roku Dallas prawdopodobnie opuszczą LT Tyrone Smith, RB Tony Pollard oraz CB Stephon Gilmore. Boleć może w zasadzie tylko strata Smitha, ponieważ Pollard zagrał mocno poniżej oczekiań, a Gilmore pokazał w tym roku, że wiecznie młody nie będzie i potrzeba młodej krwi na cornerze. Cowboys mają w tej chwili -19 mln dolarów w capie, więc na rynku wolnych agentów nie mają w zasadzie kogo szukać. Cowboys znów będą się liczyć w walce o Super Bowl, jednak w tym sezonie już pokazali, że nie wyciągają wniosków z przeszłości i wszystko wskazuje na to, że powtórzy się coroczny cykl Cowboys zaczynając od wygórowanych oczekiwań, kończąc na odpadnięciu w pierwszej/drugiej rundzie play offów.

Ps. Packers po wygranej nad Cowboys w tym roku mają więcej zwycięstw w play offach na AT&T Stadium, niż… Cowboys. Packers – 3, Cowboys – 2.

PHILADELPHIA EAGLES (11-6)

Cele na sezon 2023: walka o wejście do Super Bowl

Wynik: zaskakujące odpadnięcie w WCR i zmiany w sztabie

Na Eagles ciążyła dość duża presja w związku z oczekiwaniami kibiców i ekspertów. W końcu drużyna, która sezon wcześniej dotarła do Super Bowl i przegrała po wyrównanym pojedynku i której udało się utrzymać rdzenie zespołu powinna teraz co najmniej powtórzyć ten wynik. Pojawiło się jednak jedno “ale”, a w zasadzie to nawet dwa. Pierwsze “ale” odejście obu koordynatorów na swoje i zastąpienie ich ludźmi, którzy jak się okazało nie mieli podejścia do Shane’a Steichena i Jonathana Gannona. Drugie “ale” to wyraźne zejście z pewnego poziomu defensywy, która rok temu była jedną z najlepszych formacji w lidze. Ale zacznijmy od początku. Eagles rok temu byli ostatnią drużyną, która została pokonana w sezonie regularnym. W tym roku zostali pokonani jako jedni z ostatnich i to już w 6 tygodniu grając przeciwko Jets. Co ciekawe było to 13 spotkanie w historii między tymi drużynami, a jednocześnie była to pierwsza wygrana Jets nad ekipą z Philadelphii. Ok, takie mecze się zdarzają, jedna porażka jeszcze nie boli, ale kiedy oglądało się Eagles, dość wyraźnie było widać, że to inna drużyna niż przed rokiem. Ofensywa w grze podaniowej wyraźnie spuściła z tonu i mimo, że statystyka EPA dalej utrzymuje się na bardzo dobrym poziomie (0.061 EPA/ na akcję) tak w kluczowych momentach nowy koordynator – Brian Johnson – sprawiał wrażenie jakby nie wiedział jak ma wykorzystać ofensywę z Jalenem Hurtsem, AJ-em Brownem i DeVonta Smithem. Miało się wrażenie, że lista zagrywek jaką dysponują Eagles jest dość uboga i po pewnym czasie drużyny zorientowały się co Eagles robią i wiedziały jak się przed nimi bronić. Dodatkowo Johnson zdecydowanie mocniej stawiał na grę dołem, co wcale nie było zmianą na lepsze, bo jak rok temu w grze biegowej Eagles byli najlepszą drużyną (0.072 EPA/ na akcję), tak w tym roku zaliczyli wyraźny spadek do -0.006 EPA/ na akcję, ale co ciekawe byli 4. drużyną w tym sezonie grając dołem. Ciężko było nie odnieść wrażenia, że Johnson hamuje potencjał tej formacji i nie była tak efektowna, jak można się było tego spodziewać. Defensywa natomiast straciła przed sezonem CJ-a Gardnera-Johnsona, który był bardzo ważnym elementem secondary Eagles, ale liczono na to, że poziom utrzymają tacy zawodnicy jak James Bradberry i Darius Slay oraz, że swój talent pokażą debiutanci Eli Ricks i Kelee Ringo. Jednak mocno się przeliczono. Rok temu Eagles byli najlepsi w bronieniu podań (-0.087 EPA/na akcję), w tym roku są prawie że na szarym końcu (0.094 EPA/na akcję) i było to widać w licznych momentach sezonu, kiedy rozgrywający rzucali dalekie piłki za kołnierze obrońców Eagles, albo tych samych obrońców jak tyczki mijali recevierzy przeciwników.

Ale te wszystkie bolączki Orłów nie kłuły aż tak bardzo w oczy dopóki były zwycięstwa. Skoro wygrywamy, to po co doszukiwać się problemów nie? No właśnie problemy najlepiej rozwiązywać, kiedy są jeszcze małe, zanim przeobrażą się w coś większego. Do tygodnia 11 było (wydawało się) wszystko w porządku. Wygrana po dogrywce z Bills i prowadzenie w dywizji napawały pewnością siebie przed hitowym starciem z San Francisco 49ers. I właśnie od tego spotkania zaczęły się ciężary Eagles. Niners dosłownie rozbili Orły na własnym stadionie. Jedna jaskółka wiosny nie czyni? Nic bardziej mylnego. Ostatnie 6 kolejek sezonu zasadniczego – 5 porażek i 1 zwycięstwo oraz utrata lidera w dywizji na rzecz Cowboys. No ale utrata dywizji to nic bo przecież to tylko spotkanie na wyjeździe ze zwycięzcą NFC South. Baker Mayfield i spółka jednak upiekli Eagles, a same Orły zagrały bez polotu i pomysłu, wykazując totalny brak zaangażowania. W międzyczasie w środku sezonu Eagles dokonali zmiany koordynatora defensywy zastępując Seana Desaia Mattem Patricią i cóż, zmiana była kosmetyczna, bo w zasadzie nic się nie zmieniło. Największym wyzwaniem Eagles na off season będzie odmłodzenie starej secondary, a dla Nicka Sirianiego będzie to sezon na gorącym krześle. Tym razem musi dobrze dobrać asystentów, bo w tym sezonie sztab zdecydowanie zawinił i ograniczył rzeczywiste możliwości tego składu. Siriani dostał ostatnie ostrzeżenie i jeśli nie znajdzie odpowiednich ludzi do pomocy, za rok poleci on razem z nimi.  

NEW YORK GIANTS (6-11)

Cele na sezon 2023: walka o play offy

Wynik: brak awansu

Dla Giants był to dość nietypowy, żeby nie powiedzieć dziwny sezon. Drużyna z niebieskiej części Nowego Jorku po pewnym czasie zniknęła z ligowego radaru i ciężko się temu dziwić. Mimo, że na początku było o nich całkiem głośno… ale nie w sposób w jaki by tego Giants chcieli, bo już w week 1 dostali oklep 0:40 od Cowboys i to w prime time. Na świeczniku znalazł się przede wszystkim Daniel Jones, który w off seasonie dostał 4 letni kontrakt na 160 mln dolarów, a jego gra wyglądała gorzej od innych rozgrywających zarabiających mniejsze pieniądze. Na dodatek złapał kontuzję, a po powrocie… znowu złapał kontuzję, która tym razem wykluczyła go na resztę sezonu. Zastępował go Tyrond Taylor… który też złapał kontuzję, aż w końcu cały na biało wchodzi Tommy DeVito i wszystko wskazywało na to, że Giants będą walczyć o pick w top 3 draftu. Ale w niektórych spotkaniach niewydraftowany nowojorczyk pokazał się z całkiem przyzwoitej strony i wyciągnął parę zwycięstw przeciwko faworyzowanym rywalom, aż a w końcu rywale rozgryźli jak sobie radzić z DeVito i został posadzony na ławce. Giants są jedną z drużyn, których dotknęła plaga kontuzji podstawowych rozgrywających, a nawet i ich back upów. Z Danielem Jonesem ten sezon wyglądałby prawdopodobnie niewiele lepiej. Jones na 90% będzie starterem Giants w następnym sezonie i będzie to prawdopodobnie sezon, który zaważy o jego przyszłości. Każdy widział jak Jones grał i widział, że taka gra nie jest warta tych pieniędzy, które ma wpisane w kontrakcie. Jeśli za rok będzie prezentował taki poziom, jaki pokazał w tych spotkaniach, w  których zagrał, to podzieli los Maca Jonesa i straci pozycję startera i prawdopodobnie pożegna się z Nowym Jorkiem. Natomiast z drużyny po sezonie odszedł koordynator defensywy Don Martindale i potwierdziły się plotki o konflikcie z Brianem Dabollem. Ciężko jeszcze stawiać człowieka, który zaledwie rok temu wygrał nagrodę trenera roku na gorącym stołku, jako że na tak słaby sezon wpłynęły przede wszystkim kontuzje, ale jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że Giants mogą na następne sezony pogrążyć się w przeciętności, jeśli nie zrobią większych ruchów na rynku wolnych agentów, przede wszystkim w defensywie, gdzie brakuje trochę talentu, a w ostatnich draftach Giants nie potrafili wybrać zawodników stanowiących filary swoich pozycji. Na słabszy sezon wpłynął też cięższy niż przed rokiem kalendarz. Przed Dabollem cięższe niż się wydaje na pierwszy rzut oka wyzwanie w off seasonie i na najbliższy wrzesień. Przede wszystkim wyjść z zakrętu, na jakim Giants się obecnie znaleźli i nie dopuścić do tego, aby Daniel Jones po powrocie kontuzji zamienił się w totalnego kartofla, bo inaczej skończy jak inny Jones, o którym już tutaj wspomnieliśmy. 

WASHINGTON COMMANDERS (4-13)

Cele na sezon 2023: żadne

Wynik: drugi pick w drafcie i gruntowna przebudowa

 Przed startem sezonu 2023 NFL bez żalu pożegnała Dana Snydera jako właściciela drużyny ze stolicy. Dlaczego bez żalu? Jeśli ktoś nie wie lub nie pamięta, odsyłam do swojego tekstu, który i tak tylko “ugryzł” temat znienawidzonego właściciela Commanders. Od kiedy nowym włodarzem w Waszyngtonie jest Josh Harris, w zasadzie było wiadomo, że ten sezon będzie mocno przejściowy i że w zasadzie o nic wielkiego walczyć nie będą, a jak da się przy okazji zgarnąć wysoki pick w drafcie to będzie jeszcze lepiej. Harris dał jeszcze ten rok poprowadzić drużynę Ronowi Riverze, ale jak każdy się spodziewał – po sezonie zaczęto przeprowadzać porządki w gabinetach i z pożegnano się z Riverą. Na stanowisko generalnego menadżera został sprowadzony Adam Peters – prawa ręka Josha Lyncha, który jest GMem San Francisco 49ers. Nie jest to ktoś wyciągnięty z kapelusza, tylko człowiek, którego inne kluby już w przeszłości chciały zatrudnić jako swojego generalnego menadżera, ale Peters cierpliwie czekał na godną uwagi ofertę i taka właśnie napłynęła ze stolicy. W zatrudnieniu Petersa pomógł Bob Myers, bardzo dobrze znany fanom koszykówki jako jeden z ojców dynastii Golden State Warriors w NBA. Sądze, że fani Commanders przecierają oczy ze zdumienia, bo tak sensownych ruchów ta organizacja nie robiła od… 20 lat? Pozostawała tylko kwestia tego, kto zostanie nowym head coachem. Zabrzmi to surrealistycznie biorąc pod uwagę ostatnie lata, ale Commanders byli jednym z najatrakcyjniejszych wakatów w lidze. Dlaczego? – spytacie. porównajmy sytuację Commanders do mieszkania. Wolicie wprowadzić się do mieszkania, w którym nie pasuje wam wystrój, meble nadają się na śmietnik, a łazienka ostatni remont pamięta czasy towarzysza Gierka? Czy do mieszkania w stanie deweloperskim, gdzie co prawda nie ma w zasadzie niczego poza instalacją elektryczną i kanalizacją, ale przynajmniej może je urządzić jak tylko będzie wam pasować? Commanders są właśnie w “stanie deweloperskim” i ktokolwiek tam przyjdzie będzie mógł budować ten zespół od podstaw podstaw. A jak lepiej zacząć przebudowę, jeśli nie od wyboru rozgrywającego? Przed taką szansą staną Commanders w kwietniu jako, że zakończyli sezon jako druga najgorsza drużyna, zaliczając pod koniec sezonu “imponującą” serię ośmiu porażek z rzędu. I być może wyszło im to na dobrze, patrząc na to, że Sam Howell jednak nie nadaje się na bycie QB1, a Terry McLaurin w końcu może dostać dobrego rozgrywającego, na którym można polegać. Jednym z mankamentów może być tutaj linia ofensywna, która w tym sezonie delikatnie mówiąc się nie popisywała, dopuszczając do aż 65 sacków na Howellu, co jest najgorszym wynikiem w lidze i nie będzie w stanie ochronić nowego QB. Nie bez przypadku dwie najgorsze drużyny sezonu dopuściły do największej ilości sacków, co tylko pokazuje jak ważna jest to formacja w dzisiejszej NFL mocno nastawionej na pass rush, szczególnie w przypadku młodych, niedoświadczonych rozgrywających. W tym roku we free agency ciężko będzie o dobrego liniowego, więc zostaje dobre draftowanie i ewentualne wymiany. Budowy od fundamentów wymaga w zasadzie cała defensywa, gdzie po oddaniu Monteza Sweata i Chase’a Younga nie ma w zasadzie nikogo – ani w linii, ani w secondary. Jednak na rynku wolnych agentów będzie można zaszaleć, bo Commanders w 2024 roku mają najwięcej wolnych pieniędzy w limicie płacowym spośród wszystkich drużyn – dokładniej 83,543 mln dolarów. W międzyczasie wyjaśniła się sytuacja z nowym head coachem, którym został Dan Quinn, dotychczasowy koordynator defensywy Dallas Cowboys. Quinn ma już doświadczenie jako head coach, ba!, poprowadził nawet Atlanta Falcons do Super Bowl, które przeszło do historii, jednak w sposób raczej nieprzyjemny dla Quinna, który zostanie z nim do końca jego trenerskiej kariery. Zatrudnienie Quinna wyszło również dość niespodziewanie, bo na początku mówiło się o zastąpieniu nim Pete’a Carrolla w Seattle, a przede wszystkim Commanders celowali w młodego ofensywnego trenera i ich nr 1 na liście był Ben Johnson, który zaskakująco ogłosił, że zostaje w Detroit na jeszcze jeden sezon i zrobił się problem. Wówczas faworytem do objęcia Commanders został Mike Mcdonald – koordynator defensywy Ravens, ale ten wybrał… Seattle Seahawks. Wówczas tak naprawdę jedyną sensowną opcją dla drużyny ze stolicy został Quinn. Nie był to ich pierwszy ani nawet drugi wybór, ale doświadczenia Quinnowi nie można odmówić i wierzyć w to, że dalej może być dobrym head coachem zarówno w perspektywie trenerskiej, jaki i budowania sztabu i drużyny.  Przed Commanders ciekawa przyszłość, która jednak wymaga czasu, cierpliwości i masy mądrych ruchów w gabinetach. Niemniej fani drużyny ze stolicy patrzą na horyzont z największą od 20 lat nadzieją na to, że będzie po prostu lepiej.

Autor: Igor Białecki

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej